Galeria twarzy (7): on to wszystko wiedział!

colorful brainMam znajomego (z panelu) który przeszedł superciężki wylew. Spędził długie tygodnie w śpiączce, ale po przejściu dłuuugiej rehabilitacji teraz wygląda świetnie i mam nadzieję, że ma się świetnie także.

Mieszka on w Hamburgu i musiał włożyć w zdrowienie mnóstwo pracy. Aż żałuję, że nie notowałam jego opowieści, były takie prawdziwe i budujące. Najbardziej chyba podobało mi się to, jak mówił o chodzeniu wokół ich cudownego jeziora.

Bo widzicie, zajechałam kiedyś z przyjaciółką do Hamburga stopem i jezioro, które mają tam w samym środku miasta, jest po prostu bajeczne:) I on się uparł, że jeszcze przejdzie je dookoła. I w końcu przeszedł. A potem obchodził je codziennie. A teraz, obchodzi je 2 razy w tygodniu, bo już mu się nie chce codziennie.

Nikt w to nie wierzył.

Inną superciekawą rzeczą było to, co powiedział o swojej śpiączce. Nie pamięta, ja to było leżeć bez przytomności, ale… Po wybudzeniu okazało się, że pamięta większość rzeczy, które opowiadała mu żona, kiedy był nieprzytomny. Zorientowali się, kiedy komentował jej opowieści słowami, że przecież już to wie. Albo, że wie, co słychać u…, bo już mu mówiła. 

Nie mam pojęcia jak wygląda bycie w śpiączce, ale serio, to fascynujące… I powiem wam, że mimo ogólnego opanowania, widać było u kolegi mnóstwo emocji, kiedy wracał do tego wszystkiego.

A teraz nazywa się pełnoetatowym udarowcem. Organizuje grupy wsparcia dla ludzi takich, jak my:)

Jedna myśl nt. „Galeria twarzy (7): on to wszystko wiedział!

  1. super :) bardzo się cieszę.
    nigdy nie miałam styczności z takim „dorosłym” udarem.
    zawsze musiałam przez wszystko przechodzić sama, nawet nigdy nie korzystałam z pomocy psychologa (a o neuropsychologu to mogłabym ewentualnie pomarzyć, jak już o takim usłyszałam!). Moje udary zdarzyły się już dawno, inne były wtedy czasy, inna była neurochirurgia, a także podejście do pacjenta (a już w ogóle dziecka-pacjenta, phi!)
    Jednak cieszę się, że to się zmienia.
    Bo kto będzie wiedział o udarach więcej, niż sam pacjent?
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.