chwiejność emocjonalna po udarze. Śmiech, złość, łzy i wszystko na raz

angerWertując Googla mogłabym dojść do wniosku, że Polacy są mniej chwiejni emocjonalnie niż ludzie anglojęzyczni.

Na amerykańskich i brytyjskich stronach labilność emocjonalna, chwiejność emocjonalna jawi się jako dość częsty problem, z którym trzeba sobie radzić. Polskie strony niewiele o tym opowiadają. Jedną z sensowniejszych, choć krótkich, infomacji znalazłam tutaj:

Utrata kontroli nad emocjami w wyniku udaru mózgu nazywa się chwiejnością (labilnością) emocjonalną. Może się ona pojawić w ciągu sześciu miesięcy od udaru. Reakcje emocjonalne mogą być nadmierne, nieprzewidywalne i niekiedy nieadekwatne do sytuacji (np. nagłe wybuchy płaczu, śmiechu lub złości). Taka chwiejność emocjonalna jest dużym, źródłem stresu dla pacjenta i jego rodziny. W miarę jak postępuje proces zdrowienia, emocje ulegają wyciszeniu.

Na stronie stoi też, że to stan uciążliwy i dla chorego, i dla jego bliskich i przejściowy.

Ja nie doświadczyłam, nie znam nikogo, kto by doświadczył, ale to nie znaczy, że się nie zdarza. Z opisów to wygląda paskudnie, zupełnie jak śmianie się na pogrzebie.

Podpytałam o bardziej „życiowe”, nie anonimowo-internetowe rzeczy i ktoś mi odpisał (w skrócie), że nie ma nic złego, jak płaczesz, bo masz powód. Problem się pojawia, kiedy masz reakcje zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Jak ja, stara baba, kiedy rozpłakałam się gdy…

Ktoś inny „nie chciał mnie martwić”, ale 18 lat po udarze wciąż potrafi raz-dwa razy w tygodniu się rozpłakać bez powodu.

No ale bywa tak – i to często – że ludzie przechodzą taką fazę, w której nie panują w ogóle nad reakcjami emocjonalnymi i często nieadekwatnie je – co? dobierają? eksponują? błagam! ale często to po czasie słabnie, staje się mniej uciążliwe, a w końcu może zupełnie zniknąć. Nie musi, ale jest nadzieja. Widziałam też, że niektórzy, lata po udarze, akceptują tę część siebie jako część „nowego siebie”.

Wiecie, z tego co widzę, to chyba jest problem ludzi ze zmianami w mózgu, niekoniecznie udarowców. Ja sobie myślę, że trzeba sobie dawać kredyt cierpliwości i pobłażliwości. Ale z drugiej strony bym strasznie się wstydziła gdybym wylała swoją złość na kogoś obcego. Wyobrażam sobie, ekspedientkę w sklepie, którą wyzywam od kretynek. Nawet jeśli miałabym powód, byłoby mi potem wstyd do końca życia, znam siebie. Bym się zadręczała tym do końca życia, jak okłamaniem rodziców, że chyba mi ukradli adidasy w szatni, podczas gdy byłam przekonana, że je po prostu zostawiłam. Dalej mam przez to jakieś poczucie winy:)

Istnieje jeszcze taki termin jak Pseudobulbar Affect (PBA), który, z tego co widzę, opisuje mniej więcej naszą swojską chwiejność. Nie wiem jak to będzie po angielsku, więc pominę tłumaczenie. W tym artykule po angielsku opisują stan, to może być po prostu nowa nazwa na tę chwiejność. Pacjentka z artykułu zmaga(ła) się z tym naprawdę długie lata i nazwała to „social disability”, czyli niepełnosprawnością społeczną.

Z kim rozmawiać o tym problemie? Ja bym gadała z lekarzem pierwszego kontaktu, który powinien umieć ocenić, czy potrzebny jest psycholog lub psychiatra. Może być!

Jak widać „to zależy” jest dobrą odpowiedzią i w tym przypadku. Mam wrażenie, że w przypadkach udaru zawsze powinno się zawsze dodawać „to zależy” na końcu wypowiedzi. Zatem:

 

 

życzę szybkiego nadejścia weekendu;) TO ZALEŻY.

brak apetytu po udarze i milk-shake który ratuje życie;)

Moi rosmothie banana spinachdzice wspominają, że po udarze nie chciałam niczego jeść. Przez pierwszy okres, leżenia pod intensywną opieką, absolutnie niczego, Ja też pamiętam ten brak apetytu. Potem miałam ochotę na jedzenie raz dziennie – późną nocą/wczesnym rankiem, koło 4. i wtedy (niemądrze! głównie przez to, że rano czasem są zastrzyki. I przeszkadzałam innym…) jadłam. A przecież jedzenie jest bardzo ważne. Bez dobrej diety, komórki nie będą się odbudowywać tak dobrze.

Żebym przyjmowała coś do organizmu, tata robił mi milkszejki. I pilnował, żebym je wypijała. I jakoś szło:) Może nie na raz wypijałam całą butelkę, ale jakoś szło.

przepisy tatowe są proste. Mleczko+banan+kiwi+pomarańczka na przykład. Banan jest ważny, bo ma dużo kalorii, a przy tym mnóstwo witaminek i minerałów, w tym mnóstwo potasu( ;

Nie polecam cukrzykom, cała reszta udarowców może się nim ratować w okresach braku łaknienia:)

Mój brak apetytu przeszedł stosunkowo szybko. Niektórzy udarowcy mają z tym problem bardzo długo. W dyskusji, w której uczesniczyłam, mnóstwo osób narzeka na ten problem. Wypowiadał się tam też pan, który nawet 8 lat po udarze ma właśnie takie problemy.

Ja widzę, że jem teraz dużo mniej, niż przed udarem, ale nie jest to jakiś wielki problem, bo mam nieustający problem z nadwagą. I cały czas mam ochotę na czekoladę. Mam wrażenie, że mogłabym zjeść jej 5 kilo dziennie… Teraz nie jem jej w ogóle już od kilku dni i obsesyjnie o niej myślę(; taki smutny odwyk. w każdym razie muszę pilnować, żeby od czasu do czasu coś zjeść, bo pusty brzuszek u mnie oznacza natychmiastowe mdłości. lepiej coś sobie zjeść;) smacznego!

pierogi z truskawkami