Jak mnie widzą… Lustro Googla;)

FB_IMG_1447954200711od dawna zamierzałam napisać tę notkę:)

Zbieram najczęstsze frazy po których ludzie trafiają na mojego bloga. Niektórych jest dużo więcej niż innych.

najprostsze są pytania o moje lewactwo; lewaczka, lewaczka blog;

bardzo jest pytań o ćwiczenia twarzy: cwiczenia twarzy po udarze, porazenie nerwu twarzowego, porażenie nerwu twarzowego cwiczenia, porażenie nerwu twarzowego rehabilitacja,  ćwiczenia twarzy po porażeniu nerwu twarzowego, szczoteczki do masazu twarzy po porazeniu, masaż twarzy, rehabilitacja paraliżu twarzy

sporo o jeżdżenie autem i o chorobę lokomocyjną: kierowca po udarze, wciaz mam chorobe lokomocyjna, czy po udarze można prowadzić samochód, samochód po udarze, choroba lokomocyjna po udarze mózgu,

teraz grupa którą rozumiem, że szuka tu pomocy: pacjentka się zsikała, zsikałam się w nocy, posikałem się w majtki

pojedyncze rzeczy okołoudarowe: materiały na terapie zajeciowa,  mikroudary objawy, buty dla osob z niedowladem spastycznym nog,  czy udar boli,  masaż po udarze mózgu, udar lewostronny trudnosci z polykaniem,  krzyki po udarze mózgu,  terapia botulinowa po udarze, krztuszenie się po udarze, udar przy pfo, najgorszy udar mózgu, tromboliza pomogła,  rehabilitacja ręki po ostrzyknieciu botuliną,    udar brak apetytu,   leki na mózg po udarze,  tia u młodych osób, pfo po zabiegu 15 lat, ksztuszenie się po udarze, rehabilitacja po udarze trudności w przełykaniu, udar a trudnosci z połykaniem

życie szpitalne też jest ciekawe: przepustka ze szpitala,  zabierac laptopa do szpitala, rehabilitacja szpitalna ile trwa,

no, grupa logopedyczna też jest spora: czytanie naglos a jakanie,  dysartia po udarze-ćwiczenia, fluencja słowna jak ćwiczyć;

pytania ‚trudne”, np: jestem po udarze mozgu moge uprawiac seks, czy pielęgniarka przewija;

pytania z grupy ‚zdrowie’: np. arterie palacza, co jeść po udarze

i moje absolutnie ulubione:

masarze po udarze – ale ja nie znam żadnego!

i..

boję się lekarza z zus. O zus bywa więcej pytań, al to jest najfajniejsze:0

żałuję że nie codziennie kopiuję te wyniki. Bo często się uśmiecham widząc je. oczywiście udaru mózgu w internecie jest mnóstwo, więc te wyniki są pytaniami ‚specyficznymi’:) to żadna statystyka, raczej lekki przegląd. Utożsamiam się. I wierzcie, ja też boję się lekarza z ZUS( ;

mój nowy prawie ulubiony fizjoterapeuta:)

Kolejny szpital to kolejni fizjoterapeuci i kolejne podejścia do fizjoterapii. Zestaw który opiekował się nami w szpitalu był naprawdę dobry. Oddział miał trzech fizjoterapeutów, którzy pracowali z nami. Rehabilitację miało się dwa razy dziennie, przed południem i po południu. w nawet w sobotę!

Pierwszym z fizjoterapeutów, który do mnie przyszedł, był pan Krzyś, bez wstawania, butelka była moim  narzędziem, kozłowałam piłką z łóżka! Ten udar był mały i tylko słabsza była ręka, i ta noga…

Cóż, nie będę pisać o wszystkich ćwiczeniach, powiem o tym, dlaczego polubiłam pana Krzysia. Chyba lubię ludzi, którzy są bardzo wymagający. Ćwiczyłam chętnie, jak zazwyczaj, ale pan Krzyś był wymagający. Fizjo, ale też usportowiony. Jeden sport walki plus crossfit. Trochę metod treningowych używał na mnie. A ja chyba lubię, jak ktoś jest wymagający i zna się na rzeczy.

Przez ostatnie dni mówiłam do niego z uśmiechem ‚trenerze’. Wiecie, pan Krzyś to był facet. Na pewno lubił sport i stawianie ludzi na nogi. Lubił pogadać o sporcie z innymi mężczyznami, których rehabilitował, słuchał o moich sportach, chciał spróbować jogi:) Pokazałam mu psa z głową w dole, tzn. wytłumaczyłam. Downward Facing Dog

A on od razu zaczął pytać ile tak stoimy na zajęciach. Rzuciłam ‚nie wiem, może z pięć minut’. A on pięć? to i ja muszę! I stał 5 minut w psie z głową w dole:) Nie był to najpiękniejszy pies którego widziałam, ale cieszył się jak dziecko. Później się chwalił, robiliśmy kilka innych pozycji, sam się nauczył pozycji kruka, której w życiu nie zrobię:)) To było naprawdę fajne.

No polubiłam faceta(: jeśli kiedyś tu trafi to chciałabym, żeby wiedział, że jestem wdzięczna:) pozostałym terapeutkom będę wdzięczna w innych notkach, w tej dziękuję panu Krzysiowi:)

ps

„prawie” z tytułu notki jest oczywiste chyba, po fizjoterapeutyczne pierwsze miejsce w moim sercu zawsze będzie zajmować pani Madzia.

Galeria twarzy (5): z uśmiechem i determinacja

masaż stóp, fizjoterapiaPrzypomniała mi się dziewczyna,  o której myślałam jak o słoneczku oddziału. Dla każdego supermiła, uśmiechnięta,  jej dobra energia aż promieniała wokół.  była też bardzo pracowita, aż chciało się więcej ćwiczyć samemu.

Nie miała udaru mózgu, tylko udar rdzenia kręgowego.  z tego co wyczytałam, mechanizm jak przy udarze niedokrwiennym, tylko skrzeplina zatyka naczynie krwionośne w rdzeniu. Kończy się niedowładami lub paraliżuje, w zależności od wielu czynników i objawy ma takie,  jak przy mechanicznym uszkodzeniu kręgosłupa. Tylko że może ustąpić.

I to Słoneczko na początku zeszło kilka pięter,  żeby się dostać do karetki,  a potem zostało zupełnie sparaliżowany. Z tego co mówiła jej mama wynikało,  że dziewczyna nie mogła ruszyć ani ręką, ani nogą. Ale coś tam ustąpiło i przy bardzo ciężkiej pracy i pacjentki, i rehabilitantów, kiedy wychodziłam że szpitala,  bardzo sprawnie jeździła na wózku.

Mimo że to ją dotknęła tragedia,  jej mama była bardziej niepocieszona. I miałam wrażenie,  że potrzebowała, żeby jej pokazywać przykłady udanej rehabilitacji. Pierwszym byłam ja.  Niby nie to samo, ale sukces za sukcesem:)

Wiecie co,  szczerze mówiąc,  trochę zazdrosciłam wtedy dziewczynie że zachowała pełną sprawność intelektualną.  Ale to było głupie. Pewnie bym się nie zamieniła. Przecież nie wiem,  czy ona chodzi,  czy jest samodzielna,  czy mogła wrócić na studia.  Mam nadzieję że tak. Nie udało mi się z nią zaprzyjaźnić,  z nikim w sumie się nie udało,  byłam wówczas bardzo wycofana i bardziej nieśmiała niż zazwyczaj.  Ale kiedy wrobię w głowie przegląd twarzy,  dziękuję jej za uśmiech.  Pewnie niejeden pacjent tego oddziału jest wdzięczny za niego :)0

„też bym tak chciał”… czym różnią się wakacje od życia rencisty?(;

Notatka na marginesie

Jak wygląda mój zwykły dzień? są dwie koncepcje odpowiedzi na to pytanie.

  1. wstaję i jestem na wakacjach. Wakacje są super, kto ich nie kocha? Tu sobie zrobię coś, tam sobie poćwiczę, w międzyczasie posiedzę w ogródku i jeszcze mi za to płacą! każdy by sobie życzył takiego życia, to jest takie super! JA TEŻ TAK CHCĘ!!!
  2. wstaję i mam normalny dzień.

lato w mieścieCzy muszę mówić, że odpowiedź nr 1 potrafi doprowadzić mnie do szału?

Nie znoszę, jak daje mi się do zrozumienia, że mam szczęście, bo wszyscy inni muszą chodzić do pracy, a ja mam już półtoraroczne wakacje. Jak coś takiego słyszę, mam ochotę mówić nieprzyjemne rzeczy, jak „ok, najpierw miej udar, potem pogadamy o Twoich wakacjach” i tak dalej.

Jak ktoś mówi, że „też by tak chciał”, znaczy się, że dużo nie rozumie. I cierpliwie tłumaczę, że to nie są wakacje. Nie było tak, że usiadłam i pomyślałam „ok, nie lubię swojej pracy, może lepiej by było się rozchorować, tak, żeby nie umrzeć, ale poważnie,  żeby za szybko nie wrócić do pracy”.

Ok, przyznaję, że czasem może to wszystko wyglądać na byczenie się, więc uczciwie przyznam od razu, że TAK, ZDARZAJĄ MI SIĘ LENIWE DNI. Kiedy nic nie robię, tylko patrzę na serialiki i bawię się z psem. Np. wczoraj. Ale zaraz. Wczoraj była niedziela, więc się nie liczy, większość z nas nie zasuwa w niedziele;p

Ale przez pozostałe dni w ogóle nie jest normalnie, niewakacyjnie. Cały czas ćwiczę, chociaż dużo mniej mniej niż wtedy, kiedy mówiłam, że nie mam pustych przebiegów. Wciąż często się źle czuję i jestem wymęczona i mam złe samopoczucie i wtedy najlepiej jest się położyć. [mamo, nie czytaj!] często, żeby nie powiedzieć codziennie zmagam się z wyrzutami sumienia, poczuciem smutku i tego, że przegrałam życie. Wiem, że to nieracjonalne, więc staram się to odsuwać i wymuszać głośny śmiech. Czasem wychodzi, czasem nie. [/mamo, możesz już czytać] Powoli zaczynam szukać pracy. Codzienność raczej chorego, niż turysty. Albo studenciaka na wakacjach, którym przecież niedawno byłam:)

Mam o tyle dobrze, że moi rodzice mają ogródek, do którego mogę wyjść.

Dla mnie wakacje są czasem odpoczynku od pracy. Odrębną kategorią. Na pewno gdyby poszperać po książkach, znalazłoby się trochę antropologicznych tekstów, do których mogłabym się odnieść. I jakoś myślę, że nie wyszłoby mi, że jestem na wczasach.

Na studiach mawialiśmy (za Ireną, której tekst podchwycił pewnie cały rocznik) że melanż to nie wczasy. Teraz mogę powiedzieć, że renta to nie wczasy:) Bywa fajnie, to prawda, cieszę się, że mogę iść na zajęcia o 10 rano, a nie o 18:00. I mogę pojechać do innego miasta bez kombinowania ze zwolnieniami. Ale czy trudności, które mam i mdłości w autobusie są tego warte? (;

Na samą końcóweczkę powiem, że chętnie bym oddała swoje wakacje w zamian, nawet za swoją ostatnią pracę. Albo za możliwość pracy. Bo wtedy bym była panią swojego losu. Mi nikt nie dał wyboru. Nie zapytał „hej, może byś posiedziała w domu tak ze dwa lata?”.

p.s.

notkę oczywiście stworzyłam ‚pod wpływem’ kilku komentarzy ostatnio;)

 

 

o moim lenistwie

pies odpoczywaNiedawno powiedziałam kilku osobom, że jestem oazą spokoju i odpuszczam: Przed udarem też nie byłam jakoś szczególnie wybuchowa, ale teraz mam mniej się spinam. Po prostu czuję, że nie ma co się przejmować.

Aż tu nagle… Kilka dni temu wybuchłam po raz pierwszy.

O co poszło? Kolega powiedział mi, że jestem leniwa. Nie pierwszy raz po udarze to usłyszałam, ale pierwszy raz coś mi się we mnie złamało, aż miałam łzy wściekłości w oczach.

Jak to wyglądało? Wracałam do domu ze spotkania. Niby nic mnie nie bolało, ale czułam się, jakby przebiegło po mnie stado bawołów. Mdłości, zmęczenie takie, że najchętniej usiadłabym na krawężniku i zapłakałabym nad swoim losem. Ale dzielnie szłam – gdybym nie zrobiła dłuższego spaceru, byłby dzień bez ćwiczeń fizycznych żadnych. Chciałam przejść minimum 4 km, zanim wsiądę do autobusu. Chciałam też uspokoić mdłości na świeżym powietrzu. I pisze kolega. Początek rozmowy jak często:

– jak się czujesz?

– bywało lepiej, ale się trzymam

– coś cię boli?

– nie, ale się kiepsko czuję

– wyjdź na dwór, uprawiaj sport, jesteś TAKA LENIWA. itp.itd.

I pewnie gdybym nie miała kilku kilometrów za sobą to bym nie wybuchła. Ale miałam i zrobiło mi się strasznie przykro, że ktoś, kogo dość dobrze znam, mówi że jestem leniwa.

Z moim lenistwem to jest tak, przyznam się:

JESTEM LENIWA Z NATURY. MAM WRĘCZ LENIWĄ DUSZĘ.

Ale robię inne wrażenie. Na niektórych wręcz wrażenie pracusia. Trochę dlatego, że staram się jak mogę powściągać moje lenistwo i – a już od udaru na pewno – idzie mi dobrze. Wręcz bywam pracowita:)

Pytanie filozoficzne: czy brzydka kobieta zdobywająca tytuł miss świata jest dalej brzydka? Czy zapach potu wkomponowany w perfumy będzie wciąż smrodem? Czy leniwiec, który dużo pracuje jest leniwcem?

I tak, i nie. Przepraszam że to powiem, może to zabrzmieć zarozumiale, ale na ten moment jedyną osobą, która naprawdę może oceniać moje lenistwo jestem ja sama. No, może też moi rodzice też, z którymi razem sobie leniuchujemy. Mój tata ma też leniwą duszę, wie jak to jest. Tata nawet leniwszą od mojej:) z drugiej strony, odpoczynek jest prawem. I nie można mylić lenistwa z odpoczywaniem:)

Ja mam ciągłe wyrzuty sumienia przez to, że robię niewystarczająco. Że nie wróciłam do pracy, że za mało ćwiczę. Strasznie bym chciała wrócić do aktywności zawodowej, żeby zagłuszyć te wyrzuty sumienia ale myślę, że nie jestem gotowa. Ciekawe, co ZUS będzie myślał za jakiś czas;)

Podsumuję, słowami: jestem i nie jestem leniwa jednocześnie, ale jak ktoś ma tyle odwagi, żeby mnie oceniać, to się wkurzam strasznie, zwłaszcza kiedy akurat jestem na kilkukilometrowym spacerze:P

ogłoszenie zatem:

jeśli ktoś miałby jakąś robotę, którą można zrobić nie ‚na wczoraj’, ale ‚na pojutrze’, to chętnie bym się podjęła! I, jak zwykle, nie zawiodę. Jedyną osobą, którą regularnie zawodzę, jestem ja sama;)

/koniec ogłoszenia

 

Jessie J też jest udarowcem!

Notatka na marginesie

By Eva Rinaldi - Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

By Eva Rinaldi – Jessie J, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=21183352

Znacie Jessie J? Jeśli nie to trudno, uwierzcie mi na słowo, że jest międzynarodową gwiazdą. I udarowcem!

w wieku 18 lat przeszła udar mózgu, 17 mniejszy (TIA?) jako efekt dziecięcej choroby serca.

W jednym wywiadów powiedziała, że dzięki chorobie serca zaczęła pisać piosenki, dzięki udarowi stała się stała. Bo dał jej odwagę (kopa?) do wejścia na estradę.

dziewczyna mówi, że jej siła woli i determinacja są efektem choroby. Ale też podkreśla, że dba o siebie jak tylko może. Mówi, że oprócz bolesnej prawej ręki i problemów z nerwami (??) ma się dobrze.

Robi swoje. Czad, prawda?

Mi tam się za bardzo nie podoba jej muzyka, ale głos ma dziewczyna, trzeba przyznać. Poniżej piosenka o doświadczeniu udarowym, jak gdzieś wyczytałam:)

refren w tłumaczeniu:

Nie trać siebie w rozmazanych gwiazdach
Widzenie jest oszustwem, marzenie jest wiarą
W porządku jest nie być w porządku
Czasem ciężko podążać za swoim sercem
Lecz łzy nie znaczą, że przegrywasz,
Każdy ma jakieś blizny
Po prostu bądź szczery w tym, kim jesteś!

także tego;)

jakby ktoś chciał sobie poczytać coś więcej (po angielsku): http://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-3164756/Jessie-J-says-teenage-stroke-heart-condition-helped-set-path-stardom.html

Chciałabym do pracy

Notatka na marginesie

Wczoraj złapała mnie duża niemoc. Zamiast iść do miasta i cieszyć się kinem i znajomymi poszłam do łóżka i przespałam kilka godzin. I zaczęłam myśleć o kilku medialnych udarowcach, takich jak Michał Figurski czy Bogusław Kaczyński, który od nas odszedł ostatni. Oni wrócili do pracy bardzo szybko.

Jak to możliwe?

Już prawie 1,5 roku od mojego udaru i coraz częściej myślę o tym, ze byłoby super wrócić juz do pracy. Ale tylko wtedy, kiedy świetnie sie czuję. Kiedy nie męczę się gadając, kiedy udaje mi sie skupić uwagę , kiedy nie mam mdłości, kiedy mogę przeczytać wiecej niz 2, 3 strony…

Przede wszystkim wtedy, kiedy nie potrzebuję wrócić do łóżka zaraz po porannej kawie, bo zmeczenie jest zbyt duze. No to jak oni to zrobili? Jak ludzie wracają do pracy tak szybko? I robi mi sie trochę glupio. Czuję sie leniwcem, który rozczula się nad sobą.

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi. Byłby hitem moim zdaniem(;

Kierunek studiów, który chcieliśmy założyć ze znajomymi

I chciałabym, i sie boję. Jednocześnie czuję że powinnam i że nie mogę. Postarajcie się sobie to wyobrazić. Miks jest dość  przytłaczający.

Dla wielu udarowców powrót do pracy jest miarą powrotu do zdrowia. Dla mnie też, jedną z nich na pewno. Jedną z najbardziej widocznych miar.  Dlatego chyba pierwsze (i ostatnie:d) zarobione po udarze pieniądze chcialam oprawić w ramkę. Ale biednemu ta stówka się przydała jednak i wydałam ją. pewnie na pierdoły(;

Galeria twarzy (3): mi też nie wolno palić…

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa jednej z rehabilitacji była moją wspollokatorką. Była zupełnie różna ode mnie. Inne umiejętności, inny zasób wiedzy, inne doświadczenie, inna chorba. Tyle tylko, że też neurologiczna.

Ale w świecie opanowanym raczej przez ludzi starszych, lgniesz do rówieśników jak ćma do światła, znajdujesz w nich lustro, które może zniekształcać, ale niektórych prawd nie zniekształci.

Szpital to samotność. To nie jest świat młodzieży. Ja opanowywalam swoja znajomymi i przyjaciółmi, a potem robótkami. A ona, robieniem biżuterii, bardzo ładnej z resztą! I paleniem.

Podobno jej też nie wolno było palić, ale i tak wychodziła na fajeczkę. Ja jej otwierałam drzwi i zastanawiałam się, czy nie poprosić o jedną. W końcu jedynie o tym rozmawiałyśmy.

Byłyśmy tak bardzo różne, ona, weteranka, oczekiwała, że rehabilitację zrobi się za nią i żałowała, ze tym razem jej tu nie  pomagają. Była zaprzeczeniem tego, co myślałam o chorych na SM, zaprzeczeniem woli walki. A mimo to jakoś się odnajdywała w systemie, który i tych bez woli, tuli do serca wolą fizjoterapeuty, lekarza, mamy.

Z jednej strony ją rozumiałam, z drugiej – w ogóle nie. Nasze porozumienie najpełniej wyrazało się inwestowaniem się nawzajem czekoladą i orzechami. I (długimi jak na udarowców) opowieściami o życiu i papierosach, e dla mnie są już teraz symbolem chęci powracaia do zdrowia.

 

6 rzeczy, których nie powinieneś mówić osobie po udarze mózgu (lub po urazie mózgu)

przeczytałam ten rewelacyjny artykuł, który zgapię i opatrzę własnym komentarzem

  1. nie marudź, ciesz się że żyjesz

Nawet jeśli wiem, że jestem szczęściarą, to przy tekście tego rodzaju mam ochotę urwać mówącemu głowę. OK, przeżyłam, ale kiedy mam kryzys, to „szczęście” nie jest takie oczywiste. Każdy z nas tak ma, ale jak ktoś nie chorował poważnie, nie słyszy „nie szkodzi że cię wylali z pracy, ciesz się że żyjesz”.

2. A ja to chciałbym móc nie pracować

Autor(ka) dobrze pisze: zawsze, kiedy słyszy coś takiego ma ochotę powiedzieć „seriooo?!?”. Bo to tak, jakby dano nam wybór. Jak ktoś jest zmuszony, przez ból, mdłości lub zmęczenie, to nie naprawdę nie są wakacje.

Ktoś, kto stracił dochód lub niezależność chętnie oddałby godziny przed telewizorem za pracę i nie

a tak poza tym… pomyśl sobie o swojej ostatniej grypie żołądkowej i co byś pomyślał, gdyby ktoś ci powiedział „aaa, przynajmniej masz krótki urlop”.

3. Nie wyglądasz na chorego/chorą

tu pisałam o tych, po których nie widać chorób. Ocenianie książki po okładce zdyskwalifikowałoby całe kieszonkowe kolekcje najlepszej literatury.

Te słowa powodują naprawdę okropny dysonans. Ja się czuję czasem winna temu, że nie czuję się zdrowa.

 

4. Powinieneś starać się się bardziej

U udarowców ograniczenia są naprawdę różnorakie. Od fizycznych przez psychiczne, aż po chroniczne zmęczenie. Ofiary urazów mózgu potrzebują dużo więcej wypoczynku, co często bierze się za lenistwo. Jeden z moich ‚uczniów’ nazywa mnie kassoula co po arabsku znaczy leniwa, a to tylko dlatego, że potrzebuję mnóstwo snu, częstych drzemek (ostatnio mniej, wystarcza jedna-dwie dziennie;) i zazwyczaj czuję się flakiem. Tak to bywa, czasem w środku czynności trzeba sobie zrobić przerwę. U mnie to dotyczy bardziej niż fizycznych, czynności intelektualnych, rozmów nawet. Dodając wszystko do siebie, naprawdę czasem starać się bardziej.

To nie jest tak, że nie umiesz zawiązać buta, bo  ci się nie chce.

5. Daj, ja to zrobię

Udarowców nie można wyręczać we wszystkim, nawet jeśli otwarcie butelki idzie im bardzo źle. Można im pomagać, nie można ich wyręczać. Bo nigdy nie uda im się  nauczyć. A lepiej, żeby umieli jak najwięcej i byli jak najbardziej samodzielni… Wiecie, Jill B. Taylor pisała w swojej książce fajnie, jak mama z nią pracowała. Te fragmenty polecam:)

6. Nie marudź tylko zrób (zróbmy) coś

Zróbmy coś znaczy wyjdźmy gdzieś, napijmy się czegoś… Tylko co zrobić, kiedy głośne miejsca męczą nas poczwórnie i czujemy się nie na siłach? Moi najbliżsi znajomi przyzwyczaili się do nowej Kasi, która zazwyczaj zmywa się ze spotkań pierwsza, a czasem się nawet nie pojawia, bo się nie czuje na siłach. Tylko jeden przyjaciel (pozdrawiam Darusia!) zbyt często powtarza „to co, łoimy wódę?”.

Jak ofiara udaru czy innego urazu mózgu odmawia, niekoniecznie szuka wymówek. A najgorsze, serio najgorsze, jest wpędzanie nas w wyrzuty sumienia przez to, że dużo się zmieniło.

brain injury, stroke. depression

Powyższe grafiki i punkty ukradłam z podlinkowanego artykułu, opatrzyłam je półswoim komentarzem. Mam nadzieję, że mnie nikt nie pozwie za plagiat ( ;

 

najgorsze życzenia zdrowia(;

Notatka na marginesie

życzeniaWydaje mi się, że świadomy udarowiec jest na początku bardzo wrażliwy. Dodajcie do tego brak cierpliwości i zdezorientowanie. I poczucie, że coś się zmieniło. Ja na przykład miałam i mam wrażenie że jestem głupsza niż byłam. Ale nie znoszę, jak traktuje się mnie jak głupią. Jestem chora, nie głupia. I uważam się za eksperta od swojej choroby;) lubię słuchać rad, ale nie mądrzenia się.

Na początku trzeba mi było mnóstwo miłości, nie mądrości. Prostego ‚będzie dobrze”, uśmiechu i pogłaskania po rączce, nie ‚weź się za siebie w końcu’. Wiecie, miałam udar, nawet jeśli na niego ‚zapracowałam’, to naprawdę nie trzeba mnie dodatkowo dobijać. A czasem to się zdarzało. Niedługo po udarze otrzymałam najgorsze ‚życzenia zdrowia’ na świecie. Właściwie, to nie były życzenia zdrowia, tylko okazja do pokazania… czego? Naprawdę nie potrzebowałam wytykania wszystkiego co złe w moim życiu, żaden udarowiec nie potrzebuje podkreślania

Że palił

Ze mógłby schudnąć

Że przecież mówiło mu się o szkodliwości antykoncepcji

Że depresja to nic przy udarze,

Że w końcu mógłby się za siebie wziąć.

i to miało zastąpić ‚wszystkiego najlepszego’ i ‚trzymaj się’.

nienienie. Dalej, jak mi się to przypomina, robię się zła. A jak wiecie, bycie złym podnosi ciśnienie. A to dla udarowca też nie jest za dobre;)