Nie mam odwagi

Są rzeczy,  których się boję.  Cała lista rzeczy,  których się boję.  Są pierdołowate.

nie boję się śmierci,  ale boję się dzwonić do ludzi,  którzy nie są moimi dobrymi przyjaciółmi.

nie boję się pająków, węży i jaszczurkek, ale boję się dużych sklepów.

Mniej się boję udaru niż bólu głowy.

nie boję się mieszkania w pojedynkę, boję się samotnej wizyty u większości lekarzy.

Piszę to w momencie,  kiedy czekanie do mojej Pani opóźnia się o godzinę.  U Pani dr, którą wolałabym odwiedzać z mamą do końca życia,  bo

A) boję się

B) zatyka mnie przed jej obliczem,

Dostałam opieprz od brata,  że co ty wchodzisz z mamusia,  że jak będę miała 40 lat to dalej będę biegać z mamą pół lekarzach itp…

Do tego stopnia,  że poprosiłam go,  żeby zajął się swoim nosem.

daj Kasi czekoladę, a będzie dziwnie

To prawda.  Mogłabym pójść sama.  Ale czuje się naprawdę niepewnie.  I, dopóki nie muszę,  nie chce sobie dokładać stresu.

Cóż.

Ja wiem,  że rodzice nie będą mogli mnie utrzymywać do końca życia.  Wiem,  że mama nie będzie ze mną latać zawsze po urzędach i lekarzach.

I tobie coraz więcej rzeczy sama.  Bywam sama w ZUS-ie, do niektórych lekarzy chodzę już sama.

Pewnych rzeczy się boję i praca nad oswojeniem strachu przynosi powolne efekty.  To jak z szukaniem pracy. Może następnym razem będzie strzał w dziesiątkę,  może jeszcze będę musiała się pomeczyć.

Póki co jestem zła na siebie (za słabość), ma brata (za brak wyrozumiałości), na ból głowy (bo jest). 

4 myśli nt. „Nie mam odwagi

  1. Ale ja tez tak mam. To nic złego czy dziwnego. Ja tez nie boje sie kolejnego wylewu, bo po co bać sie czegos, co nieuniknione? Natomiast cholernie boję sie bolu. I samotności… I tego, ze znowu najblizsi mnie zostawią. Czasami przypominają mi się najgorsze chwile w moim zyciu, kiedy nie bylo przy mnie rodziców, a ja bylam sama..

  2. Udar przeszedłem 14 lat temu.Miałem wówczas 38 lat. W dochodzeniu do sprawności umożliwiającej w miarę normalne życie pomogła mi rehabilitacja i pewien człowiek obdarzony bioenergią. Na udar zapracowałem sobie sam, nieleczonym nadciśnieniem, otyłością, częstymi pijaństwami, jedzeniem tłustych i słodkich potraw, paleniem – choć dziesięć lat przed udarem już nie paliłem – nieradzeniem sobie ze stresem, brakiem ruchu. Dzięki bioenergoterapeucie pozbyłem się spastyczności, jednakże następna choroba wyłączyła mnie na kilkanaście lat z intensywnej rehabilitacji. Dzisiaj biegam, jeżdżę autem. Wrócę tu kiedyś,żeby napisać jak stymulowałem swój mózg do tego, by móc w miarę normalnie funkcjonować. Życzę Ci dużo zdrowia czerpania garściami uroków życia mimo ograniczeń jakie niesie ta cholerna choroba.

      • W stymulacji mózgu do wytworzenia nowych połączeń nerwowych wykorzystywałem elektroakupunkturę( koszt używanej około 150 zł) , lampę bioptron (kupiłem używaną za 300 zł), ale największą zasługę przypisuję działaniu bioenergoterapeuty, sprawdzonego, nie jakiegoś szarlatana. No i oczywiście żmudna rehabilitacja na sali gimnastycznej , w basenie, codzienne spacery, choć z początku przewracałem się i potykałem co chwilę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.