inni udarowcy moim zdaniem

jednoręcy też sobie radzą:)

Published by:

stanie na jednej ręceJa jestem dwuręczna. To, że lewaczka jest mniej sprawna, to nie znaczy, że jej nie używam. Wręcz przeciwnie.

Ale jest cała masa ludzi, którzy po udarze pozostali z jedną tylko ręką sprawną, a drugą mają zupełnie nieruchomą.

Zapraszam na wpis typu ‚co by było gdyby’. Gdyby lewaczka była o prawaczce, czyli o radzeniu sobie z jednorękim życiem.

Niektórzy jednoręcy, zwłaszcza ci, którzy  są niesprawni bardzo długo, mogą zrobić niemal wszystko – od podrapania się po nosie, przez otwarcie słoika, po grę w bilard. Serio!

Oczywiście wszystkie umiejętności przychodzą z czasem, praktyką i – niekiedy – przyrządami (niekiedy gadżetami). Można je znaleźć w internetach:)

zapraszam na subiektywną listę niesamowitych rzeczy, które można zrobić jedną ręką.

  1. otwarcie słoika. tak. okazuje się, że jest wiele gadżetów, które ułatwiają to trudne (nawet dla sprawnych) zadanie i butelek, różnorakich zakrętek.
  2. ubranie się. czynność, której od udaru dalej nienawidzę, mimo że rączkę mam operatywną. Jak to zrobić jedną ręką? Podobno się da! Wierzę na słowo tym, którzy sobie radzą.
  3. gra na komputerze/konsoli. Gry komputerowe mają to do siebie, że jakoś się personalizują. A co do konsoli – produkuje się kontrolery dla jednorękich.:) więc jak ktoś tęskni za Mortal Kombat, ma jeszcze szansę na dokopanie znajomym.
  4. zapalenie zapałki. Tak! tu aż wrzucam wideo.

pamiętam, że kiedyś (w liceum chyba) próbowałam to robić. ćwiczyłam i ćwiczyłam. prawie się udało:)

5. przygotowanie obiadu. tak… i to można. łącznie z krojeniem, siekaniem, trzymaniem patelni na ogniu (dostępne są specjalne deseczki i noże dla niesprawnych, które pomagają w gotowaniu:)

6. wiązanie butów. takkk!

8. gra w karty. i nie tylko w wojnę:) trzymadełka do kart już ktoś wymyślił.

9. nałożenie pasty na szczoteczkę. najmniejsze rzeczy mogą sprawiać masę kłopotów!

10. gra w bilard. niestety nie mogę wrzucić zdjęć, bo to prywatne zdjęcia pewnej kobitki i jej męża. Przed udarem facet uwielbiał bilard. I po udarze wymyślił ‚jak to się robi. Grał z jakimś urządzonkiem podtrzymującym kij na brzegu stołu, kij opierał sobie o ramię (jeśli się nie mylę). Żona napisała, że radził sobie nieźle. A jak się cieszył!

MNIE IMPONUJE.

Pani Madzia by mnie zabiła za próby nauki takich trików, bo w przypadku rehabilitacji bardziej sprawdza się próbowanie robienia wszystkiego chorą ręką, ale ja już nie jestem jednoręczna. I – mam nadzieję – nigdy nie będę.

A tym, którzy muszą radzić sobie z jedną ręką na co dzień, życzę powodzenia, pogody i uśmiechu!

PS

to tylko kilka z wielu stron dostępnych na ten temat:)

www.zyjlatwiej.pl

www.pomocedlaseniora.pl

http://www.onehandcanshop.com/

http://www.eatonhand.com/hw/hw107.htm

https://www.amazon.com/gp/richpub/listmania/fullview/RIKD5FM6WHIT7

http://www.toysrbob.com/onearm/

moim zdaniem

Pomocy! Co po szpitalu?

Published by:

Od czasu do czasu dostaję od Was (czytelników. Bo istniejecie!) wiadomości. Bardzo się z nich zawsze cieszę, ale często tylko do czasu, kiedy doczytuję do momentu pytania ‚i co dalej’?

Najszczerszą odpowiedzią byłoby ‚weź szybko ozdrowiej, bo tak naprawdę, jeśli ci jakiś krewny nie pomoże, to będzie ci ciężko ogarnąć’.

w każdym wypisie mamy coś jak zalecenia. mój pierwszy wypis z neurologii jest całkiem spoko, wszystko po kolei wypunktowane, wiedziałam, co robić. Badania były ustawione, pierwsza rehabilitacja też, ale oprócz tego trzeba wiedzieć całą masę rzeczy. Skąd wziąć pieniądze na życie, skoro nie można pracować, kto może mi pomóc zmieniać pieluchę, w czym może mi pomóc państwo, jak załatwiać kolejne rehabilitacje, i tak dalej, i tak dalej…

Wiecie co, ja nie wiem. Moja mama była i jest jak połączenie googli z wyższą formą wiedzy, na dodatek zorientowaną w papierach. Bez niej zginęłabym i na pewno bym nie prowadziła bloga, bo w noclegowniach dla bezdomnych nie ma raczej . Początkowo – nie było szans, żebym to ogarnęła. bez mamy byłabym bez pieniędzy, bez renty (zasiłek chorobowy), bez niczego.

Na pytanie: co dalej, mówię co wiem, ale nie wiem zbyt dużo. Można o coś starać się w MOPSie, o coś w PFRONie…. I tyle w sumie wiem. Od lekarzy niczego się nie dowiedziałam, ale to też nie powinna być ich praca tak naprawdę. Nie dziwię się ludziom, którzy nie wiedzą, jak się w ogóle zorganizować, co i jak. Trzeba pytać i znaleźć swoją drogę. Pytanie lewaczki.pl jest jakimś początkiem.

Podobno

(zdjęcie z Facebooka The Stroke Association0n)

wg danych jednej z brytyjskich fundacji 45% udarowców czuje się opuszczonych po opuszczeniu szpitala. Zgaduję, że dotyczy to brytyjczyków. Wyobraźmy sobie te dane w Polsce. Jeśli nie masz rodziny, która o ciebie zadba, jak o mnie rodzice i przyjaciele i/albo cudownego, życzliwego neurologa, też poczujesz się opuszczony. Widzę to po wielu wiadomościach. Nie wiem, co można z tym zrobić.

w wielkiej brytanii mają ludzi (niestety nie pomnę dokładnej nazwy), których można nazwać ‚udarowym doradcą’. Często widzę ludzi, którzy piszą, że właśnie się widzieli ze swoim ‚doradcą’ i on doradził im to i to i to…. często są zawiedzeni radami, ale ktoś ich gdzieś kieruje, ktoś pomaga w zorientowaniu się w tym, co mogą, gdzie mogą, jak mogą. I jest to ktoś, kto powinien rozumieć, że udarowiec ma inne ograniczenia niż ktoś z nieneurologiczną chorobą. Widziałabym taki zawód medyczny gdzieś obok rehabilitantów i neuropsychologów. Póki co, liczyć można na kilka działających fundacji. Ale czy powinno się zrzucać się wszystko na barki NGOsów?

A wiecie, że i ci Brytyjczycy mają masę problemów ze swoim systemem?

W przypadku udaru powiedzenie ‚umiesz liczyć – licz na siebie’ raczej się nie sprawdzi…Ja zgaduję,  że 80% z nas może się czuć opuszczonym po wyjściu ze szpitala. Bo musi sobie radzić samemu. Bo przyjaciół wokół coraz mniej. Bo rodziny – jeśli są! – niekoniecznie rozumieją.

Takie to smutne słowo na poniedziałeczek.

 

 

inni udarowcy mój udar

Chciałabym do pracy

Published by:

Wczoraj złapała mnie duża niemoc. Zamiast iść do miasta i cieszyć się kinem i znajomymi poszłam do łóżka i przespałam kilka godzin. I zaczęłam myśleć o kilku medialnych udarowcach, takich jak Michał Figurski czy Bogusław Kaczyński, który od nas odszedł ostatni. Oni wrócili do pracy bardzo szybko.

Jak to możliwe?

Już prawie 1,5 roku od mojego udaru i coraz częściej myślę o tym, ze byłoby super wrócić juz do pracy. Ale tylko wtedy, kiedy świetnie sie czuję. Kiedy nie męczę się gadając, kiedy udaje mi sie skupić uwagę , kiedy nie mam mdłości, kiedy mogę przeczytać wiecej niz 2, 3 strony…

Przede wszystkim wtedy, kiedy nie potrzebuję wrócić do łóżka zaraz po porannej kawie, bo zmeczenie jest zbyt duze. No to jak oni to zrobili? Jak ludzie wracają do pracy tak szybko? I robi mi sie trochę glupio. Czuję sie leniwcem, który rozczula się nad sobą.

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi. Byłby hitem moim zdaniem(;

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi

I chciałabym, i sie boję. Jednocześnie czuję że powinnam i że nie mogę. Postarajcie się sobie to wyobrazić. Miks jest dość  przytłaczający.

Dla wielu udarowców powrót do pracy jest miarą powrotu do zdrowia. Dla mnie też, jedną z nich na pewno. Jedną z najbardziej widocznych miar.  Dlatego chyba pierwsze (i ostatnie:d) zarobione po udarze pieniądze chcialam oprawić w ramkę. Ale biednemu ta stówka się przydała jednak i wydałam ją. pewnie na pierdoły(;

mój udar

Galeria twarzy (3): mi też nie wolno palić…

Published by:

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa jednej z rehabilitacji była moją wspollokatorką. Była zupełnie różna ode mnie. Inne umiejętności, inny zasób wiedzy, inne doświadczenie, inna chorba. Tyle tylko, że też neurologiczna.

Ale w świecie opanowanym raczej przez ludzi starszych, lgniesz do rówieśników jak ćma do światła, znajdujesz w nich lustro, które może zniekształcać, ale niektórych prawd nie zniekształci.

Szpital to samotność. To nie jest świat młodzieży. Ja opanowywalam swoja znajomymi i przyjaciółmi, a potem robótkami. A ona, robieniem biżuterii, bardzo ładnej z resztą! I paleniem.

Podobno jej też nie wolno było palić, ale i tak wychodziła na fajeczkę. Ja jej otwierałam drzwi i zastanawiałam się, czy nie poprosić o jedną. W końcu jedynie o tym rozmawiałyśmy.

Byłyśmy tak bardzo różne, ona, weteranka, oczekiwała, że rehabilitację zrobi się za nią i żałowała, ze tym razem jej tu nie  pomagają. Była zaprzeczeniem tego, co myślałam o chorych na SM, zaprzeczeniem woli walki. A mimo to jakoś się odnajdywała w systemie, który i tych bez woli, tuli do serca wolą fizjoterapeuty, lekarza, mamy.

Z jednej strony ją rozumiałam, z drugiej – w ogóle nie. Nasze porozumienie najpełniej wyrazało się inwestowaniem się nawzajem czekoladą i orzechami. I (długimi jak na udarowców) opowieściami o życiu i papierosach, e dla mnie są już teraz symbolem chęci powracaia do zdrowia.

 

mój udar

to już rok blogowania – skąd ja biorę biorę tyle siły?

Published by:

gazeta wyborczanie raz myślałam, że już wyczerpałam temat udaru.

nie raz myślałam, że już nie ma o czym pisać. szykowałam się, do kończenia swojej lewaczkującej (bo nie lewackiej:P) przygody. ale potem dostawałam wiadomość od kogoś, kto to czyta. i za każdą wiadomość, każdy komentarz , dziękuję. nawet mojej jedynej hejterce, dzięki niej poczułam się Prawdziwą Blogerką:P

Wczoraj napisała do mnie pani Iza, też udarowiec. I gdzieś tam zapytała o coś, nad czym sama się zastanawiam.

skąd ja biorę siłę?

to jest superważne, bo każdy z nas, nie tylko udarowców, musi skądś brać siłę do przezwyciężania kryzysów. Skąd ja biorę siłę? Nie wiem sama, taka jest prawda:)

Często tej siły nie mam, co w połączeniu z moim pesymizmem daje paskudny miks. Jednak trochę mi tego mózgu zostało i wiem, że od użalania się nad sobą i poddawania się nikt nie wyzdrowiał.

Moją metodą jest odpuszczanie sobie. Jak się gorzej czuję, wyrko na mnie czeka :) następnego dnia, albo za dwa dni, złe samopoczucie przejdzie, energia wróci. Nie ma co się spinać. Odpuszczam sobie, nie wymagam od siebie więcej, niż to konieczne, nie oczekuję od siebie za dużo i za dużo od siebie nie wymagam.

Ładnego stoickiego rysu nabrałam, wcześniej go nie znałam raczej. Jakoś to będzie.

Los tak zadecydował. Nagle nie muszę się spieszyć i moim głównym obowiązkiem jest dbanie o siebie najlepiej jak umiem. Jak mi się znowu noga powinie w życiu, przynajmniej mam wymówkę, w końcu jestem udarowcem.

Tata mówi, że udar stał się moją wymówką, której używam za często. Mama mówi, żebym się wzięła do roboty. Cóż, myślałam o tym, oczywiście, że myślę o tym prawie cały czas. I odpuszczam sobie. Nie wydaje mi się, żebym nadużywała tego wszystkiego i żebym się przesadnie leniła. Czasem jest mi przykro, zwłaszcza jak się dobrze czuję. Ale potem się czuję gorzej, mniej pewnie stąpam, gorzej się orientuję, mdłości są jeszcze mocniejsze niż zwykle… I przypominam sobie, że powinnam sobie odpuścić.

Tu chyba naprawdę leży klucz do mojej siły. Odpuścić sobie. Nie ma się czego wstydzić, i jest  czego być dumnym.

Ooo, to kolejna rzecz. Jestem naprawdę dumna z siebie. chyba pierwszy raz w życiu. Jestem dumna z każdej notatki na lewaczce i z każdego przebiegniętego metra. Z każdej strony, którą przeczytałam, jest z czego być dumnym, naprawdę ( :

No i mam swoje pigułki szczęścia. Nie sprawiają, że jestem szczęśliwa, ale jestem w miarę stabilna i kroczek po kroczku drepcę w dobrym kierunku.

To wszystko nie znaczy, że nie mam kryzysów. Mam ich masę. I mogę się nimi dzielić, ale nie lubię narzekać za bardzo, nic dobrego z tego nie wynika. Mogłabym z detalami opisać swoje doły, ale analizowanie ich a bardzo prowadzi u mnie do zafiksowania się na swoim nieszczęściu, co potęguje poczucie nieszczęścia i niesprawiedliwości. A na co mi to?(;

PS

przepraszam za chaos w tym tekście. Pisałam go cały dzień, jest prawie tak chaotyczny jak moja głowa dzisiaj.

PS 2

Pozdrawiam panią Izę:) i moich wszystkich przyjaciół, dzięki którym wiem, że nie warto odpuszczać:)

mój udar

bać się czy nie bać? zaburzenia lękowe po udarze mózgu…

Published by:

tabletkiMasz spore szanse, że po udarze trafi cię przytłaczające uczucie lęku. O przyszłość, tę odległą i tę najbliższą, strach przez możliwość pojawienia się kolejnego udaru. Czasem strach narasta tak bardzo, że nie można go opanować, zdarzają się ataki paniki i wtedy z normalnej obawy zmienia się w chorobę. Często powiązaną z depresją, z którą też masa udarowców się zmaga z nerwicami i różnymi takimi nieprzyjemnymi stanami.

Powiem Wam, że nawet ja – od początku na antydepresantach – miałam kilka takich momentów, w których po prostu się bałam. Już teraz nie potrafię powiedzieć, czego konkretnie, pewnie kolejnego udaru, pamiętam przytłaczający lęk, który później się zmieniał w świdrujące zmartwienie, nie do opanowania, niekonkretne nawet, martwiłam się o przyszłość, o wszystko i nic. Na szczęście udawało mi się uspokoić samodzielnie i doczekać do wizyty u psychiatry, który nic nie zmienił w moim leczeniu. Moje stany lękowe nie były trwałe „i umówmy się, pani Kasiu, nikt po udarze by nie skakał z radości”. Dostałam jeno zapas uspokajaczy, które trzymam w szufladzie. Nie przydają się od dłuższego czasu.

Zdrowa dawka lęku nie będzie wielkim problemem, może działać wręcz mobilizująco. Jak lekka trema u aktora czy sporowca może pomóc, tak lekki lęk może nas motywować do lepszych ćwiczeń. Problem zaczyna się, kiedy ten strach uniemożliwia nam działanie, staje się naszą obsesją.

Ja wrzucam ten przytłaczający strach i obsesyjne martwienie się do jednego worka z depresją – leczy je lekarz psychiatra docelowo, ale warto rozmawiać o tym z neurologiem i lekarzem pierwszego kontaktu. tzw. anxiety disorder stanowi poważną przeszkodę w dobrej rehabilitacji, tak jak depresja… do tego mogą dochodzić zaburzenia poznawcze i mozaika jest bardzo skomplikowana.

Zdrowie psychiczne człowieka w ogóle jest dość kruchą konstrukcją, u udarowca są większe szanse na zepsucie go. Więc warto prosić o pomoc specjalistów. Zawsze – strach to nie wstyd, tak samo jak depresja to nie jest wstyd

PS

na anglojęzycznych stronach oczywiście znajdzie się więcej informacji, ale wszystko sprowadza się do tego: jak problem jest duży, lepiej pogadać z lekarzem.

https://strokefoundation.com.au/about-stroke/help-after-stroke/stroke-resources-and-fact-sheets/depression-and-anxiety-after-stroke-fact-sheet

 

 

 

mój udar

Na nudę – Kaczor Donald:)

Published by:

donald duck, comic bookTo spadło na mnie nagle. Poczułam, że pragnę go bardziej, niż kiedykolwiek w życiu. I nie ma, że boli, musiałam go mieć, bardziej niż jakąkolwiek inną, szpitalną rozrywkę.

w końcu się doczekałam i wybłagałam o Kaczora Donalda.

Był akurat na moim poziomie, z wypiekami na buzi przeczytałam historię miłosną Sknerusa. Tylko mało go było… No ale rozbawił mnie i trochę oderwał od rzeczywistości. No, i jeszcze super zabawki mi dali, sztuczne karaluchy i dżdżownice. Udało mi się kilka osób przestraszyć. Dżdżowniczek już nie mam, ale karaluch dumnie straszy i zdarza się mu nabrać kolejnych gości:)

Po co to piszę? Ponownie naszło mnie na temat nudy. Pisałam już o pani Teresce, która oglądała obrazki. Wiecie, nawet tłum gości nie rozwieje smutku przymusowego, samotnego wieczoru.  Mi sama myśl o karaluchu rozwiała nudę na kilka wieczorów. Trochę się cofnęłam w rozwoju, ale to nic, trudno, co zrobić, wraz z Donaldem kumplujemy się do tej pory, kupuję komiks raz na jakiś czas. Niezbyt często, bo drrrogi jest wielce.

ba4cfaae-f79b-47d3-9c45-1b6144be64c2

Trzeba szukać swoich sposobów na zabicie nudy. Dobre to będzie też dla mózgu, kombinowanie mu nie zaszkodzi:)

Na drutach też zaczęłam robić z nudy.

Komiks jest tylko jedną z dróg(:

 

czego się nauczyłam po udarze? mój udar

czego się nauczyłam po udarze (III.2): una cervesa por favor!

Published by:

marzyłam sobie, że jak pojadę do hiszpanii, moimi pierwszymi słowami po hiszpańsku będzie

una cervesa, por favor! – czyli piwko, proszę:)

Cóż, słowa były inne, trzeba było kupić bilet na autobus i pojechać z lotniska do miasta.

Wiecie, zaczęłam się uczyć hiszpańskiego prawie rok temu, pół roku po udarze i w chwilach zwątpienia (mam ich oczywiście bardzo dużo, ostatnio wręcz mnóstwo) to ten język trzyma mnie na powierzchni. Bo coś tam w tym pustym łbie się zatrzymuje.

Więc ze zwrotu podatku i premii dla rencisty kupiłam sobie bilet do Barcelony i pojechałam. Na króciutko, ledwie dwa dni, ale podróż była bardzo wymagająca, bo jechałam sama i nie do braciszka. Wszystko sama ogarnęłam, sama włóczyłam się po mieście i w końcu zamówiłam to piwko, po hiszpańsku, bo czemu nie. Miałam tam niby kolegę, ale to coś innego niż troskliwy braciszek na miejscu. Więc przygoda była! sprawdziłam mnóstwo swoich umiejętności, ale przede wszystkim mogłam ocenić swój hiszpański:)

cóż, doskonały to on nie jest, gadam wciąż słabo, to przez brak konwersacji w czasie nauki, ale wciąż COŚ gadam. Z rozumieniem Hiszpanów jest różnie. Spotkałam jednego takiego co mówił tak szybko, że nie rozumiałam nic. Dopiero jak poprosiłam, żeby mi napisał to, co mówił, okazało się że nic tam trudnego nie ma. Generalnie było dobrze:)))

I teraz oceniam siebie na takie B1, bo jak chodziłam na niemiecki na poziomie B1 radziłam sobie z nim dużo gorzej niż z hiszpańskim teraz. Czyli… można powiedzieć, że już trochę znam ten język. Co mnie bardzo cieszy.

Wrzucam kilka zdjęć kilka(naście) zdjęć:)

 

serio, jak bede mieszkac w miejscu, w ktorym sa takie owoce i soczki owocowe za euraka, to rzucę coca colę!

polski akcent w zagranicznym kościele. nie wiem, nie pytałam (nie było kogo)

 

 

 

materiały medycznie moim zdaniem

„Tylko zdrowie” z Gazety Wyborczej udarowe (II)

Published by:

gazeta wyborczaDrugi raz od mojego udaru dodatek do GW pisze o udarach. Wydaje mi się, że przydatniej niż ostatnio. Inaczej, ale przydatniej niż ostatnio.

Dodatek znowu skupia się na wszystkim i niczym, ale też pokazuje bardzo ważne rzeczy.

Po pierwsze – jak ważna jest rehabilitacja wczesnoszpitalna.

Po drugie – pokazuje, gdzie można się zwrócić po poradę, w wywiadzie z panem Adamem Singerem (pozdrawiam!:)) Fundacja Udaru Mózgu prowadzi telefon udarowy i gwarantuję, że osoby dyżurujące tam będą wiedzieć dużo więcej niż ja:) 605 647 600 pn-pt, 9-18. Sama nie miałam potrzeby dzwonienia, ale jestem pewna że to jest przydatny numer.

Po trzecie – pojawiają się takie tajemnicze terminy jak  neurologopeda  czy neuropsycholog,  o których nie ma większej świadomości chyba. Nawet na oddziałach z rehabilitacją neurologiczną czasem ich nie ma, a kiedy rehabilitacja ogranicza się do samej kinezyterapii to troszkę bieda. To tak, jakby samochodowi po wypadku odnowić tylko karoserię, zapominając o naprawie silnika. Moja pani neuropsycholog z Konstancina zrobiła ze mną tak dużo dobrego, że będę ją kochać do końca świata, mimo że nie pamiętam już nawet jej imienia.

Poza tym Wyborcza reklamuje „Udar poradnik” dla chorych i ich opiekunów. Książkę wydaną przez Agorę. Zazwyczaj biegłabym już do księgarni, żeby wam go zrecenzować, ale ostatnie poradniki, które miałam w ręku, zawiodły mnie tak bardzo, że nie wiem czy mam ochotę wydawać pieniądze na kolejny. Zobaczę:)

To „Tylko zdrowie” polecam bardziej niż ostatnie! Jest jeszcze szansa żeby je dostać:)

mój udar

przyczyny udaru (V): wysokie ciśnienie krwi!

Published by:

mózgPamiętacie swoje najwyższe stwierdzone ciśnienie w życiu? Moje wynosiło 160/miliard (nie pamiętam rozkurczowego;p), kilka minut  po TIA (czyli epizodzie niedokrwiennym, tzw. mikroudarze).

Zazwyczaj mieszczę się w normie, raczej przy dolnej jej granicy, niż górnej. Nie można mnie nazwać wysokociśnieniowcem, a to wysokie ciśnienie jest jedną z głównych przyczyn udarów. Osoba z nadciśnieniem ma podobno 4-7 (w zależności od źródła) razy większe szanse na udar mózgu w porównaniu do osoby z ciśnieniem w normie…

Wiedziałam to od dawna, ale nie potrafiłam się doczytać dlaczego. w końcu trafiłam na to:

Długotrwałe narażenie układu krwionośnego, w tym żył i tętnic, na oddziaływanie wysokiego ciśnienia, powoduje stopniowe pojawianie się groźnych zmian na ich ścianach. Narastanie ciśnienia może spowodować przerwanie naczyń i w efekcie doprowadzić do krwawienia wewnętrznego. Co więcej, jeśli sytuacja taka dotyczy naczyń krwionośnych w mózgu, może wystąpić krwawienie mózgowe – w tym przypadku mówimy o udarze krwotocznym. W żyłach pacjentów z nadciśnieniem często tworzą się też skrzepy krwi, które mogą zatkać naczynie krwionośne. Jeśli tak się stanie w sercu (arteria wieńcowa) i zablokowana zostanie tętnica zaopatrująca mięsień serca – prowadzić to może do zawału mięśnia sercowego, a jeśli skrzep pojawi się w naczyniach krwionośnych mózgu – do udaru niedokrwiennego.

Mi wystarczy do szczęścia ta wiedza:)

Zatem, jeśli obniżenie ciśnienia jest drogą do zmniejszenia ryzyka udaru, chyba warto o to zadbać. Zebrałam kilka pomysłów na to, żeby sobie dopomóc bez lekarstw.

  • mniej soli! Gdzieś wyczytałam, że ograniczenie spożycia soli mogłoby zapobiec jednemu na pięć udarów.
  • dobra dieta! bogata w potas, z czosnkiem, tłustymi rybkami morskimi, siemieniem lnianym, nawet octem jabłkowym, który wg niektórych źródeł jest cudem na wysokie ciśnienie, a od czasu do czasu gorzką czekoladą:)
  • warto zrzucić zbędne kilogramy. Nadwaga powoduje nadciśnienie. Ja wciąż próbuję….
  • jedną z najskuteczniejszych metod jest włączenie do życia aktywności fizycznej. Podobno wystarczy 30 minut spaceru dziennie:)
  • tai-chi, medytacje, joga – podobno pomagają rzeczy związane z ćwiczeniami oddechowymi. Joga jest fajna i bez tego:)
  • rzuć fajki. one są nawet podwójnie złe:)
  • warto kupić sobie psa – w którymś z artykułów wyczytałam, że osoby dużo przzebywające ze zwierzętami mają niższe ciśnienie. Tadam:)
  • relax, take it easy… stres, zwłaszcza długotrwały podwyższa nasze ciśnienie. Gdybym miała wrócić do swojej stresującej pracy, chyba bym się załamała. Obiecuję sobie, że następną będę wybierać ostrożniej:)

A tu jedna z najbardziej dla mnie piosenek świata