Galeria twarzy (3): mi też nie wolno palić…

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa jednej z rehabilitacji była moją wspollokatorką. Była zupełnie różna ode mnie. Inne umiejętności, inny zasób wiedzy, inne doświadczenie, inna chorba. Tyle tylko, że też neurologiczna.

Ale w świecie opanowanym raczej przez ludzi starszych, lgniesz do rówieśników jak ćma do światła, znajdujesz w nich lustro, które może zniekształcać, ale niektórych prawd nie zniekształci.

Szpital to samotność. To nie jest świat młodzieży. Ja opanowywalam swoja znajomymi i przyjaciółmi, a potem robótkami. A ona, robieniem biżuterii, bardzo ładnej z resztą! I paleniem.

Podobno jej też nie wolno było palić, ale i tak wychodziła na fajeczkę. Ja jej otwierałam drzwi i zastanawiałam się, czy nie poprosić o jedną. W końcu jedynie o tym rozmawiałyśmy.

Byłyśmy tak bardzo różne, ona, weteranka, oczekiwała, że rehabilitację zrobi się za nią i żałowała, ze tym razem jej tu nie  pomagają. Była zaprzeczeniem tego, co myślałam o chorych na SM, zaprzeczeniem woli walki. A mimo to jakoś się odnajdywała w systemie, który i tych bez woli, tuli do serca wolą fizjoterapeuty, lekarza, mamy.

Z jednej strony ją rozumiałam, z drugiej – w ogóle nie. Nasze porozumienie najpełniej wyrazało się inwestowaniem się nawzajem czekoladą i orzechami. I (długimi jak na udarowców) opowieściami o życiu i papierosach, e dla mnie są już teraz symbolem chęci powracaia do zdrowia.

 

galeria twarzy (2): z półuśmiechem

OLYMPUS DIGITAL CAMERAz panią Basieńką leżałam krótko, ale bardzo ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy, jej afazja na to nie pozwalała. Na początku się jej bałam, jak to się człowiek może bać ludzi, których nie rozumie. Potem zaczęłam jej współczuć. Moje miesiące w szpitalu były takie męczące również przez nudę. A pani Basieńka musiała się nudzić dziesięć razy bardziej niż ja. Często siedziała i patrzyła w ścianę. Nie mogła czytać, nie miała komputera, rzadko ją odwiedzano, a podejście do telewizji było całą wyprawą. Kiedy się zorientowałam, co się dzieje, dałam jej gazetki. Nie wiedziałam, czy może czytać, ale obrazki i zdjęcia oglądała bardzo uważnie. Też trochę dla niej wybrałam swoją miejscówkę na czytanie na głos, bo wyjeżdżała czasem na wózku, żeby coś usłyszeć. Pani basieńka zaczęła się do mnie uśmiechać, i jakoś czuję, że żałowała, kiedy mnie przeniesiono do innego pokoju.

Pani Basieńka, kiedy przyjechała na rehabilitację, podobno się nie ruszała. nasza druga współlokatorka, która sama się nie ruszała, powiedziała mi, jak wielki postęp poczyniła od początku. Ona była  z tych, którzy nie mogli absolutnie niczego, a zaczynali móc robić rzeczy.

Jej pół uśmiechu – twarz pani Basieńce bardzo opadała – zapamiętam na całe życie, bo wyglądał jak po prostu dobry, szczery uśmiech, który też łatwo nie przyszedł.

P.S.

pani Basieńce zmieniłam imię, choć tego nie przeczyta pewnie nigdy, to tak jest lepiej.