mój udar

Zapisałam się na wolontariat, bo inaczej samotność mnie zje

Smutniejsza część notki

Życie układa się tak, jak się układa. Nie ma sensu pytać „dlaczego ja”, bo na takie pytanie nie ma odpowiedzi. Zatem nie pytam, tylko staram się jakoś działać. Mam nadzieję, że to widać, nawet w chwilach kiedy narzekam:)

Prawda jest taka, że czuję się obrzydliwie samotna. I to nawet nie przez jakąś metafizyczno-nieokreślone poczucie odrębności i niezrozumienia siebie i innych oraz przez innych. To też jest obecne u mnie, ale w chwilach załamania. Teraz po prostu czuję się samotna, bo jestem sama. 

Mam wielu znajomych i przyjaciół poza swoim miastem, którzy są obecni w moim życiu jedną nogą. Dystans robi swoje.

Okazuje się też, że garstka przyjaciół i znajomych którzy wciąż są w Szczecinie zaraz się rozpłynie. W najbliższym czasie ci, z którymi spotykam się najbardziej regularnie rozpływają się. Wracają do swoich państw lub zmieniają miasta w Polsce. Nawet moja Pani Madzia wyjeżdża. Złamane trochę serce też nie pomaga myśleć pozytywnie.

Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego, ja też bym wyjechała, gdybym mogła:)

Ogarnęła mnie straszna trwoga (wiecie przecież, że „samotność to taka straszna trwoga”) i poczucie bezsensu, bo nie jest tak, że nie próbowałam nic z tym robić. A rodzice jakkolwiek by nie byli kochani w tym nie pomogą.

Weselsza część notki

W końcu coś się wykombinowało. Przeczytałam na jakimś szczecńskim portalu że fajne miejsce szuka wolontariuszy. Na godziny!

Poszłam i zapytałam, czy mnie zechcą. I zechcieli:) Także w przyszłym tygodniu wychodzę z domu dwa razy po dwie godziny. I zobaczę mnóstwo nowych twarzy. Plusów jest mnóstwo.

Miejsce jest czadowe. Jadłodzielnia – ludzie znoszą do niej jedzenie którego nie zjedzą, a ci, którzy potrzebują, mogą się nim częstować. Piękna inicjatywa non-profit.

Dla mnie to piękna inicjatywa.

A profitów i zalet dla mnie jest mnóstwo.

  1. zmiany są króciutkie. W przyszłym tygodniu jestem umówiona dwa razy po dwie godziny.
  2. Poczuję się lepiej pomagając innym.
  3. Już teraz poznałam trzy uśmiechnięte osoby, a poznam więcej. I współpracowników, i potrzebujących.
  4. Podobno część odwiedzających jest bardzo gadatliwa, ma potrzebę podzielenia się swoimi historiami. A ja lubię słuchać. Zdecydowanie to męczy mnie mniej, niż mówienie.
  5. Znowu czuję jakąś nadzieję. Chociaż wiem, że nadzieja jest matką głupich i swoich dzieci nie lubi, to naprawdę daje mi sporo nadziei i trochę energii.

Morał?

Nie ma. Cieszę się z tej małej rzeczy i staram się ograniczać myślenie o smutnych rzeczach. I nie mieć zbyt dużych planów i nadziei.

Czasem działa, czasem nie działa, ale genralnie trategia daje radę. No i śpię raczej bez hydroksyzyny;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.