Galeria twarzy (17): na kogo szkoda sprzetu?

hospital bedW tej galerii twarzy mamy trzy twarze: nieprzyjemnego chorego,  jego najbliższej osoby i lekarza.

Bylo, jak często jest. Udar, walka o życie,  niewiele łóżek,  wielu potrzebujących.

Całkiem młodego chłopaka po udarze przenieśli na inną salę.

Pada pytanie, czy chłopak ma szanse na przeżycie.

I w odpowiedzi: Czytaj dalej

Coś, co omijam zazwyczaj nawet w myślach: śmierć po udarze mózgu

left handŚmierć po udarze mózgu. Od początku omijam ten temat. Nawet w myślach. Bo myślenie o śmierci, kiedy się o nią otarło, nie prowadzi u mnie do niczego dobrego. Omijam go też dlatego, że blog jest o życiu, a nie o tej drugiej stronie o której nic nie wiem.

Ale kilka tygodni temu napisała do mnie pani, której mama odchodziła. Czułam się zaszczycona zaufaniem, ale nie wiedziałam, co odpisać.

Pamiętam jak tata mi powiedział, że na sali intensywnej opieki neurologicznej (mój SINN) każdy wygląda, jakby miał umrzeć. I jedynie można mieć nadzieję lub modlić się.

Od mamy wiem, że patrzenie na osoby, którym się nie udało, też nie pomaga mieć nadziei. Ale trzeba wierzyć. Czytaj dalej

galeria twarzy (1): boliboliboli

Notatka na marginesie

Z przebłysków, które mam z sali intensywnego nadzoru neurologicznego, pamiętam panią, którą nazywam ‚boli boli’, bo nie mam o niej innych wielu danych. Wiem, że ją bolało i dzień i noc krzyczała, rozdzierającym krzykiem, że ją boli.

Musiała krótko spać, bo nie pamiętam dłuższych przerw w tym krzyku. A może je przesypiałam (bo ja spałam na okrągło. A moja pamięć o pierwszych dniach po udarze, jest jak mój mózg – dziurawa).

Bolało ją. Ale było z nią także trochę śmiechu – mojemu, czarnemu jak smoła chrześcijańskiemu chłopakowi powiedziała, że przy nim się nauczy gadać po arabsku ;) , a komu innemu kazała przekazać jej serdeczne przekleństwa.

Krzyk pani Boliboli mógł wynikać z czegokolwiek, mogła przecież mieć taki uraz mózgu, który nie pozwalał jej kontrolować krzyku, mogło tak bardzo boleć, że nikt z nas nie opanowałby krzyku…

Nie wiem nawet, czy pani Boliboli miała udar mózgu, ale myślę o niej często. Bardzo serdecznie. I ze współczuciem. Czasem się śmieję, ale bez złośliwości, bo wiem, że bolałobolało. A kiedy jej krzyk nagle ucichł, w szpitalu zrobiło się cicho i pusto.

SINN – Kasia na udarówce leży w grzechu

left handJak tylko mogłam zażartować, powiedziałam, że nawet chora leżę w grzechu. Dlaczego? Bo miałam łóżko z widokiem na drzwi z napisem SINN (ang. sin – grzech) – sala intensywnego nadzoru neurologicznego czyli tzw. udarówki (czy tam trafiają nieudarowcy, nie wiem. Jeśli chorują na coś nagłego i zagrażającego życiu, pewnie tak).

Z udarówki mam dużo przewbłysków, mniej wspomnień i dużo relacji – że coś robiłam, albo ktoś coś robił, o swoich pierwszych dniach pisałam tutaj. Ale udarówka to jest niesamowity, inny świat, który opanowany jest przez ludzi starszych i w którym każdy walczy najpierw o życie, później o kolejne komórki mózgu, żeby jak najmniej ich stracić.

SINN to miejsce, w którym leżymy we własnych grzechach – grzechach zaniedbania, nieograniczenia w paleniu, jedzeniu, grzechu złej budowy serca, a przede wszystkim w grzechu starości, którego nikt nigdy nie pokonał i nie pokona inaczej niż umierając.

SINN to miejsce przerażające nawet nie dla samego chorego, który widzi na sali niewiele. Jest przerażająca dla odwiedzających, którzy przychodzą z nadzieją i widzą tych, którzy przegrali swoją walkę z udarem.

SINN jest jak OIOM, gdzie pacjent jest zawsze na oku pielęgniarek i lekarzy, którzy reagują na każde niepokojące wskazanie aparatury, do której pacjent jest podpięty. Kable irytują, łatwo je zerwać,

SINN to miejsce, w którym nie rozmawia się z sąsiadami, bo albo nie umiesz, albo nie masz siły, albo nie jesteś w stanie, albo ich nie widzisz. Ja naliczyłam tam kilka osób, męża uroczej kobiety, która co wieczór życzyła mi ‚kolorowych snów królewno’, siostrę z którą potem leżałam i panią ‚boliboliboli’ najsmutniejszą postać którą spotkałam w szpitalu i ostatniego dnia na SINN-ie jeszcze jednego pana. Podobno było nas wielu więcej.

SINN to sala w której chorego nie wolno męczyć, w którym głośny śmiech jest trochę nie na miejscu, a z drugiej strony bardzo na miejscu.

SINN to miejsce, w którym zaczyna się twoja rehabilitacja i od tego, jak jest ona przeprowadzona, bardzo wiele zależy w przyszłości.

Byłam pewna, że wszystkie SINN-y, wszystkie udarówki, są przynajmniej tak dobre jak mój – bo muszą być dobre, żeby ratować życie. Ale czytam o nich, również w komentarzach w sieci, gdzie wielu wylewa złość i frustrację i okazuje się, że udarówka udarówce nie jest równa, a największymi grzechami są zaniedbania w opiece nad tymi, którzy nie potrafią sami się sobą zająć.

„moją” udarówkę w szpitalu Czerniakowskim mogę bez wahania polecić. Choć kilka lat temu mieli chyba pewien skandal, teraz chyba to co złe – minęło.