Dietowanie, drogie panie! (i panowie);)

Pisałam o odchudzaniu kilka razy.

Raz, kiedy sygnalizowałam, że nadwaga może być jedną z przyczyn udaru, drugi raz, kiedy chwaliłam się, że dieta idzie mi nieźle;)

A teraz będę się chwalić.

Od mojego wagowego szczytu (nie ma się czym chwalić), spadło mi 15 kilogramów.  15 kilogramów! :))) to niesamowite.

Ważę mniej niż kiedykolwiek w ostatnich latach. zakładam, że jestem zdrowsza niż pół roku temu.

Jest ciężko, codziennie jest ciężko, ale spada, więc nagroda za wysiłek jakaś jest;)

Notatka króciutka, bo bardzo mi się chce spać, ale co tam. Publikuję i zasypiam;) Dobranoc!

 

Od dzisiaj świętuję dzień emeryta!

Rozmawiamy z przyjaciółką.

Ja: Nie chce mi się, bo głowa mnie boli, a muszę iść do dietetyka, a potem mam rehabilitację

Majka: To brzmi trochę jak dzień emeryta.

Ja: Mój każdy dzień brzmi jak dzień emeryta.

Majka: Tylko nie zapomnij po drodze kupić Biovitalu i Coregi, żeby święto było kompletne.

Żeby więc mój dzień emeryta uczcić porządnie lecę do apteki i potem szybciutko do dietetyka. Są efekty! Polecam i pozdrawiam. Kasia

Pierwsza wizyta u dietetyka za mną

A więc.

Wybrałam sieciówkę Naturhouse, bo przy wielu dietetykach w mieście, i tak nie wiedziałam gdzie iść, a znam kilka osób, które Naturhouse odchudził. Więc jest to spoko:) Może drogo, niestety… ale zakładam samo jedzenie będzie tańsze i się opłaci:D bo będzie tak:

Nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, jednak

a) potrzebuję bata nad sobą,

b) widać że stawiają na naukę nawyków dobrych,

c) pani fajnie ze mną rozmawiała o tych chorobach wszystkich, widać, że ogarnia temat

d) wiem co mogę, o jakiej porze, co robić, jak mnie w nocy przyciśnie (pić gorącą herbatę albo (nawet lepiej) kawę Inkę

e) pół godziny temu zjadłam obiad i już jestem głodna:D (ale dużo mniejszy niż przepisowy, więc chyba dobrze)

f) dużo rzeczy robię dobrze:D

g) dużo kilogramów do stracenia

h) chcę stracić jak najwięcej do ślubu przyjaciółki

i) wiem już, że tak czy inaczej będę chudła trochę wolniej niż zdrowochudnąc (ten kilogram na tydzień…), bo ta insulinooporność…

No, proces przemiany ze słonika w żmiję (ok, może być w łanię;) został rozpoczęty. Tzn. został rozpoczęty już dawno, tylko był przeciwskuteczny.

Muszę tylko pamiętać, że chuda krowa to jeszcze nie sarenka.

 

 

 

Przepraszam, czy tu karmia?

 

Sa szpitale, do ktorych powinni przyjmowac dopiero po tym, jak ktos napisze pisemne oswiadczenie, ze spodziewa sie codziennie odwiedzajacych z swieza dostawa jedzenia, bo jak na moj gust, nie da sie w nich przelknac niczego, nie narazajac sie na trwaly uszczerbek na zdrowiu (psychicznym?).

 

Na szczescie, zazwyczaj kuchnie sa po prostu niedobre lub zwykle-nierowne- to jest do przezycia. Zdarzaja sie jednak wyjatki od tej reguly, jak na przyklad w Konstancinie, gdzie karmili w miare smacznie (!!!), drugie dania udawalo mi sie czasem zjesc w calosci (zup w szpitalach nie jem programowo, i nie bede!). No, moze oprocz jednego dania – raz sprobowalam i zalowalam do konca. Kiedy widzialam w menu mieso mielone, po prostu nie wchodzilam na stolowke. Po co sie meczyc! Na pewno dodam kiedys zdjecie dania, teraz tablet odmawia wspolpracy. Przyjaciolka zobaczywszy ten cud gastronomii zapytala „co to za gruz?”. Przyznam, ze pytanie bylo jak najbardziej zasadne.

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze zawsze znajdzie sie ktos, komu zalezy, zebys zjadl obiad, i to najlepiej szpitalny, nie przyniesiony przez przyjaciol. To moze byc lekarz (rzadko), mama (musisz jesc, sprobuj chociaz lyzke zupy, proooooosze <smutna minka>), na oddzialach rehabilitacyjnych opiekun (opiekunka potrafila przygotowac mi kanapke z tego co zostawilam po sniadaniu i kazala wspolokatorkom pilnowac, czy na pewno zjadlam, pielegniarka, kuchenkowa… Kiedy odmawiasz wziecia obiadu, bo wiesz ze go nie ruszysz, zawsze beda gadac, a to ze na pewno jesz smieci, a to ze to jest zdrowe i nie za duzo, a to ze costam, a to ze cos innego. W zaleznosci od tego w jakim akurat jestem nastroju jest to zabawne lub wkurzajace, czesciej jednak wkurzajace. Na te okolicznoci przygotowalam kilka strategii, ktore pozwalaja przetrwac:

 

1. Uzycie klucza ‚u mnie w domu zawsze/nigdy…”. U mnie w domu na przyklad zazwyczaj sie nie je zup na obiad, samo drugie. Mimo ze to nieprawda. Kuchenkowej zawsze latwiej przyjac to, niz proste ‚nie chce, bo mnie brzydzi’.

2. Obserwowanie, co bedzie podane. Zazwyczaj na oddzialach wisi menu na dany dzien, albo da sie zobaczyc co dostaja pacjenci w pokojach wczesniej. Wtedy warto zrobic troche smutna, troche zaklopotana mine „chcialbym, ale nie moge” i krotko wytlumaczyc. Zauwazylam, ze od udaru nie sluza mi smazone/ mleczne dania i dobrze, ze akurat dzisiaj maz mi przyniosl lekki rosolek. Kolejne klamstwo, ale dobre.

3. Opcja ryzykancka – jemy to, co najbardziej jest zjadliwe, a reszte rozgrzebujemy. Moga to byc ziemniaczki, albo salatka, albo mieso . Wazne, zeby z talerza zniknelo duzo, niewazne czego.

4. Zwykle, umiejetne rozgrzebanie posilku. Zazwyczaj przejdzie, chociaz tu czesto marudza przy odbiorze talerzyka; Warto mieszac i chowac pod salatka mieso! Dzis tak zrobilam i jedyna kara byla dezaprobata przy odbiorze.

5. Na sniadaniach jesc chleb z maslem, jesli pasta/wedlina nie nadaja sie do spozycia. Na sniadania i kolacje jem tylko to. Wazne, zeby skibki zniknely z talerza. Jesli i tak spodziewamy sie komentarzy, mozna rozrzucic reszte po talerzu. Nikt nie bedzie sie doliczac mortadeli i nie bedzie ci robic kanapek ;) z ruszonego.

6. Niekiedy zwykle wytlumaczenie i niewziecie posilku, moze zdac egzamin. Ja czasem probuje, bo wiem ze jesli cos rozgrzebie, to pojdzie na smietnik, a tak moze sie nie zmarnuje, przynajmniej mam nadzieje.

 

Oczywiscie do zastosowania ktorejkolwiek strategii potrzeba pomocy z zewnatrz – albo kogos, kto nam doniesie posilek, albo barku, do ktorego mozna sie wybrac. Po udarze (w innych przypadkach pewnie tez) komorki naszych mozgow musza sie regenerowac i miec z czego odbudowywac, dlatego dobra dieta, picie i odpodczywanie sa bardzo wazne. Dzis piateczek, czyli pewnie rybka. Mam wieksze obawy niz zazwyczaj, bo wczoraj tez byla rybka. Ale juz wstepnie umowilam sie na obiad spoza szpitala, dlatego przetrwam.

Zazdroszcze troche osobom, ktore wydaja sie przystosowane do wyzwan wspolczesnej gastronomii szpitalnej i dzielnie radza sobie z posilkami. Moze to sa wlasnie ci, ktorzy maja zadatki na wspolczesnych herosow?

A dziadek mawia… jedz dziecko porzeczki, jedz!

currant healthyNie wiedziałam wcześniej, że mój dziadek lata temu przeszedł udar. Podobno już po tygodniu wyszedł ze szpitala i jakoś wrócił do siebie. Miał jednak do przekazania mi wiedzę nietajemną, ale niepopularną: jedz porzeczki! Pij soki z porzeczek! Codziennie!

A ja – wyrodna wnuczka – krzywię się na  zalecenia zawsze, bo bardzo nie lubię soku porzeczkowego, a uwielbiam świeże porzeczki.

Na marginesie – sok porzeczkowy do wódy na imprezach, to zawsze był dla mnie problem, czasem wolałam nie pić (!), niż zabijać smak wódy tym smakiem. Ale w świetle tego, co o niej wyczytałam widzę, że po prostu próbujemy zneutralizować działanie trucizny naturalnym lekarstwem (co nie znaczy, że jeśli kiedyś napiję się jeszcze drinka z wódką, będzie w niej porzeczka).

Otóż czerwone porzeczki:

– mają wysoką zawartość pektyn, dzięki czemu pomagają w kontroli zawartości cukru i cholesterolu we krwi;

– mają dużo potasu, dzięki czemu pomagają w leczeniu nadciśnienia (jedna z głównych przyczyn udarów);

currant

moja własna ogrodowa porzeczka, posadzona chyba rok temu, jakby ktoś przewidział, że będzie potrzebna

– zawierają witaminę PP, która znowu m.in. reguluje zawartość cholesterolu we krwi i zapobiega miażdżycy;

a poza tym:

– łagodzą dolegliwości jelitowe przez szereg właściwości;

– zwiększają naszą odporność;

– wspomagają pracę układu moczowego;

– baby, łagodzą bóle menstruacyjne! 

– są dobre dla skóry trądzikowej;

– pomagają się pozbywać wolnych rodników z naczyń;

– generalnie mają sporo różnych witaminek,

 

ale więcej mają ich czarne porzeczki:

– zawierają mnóstwo witaminy C,jest jej 4x więcej niż w pomarańczach, witaminy A;

– działają przeciwzakrzepowo i przeciwzawałowowo;

obniżają poziom cholesterolu i cukru;

– odtoksyczniają organizm;

– ułatwiają usuwanie metali ciężkich z organizmu;

– mają właściwości antybakteryjne;

– mają właściwości moczopędne;

– i tak daalej… Brak informacji o tym, czy leczą kaca, ale może i tak:)

po-rzeczka

Sucharowo