wyszłam ze szpitala i…

i pierwsza smutna obserwacja jest taka – jednak jestem sztywniarą.

w wypisie zapisana spastyczność  (kończyny górnej i dolnej). Oczywiście malutka i dla niemojego oka prawie niewidoczna, ale przeszkadza mi na przykład w pisaniu.

A pamiętacie, jak pisałam, że będę Ambasadorem?

To teraz wytłumaczę, o co chodzi. Tworzy się taki międzynarodowy (europejski) panel, w którym będziemy dzielić się doświadczeniami poudarowymi. Zgaduję – bo nie wiem na pewno – że składa się z takich ludzi jak ja. Którzy docierają do innych ze swoim doświadczeniem i się nim dzielą. Głównym tematem będzie, proszę państwa, spastyczność poudarowa. Projekt ma trwać rok i mam nadzieję, że przyniesie nam, polskim udarowcom, mnóstwo pożytku.

Póki co proszę o pomoc. 

Moja walka ze spastycznością na razie ogranicza się do

a) ciągłego pamiętania, żeby rozluźniać rękę (okropieństwo), bo co mam robić przy małej spastyczności…

b) tonolizy (o której jeszcze nie pisałam na blogu szerzej, bo aplikowano mi ją na ostatniej rehabilitacji)

c) zastanawiania sie nad prochami…

d) masażu wirowego?

no. a co się u was pojawia?

nie ma głupich odpowiedzi. jeśli pomogła hipnoza, bardzo bym chciała o tym wiedzieć. tak jak o piciu nagietków, marihuanie…

hilfe! pomocy! ayudame! help:)

Jedna myśl nt. „wyszłam ze szpitala i…

  1. Z tą sztywniarą to nie zabardzo o tobie. Sympatyczniejszej dziewczyny, tym bardziej po udarowych przejściach, nie znam. Z własnego doświadczenia wiem, że nie można się poddawać, i – w taki czy inny sposób – działać. Ja po udarze i pierwszych miesiącach z rehabilitacją w tle, funkcjonuję samodzielnie (pomimo lekkiego niedowładu prawej strony). Staram się prowadzić aktywny tryb życia, prowadząc przy okazji kolejny serwis internetowy. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.