Galeria twarzy (13): zadzwoniłem. to wspaniałe!

Mam kumpla udarowego, być może już o nim nawet pisałam. Jest on młodym Francuzem (piszemy to wielką literą?;), który przeżył udar mózgu w Polsce.

Wiązało się to z afazją i dużymi problemami z ruchem na przykład. Ale chłopak jest przykładem zaciętości w dochodzeniu do zdrowia. I robienia dobrych rzeczy, działa niestrudzenie na rzecz niepełnosprawnych. I też dzieli się swoją historią. Planuje bloga nawet:) Kiedy gadamy na Skypie, wygląda na pierwszy rzut oka jak ja;) normalny chłopak, który trochę dłużej szuka odpowiednich słów po angielsku. Po prostu:) Czytaj dalej

Galeria twarzy (12): zrozumieć niewidzialną niepełnosprawność

Mam kumpla, który – jak wielu moich kumpli mawiał „jesteś przemęczona, ale wszyscy są przemęczeni”.

To mnie zwykle irytuje, show puszczam mimo uszu, bo mi się nie chce tłumaczyć jaka jest różnica pomiędzy zmęczeniem które  znam sprzed udaru, które było skutkiem przepracowania, przeimprezowania, sportu lub wszystkiego na raz, a tym poudarowym.

Nie chcę też tłumaczyć różnicy mimo zmęczeniem neurologicznym, które znam, a tym wynikającym z depresji.

Po prostu mi się nie chce.

Aż tu nagle… kumpel zachorował neurologicznie. Na tyle poważnie, żeby się o niego bardzo martwić.  I, po ustąpieniu innych symptomów, zostało przewlekłe zmęczenie.  Ta paskudna neuromęczliwość, na którą nie ma rady innej niż odpoczynek i sen. Czytaj dalej

galeria twarzy (11): uśmiechnij się. Małe zmiany – wielki efekt:)

left handmam wirtualnego, udarowego kumpla. Udar mózgu 7 lat temu, do tej por walczy z wieloma ograniczeniami.

M. stracił po udarze bardzo wiele. Wcale mi nie chodzi o trudności fizyczne, raczej o zmiany w życiu.

Jego małżeństwo ni przetrwało. Nie ma kontaktu z córką. Znajomi gdzieś wyparowali. Ojciec, z którym ponoć nigdy się nie dogadywali, praktycznie się do niego wprowadził.

po 7 latach stracił też wiarę w sens ćwiczeń.

uderzyła mnie jego samotność i niechęć do zmian. depresja, powiecie, ale w tym przypadku leki nie działają. łyka je, ale poczucie bezsensu go nie opuściło.

Jak tak sobie gadaliśmy, okazało się, że najbardziej chyba brakuje mu ludzi. Nie wsiądę do samolotu niestety, żeby pospędzać  nim kilka godzin, ale wymyśliłam, ‚ćwiczenia z uśmiechania’. Czytaj dalej

Galeria twarzy (10): powiem to śpiewająco:)

foto: Flickr.com

Szczerze mówiąc, nie widziałam tej twarzy, słyszałam tylko opowieść o niej, od jednej z najbliższych osób.

Nie chcę wchodzić zbyt głęboko w intymność po bardzo ciężkim, zbagatelizowanym przez lekarzy udarze, skupię się na jednym aspekcie.

Panią z tej opowieści udar doświadczył bardzo głęboko. Jednym z problemów jest afazja. Bardzo poważna i nieleczona przez specjalistę, bo żaden specjalista nie chce jeździć 40 km od miasta, żeby pracować z chorym. Rodzina ma ogromne problemy komunikacyjne, pewnie wyobrażacie to sobie.

Ale pewnego razu pomyśleli, że może jąkający się mogą płynnie śpiewać, to może i afatyk zaśpiewa, by przekazać, co mu w głowie siedzi? Czytaj dalej

Galeria twarzy (9): naprawdę. Każdy udar jest inny.

zumbaTylko raz coś takiego widziałam. Radzę przygotować się na szok, bo ja to widziałam na własne oczy i dalej nie chce mi się wierzyć.

Poznałam panią po kilku tzw. mikroudarach, czyli TIA, która – uwaga – nabrała po nich więcej energii. Wręcz nią tryskała. Mówiła, chodziła, gdyby mogła, pewnie poszłaby na dyskotekę:)

To było takie super, choć z drugiej strony dla mnie, słabeusza który jest wiecznie zmęczony, trochę męczące. Ale co tam, cieszę się, że udary niekoniecznie muszą oznaczać wymęczenie.

A czego to dowodzi? Mianowicie tego, że – jak to mówią wszyscy wokół – każdy udar jest inny. Niestety. Ale dla niektórych na szczęście:)

Galeria twarzy 8: udar mózgu w pracy. Za stołem operacyjnym!

Tej historii nie widziałam osobiście, ale jest na tyle niesamowita, że włączę ją do swojej Galerii. Stomatologa mógł pokonać udar mózgu w pracy, ale nie pokonał:)

Był sobie stomatolog. Połowa bliźniaków jednojajowych;z) W średnim wieku, ale z tych, którzy są wiecznymi chłopcami. Przystojniak, trochę kobieciarz, trochę wędkarz, trochę innych rzeczy o których nie wiem. To wszystko nie zmienia faktu, że był świetnym specjalistą. Leczy ząbki w gabinecie  (również babki, która mi o nim powiedziała) i operuje szczęki.

Pewnego dnia, po spędzeniu nocy z kobietą poszedł do pracy. Miał operować szczękę. Przygotował się do operacji, ale trochę mu zdrętwiała noga. Cóż, mógł siedzieć jakoś dziwnie, odrętwiała noga nie jest jakimś wielkim problemem. Ale gdy miał już zaczynać poczuł, że ręka jest jakaś mu obca. Skłamał więc pacjentce, że muszą odrobinę poczekać, bo znieczulenie jeszcze nie do końca działa. Ale kiedy wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej ust, nie trafił. Słabo jak na chirurga.

Zaraz po tym na salę wpadł jego kolega pytając, czy się dobrze czuje, a on złapał się za twarz i poczuł, że jej jedna strona opada i… Przewrócił się.  Miał mnóstwo szczęścia w tym całym nieszczęściu. Po przeciwnej stronie ulicy znajdował się najbliższy oddział udarowy. Był tam w ciągu godziny od wystąpienia pierwszych objawów, szybko potwierdzono diagnozę udarową i włączono leczenie trombolityczne. Oczywiście, tak jak u mnie, podejrzewano zapicie (którego nie było), i narkotyki (których nie było). Przyznał się nawet do całonocnego seksu, który jak wiemy, nie jest przyczyną udarów.

Zadawał sobie tysiące pytań. Od racjonalnych(co spowodowało udar?), przez  ekstremalne (czy to od seksu?), po normalne (dla udarowca of korz- co zrobiłem źle?)… Przebadano go od stóp do głów, i jedynym czynnikiem, który mógł mieć znaczenie, było wielkie PFO. I zamknięto mu je.

Ale co tam. Wyszedł z udaru bez żadnych deficytów. Pracuje, żyje, może tak

Przebadano bliźniaka, nie miał żadnej dziury.

I teraz pytanie. Dlaczego ta historia nie miała miejsca w Polsce?

Tak. U nas potrzebujemy dwóch udarów dla zamknięcia PFO. Nawet udar mózgu w pracy nie pomoże…

Historia kończy się dobrze. Pan stomatolog dalej leczy ząbki i dalej jest superprzystojny:)

galeria twarzy (4): ależ, pani Kasiu!

muzykaBył taki pan po udarze mózgu, uwielbiałam go jakoś. Muzyk znanego zespołu, ale trudno byłoby skojarzyć buzię, szczególnie młodym. Gwiazdą Pudelka nie był i nigdy nie będzie.

Taki trochę starej daty, bardzo inteligentny i przesympatyczny. Jestem pewna, że gdziekolwiek się ruszył, od razu znajdował grono kompanów przynajmniej do rozmowy. Chyba mnie lubił, często się uśmiechaliśmy do siebie, podchodził posłuchać, kiedy czytałam na głos.

Nie wyobrażałam sobie, co musiał czuć muzyk, który stracił władzę w ręku. Myślałam o tym często i w duchu – trochę głupio, teraz to widzę – dobrze, że nie brnęłam dalej w edukację muzyczną. Bo teraz to bym dopiero straciła wszystko.

I kiedyś, podczas zajęć, wyszła rozmowa o fajkach. Opowiadał, jakim palaczem był. W jego słowach słychać było niemal czułość, kiedy o niech mówił. Mało się odzywałam w  tamtych czasach, ale w końcu zdobyłam się na odwagę zapytania, czy wciąż pali. Odpowiedź mówiła wszystko.

Usłyszałam rozmarzone, śpiewne „ależ. Pani Kasiu” i ten uśmiech, który sugerował, że nigdy nie rzuci najprzyjemniejszego z przyjemnych hobby. Tak. „Czy jest coś lepszego, niż głęboki fotel, szklaneczka whisky w jednej ręce i papieros w drugiej”?

Szczerze mówiąc, nie potrafiłabym wymienić ani jednej takiej rzeczy. Po długich tygodniach w szpitalu, nic mi nie przychodziło do głowy.

ps

pan Muzyk, widzę teraz, był w wieku emerytalnym. Ale chyba świetnie się trzymał! No, oprócz udaru.

Galeria twarzy (3): mi też nie wolno palić…

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa jednej z rehabilitacji była moją wspollokatorką. Była zupełnie różna ode mnie. Inne umiejętności, inny zasób wiedzy, inne doświadczenie, inna chorba. Tyle tylko, że też neurologiczna.

Ale w świecie opanowanym raczej przez ludzi starszych, lgniesz do rówieśników jak ćma do światła, znajdujesz w nich lustro, które może zniekształcać, ale niektórych prawd nie zniekształci.

Szpital to samotność. To nie jest świat młodzieży. Ja opanowywalam swoja znajomymi i przyjaciółmi, a potem robótkami. A ona, robieniem biżuterii, bardzo ładnej z resztą! I paleniem.

Podobno jej też nie wolno było palić, ale i tak wychodziła na fajeczkę. Ja jej otwierałam drzwi i zastanawiałam się, czy nie poprosić o jedną. W końcu jedynie o tym rozmawiałyśmy.

Byłyśmy tak bardzo różne, ona, weteranka, oczekiwała, że rehabilitację zrobi się za nią i żałowała, ze tym razem jej tu nie  pomagają. Była zaprzeczeniem tego, co myślałam o chorych na SM, zaprzeczeniem woli walki. A mimo to jakoś się odnajdywała w systemie, który i tych bez woli, tuli do serca wolą fizjoterapeuty, lekarza, mamy.

Z jednej strony ją rozumiałam, z drugiej – w ogóle nie. Nasze porozumienie najpełniej wyrazało się inwestowaniem się nawzajem czekoladą i orzechami. I (długimi jak na udarowców) opowieściami o życiu i papierosach, e dla mnie są już teraz symbolem chęci powracaia do zdrowia.

 

galeria twarzy (2): z półuśmiechem

Notatka na marginesie

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAz panią Basieńką leżałam krótko, ale bardzo ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy, jej afazja na to nie pozwalała. Na początku się jej bałam, jak to się człowiek może bać ludzi, których nie rozumie. Potem zaczęłam jej współczuć. Moje miesiące w szpitalu były takie męczące również przez nudę. A pani Basieńka musiała się nudzić dziesięć razy bardziej niż ja. Często siedziała i patrzyła w ścianę. Nie mogła czytać, nie miała komputera, rzadko ją odwiedzano, a podejście do telewizji było całą wyprawą. Kiedy się zorientowałam, co się dzieje, dałam jej gazetki. Nie wiedziałam, czy może czytać, ale obrazki i zdjęcia oglądała bardzo uważnie. Też trochę dla niej wybrałam swoją miejscówkę na czytanie na głos, bo wyjeżdżała czasem na wózku, żeby coś usłyszeć. Pani basieńka zaczęła się do mnie uśmiechać, i jakoś czuję, że żałowała, kiedy mnie przeniesiono do innego pokoju.

Pani Basieńka, kiedy przyjechała na rehabilitację, podobno się nie ruszała. nasza druga współlokatorka, która sama się nie ruszała, powiedziała mi, jak wielki postęp poczyniła od początku. Ona była  z tych, którzy nie mogli absolutnie niczego, a zaczynali móc robić rzeczy.

Jej pół uśmiechu – twarz pani Basieńce bardzo opadała – zapamiętam na całe życie, bo wyglądał jak po prostu dobry, szczery uśmiech, który też łatwo nie przyszedł.

P.S.

pani Basieńce zmieniłam imię, choć tego nie przeczyta pewnie nigdy, to tak jest lepiej.