Przyznaję się: ostatnio nie ćwiczę

Milon powodów:

  1. jestem trochę zajęta,
  2. jak nie jestem zajęta, to się źle czuję
  3. albo oglądam seriale.
  4. albo jestem leniwa.

lenię się. Moje zarabiane pieniędzy z tej notki, choć bardzo mnie uszczęśliwiło, trwało jakieś 6 godzin+przerwy na drzemki, więc niezbyt dużo;) Czytaj dalej

ćwiczenia ręki, do których wracam, bo moja lewaczka leniła się ostatnio bardzo

Przyznaję się bez bicia, że zaniedbałam ostatnio swoją Lewaczkę, a zaniedbana ręka oznacza dużo niższy komfort funkcjonowania. Zatem, mam zamiar pomóc mojej lewaczce w dochodzeniu do zdrowia.

Ponieważ na ten moment sama sobie jestem fizoterapeutką i prowadzę sobie terapię zajęciową, zaprezentuję wam moje pomysły na powrót do sprawności.  Czytaj dalej

Jestem flakiem. Moje ćwiczenia na wzmocnienie

Downward Facing DogProblem z (moją) rehabilitacją jest ogromny. Jak nie ćwiczę, to się cofam. Zauważalna utrata formy następuje już po dwóch dniach lenistwa/złego saopoczucia.

Zatem po kilku miesiącach od ataku padaczki wciąż jestem słaba. Pani Madzia mówi, że trzęsę się jak galaretka. Wolę określenie „jak osika” albo coś podobnego. Nie udało mi się jeszcze zbudować formy sprawniejszej, niż słabowitość. W zasadzie wszystko się na siebie składa.

Jeszcze nie doszłam do siebie do końca po sierpniowym, a tu padaczka. Zalecono oszczędzanie się, aż nie ustabilizujemy lekarstw.

Potem 3 miesiące – trzy szpitale, kwiecień – święta, maj cały do tego tygodnia zajęty i teraz się poważnie zabieram za formę. Czytaj dalej

Moje piłeczkowe ćwiczenie źle świadczy o mojej sprawności

mój zestaw piłek, których używam przy rehabilitacji. Niektóre nie chciały zapozować do zdjęcia i się ukryły.

Ostatnio ćwiczę tylko (z uwagi na 2 tygodniowy ‚zakaz’ sportu) rękę i niestety jest sztywna tak, jak dawno nie była.

Jednym z moich ćwiczeń wykonywanych z panią Madzią jest bardzo proste łapanie piłeczek.

Mam dużo piłek do rzucania – od małych, takich z kolcami, prze tenisowe, antystresy,  i też większych, kilkukilogramowych.

I pani Madzia rzuca nimi we mnie, ja łapię. Na siedząco, stojąco, nawet kiedy stoję na moim trickboardzie (takiej desce, na której ciężko stać). Mogę mieć dysk sensomotoryczny pod tyłkiem, stać na nim. łapię w górze, na boku, wiecie – mnóstwo łapania. I to przynosi efekty.

Aż tu nagle tydzień bez ćwiczeń prawie, w szpitalnym łóżku bez wstawania mogłam zaledwie ćwiczyć na pościeli (jak nie drzemałam) i skutki są opłakane.

Pierwszego dnia po powrocie palce miałam tak niesprawne, że słabo nawet chwytałam, co jest dla mnie cofnięciem o jakiś  rok w rehabilitacji. No ale zaczęłam dłoń rozciągać, ćwiczyć na różne sposoby i myślałam, że wszystko, oprócz pisania na klawiaturze, wróciło do normy.

Ale dupa, szczerze mówiąc. Wczoraj pani Madzia rzucała piłeczkami, a ja co trzeciej, czasem co piątej, nie chwytałam. Dziwnie się z tym czułam. Zazwyczaj ćwiczenia z piłeczkami są nietrudnym, ale obowiązkowym elementem ćwiczeń rehabilitacyjnych, teraz stały się elementem trudnym.

Nie ma co płakać, wyćwiczy się. Ja siadam do pianina;)

Co się dzieje z twoim mózgiem gdy ćwiczysz? Mózg jest szczęśliwy:)

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

 

Niestety to wideo jest po angielsku i wiem że nie wszyscy będą w stanie je zrozumieć, warto poznać nasz mózg, więc już opowiadam o kluczowych punktach.

Babka mówi o trzech rzeczach. Otóż mózg ładnie sobie radzi.

  1. poprawia się nastrój. W czasie wysiłku fizycznego wzrasta poziom czterech neurotransmiterów czy neurohormonów, które odpowiadają za poprawę nastroju (przez obniżanie złego, z tego co rozumiem)
  2. poprawia się koncentracja i uważność! istnieje wiele badań potwierdzających ten fakt
  3. ćwiczenia fizyczne stymulują tworzenie zupełnie nowych komórek w hipokampie. Hipokamp jest podobno superważny, ten mój Vetulani cały czas o nim gada;p To poprawia nam pamięć długotrwałą!

Ach, czyli trzy rzeczy superprzydatne osobom po udarze. Mi się podobają:) jeśli chcemy być weseli, lepiej się skupiać i pamiętać, to zapraszam na spacerek. a nie, dziś znowu śniegiem zasypało. Jednak na orbitreka;)

+mózg, brain

+kayak=

heart

;)

 

Mój ci on! I dlaczego właśnie on?;)

Byłam sceptyczna wobec zagracania domu dużym sprzętem sportowym. Orbitreki wydawały mi się niepotrzebną fanaberią, która a) zagraca pół domu, b) jest łatwo zastępowalna przez bieganie, spacery i inne takie takie. Nawet motywacja, jaką było prawdopodobieństwo dofinansowania z PFRON nie była dla mnie jakoś szczególnie zachęcająca

A potem postawiono mnie w szpitalu na orbitreka i się zakochałam. Po tym jak w ciągu 10 minut doszłam do tego jak skoordynować prawaczki i lewaczki (czyli ręce i nogi czy cośtam. nie było łatwo!) Cichutki, niewielki, szłam na nim z większą prędkością niż biegałam i w ciągu 10 minut pociłam się bardziej niż w ciągu godziny marszu i pierwszy raz od miesięcy czułam zakwasy (które, swoją drogą, uwielbiam).

w końcu wybraliśmy sprzęt (z pomocą strony pana Orbitrek Guru;), mama go złożyła w ciągu jednego popołudnia, stanęłam i…

elliptical trainer Czytaj dalej

Jak chcesz umrzeć ze śmiechu, idź na zumbę po udarze;)

Jakaś pani psycholog powiedziała mi raz „proszę iść na zumbę, albo grać na instrumencie. To ładnie  synchronizuje półkule”.

Więc w końcu poszłam na zumbę;) i raz w tygodniu sobie synchronizuję półkule.

O co chodzi z tą synchronizacją? 

Jak wiemy wszyscy nasze półkule mózgowe odpowiadają za różne rzeczy (leteralizacja – inaczej stronność). Prawa półkula jest bardziej twórcza, odruchowa i intuicyjna, lewa logiczna niby. I nasze mózgi podobno najlepiej pracują, jesteśmy najnajnaj mądrzejsi i najbardziej kreatywni i najlepiej się koncentrujemy kiedy dwie półkule pięknie ze sobą współpracują. Czytaj dalej

Chodzę jak kaczka!

kaczkaLub jestem stabilna jak kołyska.

Po drugim udarze chodzę. Ale się gibam na boki. No, miss gracji to ja nie jestem.

Pani rehabilitantka ze szpitala użyła słów „chód na szerokiej podstawie”. Googluję i łapię się za głowę, bo czytam, że chód na szerokiej podstawie jest charakterystyczny przy uszkodzeniach móżdżku. A gdzie tam płatowi czołowemu do móżdżku!

Ale czytam dalej i…  Na jakimś forum o dzieciach widzę, że bachorki często chodzą na szerokiej podstawie. Te, które mają problemy z biodrami i takie zdrowe, które kompensują sobie brak równowagi. To mogę chyba podciągnąć pod siebie.

Plus. Pani Madzia zauważyła, że mam sztywną nogę – lewą!, mniej ruchomą kostkę i ogólnie sztywniejszą nogę, więc nią zamiatam trochę boki. Być może słabsze biodro też… I to wszystko daje dziwaczny efekt. Ale ćwiczę codziennie po dwa razy wszystkie ‚zadane’ ćwiczenia ruchowe i z dnia na dzień widzę poprawę. Jest super:) Znowu się wyrobię tak, że nikt nie pozna po mnie  udaru. I to szybciej niż ostatnio.

Taki problem to nie problem:)

mój nowy prawie ulubiony fizjoterapeuta:)

Kolejny szpital to kolejni fizjoterapeuci i kolejne podejścia do fizjoterapii. Zestaw który opiekował się nami w szpitalu był naprawdę dobry. Oddział miał trzech fizjoterapeutów, którzy pracowali z nami. Rehabilitację miało się dwa razy dziennie, przed południem i po południu. w nawet w sobotę!

Pierwszym z fizjoterapeutów, który do mnie przyszedł, był pan Krzyś, bez wstawania, butelka była moim  narzędziem, kozłowałam piłką z łóżka! Ten udar był mały i tylko słabsza była ręka, i ta noga…

Cóż, nie będę pisać o wszystkich ćwiczeniach, powiem o tym, dlaczego polubiłam pana Krzysia. Chyba lubię ludzi, którzy są bardzo wymagający. Ćwiczyłam chętnie, jak zazwyczaj, ale pan Krzyś był wymagający. Fizjo, ale też usportowiony. Jeden sport walki plus crossfit. Trochę metod treningowych używał na mnie. A ja chyba lubię, jak ktoś jest wymagający i zna się na rzeczy.

Przez ostatnie dni mówiłam do niego z uśmiechem ‚trenerze’. Wiecie, pan Krzyś to był facet. Na pewno lubił sport i stawianie ludzi na nogi. Lubił pogadać o sporcie z innymi mężczyznami, których rehabilitował, słuchał o moich sportach, chciał spróbować jogi:) Pokazałam mu psa z głową w dole, tzn. wytłumaczyłam. Downward Facing Dog

A on od razu zaczął pytać ile tak stoimy na zajęciach. Rzuciłam ‚nie wiem, może z pięć minut’. A on pięć? to i ja muszę! I stał 5 minut w psie z głową w dole:) Nie był to najpiękniejszy pies którego widziałam, ale cieszył się jak dziecko. Później się chwalił, robiliśmy kilka innych pozycji, sam się nauczył pozycji kruka, której w życiu nie zrobię:)) To było naprawdę fajne.

No polubiłam faceta(: jeśli kiedyś tu trafi to chciałabym, żeby wiedział, że jestem wdzięczna:) pozostałym terapeutkom będę wdzięczna w innych notkach, w tej dziękuję panu Krzysiowi:)

ps

„prawie” z tytułu notki jest oczywiste chyba, po fizjoterapeutyczne pierwsze miejsce w moim sercu zawsze będzie zajmować pani Madzia.

jadę na rowerze, słuchaj, do byle gdzie

bicycleNie znoszę roweru. To znaczy tak – lubiłam go, jak byliśmy na wycieczce rowerowej w Austrii. Jarałam się strasznie, kiedy udało mi się podjechać pod górę, której bym pewnie nigdy nie zdobyła… I lubiłam jeździć, kiedy dostałam rower od rodziców, żeby pomykać po Warszawce. Wsiadałam często i jechałam przed siebie daleeeeeeeeeko.

Poza tym nie lubiłam roweru. Chyba dlatego, że zaliczyłam kiedyś supermena na żwirze. Dalej mam brudne łokcie i kolana… A teraz to nie lubię z prostych powodów.

  1. Jestem flakiem, a rower jest supermęczący. Ja jestem z tych, którzy lubią zakwasy po wysiłku, nie sam wysiłek;)
  2. Cały czas się boję o równowagę. I jak czuję, że ją tracę to muszę się bardzo skupiać. I tak muszę się podwójnie skupiać. Tadam:)

Ale chyba muszę wrócić do pedałowania, bo patrz punkt nr 1. Bieganie mi nie idzie dobrze. A joga nie zbuduje wytrzymałości. Chyba że na stres;) Chciałabym znowu móc ładnie biegać i być wytrzymała bardziej, jeśli chodzi o sportowanie się. Szczerze mówiąc, rok temu w październiku byłam w lepsze formie. Może bo jeździłam na rowerze?;)

Poza tym chyba pewniej się czuję, jeśli chodzi o równowagę. w sensie… jest bardziej wyćwiczona jak jeżdżę na rowerze.

A że nie znoszę rowerków stacjonarnych to trzeba wychodzić z domu. Będę jeździć. Choć nie lubię;)

i wiecie co? Moja mama to przeczyta, mój tata to przeczyta, i będą mi jęczeć iiiiiidź na rower. Albo choooodźmy na rower. Nieważne, że mi się nie będzie chciało, tata będzie mówić no wieeesz że musimy a ja będę się wkurzać. Ciężkie jest życie!;)