lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: szpitale

mój udar rehabilitacja

Jestem flakiem. Moje ćwiczenia na wzmocnienie

Published by:

Downward Facing DogProblem z (moją) rehabilitacją jest ogromny. Jak nie ćwiczę, to się cofam. Zauważalna utrata formy następuje już po dwóch dniach lenistwa/złego saopoczucia.

Zatem po kilku miesiącach od ataku padaczki wciąż jestem słaba. Pani Madzia mówi, że trzęsę się jak galaretka. Wolę określenie „jak osika” albo coś podobnego. Nie udało mi się jeszcze zbudować formy sprawniejszej, niż słabowitość. W zasadzie wszystko się na siebie składa.

Jeszcze nie doszłam do siebie do końca po sierpniowym, a tu padaczka. Zalecono oszczędzanie się, aż nie ustabilizujemy lekarstw.

Potem 3 miesiące – trzy szpitale, kwiecień – święta, maj cały do tego tygodnia zajęty i teraz się poważnie zabieram za formę.

Udar mózgu wysysa z człowieka formę. Leżenie w szpitalu też. Czuję się tak ostatnio, jakbym robiła dwa kroki do przodu, potem cofała się o 1,8 kroku. Czuję się słabeuszem.

  • Chodzę, więc zaczniemy od chodzenia.
  • spacery do/z autobusu (po kilometrze w jedną stronę) i inne, najchętniej po mieście.
  • wokół domu – z kijkami będę maszerować. dystanse mogą być większe, bo kije;)
  • gwoździem programu ma być mój orbitrek. Wczoraj po 15 minutach byłam umarła. Przed wyjazdem na majówkę umierałam po około 20-25 minutach, także tego.
  • ćwiczenia „dywanowe”. muszę wzmacniać nóżki i dupkę.
  • może i basen wpadnie?
  • rower byłby spoko, ale nie lubię. Zobaczymy:))
  • aaa, no i chcę wrocić na jogę. Ciało się domaga porządnego rozciągnięcia.

Najważniejsze jest to, żebym ćwiczyła coś codziennie. Bo cofanie się źle wpływa na samopoczucie. myślisz sobie „rok temu biegałam 6 km” a teraz nie przebiegnę nawet kilometra (nie próbowałam).

Myślisz sobie: w lipcu nie myślałam o ruchu naprzemiennym, a teraz muszę się pilnować.

Nie ma cudów. A ponieważ nie ma, spadam na orbitreka. Może uda się wydłużyć dystans odrobinę;)

inni udarowcy

Kobieta nagrała swoje selfie podczas przechodzenia udaru.

Published by:

Ten filmik krąży po internecie od kilku lat, ale chciałam go wam pokazać.

Nie trzeba znać angielskiego, żeby zobaczyć jak opadła jej twarz, i zrozumieć, że pokazuje niedowład ręki. Opowiada też o innych rzeczach. Uczuciu odrętwienia na przykład i o tym, że niedawno wypuszczono ją ze szpitala.

Film nagrała, żeby pokazać lekarzom, co się z nią dzieje. Przed ustąpieniem objawów. Szybka reakcja i wyciągnięcie telefonu, pomogły lekarzom zdiagnozować u niej 3 następujące po sobie (dzień po dniu!) TIA [klik!] (mikroudar, mały udar, przejściowy atak niedokrwienny). Bez wideo lekarze myśleli, że to zmęczenie i nic groźnego.

Stacey Yepes jechała do domu samochodem (ja też byłam za kółkiem kiedy miałam TIA). I obecnie mówi, że ciągle dostaje wiadomości od znajomych i obcych, że film pomógł komuś rozpoznać udar mózgu.

Kobieta po pięćdziesiątce była zdrowa. Brak fajek, wysokiego cholesterolu czy wysokiego ciśnienia. Te TIA są dla niej tajemnicą. Na szczęście po tch 3 felerne dni póki co nie stanowią preludium do „dużego udaru”. Pani Yepes nie przeszła go.

Teraz myślę, że dla szerzenia udarowej świadomości takie wideo robi więcej niż akcje uświadamiające. A może nie – ale bardzo pomaga. Ja nie nakręciłam się podczas drugiego udaru, ale też podobno nie miałam mordki wykrzywionej za bardzo, więc niewiele byście zobaczyli.

Rozmawiałam za to z bratem podczas jazdy karetką i mój kochany brachol mnie pocieszał.

Naprawdę warto zobaczyć to wideo, żeby umieć później rozpoznać jeden z najbardziej charakterystycznych objawów udaru.

rehabilitacja Uncategorized

o czym pamiętać podczas rehabilitacji?

Published by:

footprintsMyślę sobie, że nie wiem w sumie, na co zwracać uwagę przy rehabilitacji. Po kilku rehabilitacjach w szpitalach, które naprawdę skupiały się na zupełnie różnych  rzeczach i myślę, że wszystkie były ważne i wybierano mi najważniejsze elementy do zrealizowania w danych warunkach. Ale właśnie zobaczyłam ładne zestawienie pt. ‚co trzeba zrealizować w dobrej rehabilitacji”. Mam nadzieję, że Stroke Associacion mnie nie pozwie.

Rehabilitacja poudarowa powinna zawierać:

  • trening dla zwiększenia ruchomości
  • Naukę wykonywania codziennych czynności
  • Indywidualnie dobrany poudarowych ćwiczeń reahbilitacyjnych
  • Dostęp do aktywności poznawczych i zwiększjących koncentrację (książki, gry, komputer)
  • terapię mowy
  • ćwiczenia widzenia dla tych, którzy mierzą się z problemami z wzrokiem
  • trening równowagi dla tych, którzy mają problemy z równowagą
  • (Ja też bym dodała) terapia zajęciowa

Uwaga: przed wypisem program zapobiegający upadkom jest koniecznością.

No. Czyli trening równowagi + rehabilitacja ruchowa + neurorehabilitacja i ćwiczenia życia są drogą do lepszego życia:)

Jak macie coś do dodania, chętnie dołączę do listy:)

 

 

mój udar Uncategorized

O, następną ćpunkę nam przywieźli – SOR a narkotyki a udar mózgu

Published by:

wstęp wzbroniony z narkotykami i bronią nuklearną((;

wstęp wzbroniony z narkotykami i bronią nuklearną((;

Od czasu do czasu dowiaduję się różnych ciekawych rzeczy o swoim udarze. Najbardziej interesujące są te rz moich pierwszych chwil. Niby tam byłam, ale tak, jakby mnie nie było.

Niby pamiętam pewne rzeczy, ale jest tak, jakbym zupełnie nie pamiętała. Ostatnio usłyszałam o swoich pierwszych chwilach na SOR-ze.

I o komentarzach, których w normalnych warunkach bym nie odpuściła.

o, znowu nam ćpunkę przywieźli

tadam. No jestem w szoku i nie jestem jednocześnie.

Bo jak można o biednym udarczyku powiedzieć ‚ćpun’?

a z drugiej strony, jak można od razu pomyśleć o młodej babeczce, że to udarczyczka? Cóż, to nie jest pierwszy strzał żadnego człowieka. Ale lekarza?

Potem pytano mnie, moją ocalicielkę ukochaną i rodziców o te narkotyki z miliard razy. I jak piosenka się układało ‚nie nie nie nie nie nie nie’.

Ok, narkotyki (w szczególności kokaina i amfetamina), pijaństwo i papierosy zwiększają ryzyko udaru mózgu i są lwią częścią przyczyn, ale umówmy się, nazywanie ćpunką, kogoś, kto został przywieziony na SOR jest tak sensowne, jak mówienie „zostaw go, na pewno pijany” o dziadku, który przewrócił się na ulicy. Może i pijany, to co, nie pomagamy?

Jak bardzo musieli być zdziwieni lekarze, kiedy w mojej krwi nie odkryli ani grama niedozwolonej substancji (jeśli to badano). A kuku!

współczuję mojej przyjaciółce, która musiała się (chyba) za mnie tłumaczyć. I mojej mamie, której musiały przychodzić do głowy wątpliwości, bo w sumie co ona tam wiedziała o tym moim warszawskim życiu..

No, w każdym razie. Zrobiło mi się przykro, jak się o tym dowiedziałam. Jak ludzie muszą sobie pogadać, mogliby to robić w ukryciu, nie przed bliskimi i przy pacjencie.

mój udar

Leczenie trombolityczne po udarze niedokrwiennym

Published by:

kroplówkapan doktor: Pani Kasiu, chcemy pani podać leczenie, które może być niebezpieczne, ale jest niezbędne. Czy się pani zgadza?

Ja: aha.

Pan doktor:  a całym zdaniem?

Ja: Tak.

Tak chyba wyglądała moja zgoda na leczenie trombolityczne po wywiadzie, w którym nie brałam udziału:) Nie miałam pojęcia, co to jest i co się może stać, ale co miałam robić, lekarz radzi, Kasia robi:)

Tromboliza to chemia wpuszczana do organizmu udarowca, żeby rozpuścić skrzeplinę, która powoduje udar. Niby proste, ale niebezpieczne, i trzeba ją zastosować szybko, do 4,5 godzin od pierwszych objawów udaru (czasem, w wyjątkowych przypadkach, nawet do 6 godzin, tak pisali w gazetach).

Jednym z powikłań jest ukrwotocznienie udaru (jak u mnie:P), czyli występuje krwotok w mózgu, i problem robi się jeszcze większy niż był. Strona Stowarzyszenia Udarowcy podaje,  że

Dlatego decyzja o zastosowaniu leku trombolitycznego powinna być podjęta przez doświadczonego neurologa tak , by korzyści wynikające z jego zastosowania były istotnie wyższe niż ryzyko takiego leczenia.

Alternatywą dla leczenia trombolitycznego jest neurochirurg wyciągający skrzep, rzadki przypadek w Polsce, a jak się leczy resztę udarów niedokrwiennych? Nie mam pojęcia…

Ponieważ to leczenie może być naprawę niebezpieczważnyne, wywiad jest superważny. Ja go nie pamiętam, Stefan i mama przez telefon trochę pomogła:)

 

 

inni udarowcy

galeria twarzy (2): z półuśmiechem

Published by:

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERAz panią Basieńką leżałam krótko, ale bardzo ją polubiłam. Nie rozmawiałyśmy, jej afazja na to nie pozwalała. Na początku się jej bałam, jak to się człowiek może bać ludzi, których nie rozumie. Potem zaczęłam jej współczuć. Moje miesiące w szpitalu były takie męczące również przez nudę. A pani Basieńka musiała się nudzić dziesięć razy bardziej niż ja. Często siedziała i patrzyła w ścianę. Nie mogła czytać, nie miała komputera, rzadko ją odwiedzano, a podejście do telewizji było całą wyprawą. Kiedy się zorientowałam, co się dzieje, dałam jej gazetki. Nie wiedziałam, czy może czytać, ale obrazki i zdjęcia oglądała bardzo uważnie. Też trochę dla niej wybrałam swoją miejscówkę na czytanie na głos, bo wyjeżdżała czasem na wózku, żeby coś usłyszeć. Pani basieńka zaczęła się do mnie uśmiechać, i jakoś czuję, że żałowała, kiedy mnie przeniesiono do innego pokoju.

Pani Basieńka, kiedy przyjechała na rehabilitację, podobno się nie ruszała. nasza druga współlokatorka, która sama się nie ruszała, powiedziała mi, jak wielki postęp poczyniła od początku. Ona była  z tych, którzy nie mogli absolutnie niczego, a zaczynali móc robić rzeczy.

Jej pół uśmiechu – twarz pani Basieńce bardzo opadała – zapamiętam na całe życie, bo wyglądał jak po prostu dobry, szczery uśmiech, który też łatwo nie przyszedł.

P.S.

pani Basieńce zmieniłam imię, choć tego nie przeczyta pewnie nigdy, to tak jest lepiej.

mój udar

O chorobach

Published by:

Ostatnio mam wrażenie, że udar najpierw niedotlenił, a potem zalał krwią jakiś ośrodek walki organizmu z chorobami.

Codziennie rano, jak się budzę,mam nadzieję, że nie odkryję kolejnej infekcji. Kolejnego źródła krwawienia.  Wysypki w kolejnym miejscu. Nie będzie mnie boleć w nowym miejscu.  

I dziś rano,  prosząc tatę o telefon do jednego z moich lekarzy, żeby poprosił go o przyspieszoną wizytę, aż się rozpłakałam.

Przed udarem byłam okazem zdrowia (nie licząc nieźle leczonej depresji, TIA o którym nie wiedziałam,że jest TIA i jednego przeziębienia kilka lat temu). Nic się nie działo złego,  latami nie chodziłam do lekarzy,  bo mój organizm nie dawał mi żadnych niepokojących objawów.

Teraz mogę robić konkursy z nagrodami: wskaż mi cześć ciała, z którą nie mam problemów, dostaniesz lizaka! Mam wrażenie, że mój organizm przestał się bronić i mogłabym trafić do szpitala na katar. Jeśli w ciągu 2 dni odwiedzasz 2 lekarzy (koniecznie!) o różnych specjalnościach, tracisz energię i wiarę.  Hej, przeciwciała, gdzie jesteście? Hej,  odporności, gdzie się ukrywasz?  Pod kołdrą, pod którą się chowam w chwilach zwątpienia na pewno cię nie ma,  to wiem na pewno.

Nie radzę mnie przytulać w geście pocieszenia, jeszcze coś zalapiecie.

inni udarowcy moim zdaniem

kiedy szukasz pomocy, a jej nie ma…

Published by:

left handBardzo głośna sprawa: królowa snapchata umarła po udarze mózgu.

Pisze o tym zarówno The Guardian, jak i The Sun, tak Pudelek jak TVN24. To duża, smutna sprawa, bo modelka szukała pomocy, próbowała się zdiagnozować. Koniec końców osierociła córeczkę.

Kilka dni temu napisała do mnie pani, której mama miała udar. Tylko przetrzymano je na SORze dużo za długo i teraz, stan pacjentki się pogarsza, zamiast polepszać.

Tyle się mówi o tym, że gdy widzi się objawy udaru mózgu od razu trzeba dzwonić po karetkę, bo każda minuta to miliony straconych komórek w mózgu, ale nic się nie mówi, jak się zachować, kiedy jesteś zbywany…

tu historia z wykopu:

Już dwa razy przytaczałem na wykopie sytuację mojej mamy. 68 lat, potężny ból głowy, poważne nadciśnienie, ciśnienie >200/150, utrudniony kontakt werbalny, co prawda potrafiła dotknąć nosa, czy klasnąć, ale już samodzielnie założyć rękaw od ciśnieniomierza nie. I co? Przyjechała karetka, pani powiedziała, że mama się zdenerwowała, bo skoczyło ciśnienie, podała zastrzyk i na nic moje prośby o przewiezienie do szpitala. Tłumaczyłem, prosiłem, nic. Następnego dnia nasza lekarz rodzinna, jak tylko zamieniła z mamą zdanie, wypisała i szpital, i karetkę, po paru godzinach było wiadomo, że to wylew. Dwa miesiące leczenia. Oczywiście próbowałem coś z tym robić, ale – co ciekawe – w szpitalu zaginęła dokumentacja z pierwszej wizyty pogotowia, którą – niemądrze – oddałem :(

Wiecie, myślę, że nawet jeśli stan służby medycznej będzie i sto razy lepszy niż teraz, tragiczne pomyłki będą się zdarzać. Pytanie, czy teraz nie  zdarzają się zbyt często, pozostawiając rodziny zbyt długo w rozpaczy. Strasznie mi przykro, kiedy o takich rzeczach słucham i doceniam swoje szczęście, bo za każdym razem, kiedy trafiałam do szpitala na SOR byłam traktowana poważnie, a po udarze nawet się nie naczekałam, bo udar (stwierdzony szczególnie) powinien działać jak zaklęcie, przesuwające pacjenta na początek (lub drugie miejsce, po osobach wykrwawiających się) kolejki oczekujących. Nie ma to tamto, bo niewiele jest poważniejszych, nagłych choróbsk.

I jakoś trzeba wywalczyć zainteresowanie swoją osobą, jeśli się widzi, że sytuacja jest poważna. Ja nie wiem jak. Póki co, słowa ‚udar mózgu’ otwierają mi drzwi do każdego lekarza… Dobrze skończonych historii z SOR-u jest więc równie wiele (jeśli nie więcej!), co tych złych.

Powiem Wam jeszcze w skrócie historię mojego braciszka. Bolała go łapa, siniała. I chodził do lekarzy, nawet na pogotowie, słyszał ‚leczenie przez leżenie’, ‚zgłosić to po weekendzie, jeśli nie przejdzie’… Ostatecznie w bardzo poważnym stanie, w ostatniej chwili właściwie, jak powiedzieli w szpitalu, trafił na stół operacyjny. I co? Nie jeden lekarz go diagnozował, rodzice niczego nie zaniedbali (tata mnie wysyła do szpitala nawet z guzem na głowie, nie ma mowy, żeby zbagtelizować poważną chorobę), a prawie by stracili dziecko z fioletową rączką.

Ja i brat fartem żyjemy. Czego z całego serca życzę mamie pani, która do mnie napisała. Trzymajmy za nią kciuki wszyscy. Złe historie mają czasem dobre zakończenie. Naprawdę.

I, póki nie ma filmiku ‚jak się zachowywać na SORze’, przypominam o pierwszej pomocy po udarze mózgu – klik!

 

mój udar

Dziękuję moim przyjaciołom. Są najlepsi na świecie.

Published by:

DSC_0193

część jedzenia, które zrobiłam (z pomocą!) na przyjęcie wydane w podziękowaniu dla moich kochanych gości. Zaproszeni byli tylko ludzie, którzy mnie odwiedzili w szpitalu. I dobrze, że nie wszyscy mogli wtedy przyjść, bo by się nie pomieścili na chacie;)

Osoba po udarze jest często zupełnie zależna od rodziny (to można poczytać o mojej mamusi, tacie, i Radku, zwanym również ostatnio Ryjem Niemytym). Ale czasem równie ważni są przyjaciele.

W moim przypadku byli tak ważni, że nie mam pojęcia, jak bym przetrwała, pierwsze, najcięższe miesiące w szpitalu, które były naprawdę ciężkie. Bez przyjaciółki prawdopodobnie w ogóle bym nie przeżyła.

To Stefan znalazła mnie w łazience, to ona, a nie mój ówczesny chłopak, pojechała za karetką do szpitala, to ona powiedziała lekarzom, na co choruję, to ona zaalarmowała moich rodziców, żeby mogli się zjawić u mnie tej samej nocy. I to ona była organizatorem mojego pierwotnego szpitalnego życia towarzyskiego:) Tak doskonałym, że lekarze nie mieli za dużo pretensji o pielgrzymki na mojej sali. Stefan była i jest kochaną przyjaciółką i powierniczką, której teraz jeszcze zawdzięczam życie i pierwsze poudarowe uśmiechy. How cool is she? ((:

Resztę przyjaciół mogłabym tu wymieniać po kolei, chciałabym każdemu poświęcić wpis, ale chyba życia by mi nie starczyło, gdybym miała wszystkich tych kochanych ludzi, którzy pokonywali kilometry albo setki kilometrów żeby mnie podtrzymać na duchu. Naprawdę, większość ludzi, których uważałam za przyjaciół, zdało ten ciężki egzamin śpiewająco. Inni, którzy nie zdali na celujący, dostają niższe noty, ale nie mierny. Nie każdy potrafi się odnaleźć w ciężkiej sytuacji. Rozumiem to. Są osoby, na których się zawiodłam, ale to kropla w morzu przyjaźni i uśmiechu wokół.

Nigdy nie przestanę się temu, ilu mam wspaniałych przyjaciół i znajomych. Nawet tych dalszych, o których nie pomyślałabym, że chcieliby się pofatygować do smutnego szpitala z truskawkami czy przemycaną butelką coli(; Chyba po prostu niektórzy ludzie mają dobre, życzliwe serduszka. A jeśli nie, to są przyzwoici. A jeśli nawet nie są przyzwoici, to przynajmniej mnie lubią( ;

A udar jest naprawdę ciężkim sprawdzianem dla przyjaźni. Wymaga masy zrozumienia, cierpliwości i optymizmu i z tego, co widzę, więcej ze strony przyjaciół, niż udarowca. Ja się czułam głupio za każdym razem, kiedy zasypiałam podczas wizyty przyjaciół, ale co mogłam zrobić.

Problem w tym, że nawet najbliższa osoba nie do końca zrozumie twój pierdolnik w głowie. I te zmiany, z którymi się zmagasz. I tu trzeba dużo zrozumienia. Ja mam łatwą do wprowadzenia strategię. Niektórych rzeczy nie tłumaczę. Nie staram się. Nie mam na to słów. Czytam o nich,  podpytuję innych udarowców, którzy ‚tam byli’ i łatwiej im przychodzi zrozumienie moich zmian.

Rok temu moi przyjaciele ze studiów zorganizowali mi przyjęcie urodzinowe. Było cudne. Czułam się prawie jak na wolności. Urodepresja była wcześniej.  Dostałam czekoladowy tort, najlepszy na świecie, którym najpierw wyświniłam całą salę (nie utrzymałam swojego kawałka) potem zjadłam kawał bez wyrzutów sumienia. Siedzieli u mnie do czasu, aż ich wyrzuciła pani doktor. I imprezę miałam dobrą. Naprawdę fajną:)

urodziny w szpitalu

Już wtedy mogłam chodzić z balkonikiem!

Dziękuję wam wszystkim. Kocham was bardzo i chciałabym, żebyście wszyscy wiedzieli, że doceniam was bardziej, niż to widać. Jak wygram 10 milionów to mi nie starczy forsy, żeby się wam odwdzięczyć, wszystkie moje Syny i nie Syny. Nie szkodzi, bo wszyscy dobrze wiemy, że nikt z was nigdy nie będzie z takim bidokiem-rencistą dla pieniędzy;)

Teraz oddalam się z bloga, pogrążać się w dorocznej urodepresji i zamknąć najbardziej obfity w święta okres w roku.

PS

dziękuję wam również za to, że rozumiecie moją niedyspozycję po udarze mózgu. i to, że czasem muszę wyjść z imprezy, zanim się zacznie. Nie Daruś, nie Tobie. Do Ciebie nigdy nie dotrze, że naprawdę nie mogę już łoić wódy jak niegdyś…

PS2

naprawdę ciężko jest być samotnym w szpitalu. dzięki każdej waszej wizycie chciało mi się walczyć trochę bardziej. gdyby nie wy, nie byłabym tu, gdzie jestem:)

mój udar

Jak nie lubię telewizji. Szczególnie w szpitalu

Published by:

pilotSzpital to środowisko, w którym raczej na sali nie poleżysz z przyjaciółką, z którą przegadasz całą noc. Szpital to środowisko, w którym cały czas trwa walka o dominację na sali. Wygrywa pacjent, który decyduje, kiedy i co się ogląda na sali. Mówię to serio.

To wszystko, co się dzieje wokół telewizora, jest bardzo zabawne. Najpierw wzajemne obwąchiwanie, kto ma jakie zwyczaje telewizyjne. Możesz mówić, że nie oglądasz, ale to nie ma znaczenia. Skoro stoi, to ma grać. Nieoglądający zazwyczaj wycofują się, bo skoro stoi, ma grać.

Jest jeden plusik – telewizja szpitalna jest przeważnie płatna. Niestety niedużo, za kilka złotych może grać od rana do wieczora. Idąc do szpitala, trzeba być przygotowanym na wydawanie dwuzłotówek. Dostawy zawsze w cenie, jak nie dla ciebie, to dla kogo innego się przyda. Po południu, czasem wieczorem, zaczynały się wędrówki ludów w poszukiwaniu dwuzłotówek, nieprzygotowanych zawczasu. Ach, jakie garści klepaków miałam w szufladzie w zamian za  okrągłe sumki. Ach, jak karnie się składałam na wieczór jazgotu, od którego odwracałam się plecami w słuchawkach.

Z jakim zainteresowaniem słuchałam awantury o telewizor w innym pokoju. Pani nr 1 chciała oglądać, druga chciała wyłączać. Rozumiem i jedną, i drugą, ale to nie do rozwiązania. Krzykana i były, wyzywanie, a salomonowy wyrok nie był możliwy. Koniec końców zasada została prosta – oglądanie do 22, nie dłużej.

Były i inne rzeczy. Zagadałyśmy się z panią Marią. Nagle usłyszałyśmy walenie pięścią w ścianę. Ok, za późno, za głośno i przeszłyśmy do szeptu. Nie usłyszałyśmy się, bo z tej pukającej sali zagłuszył nas telewizor.

Mój towarzysz stołówkowy, którego bardzo lubiłam, niestety imienia nie pamiętam… żalił się czasem na swoich współlokatorów. Robił to z takim humorem, że nie sposób było opuszczać posiłki;) jeden z tych współlokatorów, zyskał miano Telemaniaka. Telemaniak był gościem bezsennym. Miał swój telewizor (w Konstancinie nie było telewizorów na salach!) i ubytki słuchu. Wyobraźcie sobie mojego kolegę przy śniadaniu, uśmiechającego się mimo tego, że  do rana zasypiał przy telewizorze i od rana drzemał przy nim.

W Konstancinie była świetlica z telewizją. I odbiornik na korytarzu. Kiedy był mecz piłki ręcznej, cały szpital siedział i patrzył. Najzabawniejsza jednak była pora ‚Wspaniałego stulecia’, tureckiej telenoweli o życiu Sulejmana Prawodawcy. Była jeszcze w czasie zajęć, wszyscy idący, zwalniali, żeby popatrzeć. Wracając ustawiali się za kanapą i patrzyli. Miejsc było zawsze za mało:)

To rozwiązanie było dobre – przynajmniej na salach nie było jazgotu. Ludzie sobie mieli o czym pogadać potem, rozmawiali, tworzyła się fajna wspólnota osób, które były zamknięte razem na rehabilitacyjnej odsiadce.

Ja sama telewizor włączyłam raz, po wyjściu z SINN-u, na neurologii. Byłam sama na sali. Za 6 zł mogłam oglądać do nocy. NIC NIE BYŁO W TYM PUDLE. Nawet wiadomości. Obejrzałyśmy ze Świnią zły dokument o świniach, resztę pieniędzy straciłam. Jak pamiętacie, mnie hałas męczy. Więcej nie popełniłam tego błędu:)