Galeria twarzy (17): list czytelniczki + czy chory to kłopot + czy to był drugi wylew?

wylew, mózg, brain, drugi wylewDostałam list. Rozdzierający. I mimo że mam dobre doświadczenia szpitalno-rehabilitacyjne wiem, że tak bywa. Starość w chorobie jest podwójnie trudna. Tak dla chorych, jak dla jego rodzin. Sytuację komplikują nagłe zmiany, które biorą się z, właśnie czego? Najgorzej chyba myśleć, że coś bardzo złego się tam zadziało, że to był drugi wylew, niezdiagnozowany po prostu.

Tak jak pisałam. To wszystko jest rozdzierające. Oddaję głos czytelniczce.

(…) widzę jak w bardzo wielu miejscach panuje brak widzenia drugiego człowieka. Brak uważności. I to tam gdzie właśnie być powinna taka uważnośc – w służbie zdrowia.

Takiego chorego 80-latka najlepiej dla wielu lekarzy/pielęgniarek jest spacyfikować prochami żeby się nie ruszał zamiast walczyć żeby wrócił do zdrowia. Czytaj dalej

Nic na siłę – jak namawiać do rehabilitacji

Widziałam ostatnio chłopaka, którego każdy namawiał na rehabilitację, mimo że on nie widzi sensu. Każdy, kto go widział mówił „aaa, nie rehabilitujesz się? Zacznij!”, „głupio robisz”

Moim zdaniem to nie ma szans na zadziałanie. Pisałam kiedyś, że „powrót do zdrowia jest decyzją”. Myślałam tak w styczniu 2016 roku, kiedy pisałam podlinkowany tekst, myślę tak teraz. Mówienie „koniecznie zrób to i to” nie ma szans na zadziałanie, bo pochodzi od ludzi z zewnątrz. Bliższych i dalszych, ale nie jest naszą decyzją. Jeśli jesteśmy zmuszani do rehabilitacji, nie ma szans na ominięcie buntu. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się to oczywiste.  Czytaj dalej

Świadoma zgoda pacjenta a tromboliza – moje myśli

W medycynie istnieje takie pojęcie jak świadoma zgoda pacjenta.

kroplówkaTego terminu używa się w zasadzie w dwóch przypadkach: w badaniach klinicznych i naukowych, oraz po prostu przy leczeniu. Mnie oczywiście zastanawia świadoma zgoda pacjenta przed zabiegami medycznymi.

Także tymi robionymi ‚na ostro’, ale świadomie.

To jest tak: świadoma zgoda oznacza,  że podejmujemy decyzję o leczeniu na podstawie przekazanych informacji o leczeniu. Zanim wyrazimy zgodę,  powinniśmy znać wszystkie możliwe konsekwencje leczenia.  Razem ze skutkami ubocznymi, które mam grożą. Tak jak na przykład o tym, że założenie stentu w przy rozwarstwieniu tętnicy szyjnej daje duże ryzyko udaru. Dlatego tego nie robię;)

Nawet lekarstwa powinny mieć grzecznie wypisane skutki. Pożądane i niepożądane (y the way, wg wielu filmów dokumentalnych części skutków nieporządanych nie wpisuje się w ulotkach. Taka polityka koncernów farmaceutycznych. Wiecie, jak jest) Czytaj dalej

moje pierwsze zawody strzeleckie… hurra, nie byłam ostatnia!

Ostatnio dzieje się u mnie tak dużo, że nawet nie mam czasu relacjonować wam tego, nie mówiąc o zagłębieniu się w sprawy udarowe, które dotyczą mnie odrobinę mniej, bo o nich przede wszystkim czytałam. Nie lękajcie się jednak. Nie zamieniam mojej Lewaczki na bloga osobistego. To i tak nie byłoby ciekawe;)

No, ale na początku chciałam wam powiedzieć, że

MOJE PIERWSZE ZAWODY STRZELECKIE są już za mną.

strzanie, strzelectwo, zawody

wystrzelalam więcej, niż moje minimum z minimów, poniżej którego zastanawiałabym się, nad sensem istnienia. I strzelania;)

433/600. Taki se wynik. Myślałam że będę superzadowolona z wyniku powyżej 470, 433 to taka sredniaweczka. Ale niezbyt zła:) nie płaczę ze zgryzoty na pewno.

Były to zawody niepełnosprawnych w strzelectwie sportowym. Niepełnosprawnych, czyli niepełnosprawnych ruchowo.

strzelanie, zawody, strzelectwoMnóstwo ludzi na wózkach, bez rąk, trochę o kulach… neurologiczni chodzący też byli, ale w zasadzie chyba tylko kilka osób było w mniej więcej mojej formie (Na ok.150)

Neurologiczni mają dużo chyba trudniej. I do kwalifikacji, bo
– tak faktycznie jak się nie ma obciętej nóżki lub rączki, trzeba udowadniać, że się jest chorym. I, jak chyba już pisałam, mogę o prostu być zbyt mało niepełnosprawna, co mnie rozwala.

Za bardzo chora żeby normalnie funkcjonować, za mało – żeby uprawiać sport niepełnosprawnych wyczynowo. No tak.  Czytaj dalej

Opinia innych: jak cię widzą, tak cię widzą( ;

Po moim ostatnim tekście [klik], czytelniczka Sylwia zwróciła moją uwagę na coś, co jest bardzo ważne. My sami widzimy siebie inaczej, niż nasi bliscy. Opinia innych jest czymś co może pozwolić nam na odrobinę dystansu.

Czyli… Jak cię widzą, tak cię widzą:)

To jak z odchudzaniem. Jeśli tracisz po poł kilo tygodniowo, sam tego nigdy nie zobaczysz z tygodnia na tydzień. I nawet strata 10 kilo nie wydaje się aż tak spektakularna. Bo przecież schodziło stopniowo.

A wyobraź sobi, że ktoś widzi cię po kilku miesiącach i mnieszego o 15 kilogramów. Ty wzruszasz ramionami, bo chyba trochę schudłeś, a innym szczęka opada do kolan jak postaciom z Looney Tunes. Bo nie widzieli procesu tylko efekt.  Czytaj dalej

Zima oznacza niepewność z chodzeniem

Łagodną mamy zimę w tym roku. Kierowcy się cieszą, dzieci pewnie nie, ja, gdyby ktoś mnie zabrał na snowboard skakałabym z radości, tak to nie skaczę aż tak bardzo.

Umówmy się: świetnie chodzę, ale nie jest to czynność, w której się czuję bardzo pewnie czuję. Przy śniegu i lodzie jest dużo gorzej niż zwykle. Na piachu i schodach też;)

Wiem wiem, mnóstwo osób powiedziałoby, że to nie dotyczy wyłącznie neurologicznych, to prawda. Tylko że teraz inaczej odczuwam to niż kiedyś. Kiedyś się nie bałam. Kiedyś nie koślawiłam nóg specjalnie, żeby stabilniej się na nich trzymać. Kiedyś nie trzymałam się najbliżej poręczy, jak można.

Kiedyś się nie potykałam dość często. Kiedyś…  Czytaj dalej

emocjonalnie trudny styczeń. brawo, panie losie!

=emotions, emocjeBardzo emocjonalny dla mnie jest ten styczeń.

po pierwsze: toczeń. Sygnalizowalam jakoś, że mamy tu duże zmiany. Tak na 90%. Te 10% w moim przypadku to jak być lub nie być. Bo przypuszczenia są gorsze niż byly do tej pory. Mój nowy neurolog (polecam!) zajmuje się też reumatologią. Jest cudowny, ma piękny, szeroki uśmiech, i, przede wszystkim, dał mi nadzieję na wytłumaczenie WSZYSTKIEGO jedną chorobą.

Toczniem. Ale jego neurologiczną postacią. Od czego można mieć chorobę lokomocyjną, być przemęczonym, labilnym i osłabionym, mieć depresję, bezs czerwone wino i tak się pije w temperaturze pokojowej:p bezenność… to jak trafienie dziesiątki na tarczy (strzelam 3 razy w tygodniu, nie jest łatwo, uwierzcie), jednej rzeczy, która za jednym zamachem tłumaczy wszystko.

WSZYSTKO.

na początku ucieszyłam się słysząc to. Radość trwała jeden dzień. Potem uświadomiłam sobie, że (cholera!) to jest postać choroby, która niestety miesza mi w centralnym układzie nerwowym. atakuje na przykład mój mózg. a wiecie, nie jest tak, że mam go w superdobrej formie. Już jest dość mocno pognębiony. To nie jest tak, że mam co oddawać. Czytaj dalej

„Yes woman” – jak rzucam się na wszystko i jak to wpływa na moje zdrowienie

oman arabPisałam tę notkę odmrażając sobie tyłek na parapecie. Rozwlekłam ją tak, że uciekło mi sedno tego, co chciałam powiedzieć.

Zacznę zatem w zupełnie inny sposób. Myślę,że w dużej mierze, określa mnie fakt, że mówię TAK. Mówię TAK zadaniom, okazjom, ludziom, mówię tak, zrobię to, tak – wejdźmy w to.

Wchodzę we wszystko z nadzieją, że będzie lepiej, że kolejna okazja zmieni mnie lub świat na lepsze. Że wykonanie zadania przyniesie korzyść i satysfakcję.  Czytaj dalej

telewizja, telewizja, i po telewizji

No tak. Byłam w TVN. To znaczy w programie 36,6 Ewy Drzyzgi był malutki reportaż o moim udarze. I nie mogę wystarczająo podkreśli, jak bardzo ten materiał mnie zawiódł. Nie moją próżność, nie Kasię Es., bo w sumie, mimo że mi mordka leciała mocno, wszscy wokół mówią, że pięknie wyglądałam, i nieźle mówiłam, ale Kasię, której życie jest zdeterminowane przez udar mózgu i która uchciałaby, żeby ludzie faktycznie wiedzieli co to jest. Bo wiedza = większe prawdopodobieństwo, że w razie potrzeby pomożemy sobie lub innym.

No ok. Pod tym linkiem znajdziecie historię Kasi, która przed ukończeniem 30 roku życia  Czytaj dalej