Po wywiadzie dla gazeta.pl – szaleństwo!

Niedawno udzieliłam wywiadu dla portalu weekend.gazeta.pl. Został on opublikowany w piątek i zrobiło się szaleństwo.

tutaj link do artykułu

Wiadomości, lajki, komentarze…  Dziesiątki, o wiele więcej, niż się spodziewałam. Bardzo mile, ale kilka trafiło się też nieprzyjemnych. Nie to, żeby były hejterskie (tego się spodziewałam), były po prostu bardzo, bardzo krytyczne. Do nich jeszcze wrócę później, bo… „why not”?

Moja pierwsza refleksja kończy się postanowieniem.

Nie będę przepraszać za to, co powiedziałam i nie wstydzę się tego odkrycia. Bo Ania Kalita (świetna dziennikarka, którą neurologia też doświadczyła bardzo boleśnie) pytała, ja odpowiadałam. Z tych pytań i odpowiedzi wyszła rozmowa. W niektórych miejscach moje wypowiedzi są uogólnione, gdzie inndziej upraszczam sprawy, nie wdając się w szczegóły. Myślę, że tekst jest wystarczająco dobry.

Z drugiej strony, ta fragmntaryczność sprawia, że mam poczucie okłamania czytelników. Że do każdego zdania jest „ale”. Dalej nie przepraszam, szczególnie że pisząc teksty na blogu, często odrywając je od samopoczucia czy własnego doświadczenia, też mam wrażenie, że są fragmentaryczne. Że trochę kłamię, pokazując rzeczywistość pokawałkowaną. Pytanie, czy w ogóle da się inaczej… Dlatego dalej nie przepraszam:)

Druga myśl: naprawdę się do tego nie nadaję.

Moje duże zdjęcie, ja na świeczniku, ludzie komentujący to, jak wyglądam (komentarze raczej bardzo miłe, dziękuję) – niby niewiele (nie jestem Dodą), ale jednocześnie mnóstwo. Bo wywiad, po raz chyba pierwszy w mojej lewaczkowej karierze, był o mnie, nie o udarze  po raz pierwszy widać moje nazwisko tak dobitnie, nie gdzieśtam mimochodem na źle zamazanej legitymacji.. Odwróciły się role. I to sprawiło, że systuacja stała się inna. Dla mnie wstydliwa i kłopotliwa.

Przykryłam ją śmiechem, że jestem „piękna i mądra”, bo pojawił się i taki komentarz 😨😱😨. Nie zmienię tego, co powiedziałam, nie moja broszka, że komuś nie podobają się moje pieprzyki, a ktoś inny uważa, że jestem ‚śliczna’. Wiem to, ale przykrywałam (i przykrywam) to śmiechem. Tu nie o to chodzi przecież. Ale o co?

znowu zobaczyłam fakt, że mnóstwo ludzi jest bardzo osamotnionych w swojej chorobie.

dubajJeśli są osoby, które piszą o tym w komentarzach i prywatnych wiadomościach, jeśli są osoby, którym mogłam przynieść odrobinę, chwilowego komfortu lub wiedzy, to wart było poddać twarz ocenie;) Niestety. Chorowanie przeważnie jest samotne. Dlatego fajnie, że jest Internet. Można się zebrać w kupie, można zapytać, można porównać doświadczenia… Jestem pewna, że dr Google wiele osób przestraszył nowotworem wszystkiego i najrzadszymi chorobami świata i jednocześnie uratował wiele istnień (btw. mój ukochany psychiatra powiedział mi, że odkąd ludzie sami szukają odpowiedzi na to, co im dolega, wykrywalność rzadkich chorób wzrosła. Nie kłóci się to z tym, że panikujemy i diagnozujemy się sami stanowczo za często).

Widzę też, że ludzie chcą pomagać.

I to jest tak cudowne, że oczy mi się śmieją. Wielu z was poświęcało swój czas, żeby przysłać mi słowa otuchy, zaoferować pomoc, coś doradzić… Było tego na tyle sporo, że jeszcze nie miałam czasu na wszystko odpowiedzieć. Trochę wstyd, ale… Mam ostatnio co robić. Cały poniedziałek byłam nieżywa, miałam mdłości, dziwne samopoczucie… – niby nic, ale jednak coś. Taka kwintesencja mojego samopoczucia zwykle. Tylko że wczoraj to było ‚bardziej’ – chyba miało to związek z aurą padaczkową, której doświadczyłam w nocy. Okazuje się, że i ona może męczyć. Może za dużo silnych emocji sobie zafundowałam, może znowu za szybko wszystko się dzieje, może coś innego – dziś jest o wiele lepiej i nadrabiam. Jeszcze długo będę nadrabiać zaległości, ale siga siga (to po grecku znaczy mniej więcej powoli, powoli, spokojnie, nie spiesz się…) – na wszystko przyjdzie czas. A jak nie przyjdzie, to nie przyjdzie. Wtedy się pomartwię. Albo nie:)

Czy zapracowałam sobie na udar?

Jeden z nieprzyjemnych komentarzy mówił o tym, że sama sobie zapracowałam na udar i jestem idealną kandydatką do nagrody Darwina.

Na początku się zdziwiłam, jak można było coś takiego wyciągnąć z tekstu, potem uznałam, że mocno się starając – można. Chcę o tym napisać, bo sama się kiedyś nad tym zastanawiałam. Mocno mnie to męczyło. Jednak po rozmowach z wieloma osobami odpuściłam sobie. Tak, papierosy i nadwaga to czynniki zwiększające ryzyko, nie, niczego nie determinują. Na szczęście. Gdyby liczyć procentowo szanse wynikające z czynników modyfikowalnych, na pewno bym nie miała największych z moich znajomych;) Dochodzi tu też ta fragmentaryczność, o której wcześniej pisałam. W wywiadzie nie pochwaliłam się medalem za bieg na 10 km, ‚kurczaczkiem’ (przepisem, który wymyśliłam ku zdrowotności), wielogodzinnymi spacerami. Tak, balansowałam trochę. Ale nie na linie albo krawędzi, tylko na naprawdę szerokim parapecie. Zrzuciła mnie z niego wichura, nie lekki podmuch. Nie ma się co biczować… Nie uważam się za kandydatkę do nagrody Darwina, mimo że dalej popełniam błędy, których nie umiem wyeliminować. To smutne, bo cały czas walczę ze sobą i nie chodzi tu o niedowład.

W pewnym momencie pomyślałam sobie, że to wszystko można skwitować jednym. Nie wiesz, dopóki się nie dowiesz. Niestety.

Ostatnią rzeczą, o której (teraz) wspomnę, jest to, że mimo wszystko zaskoczyłam siebie.

Nie tym, co powiedziałam. W prosty sposób odpowiedziałam na pytania.

Tym, że całe to szaleństwo weekendowe przyjęłam ze spokojem. Żaden komentarz mnie nie uskrzydlił, żaden nie popchnął na dno otchłani rozpaczy. Czułam się, jak się czułam, jednocześnie nie pojawiła się w tym wszystkim skrajność. I to świadczy o jednym: moja psychoterapia działa. Naprawdę dobrze. I to jest genialne.

Chciałabym wam podziękować.

Rodzinie, czytelnikom stałym i nowym, przyjaciołom…. Bo znowu (kurcze, to jest dla mnie superważne) czuję, że jest sens pisania Lewaczki. Rozwijania, kombinowania, uśmiechania się do was i siebie. Robię to dla siebie i was. Słowem… nas;p

Dobra dobra, już kończę.

Życzę wam udanej majóweczki, żeby była naprawdę fajna i pełna odpoczynku. Gdziekolwiek będziecie:)

A ja powiem, że następny wpis będzie z zupełnie innego miejsca. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, nie mogę się doczekać. :)

3 myśli nt. „Po wywiadzie dla gazeta.pl – szaleństwo!

  1. Miłego wyjazdu zatem. A co do zapracowania sobie na udar-wiesz od kogo ja to usłyszałam? Od lekarza orzecznika w komisji ds.niepełnosprawnosci.Mimo całego działania ku ukaraniu tegoż nic nie osiągnęłam. Towarzystwo wzajemnej adoracji. przez długi czas miałam wyrzuty sumienia aż w końcu doszłam do wniosku, że przecież nie podpisałam świadomie zgody na udar a o wadze serca też nie wiedziałam. Więc cóż…

    • Pani Sylwio ja uslyszalam,tez ,ze jest pani za gruba-odpowiedzialam to bedziemy sie razem odchudzac.i lekarz spasowial i poszedl do nastepnego chorego..Innemu powiedzialam,ze mam pecha bo moj feler widac ,a panski dopiero jak sie pan odezwie
      Prawda ,ze nie wiesz dopoki sie nie dowiesz-a przydaloby niektorym.Pozdrawiam tez Sylwia b.

      PANI KASIU JEST PANI WIELKA!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.