inni udarowcy mój udar

galeria twarzy (4): ależ, pani Kasiu!

Published by:

muzykaBył taki pan po udarze mózgu, uwielbiałam go jakoś. Muzyk znanego zespołu, ale trudno byłoby skojarzyć buzię, szczególnie młodym. Gwiazdą Pudelka nie był i nigdy nie będzie.

Taki trochę starej daty, bardzo inteligentny i przesympatyczny. Jestem pewna, że gdziekolwiek się ruszył, od razu znajdował grono kompanów przynajmniej do rozmowy. Chyba mnie lubił, często się uśmiechaliśmy do siebie, podchodził posłuchać, kiedy czytałam na głos.

Nie wyobrażałam sobie, co musiał czuć muzyk, który stracił władzę w ręku. Myślałam o tym często i w duchu – trochę głupio, teraz to widzę – dobrze, że nie brnęłam dalej w edukację muzyczną. Bo teraz to bym dopiero straciła wszystko.

I kiedyś, podczas zajęć, wyszła rozmowa o fajkach. Opowiadał, jakim palaczem był. W jego słowach słychać było niemal czułość, kiedy o niech mówił. Mało się odzywałam w  tamtych czasach, ale w końcu zdobyłam się na odwagę zapytania, czy wciąż pali. Odpowiedź mówiła wszystko.

Usłyszałam rozmarzone, śpiewne „ależ. Pani Kasiu” i ten uśmiech, który sugerował, że nigdy nie rzuci najprzyjemniejszego z przyjemnych hobby. Tak. „Czy jest coś lepszego, niż głęboki fotel, szklaneczka whisky w jednej ręce i papieros w drugiej”?

Szczerze mówiąc, nie potrafiłabym wymienić ani jednej takiej rzeczy. Po długich tygodniach w szpitalu, nic mi nie przychodziło do głowy.

ps

pan Muzyk, widzę teraz, był w wieku emerytalnym. Ale chyba świetnie się trzymał! No, oprócz udaru.

mój udar

Spieszę się powoli!

Published by:

readingMija już półtora roku od udaru i dalej nie umiem się przyzwyczaić do do pewnej rzeczy. Jestem taka powolna!

Jak planuje coś na pół godziny, mogę mieć pewność, że zajmie mi 45 minut, a koniec końców pewnie na godzinie. A wydaje mi się że to pół godziny i tak dałam sobie z dużym zapasem…

Plan na wczorajszy ranek był prosty. Wstać, higiena &ubieranie, zrobić paznokcie. Spakować się. Śniadanie. Na 10 joga, na 11:55 autobus. Wstałam o 6:30. I gdybym nie zadzwoniła

Tatoooooo, gdzie jesteś, podwieziesz mnie?

To bym jechała autobusem po 13:00. Bez jogi;) ja nie rozumiem, jak to się dzieje. Niby wszystko jest podobnie, ale jakoś nie umiem przywrócić czasu do dyscypliny.

Czasem że zdziwieniem patrzę na zegarek i się mu poddaję. Liczę na to, że ‚będę trochę później’ powiedziane zawczasu ocali mogę relacje z bliźnimi.

Po Kasi, która potrafiła się ogarnąć się w kilka minut, nie ma już śladu. Nie umiem niczego zrobić szybko i nawet planowanie, na jakie mnie stać, nie działa. Muszę po prostu najmniej pilne rzeczy zostawiać na koniec. Prawdopodobnie i tak ich nie zrobię…

Póki nie mam pracy na głowie i dzieciaków do posłania do szkoły, jest w porządku. Dopóki na pewne rzeczy można machnąć ręką, nie ma co płakać. i nie płaczę, choć żal mi tej wczorajszej jogi(;

mój udar

toksyna botulinowa po udarze mózgu

Published by:

spastyczność po udarzeJestem szczęściarą. Moja łapa-sztywniara prostuje się bez problemów, dłoń umiem otworzyć w pełnym zakresie, nikt mi nigdy jej nie otwierał na siłę.

Jest raczej sztywna, niż przykurczona. Raz bardziej, raz mniej, tylko w jednym momencie myślałam o tym, żeby prosić o jakąś kurację na rozluźnienie. Nigdy też nie przyszło mi do głowy, żeby prosić o terapię za pomocą toksyny botulinowej (tzw. jadu kiełbasianego).

Wiecie co to jad kiełbasiany. To ta trucizna, którą można się zatruć, jak się nam zepsują konserwy na półce. I którą niektóre kobiety wstrzykują sobie, żeby pozbywać się zmarszczek. Tak, to botoks. Używa się go również u neurologicznych, do rozluźniania przykurczonych mięśni. I co najlepsze – ta metoda jest od nie tak dawna przez NFZ! Więc można się zapisywać do kolejki;)

Jak to działa? Naczytałam się o jakichś białkach, które się łączą z receptorami, ale to mało istotne. Toksynę botulinową wstrzykuje się cieniutką igłą dokładnie w miejsca, które trzeba rozluźnić. Działa więc precyzyjnie i miejscowo i rozluźnia mięśnie na 3 miesiące, podczas których można się intensywnie rehabilitować. A potem jeszcze się ostrzyknąć:) Miła terapia.

Raczej z moją sztywniarą bym się nie zakwalifikowała na leczenie, ale nie bardzo płaczę z tego powodu. I coraz więcej ośrodków proponuje leczenie tą metodą – poniżej wrzucę link:) zachęcam do zapytania neurologa, czy toksyna botulinowa byłaby rozwiązaniem również przy Waszej spastyczności.

http://www.fum.info.pl/page/index/223

notka krótka, bo nie ma co gadać więcej;)

 

mój udar Uncategorized

jestem oazą spokoju

Published by:

relax, meditation, acceptancewiecie co, wczoraj (już przedwczoraj) zepsuła się lokomotywa w pociągu, którym jechałam. Podróż przeciągnęła się do 11 godzin (zamiast 6) i uświadomiłam sobie ważne rzeczy.

Jestem superemocjonalna, ale.. mimo to stałam się oazą spokoju.  Byłam chyba jedyną spokojną osobą w pociągu. Patrzyłam na ludzi, którzy wydzierają się na konduktorów, chodzą po pociągu szukając  kogoś, komu można się pożalić na los. Ja byłam rozdrażniona, ale nie miałam żalu do losu.

Kiedyś tak nie było. Doskonale wiem, co mnie zmieniło.

Udar.

To doświadczenie pokazało mi, że tak naprawdę nie jesteśmy sobie ‚sterem, żeglarzem i rybą’. Serio. Jednego dnia można jechać do domu na święta, a zamiast   tego trafić na SOR. Rzeczy, na które nie mam wpływu, odpuszczam. Nie ma się co szarpać. Można się starać z całych sił, ale na moc ślepego losu nie ma siły.

wkurzanie się na zepsutą lokomotywę, deszcz, który popsuł nam plany na weekend, czy udar, nie ma sensu. Nic się z tym nie zrobi, a złość piękności (i zdrowiu) szkodzi. I nawet się nie przejmuję. Naprawdę dużo mniej rzeczy wyprowadza mnie z równowagi.

Poza tym, obojętnie jak by nie było, zawsze może być gorzej. e

To też jakaś pomoc w przetrwaniu… Podejście pracuję dużo, ale ‚biorę co los da’ to chyba jedna z bardzo niewielu pozytywnych zmian które nastąpiły po udarze. Bez tej akceptacji istnienia ślepego losu/boskiej woli/pecha/kolei rzeczy byłoby dużo gorzej:)

https://www.youtube.com/watch?v=_FosDfyBMvQ

PS

do listy miast, które odwiedziłam, dołączam Łowicz!:P

dworzec w łowiczu

mój udar

o moim lenistwie

Published by:

pies odpoczywaNiedawno powiedziałam kilku osobom, że jestem oazą spokoju i odpuszczam: Przed udarem też nie byłam jakoś szczególnie wybuchowa, ale teraz mam mniej się spinam. Po prostu czuję, że nie ma co się przejmować.

Aż tu nagle… Kilka dni temu wybuchłam po raz pierwszy.

O co poszło? Kolega powiedział mi, że jestem leniwa. Nie pierwszy raz po udarze to usłyszałam, ale pierwszy raz coś mi się we mnie złamało, aż miałam łzy wściekłości w oczach.

Jak to wyglądało? Wracałam do domu ze spotkania. Niby nic mnie nie bolało, ale czułam się, jakby przebiegło po mnie stado bawołów. Mdłości, zmęczenie takie, że najchętniej usiadłabym na krawężniku i zapłakałabym nad swoim losem. Ale dzielnie szłam – gdybym nie zrobiła dłuższego spaceru, byłby dzień bez ćwiczeń fizycznych żadnych. Chciałam przejść minimum 4 km, zanim wsiądę do autobusu. Chciałam też uspokoić mdłości na świeżym powietrzu. I pisze kolega. Początek rozmowy jak często:

– jak się czujesz?

– bywało lepiej, ale się trzymam

– coś cię boli?

– nie, ale się kiepsko czuję

– wyjdź na dwór, uprawiaj sport, jesteś TAKA LENIWA. itp.itd.

I pewnie gdybym nie miała kilku kilometrów za sobą to bym nie wybuchła. Ale miałam i zrobiło mi się strasznie przykro, że ktoś, kogo dość dobrze znam, mówi że jestem leniwa.

Z moim lenistwem to jest tak, przyznam się:

JESTEM LENIWA Z NATURY. MAM WRĘCZ LENIWĄ DUSZĘ.

Ale robię inne wrażenie. Na niektórych wręcz wrażenie pracusia. Trochę dlatego, że staram się jak mogę powściągać moje lenistwo i – a już od udaru na pewno – idzie mi dobrze. Wręcz bywam pracowita:)

Pytanie filozoficzne: czy brzydka kobieta zdobywająca tytuł miss świata jest dalej brzydka? Czy zapach potu wkomponowany w perfumy będzie wciąż smrodem? Czy leniwiec, który dużo pracuje jest leniwcem?

I tak, i nie. Przepraszam że to powiem, może to zabrzmieć zarozumiale, ale na ten moment jedyną osobą, która naprawdę może oceniać moje lenistwo jestem ja sama. No, może też moi rodzice też, z którymi razem sobie leniuchujemy. Mój tata ma też leniwą duszę, wie jak to jest. Tata nawet leniwszą od mojej:) z drugiej strony, odpoczynek jest prawem. I nie można mylić lenistwa z odpoczywaniem:)

Ja mam ciągłe wyrzuty sumienia przez to, że robię niewystarczająco. Że nie wróciłam do pracy, że za mało ćwiczę. Strasznie bym chciała wrócić do aktywności zawodowej, żeby zagłuszyć te wyrzuty sumienia ale myślę, że nie jestem gotowa. Ciekawe, co ZUS będzie myślał za jakiś czas;)

Podsumuję, słowami: jestem i nie jestem leniwa jednocześnie, ale jak ktoś ma tyle odwagi, żeby mnie oceniać, to się wkurzam strasznie, zwłaszcza kiedy akurat jestem na kilkukilometrowym spacerze:P

ogłoszenie zatem:

jeśli ktoś miałby jakąś robotę, którą można zrobić nie ‚na wczoraj’, ale ‚na pojutrze’, to chętnie bym się podjęła! I, jak zwykle, nie zawiodę. Jedyną osobą, którą regularnie zawodzę, jestem ja sama;)

/koniec ogłoszenia

 

mój udar rehabilitacja

cho na spacer!

Published by:

nordic walkingTyle pisałam o bieganiu,  że strasznie chciałam biegać i zapomniałam o czymś ważniejszym i bardziej oczywistym. O chodzeniu!

Na początku niedowład uniemożliwia nawet chodzenie, jak już (jeśli)  się je opanuje, to jest ono cudnym ćwiczeniem. Bez niczego,  z kijkami, daleko i blisko.

Ale raczej,  najpierw blisko i z poparciem. Polecam kijki do nordic walking!  Nie tylko do łapania równowagi,  ale też koordynacji. Dobrze uzyty kijek wymusza taki ruch naprzemienny jak u zdrowego. Wiecie,  prawa nóżka, lewa ręka do przodu. U mnie było raczej prawa nóżka do przodu,  lewa rączka przy ciele(; kijek wymógł na mnie ten poprawny ruch :) i dalej nie co uczy.

Jestem zawziętym piechurem. Na tyle,  że potrafię robić i kilkanaście kilometrów dziennie (w szczególności u braciszka ma wakacjach),  ale i wczoraj, i przedwczoraj wpadło przeszło 10 km, że tak się pochwalę :)

Dlaczego chodzenie jest dla mnie lepsze niż bieganie?

1. Trening trwa dłużej. Jak ćwiczę wytrzymywanie w życiu aktywności przez długi czas, a nie wracanie do łóżka po pół godziny aktywności. Bieg zazwyczaj kończy się u mnie drzemką:)

2.Stawy… Jednak jestem grubaska. Zacznę znowu biegać,  jak schudne z 10 kilo. Myślę że kolana mi za to kiedyś podziekują. Wcześniej o tym nie myślałam,  ale wcześniej byłam okazem zdrowia, a teraz zaczynam dzień ciesząc się cytatem z Baranczaka ‚jeżeli coś cię boli, dobra wiadomość – żyjesz’ (;

3. Choć nie wyglądam,  cały czas walczę o przetrwanie.  Chodząc, czuję się dużo pewniej.

4. Chodzenie pozwala mi poznać lepiej świat. W biegu skupiam się tylko na myślach ‚jeszcze troszeczkę’ i ‚noga do góry, nie przewrócić się, oddech!’

I żeby uwiarygodnić moje wędrówki załączam dziury, które wychodziłam! ;) nie jedyne!

broken shoes

PS

oczywiście, udarowiec udarowcowi nierówny, więc może być gorzej. Pani Małgorzata napisała w fejsowych komentarzach:

Chodzenie jest OK tyle, że jak się ma ścisk palcy w stopie to boli bardzo… A jak z Waszymi topami? Bo moja lewa jest tak już rozklapciała (pewnie napięcie mięśniowe słabe i też wtedy puszczają więzadła) i obolała (palce zdeformowane od uścisku), że zrobiła się tak szeroka, że tylko tęgość K i M mi wchodzi. Efekt? Tylko butki w zdrowej stopie za ok. 5 stów para!!! Zbankrutuję!

ech…

inni udarowcy

Jessie J też jest udarowcem!

Published by:

By Eva Rinaldi - Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

By Eva Rinaldi – Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

Znacie Jessie J? Jeśli nie to trudno, uwierzcie mi na słowo, że jest międzynarodową gwiazdą. I udarowcem!

w wieku 18 lat przeszła udar mózgu, 17 mniejszy (TIA?) jako efekt dziecięcej choroby serca.

W jednym wywiadów powiedziała, że dzięki chorobie serca zaczęła pisać piosenki, dzięki udarowi stała się stała. Bo dał jej odwagę (kopa?) do wejścia na estradę.

dziewczyna mówi, że jej siła woli i determinacja są efektem choroby. Ale też podkreśla, że dba o siebie jak tylko może. Mówi, że oprócz bolesnej prawej ręki i problemów z nerwami (??) ma się dobrze.

Robi swoje. Czad, prawda?

Mi tam się za bardzo nie podoba jej muzyka, ale głos ma dziewczyna, trzeba przyznać. Poniżej piosenka o doświadczeniu udarowym, jak gdzieś wyczytałam:)

refren w tłumaczeniu:

Nie trać siebie w rozmazanych gwiazdach
Widzenie jest oszustwem, marzenie jest wiarą
W porządku jest nie być w porządku
Czasem ciężko podążać za swoim sercem
Lecz łzy nie znaczą, że przegrywasz,
Każdy ma jakieś blizny
Po prostu bądź szczery w tym, kim jesteś!

także tego;)

jakby ktoś chciał sobie poczytać coś więcej (po angielsku): http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-3164756/Jessie-J-says-teenage-stroke-heart-condition-helped-set-path-stardom.html

moim zdaniem mój udar

o reportażu o mnie;pp

Published by:

pracujemy dalej:)

pracujemy dalej:)

Ach dziwne to były dni. Wiecie jak wywiady męczą?;) zeszły tydzień spędziłam trochę na ich udzielaniu i tu mamy efekt: klik!

I wyszło niesamowicie smutno. Nie spodziewałam się tego! Naprawdę:) Bo powiedziałam pani reporterce masę dobrych rzeczy! no ale, jak chyba powiedziała, widać było tęsknotę we mnie…

Powstał zatem reportaż bardziej o chorowaniu, niż o zdrowieniu. Dobre to i złe (jak wszystko w życiu), z dwóch aspektów wybrano jeden.

smutno to wszystko wyszło, ale cieszę się, że moja niechęć do cebuli została udokumentowana :)

chciałabym dodać do tego wszystkiego, że i mam cudownego braciszka, który mnie karmił, robił mi paznokcie w szpitalu, dostawał mandaty pędząc do mnie i nie wahał się przed wyśmianiem mnie ani sekundy:P

poniżej reportaż wrzucony na youtubca bo mnóstwo ludzi (Np. moja babcia!) ma problemy z odsłuchaniem go przez aplikację na stronie. jak mi zablokują konto to przeżyję te kilka filmików;p

 

ps

ledwo wstałam a już padam. tak to wszystko było  supermęczące:) jest pretekst o drzemki!

mój udar Uncategorized

O, następną ćpunkę nam przywieźli – SOR a narkotyki a udar mózgu

Published by:

wstęp wzbroniony z narkotykami i bronią nuklearną((;

wstęp wzbroniony z narkotykami i bronią nuklearną((;

Od czasu do czasu dowiaduję się różnych ciekawych rzeczy o swoim udarze. Najbardziej interesujące są te rz moich pierwszych chwil. Niby tam byłam, ale tak, jakby mnie nie było.

Niby pamiętam pewne rzeczy, ale jest tak, jakbym zupełnie nie pamiętała. Ostatnio usłyszałam o swoich pierwszych chwilach na SOR-ze.

I o komentarzach, których w normalnych warunkach bym nie odpuściła.

o, znowu nam ćpunkę przywieźli

tadam. No jestem w szoku i nie jestem jednocześnie.

Bo jak można o biednym udarczyku powiedzieć ‚ćpun’?

a z drugiej strony, jak można od razu pomyśleć o młodej babeczce, że to udarczyczka? Cóż, to nie jest pierwszy strzał żadnego człowieka. Ale lekarza?

Potem pytano mnie, moją ocalicielkę ukochaną i rodziców o te narkotyki z miliard razy. I jak piosenka się układało ‚nie nie nie nie nie nie nie’.

Ok, narkotyki (w szczególności kokaina i amfetamina), pijaństwo i papierosy zwiększają ryzyko udaru mózgu i są lwią częścią przyczyn, ale umówmy się, nazywanie ćpunką, kogoś, kto został przywieziony na SOR jest tak sensowne, jak mówienie „zostaw go, na pewno pijany” o dziadku, który przewrócił się na ulicy. Może i pijany, to co, nie pomagamy?

Jak bardzo musieli być zdziwieni lekarze, kiedy w mojej krwi nie odkryli ani grama niedozwolonej substancji (jeśli to badano). A kuku!

współczuję mojej przyjaciółce, która musiała się (chyba) za mnie tłumaczyć. I mojej mamie, której musiały przychodzić do głowy wątpliwości, bo w sumie co ona tam wiedziała o tym moim warszawskim życiu..

No, w każdym razie. Zrobiło mi się przykro, jak się o tym dowiedziałam. Jak ludzie muszą sobie pogadać, mogliby to robić w ukryciu, nie przed bliskimi i przy pacjencie.

mój udar rehabilitacja Uncategorized

Budujemy kolejne wieże:)

Published by:

I piramidy!

Już raz pisałam o wieży, ale te są inne.

znalazłam ostatnio kilka zdjęć z pierwszej rehabilitacji. okazało się, że byłam trochę Bobem Budowniczym! Albo moja ręka była:) budowała takie super konstrukcje…

wieża 3

wieża2

wieża1

Wiecie jakie to trudne? :)

Ale fajniejsze, niż na to wygląda. Bo budowanie takich wież może nawet (serio!) wciągnąć. Oczywiście lecą i się rozwalają,  bo były źle ułożone i bo jakiś nieposłuszny palec je trącił. A ty chcesz wyżej, wyżej, wyżej…

Czasem nie trzeba wielkich pieniędzy, żeby zrobić narzędzia rehabilitacyjne:) Czasem wystarczy rozmienić kasę albo wypić milion butelek wody, żeby poćwiczyć zręczność, chwytanie, ruchy precyzyjne, koncentrację, nie wspominając o cierpliwości.