Jak mi powoli wraca angielski…

handsUwierzcie mi, rzadko kiedy bywam tak przerażona jak wtedy, kiedy tata poprosił mnie o tłumaczenie rozmowy. Rozmowa szła mi tak kulawo, że potem przeryczałam (cichutko, żeby nie budzić mamy!) w poduszkę pół nocy. Z osoby z płynnym angielskim, pracującej po angielsku, stałam się dukaczem, który fluencji po angielsku, ma jeszcze mniej niż kiedyś.

Bałam się, że udar mózgu zabrał mi kolejną rzecz, na którą pracowałam całe życie (a takie rzeczy są dla mnie szczerze mówiąc bardziej bolesne, niż te, które po prostu były, bo jestem ludziem).

Nie mogłam rozmawiać za bardzo, filmy oglądałam z lektorem (!!! wcześniej tego nienawidziłam), o filmie bez napisów nie było (i nie ma dalej) mowy, zasady gramatyki były dla mnie zagadką w użyciu, słowa (lub nie) z głowy bardzo długo.

Poszukiwanie intensywnego kursu spaliło na panewce – a to nie tworzyli mi grupy, a to kurs kolidował z rehabilitacją, a to miałam szpital, nie wyszło.

Zarejestrowałam się więc na Skilltrade.org. Polskim portalu wymiany umiejętności, o którym słyszałam wcześniej, ale go nie znalazłam (słabe spozycjonowanie w googlu chyba). Pełna nadziei zaczęłam szukać trzech rzeczy – nauczyciela hiszpańskiego, konwersacji po angielsku i nauki jazdy na rolkach. Hiszpański i rolki w ogóle nie wyszły, baby do których pisałam, pozostawiały moje wiadomości bez odpowiedzi. A może po prostu moje zaoferowane umiejętności im nie odpowiadały? No mniejsza.

Raz umówiłam się na spacer,  gadaliśmy po angielsku, aż nie zaczął mi się język plątać – tak w angielskim, jak i polskim, język plącze mi się bardzo, jak za dużo mówię:)

W pewnym momencie jednak zorientowałam się, że skilltrade jest po prostu traktowane przez użytkowników jak portal randkowy, gdzie można spotkać nie desperata, tylko kogoś interesującego. No i udało mi się znaleźć kilka osób (głównie kolegów, choć nie tylko!;) z zagranicy, z którymi sobie koresponduję, od czasu do czasu gadam na Skypie, są dni, w których więcej używam angielskiego niż polskiego. I choć nie czuję się wciąż płynnie, lepsze to niż nic.

DZIĘKUJĘ SKILLTRADE, choć masz wiele wad. Portal działa dopiero od 2015 roku, ma wiele błędów – zaskakująco dużo, ale to sprawy techniczne. Mi pomogło, również to, że jak piszę wiadomości, nie wiadomo, że miałam udar. Jak się więcej gada, to w końcu wychodzi, ale nie ma już tego paskudnego torowania, które z resztą zwykle jest bardzo pomocne, bo prawda o udarze jest taka, że to ciężka, męcząca choroba. A jak się przejdzie do znajomości normalnie, potem też jest jakoś normalniej. I swobodniej się gada. Skilltrade to teraz takie moje okienko na świat i na POWRÓT do umiejętności.