Obrzęk mózgu po udarze – oby szybko znikał!

Trafił mnie też ogromny obrzęk mózgu po udarze.

Ok, ogromny jest pojęciem względnym, ale prawda jest podobno taka, że w pewnym momencie to obrzęk mózgu był największym zagrożeniem dla mojego zdrowia. Bo mózg puchnął, obrzękał się i zagrażał. Życiu i zdrowiu. Podobno tomografię za tomografią wszyscy wokół modlili się, żeby się wchłonął. Bo jakby nie zaczął, to by było źle. Żeby dać mi jakąś szansę przeżycia, rozważano, uwaga…

OPERACJĘ ZDJĘCIA CZĘŚCI CZASZKI I ZASZYCIA JEJ W MOIM PODBRZUSZU, CZYLI ODBARCZENIA,

żeby poczekała sobie na lepsze czasy (ponowne założenie na łeb).

I już byłam prawie wieziona na stół operacyjny. Mogłoby być to ciekawe, ale pamiętajmy, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. W tym przypadku to porzekadło mogłoby być wzięte zbyt dosłownie, więc cieszę się, że mojej głowy nie odbarczono. W końcu przyszły wyniki ostatniego tomografu i radość! (moich rodziców, ja nie miałam pojęcia, że mogę mieć operację…)

Obrzęk zaczął maleć. Co było dobrą wiadomością dla wielu osób, bo:

  1. zaczęłam mieć szanse na przeżycie;
  2. pan doktor neurochirurg mógł zawrócić i zająć się swoją rodziną w okresie poświątecznym;
  3. rodzina i przyjaciele na pewno się radowali;
  4. oznaczało to, że prędzej niż później opuszczę salę intensywną opiekę neurologiczną;
  5. życie z czaszką w brzuszku zamiast na głowie na pewno skutkuje wieloma smutnymi konsekwencjami.

Z drugiej strony byłabym taka bidusia, że na pewno łatwiej byłoby mi wycyganić czekoladę od ludzi;) Ale nie wyobrażam sobie momentu, w którym orientuję się, że coś jest nie na miejscu. Że nie wolno mi się drapać. No, że nie mam kawałka czaszki. Myślę, że wtedy szybciej bym pojęła, w jakim poważnym stanie byłam.

Gdzieś wyczytałam, że „następstwem prawie wszystkich udarów jest obrzęk mózgu”. Może. Może nie. Ale na pewno pytano mnie, ile się mój utrzymał. Trochę, jakbyśmy mieli zawody, kto miał dłużej spuchnięty mózg;)

Ja nie wiem, ile to się utrzymało. Przysięgam. Długo nie miałam tomografii kontrolnej i jakoś po prostu się wchłonęło. Podejrzewam, że przed drugim udarem już byłam ładnie wchłonięta;)

No więc…

Jest tak. Obrzęk mózgu po udarze niedokrwiennym i krwotocznym nie jest niczym niezwykłym. Na szczęście nie w każdym przypadku rozważa się odbarczenie (swoją drogą odbarcza się nie tylko mózg, ale też inne miejsca w ciele;), które ma zmniejszyć ciśnienie napierające na narząd.

Oczywiście, żeby pozbyć się tego nieprzyjemnego problemu najpierw próbuje się pozaoperacyjnych sposobów uporania się z problemem, czyli:

  • zastosowanie glikokortykosteroidów (taa…), czyli leczenia farmakologicznego [źródło]
  • drenaż ułożeniowy – czyli ułożenie pacjenta pod kątem 35%. Przepraszam zatem swoich lekarzy za to, że jestem najgorszym wiercipiętą na świecie! Musiałabym być nieprzytomna albo sparaliżowana od ust w dół, żebym leżała spokojnie. Także wiecie;)
  • hipotermia, hiperwentylacja, kraniotomia (źródło jak w przypadkach powyżej). To, kiedy farmakologia zawiedzie.

Objawy? Niemal wszystko, co znamy. Bóle głowy, chlustające wymioty, nudności, zaburzenia takie typowo udarowe (afazja, niedowłady itp.), zaburzenia poznawcze, ataksja, spowolnienie psychoruchowe…

To ostatnie zdiagnozowała mi pani dr na rehabilitacji. Pierwszej i drugiej.

Pewnie i byłam spowolniona. Ja się do tej pory czuję mocno spowolniona… Ale nie będę narzekać;)

I powiem na koniec, że mój tekst dotyczy raczej udaru niedokrwiennego, niż krwotocznego. Przy wylewach też obrzęki występują, też stosuje się leczenie, nawet podobne… Ale też to wszystko nie wygląda tak samo. Polecam googla albo swojego neurologa, prawdopodobnie najlepsze źródło informacji:)

Obrzęk mózgu po udarze wydaje mi się z resztą czymś, co jest częścią całej choroby i często nie ma o czym gadać. tak jak o spuchniętej kostce, po jej skręceniu. Wiadomo, że jest i wiadomo, że jakoś trzeba to smarować, nie przemęczać, leżeć z nogą w górze…

No, to tyle. Dobranoc i dzień dobry!:)

2 myśli nt. „Obrzęk mózgu po udarze – oby szybko znikał!

  1. Ja miałam szczęście, bo u mnie nie było potrzeby chirurgicznego odbarczania tego mojego biednego mózgu [a raczej tego, co po nim zostało :)], ale bardzo często widziałam, ale widziałam bardzo dużo dzieciaków, które miały wycięte kawałki czaszek. One wtedy chodziły w takich dziwny, jakby hokejowych kaskach po szpitalu na naszej neurochirurgii.
    A potem, jak już byłam w Bydgoszczy czy w Lublinie nigdzie więcej tego nie spotkałam :)
    Pozdrawiam Cię gorąco mimo tej pogody za oknami :)

  2. Moj mąż miał odbarczany mózg. Nikt przed operacją nawet nie raczył mnie powiadomić o konieczności zabiegu i gbyby nie córka ktora słyszała w windzie rozmowy lekarzy o ciezkim stanie swojego ojca i przewidywanych konsekwencjach operacji pewnie bym dowiedziała się po wszystkim. Przewidywania lekarzy były następujące.. w najlepszym wypadku mamy wegetatywna roślinę. Dziś po 1,5 roku od bardzo rozległego i głębokiego udaru , mąż rozmawia, z pomocą wstaje, samodzielnie je, wkonuje dużo ćwiczeń. Fakt są problemy z pamięcią, mylenia faktów, miejsc i jest to raczej problem z pamięcią świeżą niż w ogóle z pamięcią. Samodzielnie nie chodzi, lewa strona jest z niedowladem i rokowania na poprawe po przebytej 3 miesięcznej rehabilitacji w domu nie dała oczekiwanych rezultatów ale jest i tak duzo lepiej niż po pobycie na odziale rehabilitacyjnym w szpitalu. Moze i mąż nie wstanie już na własne nogi ale nie jest rośliną i to jest dla mnie najważniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.