o dotyku… :)

wiecie co? uwielbiam się tulić i być tuloną. niektórych to wkurza, inni traktują ze zrozumieniem. Chłopcy nawet czasem lubią;) mam ogromną potrzebę emocjonalną ciepełka,

ale przypomniało mi się wczoraj, że po udarze (pierwszym!) nie znosiłam dotyku. długotrwały wręcz mnie palił.

to było jednak tylko fizyczne.

ale nie protestowałam, bo emocjonalnie czuły dotyk był całkiem spoko.

ale fizycznie to paliło. wręcz bolało. nie pamiętałam tego wcześniej, ale teraz widzę trzymanie za rękę, glaskanie po ręce… ale też dotyk pani Bogusi, cudownej rehabilitacji bolał. Po jakimś czasie samo przeszło:)

nie wiem, po jakim, bo wcześniej nie pamiętałam o tym fakcie. ale chyba prędko, bo nie minęło dużo czasu, kiedy zaczęłam randkować;)

w każdym razie nikomu nie życzę takiej przygody. teraz im więcej tulenia tym lepiej. teraz najchętniej kupiłabym też kołdrę obciążającą:)

dotyk, dopóki nie jest dotykiem pięści, jest ważny :) ja że swojej strony życzę każdemu, żeby miał go dokładnie tyle, ile potrzebuje:ppp

ps

lubię kozy;)

3 myśli nt. „o dotyku… :)

  1. Po udarze stałam się bardzo tulaśna. Wymagam sto razy więcej czułości i dotyku niż kiedykolwiek. Jasne, że przeczulica po lewej stronie dokuczała przez czas jakiś, bolało mycie głowy, czesanie… Teraz nadal niektóre lewe części ciała reagują nieco inaczej co szczególnie daje się odczuć podczas seksu. Właśnie… Seks po udarze… Ale to chyba temat na osobny wpis…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.