Powrót do pracy po udarze – znowu to samo…

źródło: flickr

Wiecie co, czasem wydaje mi się, że jestem jeszcze bardziej chora psychicznie niż kiedyś. Zastanawiam się nad tym dużo. I mam wrażenie, że pisałam o tym już miliard razy, ale posłuchajcie.

Cóż. Powrót do pracy po udarze mózgu to coś, o czym myślę na okrągło. Ale ten powrót jakoś mi nie wychodzi. Ale czasem mam tak, że przez długi czas czuję się świetnie, zaczynam myśleć, że już naprawdę czas, ale kiedy postanowienie jest mocne, to momentalnie przychodzi złe samopoczucie.

  • Jakieś lekkie mdłości, które nie pozwalają komfortowo funkcjonować,,
  • Wymęczenie, takie duże że nie do ogarnięcia;
  • Bóle głowy;
  • Powiększenie depresji, niechęć do wszystkiego i poczuci bezsensu życia;
  • pogorszenie koncentracji do minimum…

Listę mogłabym wydłużać, ale po  ci wiecie o co chodzi. Wiem, że to wszystko można połączyć z różnymi rzeczami.

  • Długotrwałym wymęczeniem aktywniejszym życiem;
  • Jednorazowym wysiłkiem ponad miarę (może być nim długi spacer, wyjście do znajomych lub większego sklepu, zbyt długie pisanie, duży stres… No wszystko);
  • Pogodą;
  • podróżami autem;
  • itp itd.

Ale ostatnio wydaje mi się, że podobnie reaguję na przekonanie że powinnam wrócić do pracy – takiej z wyjściem z domu, nie przed kompem (jakbym taką miała…). I nie wiem czemu. Może mój organizm odczuwa w związku z tym zbyt wielki stres i się broni? Ale tak strasznie boję się myśli, ż jednak się rozleniwiłam życiem pod maminym kloszem i próbuję sama siebie przekonać, że nie mogę. I że sama to jakoś u siebie wywołuję. Albo wyolbrzymiam objawy.

Fakt jest taki, że bywam okropnie do kitu nawet bez myślenia o powrocie do pracy. Pytanie brzmi o proporcje między strachem, lenistwem a faktycznymi ograniczeniami. Nie umiem tego wszystkiego ocenić i trochę strasznie się z tym czuję. Jakbym dorobiła się obsesji. I jakbym znowu miała takie zafiksowane myśli które robią bałagan w głowie i boję się ich. Boję się też, że przegapiłam swój moment na dobry powrót.

Prawda jest taka, że dobrze się czuję siedząc na chacie i dbając o swoje blogi. I ćwicząc. Ale z tego się nie utrzymam. I to też zamyka mój świat, jeśli chodzi o ludzi. Nie ma gdzie  z nimi obcować.

Jak widzicie, powrót do pracy po udarze mózgu nie jest łatwy. Pewnie też Tyle poważnych wątpliwości, że hej. Jakieś rady dla mnie? (mamo, tato, nie was pytam:P)

PS

aaa, i oczywiście nie wiem co mogłabym robić:D

2 myśli nt. „Powrót do pracy po udarze – znowu to samo…

  1. może na razie jakaś praca biurowa na pół etatu?
    Myślałaś o tym?
    Ostatnio (jakieś dwa – trzy lata temu) zaczęłam pracować, właśnie w biurze. Teraz jestem jeszcze na zwolnieniu, ale robię prawko, (załatwiam papiery) i staram się wychodzić do ludzi, bo inaczej bym zwariowała na tej wiosce, na której mieszkam.
    Radzę to samo, jeśli czujesz się tylko na siłach fizycznie – zacznij coś robić! A reszta przyjdzie sama. Ostatnio nawet zapisałam się na siłownię, żeby jak najwięcej przebywać z ludźmi i Tobie też to radzę. To jest chyba najlepsza rehabilitacja (przynajmniej społeczna! a to bardzo ważne) ever!

  2. Doskonale rozumiem o czym piszesz.
    Mój pierwszy „rzut” na pracę miał miejsce pół roku po udarze, niby delikatnie, maks 4 h dziennie, ale trwało to nawet nie dwa tygodnie. Tak dałam sobie w kość, że musiałam się przyznać o przecenieniu swoich możliwości co do powrotu. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałego szefa, umówiliśmy się na wykonywanie większości obowiązków zdalnie. Do tej pory bywałam w biurze raz w tygodniu, teraz chciałabym zwiększyć ilość wyjazdów do dwóch- zobaczymy jak będę to znosić.
    Z moim samopoczuciem jest raz lepiej a raz gorzej, po intensywniejszym dniu dopadają mnie migreny, fizyczne zmęczenie, ból wszystkich mięśni, tak jak bym przebiegła maraton… Ale nie potrafię odmówić sobie pracy. Mam wrażenie, że praca jest czymś co trzyma mnie w miarę w pionie, daje poczucie że nie stoję w miejscu gdy świat wokół mnie pędzi. Wszyscy powtarzają „cierpliwości” oraz „musisz dać sobie czas”, „oszczędzaj się”- ale ja nie potrafię dać sobie 100% luzu. Słyszałam że po udarze można dochodzić do siebie dwa lata. Nie wyobrażam sobie dwuletniej przerwy! Po takim okresie dopiero może być trudno wrócić do porządku dziennego.
    Co prawda istnieje na rynku chałupnictwo, można siedzieć w domu i skręcać długopisy (swoją drogą- niezła rehabilitacja! ;) ) ale żyjemy przecież w dobie Internetu, wiele rzeczy można zrobić dzięki komputerowi i telefonowi. Może uda się Tobie znaleźć jakąś ofertę racy zdalnej? Może ktoś ze znajomych mógłby Tobie coś zlecić?
    Plusem pracy w domu jest to że łatwo jest pogodzić ją z lataniem na rehabilitację i po lekarzach. Minusem- trzeba umieć dobrze się zorganizować i nie ulegać pokusom wygodnej kanapy i tasiemcowym serialom.

    Ja osobiście traktuję pracę jako rehabilitację. Trzeba jednak A) słuchać swojego ciała i dopasować obowiązki do jego możliwości B) traktować zdrowie jako swój priorytet- nic nam po pracy, jeśli nam go zbraknie C) mówić otwarcie o swoich dolegliwościach- ludzie często mało wiedzą o udarach, a już szczególnie o tym co się dzieje z organizmem w trakcie dochodzenia do zdrowia, więc rozmawiajmy o tym co się z nami dzieje.
    Czasem żeby zobrazować komuś co się ze mną dzieje porównuję się do starego komputera, na który chciałoby się wgrać najnowsze oprogramowanie- nie ma siły, nie będzie kulać. Układ nerwowy udarowca nie jest w stanie przerobić wszystkich bodźców które go otaczają, co nie jest problemem dla zdrowego człowieka. Musimy czekać, aż z czas wymieni nas na „lepszy model” ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.