Jestem flakiem. Moje ćwiczenia na wzmocnienie

Downward Facing DogProblem z (moją) rehabilitacją jest ogromny. Jak nie ćwiczę, to się cofam. Zauważalna utrata formy następuje już po dwóch dniach lenistwa/złego saopoczucia.

Zatem po kilku miesiącach od ataku padaczki wciąż jestem słaba. Pani Madzia mówi, że trzęsę się jak galaretka. Wolę określenie „jak osika” albo coś podobnego. Nie udało mi się jeszcze zbudować formy sprawniejszej, niż słabowitość. W zasadzie wszystko się na siebie składa.

Jeszcze nie doszłam do siebie do końca po sierpniowym, a tu padaczka. Zalecono oszczędzanie się, aż nie ustabilizujemy lekarstw.

Potem 3 miesiące – trzy szpitale, kwiecień – święta, maj cały do tego tygodnia zajęty i teraz się poważnie zabieram za formę. Czytaj dalej

Moje piłeczkowe ćwiczenie źle świadczy o mojej sprawności

Notatka na marginesie

mój zestaw piłek, których używam przy rehabilitacji. Niektóre nie chciały zapozować do zdjęcia i się ukryły.

Ostatnio ćwiczę tylko (z uwagi na 2 tygodniowy ‚zakaz’ sportu) rękę i niestety jest sztywna tak, jak dawno nie była.

Jednym z moich ćwiczeń wykonywanych z panią Madzią jest bardzo proste łapanie piłeczek.

Mam dużo piłek do rzucania – od małych, takich z kolcami, prze tenisowe, antystresy,  i też większych, kilkukilogramowych.

I pani Madzia rzuca nimi we mnie, ja łapię. Na siedząco, stojąco, nawet kiedy stoję na moim trickboardzie (takiej desce, na której ciężko stać). Mogę mieć dysk sensomotoryczny pod tyłkiem, stać na nim. łapię w górze, na boku, wiecie – mnóstwo łapania. I to przynosi efekty.

Aż tu nagle tydzień bez ćwiczeń prawie, w szpitalnym łóżku bez wstawania mogłam zaledwie ćwiczyć na pościeli (jak nie drzemałam) i skutki są opłakane.

Pierwszego dnia po powrocie palce miałam tak niesprawne, że słabo nawet chwytałam, co jest dla mnie cofnięciem o jakiś  rok w rehabilitacji. No ale zaczęłam dłoń rozciągać, ćwiczyć na różne sposoby i myślałam, że wszystko, oprócz pisania na klawiaturze, wróciło do normy.

Ale dupa, szczerze mówiąc. Wczoraj pani Madzia rzucała piłeczkami, a ja co trzeciej, czasem co piątej, nie chwytałam. Dziwnie się z tym czułam. Zazwyczaj ćwiczenia z piłeczkami są nietrudnym, ale obowiązkowym elementem ćwiczeń rehabilitacyjnych, teraz stały się elementem trudnym.

Nie ma co płakać, wyćwiczy się. Ja siadam do pianina;)

Co się dzieje z twoim mózgiem gdy ćwiczysz? Mózg jest szczęśliwy:)

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

 

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

Babka mówi o trzech rzeczach. Otóż mózg ładnie sobie radzi.

  1. poprawia się nastrój. W czasie wysiłku fizycznego wzrasta poziom czterech neurotransmiterów czy neurohormonów, które odpowiadają za poprawę nastroju (przez obniżanie złego, z tego co rozumiem)
  2. poprawia się koncentracja i uważność! istnieje wiele badań potwierdzających ten fakt
  3. ćwiczenia fizyczne stymulują tworzenie zupełnie nowych komórek w hipokampie. Hipokamp jest podobno superważny, ten mój Vetulani cały czas o nim gada;p To poprawia nam pamięć długotrwałą!

Ach, czyli trzy rzeczy superprzydatne osobom po udarze. Mi się podobają:) jeśli chcemy być weseli, lepiej się skupiać i pamiętać, to zapraszam na spacerek. a nie, dziś znowu śniegiem zasypało. Jednak na orbitreka;)

+mózg, brain

+kayak=

heart

;)

 

Mój ci on! I dlaczego właśnie on?;)

Byłam sceptyczna wobec zagracania domu dużym sprzętem sportowym. Orbitreki wydawały mi się niepotrzebną fanaberią, która a) zagraca pół domu, b) jest łatwo zastępowalna przez bieganie, spacery i inne takie takie. Nawet motywacja, jaką było prawdopodobieństwo dofinansowania z PFRON nie była dla mnie jakoś szczególnie zachęcająca

A potem postawiono mnie w szpitalu na orbitreka i się zakochałam. Po tym jak w ciągu 10 minut doszłam do tego jak skoordynować prawaczki i lewaczki (czyli ręce i nogi czy cośtam. nie było łatwo!) Cichutki, niewielki, szłam na nim z większą prędkością niż biegałam i w ciągu 10 minut pociłam się bardziej niż w ciągu godziny marszu i pierwszy raz od miesięcy czułam zakwasy (które, swoją drogą, uwielbiam).

w końcu wybraliśmy sprzęt (z pomocą strony pana Orbitrek Guru;), mama go złożyła w ciągu jednego popołudnia, stanęłam i…

elliptical trainer

to byłam inna ja, to była  inna maszyna;( opanowywałam koordynację krócej, jakieś 5 minut tylko;)  ale po tym było ciężko. Po minucie miałam dość. Po pięciu minutach zrobiłam przerwę na wodę. Pomyślałam jednak ‚no bezjaj, nie dojdę nawet do 10 minut?’ Więc przeszłam powoli te 10 minut, doszłam do 20 i wzięłam prysznic. Było ciężko. Było tak bardzo ciężko. Kolejnego dnia zrobiłam sobie dwa treningi, rano i wieczorem. Żółwim tempem, ale udało mi się wydłużyć czas treningu. I na powrót się zakochałam w swoim sprzęcie. Przez tydzień zrobiłam sobie tylko jeden dzień przerwy (pamiętaj by dzień święty święcić) i się cieszę:) Nie mówię, że jest łatwo, jest bardzo ciężko, prawdę mówiąc, ale  wierzę, że będą efekty.

Ale tak sobie gadam o swojej maszynie ukochanej, ale nie tłumaczę czym jest. Mam nadzieję, że pan Orbitrek Guru się nie obrazi za posłużenie się jego wytłumaczeniem

Orbitrek, trenażer eliptyczny, crosstrainer.

Maszyna do treningu tlenowego, umożliwiająca zaangażowanie w ruch zarówno dolnych jak i górnych partii ciała. Ćwicząc na orbitreku odchudzamy się i wyrabiamy kondycję, ćwicząc całe ciało. Technika ćwiczeń jest łatwa, a plan treningowy nie jest skomplikowany. Geniuszem orbitreka jest prostota. Trening jest  bezpieczny i co najważniejsze – bardzo skuteczny.

No, to już wiecie. A teraz ja wam powiem, jakie korzyści widzę u siebie lub jakich się spodziewam.

  1. rehabilitacja mojej lewaczki (lewej ręki);) przy orbitrekowaniu używa się również rąk. I nie ma, że boli, ręka musi się rozprostować i zgiąć w określonym stopniu.
  2. poprawa koordynacji! wiecie jaki jest normalny chód?

 

bez znaczenia tu jest to gadanie, szczerze mówiąc. Chodzi mi o tę koordynację, wiecie, lewa ręka idzie do przodu wtedy, kiedy prawa noga. Takie proste niby, a po udarze supertrudne do opanowania. Dalej o tym czasem zapominam… Albo unieruchamiam górę, tak niby jest łatwiej;) ale mało zdrowo, gorzej  i w ogóle bleee.  A orbitrek wręcz WYMUSZA poprawną koordynację. I ciało się przyzwyczaja.

3. Poprawa wydolności i wytrzymałości. Wiecie, ogromne zmęczenie po przejściu kilometra na przystanek nie jest fajne. Właściwie uniemożliwia funkcjonowanie osoby przed trzydziestką. Dlatego z sukcesami poprawiam swoją wydolność i wytrzymałość:) Orbitrek cudnie mi w tym pomoże. Mam nadzieję;)

4. Chudnięcie. Czy, w moim przypadku, zahamowanie tycia. ;)

póki co zdarza mi się wciąż jęczeć tatoooooooooooooooooooo, albo jestem dużo bardziej chora niż poprzedmio, kiedy na tym ćwiczyłam, albo mam dużo gorszą kondycjęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę.  a tata mówi, jesteś bardziej chora, więc masz gorszą kondycję. taki mądrala!

Wiem, że to nie jest ćwiczenie dla każdego, ale i też nie ma żadnych ćwiczeń, które by się nadawały dla każdego. Ja tam jestem przekonana, że moja maszyna jest dla mnie dobrym wyborem.

No to tyle;) dziś zumba, więc nie wiem czy ośmielę się stanąć na maszynie:)

Jak chcesz umrzeć ze śmiechu, idź na zumbę po udarze;)

Jakaś pani psycholog powiedziała mi raz „proszę iść na zumbę, albo grać na instrumencie. To ładnie  synchronizuje półkule”.

Więc w końcu poszłam na zumbę;) i raz w tygodniu sobie synchronizuję półkule.

O co chodzi z tą synchronizacją? 

Jak wiemy wszyscy nasze półkule mózgowe odpowiadają za różne rzeczy (leteralizacja – inaczej stronność). Prawa półkula jest bardziej twórcza, odruchowa i intuicyjna, lewa logiczna niby. I nasze mózgi podobno najlepiej pracują, jesteśmy najnajnaj mądrzejsi i najbardziej kreatywni i najlepiej się koncentrujemy kiedy dwie półkule pięknie ze sobą współpracują.

Jak by nie było, wydaje mi się że synchronizacja półkul nie może zaszkodzić, więc co drugi dzień siadam do pianina i… zapisałam się na zumbę:D

Tak, to jest ten moment w którym możecie spaść z krzeseł ze śmiechu. Bo ja się czuję tak:

bear

A powinnam tak:

zumba

Grupa robi 3 kroki w prawo, a ja zdążam na ostatni i już nie wyrabiam się z ruchem rąk. Jest śmiesznie. Często staję i się śmieję, bo sama siebie bawię. Ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Kroczek po kroczku. I może uruchomię biodra w końcu, bo póki co jestem sztywniarą, która nie umie poruszyć jednocześnie dwoma częściami ciała jednocześnie.

I tak się zsychnronizuję, że będę mogła kiedyś pracować normalnie jak człowiek na pełen etat. Albo nie etat, ale nie będę musiała odpoczywać co pół godziny. I będę mogła się koncetrować. I będę mogła tak tańczyć, jak ten facet

Oczywiście zajęcia są ciężkie i cały dzień się do nich przygotowuję nie nadwyrężając siebie w żaden sposób i obowiązkową minimalnie godzinną drzemką przed zajęciami. I po zumbie niczego już nie robię. Jest odpoczynek, filmik, herbatka i spaćko. To jest bardzo męczące dla mnie. Dodajcie hałas (muzykę znaczy), ludzi, chaos i wysiłek fizyczny i wyjdzie wam koszmar udarowca. A jednak warto.

I wiecie co? śmiejemy się we trzy, ja, mama i jej przyjaciółka, wszystkie trzy nie najszczuplejsze, i ja jestem dumna. Z siebie i mamy (nie wiem, czy mam prawo być dumna z przyjaciółki. Jeśli tak, to jestem:). Z mamy, że spróbowała, a ze mnie, bo jeszcze się nie przewróciłam i na nikogo nie wpadłam i się cieszę bardzo tą godzinką w tygodniu. Kurcze, miesiąc temu  chodziłam jak pingwinek i nie stałam stabilnie, a teraz udaję że tańczę:) I jeszcze rozumiem hiszpańskie teksty!:)))

ps.

oczywiście chciałabym też żeby Zumba pomogła mi schudnąć, ale mało mam wiary, że kiedykolwiek się uda…

Chodzę jak kaczka!

kaczkaLub jestem stabilna jak kołyska.

Po drugim udarze chodzę. Ale się gibam na boki. No, miss gracji to ja nie jestem.

Pani rehabilitantka ze szpitala użyła słów „chód na szerokiej podstawie”. Googluję i łapię się za głowę, bo czytam, że chód na szerokiej podstawie jest charakterystyczny przy uszkodzeniach móżdżku. A gdzie tam płatowi czołowemu do móżdżku!

Ale czytam dalej i…  Na jakimś forum o dzieciach widzę, że bachorki często chodzą na szerokiej podstawie. Te, które mają problemy z biodrami i takie zdrowe, które kompensują sobie brak równowagi. To mogę chyba podciągnąć pod siebie.

Plus. Pani Madzia zauważyła, że mam sztywną nogę – lewą!, mniej ruchomą kostkę i ogólnie sztywniejszą nogę, więc nią zamiatam trochę boki. Być może słabsze biodro też… I to wszystko daje dziwaczny efekt. Ale ćwiczę codziennie po dwa razy wszystkie ‚zadane’ ćwiczenia ruchowe i z dnia na dzień widzę poprawę. Jest super:) Znowu się wyrobię tak, że nikt nie pozna po mnie  udaru. I to szybciej niż ostatnio.

Taki problem to nie problem:)

mój nowy prawie ulubiony fizjoterapeuta:)

Kolejny szpital to kolejni fizjoterapeuci i kolejne podejścia do fizjoterapii. Zestaw który opiekował się nami w szpitalu był naprawdę dobry. Oddział miał trzech fizjoterapeutów, którzy pracowali z nami. Rehabilitację miało się dwa razy dziennie, przed południem i po południu. w nawet w sobotę!

Pierwszym z fizjoterapeutów, który do mnie przyszedł, był pan Krzyś, bez wstawania, butelka była moim  narzędziem, kozłowałam piłką z łóżka! Ten udar był mały i tylko słabsza była ręka, i ta noga…

Cóż, nie będę pisać o wszystkich ćwiczeniach, powiem o tym, dlaczego polubiłam pana Krzysia. Chyba lubię ludzi, którzy są bardzo wymagający. Ćwiczyłam chętnie, jak zazwyczaj, ale pan Krzyś był wymagający. Fizjo, ale też usportowiony. Jeden sport walki plus crossfit. Trochę metod treningowych używał na mnie. A ja chyba lubię, jak ktoś jest wymagający i zna się na rzeczy.

Przez ostatnie dni mówiłam do niego z uśmiechem ‚trenerze’. Wiecie, pan Krzyś to był facet. Na pewno lubił sport i stawianie ludzi na nogi. Lubił pogadać o sporcie z innymi mężczyznami, których rehabilitował, słuchał o moich sportach, chciał spróbować jogi:) Pokazałam mu psa z głową w dole, tzn. wytłumaczyłam. Downward Facing Dog

A on od razu zaczął pytać ile tak stoimy na zajęciach. Rzuciłam ‚nie wiem, może z pięć minut’. A on pięć? to i ja muszę! I stał 5 minut w psie z głową w dole:) Nie był to najpiękniejszy pies którego widziałam, ale cieszył się jak dziecko. Później się chwalił, robiliśmy kilka innych pozycji, sam się nauczył pozycji kruka, której w życiu nie zrobię:)) To było naprawdę fajne.

No polubiłam faceta(: jeśli kiedyś tu trafi to chciałabym, żeby wiedział, że jestem wdzięczna:) pozostałym terapeutkom będę wdzięczna w innych notkach, w tej dziękuję panu Krzysiowi:)

ps

„prawie” z tytułu notki jest oczywiste chyba, po fizjoterapeutyczne pierwsze miejsce w moim sercu zawsze będzie zajmować pani Madzia.

jadę na rowerze, słuchaj, do byle gdzie

bicycleNie znoszę roweru. To znaczy tak – lubiłam go, jak byliśmy na wycieczce rowerowej w Austrii. Jarałam się strasznie, kiedy udało mi się podjechać pod górę, której bym pewnie nigdy nie zdobyła… I lubiłam jeździć, kiedy dostałam rower od rodziców, żeby pomykać po Warszawce. Wsiadałam często i jechałam przed siebie daleeeeeeeeeko.

Poza tym nie lubiłam roweru. Chyba dlatego, że zaliczyłam kiedyś supermena na żwirze. Dalej mam brudne łokcie i kolana… A teraz to nie lubię z prostych powodów.

  1. Jestem flakiem, a rower jest supermęczący. Ja jestem z tych, którzy lubią zakwasy po wysiłku, nie sam wysiłek;)
  2. Cały czas się boję o równowagę. I jak czuję, że ją tracę to muszę się bardzo skupiać. I tak muszę się podwójnie skupiać. Tadam:)

Ale chyba muszę wrócić do pedałowania, bo patrz punkt nr 1. Bieganie mi nie idzie dobrze. A joga nie zbuduje wytrzymałości. Chyba że na stres;) Chciałabym znowu móc ładnie biegać i być wytrzymała bardziej, jeśli chodzi o sportowanie się. Szczerze mówiąc, rok temu w październiku byłam w lepsze formie. Może bo jeździłam na rowerze?;)

Poza tym chyba pewniej się czuję, jeśli chodzi o równowagę. w sensie… jest bardziej wyćwiczona jak jeżdżę na rowerze.

A że nie znoszę rowerków stacjonarnych to trzeba wychodzić z domu. Będę jeździć. Choć nie lubię;)

i wiecie co? Moja mama to przeczyta, mój tata to przeczyta, i będą mi jęczeć iiiiiidź na rower. Albo choooodźmy na rower. Nieważne, że mi się nie będzie chciało, tata będzie mówić no wieeesz że musimy a ja będę się wkurzać. Ciężkie jest życie!;)

moje ulubione zajęcia? terapia zajęciowa:)

samotnikWracanie do zdrowia nie musi oznaczać wyłącznie żmudnej  pracy z fizjoterapeutą, istnieje też taki wspaniały wynalazek jak terapia zajęciowa, nie mniej ważny od fizjoterapii moim zdaniem. A fajny terapeuta zajęciowy to skarb:)

w dużej mierze dzięki terapii zajęciowej ruchy precyzyjne bardzo mi się poprawiły. Miałam szansę w nich uczestniczyć w dwóch szpitalach, pracowało ze mną trzech terapeutów, każdy inny, wszyscy równi, a przede wszystkim, bardzo życzliwi:)

ładny opis terapii zajęciowej znalazłam na stronie domu pomocy społecznej:

terapia zajęciowa to usprawnianie fizyczne i psychiczne poprzez zastosowanie różnych celowych i planowych zajęć typu manualnego, intelektualnego i rozrywkowego. Mają one na celu maksymalny rozwój umiejętności umożliwiających wykonanie czynności samoobsługowych, prowadzenie samodzielnego życia, a nawet podjęcia zatrudnienia przez mieszkańca. Zajęcia dobierane są w taki sposób, aby ich wykonywanie usprawniało, uszkodzoną czynność organizmu lub pozytywnie oddziaływało na stan psychiczny.

Urządzenie zakrętkiudarowcy oczywiście mają tam co robić. To tam poznałam samotnika, tam miałam siłkę dla ręki, tam bawiłam się klockami i koralikami, robiłam kwiatki wiosenne, tam korzystałam z machiny tortur…  Ale też, w warunkach braku neuropsychologa i neurologopedy bawiłam się wykreślankami, wypisywałam słowa zaczynające się na… i kończące się na… . „Żonglowałam piłeczkami” i rozmawiałam z innymi neurologicznymi.

Fajne zajęcia, czasem wydawało mi się, że bardziej przydatne DSC_1370dla mnie niż sama fizjoterapia. Ale nie każdy mógłby być dobrym terapeutą. Do tego chyba trzeba mnóstwa empatii, zrozumienia, kreatywności i – przede wszystkim – uśmiechu. Nie zaufałabym naburmuszonemu terapeucie:)

nawet chyba bym się zapisała na taki warsztat terapii zajęciowej. Ale wydaje mi się, że w Szczecinie łatwiej się zapisać na kurs dla terapeutów zajęciowych niż na warsztat, bo te są prowadzone głównie przy domach pomocy społecznej. Oczywiście pewnie nie tylko(;  tworzę więc sobie sama terapię zajęciową. Nudniej, ale co mi tam:)

DSC_1366

cho na spacer!

nordic walkingTyle pisałam o bieganiu,  że strasznie chciałam biegać i zapomniałam o czymś ważniejszym i bardziej oczywistym. O chodzeniu!

Na początku niedowład uniemożliwia nawet chodzenie, jak już (jeśli)  się je opanuje, to jest ono cudnym ćwiczeniem. Bez niczego,  z kijkami, daleko i blisko.

Ale raczej,  najpierw blisko i z poparciem. Polecam kijki do nordic walking!  Nie tylko do łapania równowagi,  ale też koordynacji. Dobrze uzyty kijek wymusza taki ruch naprzemienny jak u zdrowego. Wiecie,  prawa nóżka, lewa ręka do przodu. U mnie było raczej prawa nóżka do przodu,  lewa rączka przy ciele(; kijek wymógł na mnie ten poprawny ruch :) i dalej nie co uczy.

Jestem zawziętym piechurem. Na tyle,  że potrafię robić i kilkanaście kilometrów dziennie (w szczególności u braciszka ma wakacjach),  ale i wczoraj, i przedwczoraj wpadło przeszło 10 km, że tak się pochwalę :)

Dlaczego chodzenie jest dla mnie lepsze niż bieganie?

1. Trening trwa dłużej. Jak ćwiczę wytrzymywanie w życiu aktywności przez długi czas, a nie wracanie do łóżka po pół godziny aktywności. Bieg zazwyczaj kończy się u mnie drzemką:)

2.Stawy… Jednak jestem grubaska. Zacznę znowu biegać,  jak schudne z 10 kilo. Myślę że kolana mi za to kiedyś podziekują. Wcześniej o tym nie myślałam,  ale wcześniej byłam okazem zdrowia, a teraz zaczynam dzień ciesząc się cytatem z Baranczaka ‚jeżeli coś cię boli, dobra wiadomość – żyjesz’ (;

3. Choć nie wyglądam,  cały czas walczę o przetrwanie.  Chodząc, czuję się dużo pewniej.

4. Chodzenie pozwala mi poznać lepiej świat. W biegu skupiam się tylko na myślach ‚jeszcze troszeczkę’ i ‚noga do góry, nie przewrócić się, oddech!’

I żeby uwiarygodnić moje wędrówki załączam dziury, które wychodziłam! ;) nie jedyne!

broken shoes

PS

oczywiście, udarowiec udarowcowi nierówny, więc może być gorzej. Pani Małgorzata napisała w fejsowych komentarzach:

Chodzenie jest OK tyle, że jak się ma ścisk palcy w stopie to boli bardzo… A jak z Waszymi topami? Bo moja lewa jest tak już rozklapciała (pewnie napięcie mięśniowe słabe i też wtedy puszczają więzadła) i obolała (palce zdeformowane od uścisku), że zrobiła się tak szeroka, że tylko tęgość K i M mi wchodzi. Efekt? Tylko butki w zdrowej stopie za ok. 5 stów para!!! Zbankrutuję!

ech…