Młodzi ludzie po udarze – arytkuł w „Polityce” z 21 marca

Moja mordka pojawiła się w tygodniku Polityka. Miałam duże wątpliwości… Bo w sumie strasznnie dużo nie w mediach. Chyba za dużo. Ale z drugiej strony cieszę się – choć dla mnie nie ma tam jakichś nowych informacji. Temat nie brzmi po prostu „udar mózgu”, ale „młodzi ludzie po udarze”. Czyli ja i wielu z was.

I tym sposobem temat dotarł pod więcej strzech.

Teraz tych, pod którymi czytuje się tygodniki opinii, więc kroczek po kroczku docieramy do szerszej publiczności i pokazujemy czym jest udar. I czym faktycznie

jeśli chcecie, kupcie sobie Politykę (ostatniosrodowe wydanie, dostępne do wtorku włącznie), artykuł jest fajny.

Pozytywny, ja osobiście poplakalam się w dwóch monetach. Tak właśnie, jakbym sobie życzyła. Bo zobaczcie:

To przecież o mnie. Jeszcze na osrtrymm, gdy walczyłam o życie, nie sprawność, umówiłam się na półmaraton na wiosnę i chciałam kupować bilety lotnicze gdziekolwiek.

I kiedy zrozumiałam grozę tego, co mi się przytrafiło, zapytałam: mamo, kiedy będę mogła podróżować? 

I pamiętam tę koszmarną odpowiedź: no, z pół roku będziesz musiała poczekać.

PÓŁ ROKU?

Nie, żebym wcześniej podróżowała częściej, ale pół roku to była dla mnie wieczność. Wieczność.

Młodzi ludzie po udarze naprawdę walczą o coś innego, niż emeryci. Nie mówię, że to lepiej, czy gorzej. Mówię tylko, że my, ludzie młodsi niż starsi, walczymy o to, żeby przeżyć życie. Całe życie.

Skoro nas już odratowano, jak wszyscy chcemy komfortu niezależności, ale i wyboru ścieżki. Wydaje mi się, że mówię za wielu z nas. Chcemy zostać młodzi.

Tak, ja też bym pojechała na snowboard.

Już wiem, że raczej nie będę nurkować z butlą i skakać ze spadrochonem, chociaż całe życie chciałam spóbować. To jest moje ustępstwo na rzecz zdrowia. Ustępstw jest cała masa, ale chcę wiele rzeczy zachować. I zrobić.

Może na snowboard uda się pojechać za rok. Albo latem. Lodowce przecież istnieją po coś;)

Sorry, mamo!

2 myśli nt. „Młodzi ludzie po udarze – arytkuł w „Polityce” z 21 marca

  1. Kasiu, ja na nartach (jakoś na snowboardzie się nie widzę) nauczyłam się jeździć dopiero trzy – cztery lata po swoim pierwszym wylewie. Chociaż nikt nie dawał mi na to szans.
    W tym roku wystartowałam w zawodach – nie przygotowując się do nich kompletnie, oczywiście oprócz pływania, ale to jakby inna rzeczywistość.
    Teraz mam nadzieję, że jak już zrobię ten swój wymarzony licencjat, obronię go (jeśli mi się uda!) to może będę się starać, aby wyjechać gdzieś, gdzie będę mogła zacząć niemal wszystko od początku.
    Ty też spełniaj swoje marzenia! Bo czym byłoby życie bez nich ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.