Bule lewą ręką! Mistrzostwa o komin portalu lewaczka.pl

bule, petanquePrzyjaciel gra w petanque’s, czyli bule. Jest Quasiprofesjonalistą ( ; przyjechał ze swojego miłego miasta i zorganizowaliśmy Pierwsze drużynowe mistrzostwa petanque lewą ręką o komin lewaczki, zwany również Boulès w Le Szczecinie.

Niestety przez serię ogłoszonych walkowerów, nie można było przeprowadzić rundy eliminacyjnej i od razu drużyny przeszły do finałów. Dwuosobowe drużyny nazwijmy je: Przegrani i Wygrani rozegrały dwa emocjonujące mecze, z których krótką relację przedstawia korespondentka portalu lewaczka.pl!

Walka była zacięta! Pierwszy mecz wygrali Wygrani, którzy długo prowadzili kilkoma punktami, jednak Przegrani szybko odrobili straty, wyprzedzając nawet liderów. Do końca nie było wiadomo, kto ostatecznie zakończy grę jako zwycięzca, ale udało się Wygranym, choć zadecydowały o tym ostatnie rzuty.

Po pierwszym meczu, ze względu na drętwiejącą rękę piszącej te słowa (osoby z niedowładem lewostronnym;) ) została zarządzona przerwa na picie, po czym wznowiono rozgrywki.

W czasie drugiej części nie zarządzano wielu przerw na tłumaczenie zasad, jedynie te, które odpowiadały na zapotrzebowanie publiczności, ze skupieniem obserwującej rozgrywki*.

Gra była zacięta, przez długi czas prowadziła drużyna Przegranych, wieloma punktami! Potem jednak Wygrani zaczęli odrabiać straty, a losy gry ważyły się do końca, w ostatnich rzutach wiadomo było, że ten, kto zdobędzie jeden punkcik wygra tę rundę. Wygląda na to, że Przegranych zjadł jednak stres i przegrali jednym punkcikiem. Wygrali wygrani, przegrali Przegrani – czy tego byście się spodziewali drodzy czytelnicy? (( ;

Zabawa była przednia, wszyscy potem przenieśli się na grilla, bawili się z psami, popijali alkohol (nawet autorka bloga umoczyła usta!). Niestety nagrody za zajęcie pierwszego miejsca nie zostały wręczone, bo nie zdążyłam zrobić kominów. W pamięci zapisany kolejny, nie wyrobię się przez 3 lata z robotą… ;)
Poniżej mała fotorelacja, zasłoniłam znajomym buziaki, bo nie wiem czy zgadzają się na pokazanie swoich przesympatycznych buziek (a jest w ich gronie prawnik!)

bule

bule, petanque

bule, petanque

5

4

3

2

 

Na marginesie:

Gra petanque, zwana potocznie bulami, z boku wygląda na nudziarstwo, lecz jest rewelacyjna. Chciałabym codziennie grać często! Dlatego proces zakupu swojego zestawu ruszył z kopyta, jeśli znajdą się inni podjarani, będę w nie grać.

Gra polega na tym, żeby rzucić swoje kule-bule jak najbliżej małej kulki-świnki. Liczy się punkty i zaczyna się od nowa. I tak aż do czasu, kiedy osoba lub drużyna zdobędzie 13 punktów. Szczegółowiej o zasadach można poczytać na przykład tutaj.

Moja ręka sprawiła się w miarę dobrze. Już ładnie chwytam i mam trochę siły, a plus w grze jest taki, że bulami się rzuca, także nie trzeba ich długo trzymać. I tak się napracowałam – pod koniec pierwszego meczu, który rozegrałam, ręka mi drętwiała i wcale nie wiedziałam, czy nie odpuszczę drugiej rozgrywki. Jednak gra za bardzo mi się podobała, żeby nie wziąć się w garść, następnego dnia jednak odpuściłam ćwiczenia na rękę (a i inne też, byłam strasznie zmęczona po dwóch dniach na powietrzu:).

Gra jest jednak sportem precyzyjnym, wyrabiałam rzeczy, których jeszcze w kwietniu nie byłabym w stanie zrobić, ale w małym stopniu miałam kontrolę nad siłą, z którą rzucam, a jak udawało mi się raz na jakiś czas rzucić coś dobrze, to dużo było w tym farta. Prawda jest taka, że to jedyny sport ostatnio, który potraktowałam jak rozrywkę, a nie ćwiczenie i to było naprawdę super. Druga połowa mojej drużyny była trenerem nas wszystkich i bardzo mnie kilka razy rozbawiło jak mówił mi gdzie powinnam rzucić delikatnie, a mi kulka leciała 2 metry dalej i nie z tej strony ( ;

* Ludzie naprawdę się nami interesowali, pytali, robili zdjęcia nawet z tajniaka;) Ciekawe gdzie szczecińscy bularze grają, może są lepsze miejsca niż Jasne Błonia?;)

Kilka rzeczy, ktore po udarze zmienily sie na lepsze

Dziś mija dokładnie pół roku od mojego udaru, od kilku dni same negatywne przemyślenia. Ponieważ jednak Święta powinno się obchodzić radośnie, przy odrobinie wysiłku udało się wymienić 5 rzeczy, które zmieniły się w moim życiu na lepsze. Posłuchajcie…

1. Udar zostawił moją pracę, w której byłam więźniem głupiej lojalności i wiary w to, że może czeka mnie tam karierka ;

2. Nauczyłam się robić na drutach – teraz w końcu będę mogła narobić sobie kominów i nie chodzić w jednym, aż go zgubie w barze;

3. Rzuciłam fajki – nie na pierwszym miejscu, bo lubiłam palić i nigdy nie przyszło mi do głowy żeby rzucać. Ale obiektywnie rzecz biorąc to dobrze, że rzuciłam – z dnia na dzień, bezboleśnie. No dobrze, czasem ze smutkiem patrzę na znajomych i nieznajomych, którzy wychodzą na papierosa, rozmawiają i zaciągaja się dymem, tak jakby świat nie odwrócił się o 180 stopni.

4. Bywa, że się wysypiam. I choć to nie sprawia, że mam więcej energii, wciąż to nowe, ciekawr doświadczenie w moim dorosłym zyciu

5. Karta ‚wiesz, jestem po udarze’ rozgrywana kiedy zrobię coś nie tak, palnę coś głupiego, jestem zmęczona albo po prostu nie mam na coś ochoty działa w 99%. 

6. Zlikwidowano mi dziurę w sercu i odkryto przyczynę dziur w mózgu i teraz już wiem, na co będę musiała uważać do końca życia.

7. Dużo czasu spędzam na świeżym powietrzu. Z musu, ale biegam, chodzę, spaceruję, jeżdżę… Dużo więcej niż przed udarem.

8. Skupiam się na sobie tak, jak nigdy wcześniej.

Chciałabym dopisać te punkty do 10, ale czegokolwiek nie napiszę, zawsze kryje się za tym potężne ‚ale’,  np. Spędzam dużo czasu z rodziną, ale oderwano mnie od przyjaciół w warszawie itd. Dlatego zostawię to tak, jak jest. Do większości powyższych punktów mogłabym też dodac ‚ale’, ale tu minusy, nie przeważają plusow. Dlatego żeby nie było zbyt negatywnie, proszę wszystkich, żeby pijąc dzisiaj wodę/piwko/kawkje/cole zero wypili łyk za moje zdrowie. A na koniec zdjęcie kozy, bo kozy są cudowne, głupie i najśmieszniejsze na świecie

koziczka

 

 

 

Najważniejsze narzędzie rehabilitacyjne

oto ono:
beautiful chair

Dlaczego rehabilitanci na oddziałach udarowych nie rehabilitują nas od razu przez 3 godziny dziennie?

Dlaczego koło każdej osoby ćwiczącej na stojąco jest zazwyczaj krzesło?

Ćwicząc, a szczególnie ćwicząc samemu w domu, bez czujnego profesjonalisty, trzeba pamiętać o odpoczynku. Rehabilitacja to nie wyścigi i nie przygotowanie do maratonu. To (niestety) długotrwały proces.Jeden z rehabilitantów powiedział mi, że przesadzając, można nawet zrobić sobie krzywdę. Nie wiem (ale się dowiem!) jak dokładnie, wiem, że moja pani Madzia, często musiała wręcz pilnować, czy robię sobie odpowiednio długie przerwy.

Rehabilitanci mają często ciężkie zadanie ocenienia, czy ich marudzący pacjenci są naprawdę zmęczeni, czy po prostu im się nie chce. Ćwicząc samemu czy z kimś bliskim też trzeba na to uważać.

Ja się „przetrenowałam” kilka razy. Raz „zapomniałam się” z ćwiczeniami precyzyjnymi dłoni. Koleżanki mnie odwiedziły w szpitalu i siedziały u mnie przeszło 2 godziny. Przez cały ten czas ćwiczyłam rękę. Następnego dnia ledwo mogłam złapać cokolwiek, nie mówiąc już o ćwiczeniach. Dłoń odpoczywała potem „z musu” kilka dni.

Całe szczęście, że mam też problemy z mózgiem, tak bym musiała być niemal bezczynna ( ;