Wszędzie widzę udary

Mieliście kiedyś tak, że wszędzie widzicie coś, co was dotyczy?

Coś jakby,  hm.  Jak kochasz sie w hindusie,  magłe zaczynasz widzieć hindusow na każdym kroku, mimo że wcześniej nie było ani jednego w twoim mieście.  Albo kiedy kupijesz małego yorskshire terriera, świat robi się pełen takich dziwnych szczurow.

Ja mam tak z udarami mózgu.  Już z trzy razy wysyłałam kogoś do neurologa, bo ‚to może być udar’.

Na swoje usprawiedliwienie mam proste: objawy, na tyle co je znałam, usprawiedliwiały  myślenie o najgorszym. Zgodnie z zasadą  ‚lepiej dmuchać na zimne’ w niedzielę wysyłałam kumpla na SOR, gdzie nie zrobili mu tomografii i powiedzieli, że (wzrok, ból, ręka, ciągłe zmęczenie) problemy są prawdopodobnie efektem stresu. I że to niemożliwe prawie mieć udar w tak młodym wieku. No, może w Niemczech, w Polsce – wiem to na pewno – to możliwe.

Wczoraj poszłam z nim do okulisty i okazało się, że ma ciężką chorobę oka. Uff. Czyli drętwienie i oko nie są objawem tej samej choroby.

Zostaje drętwiejąca ręka. Tylko że w niedzielę była to ręka lewa, wczoraj prawa. I, dowiadując się tego wszystkiego, uspokajam się. Tylko jestem zła, że bardzo późno się zabiera za diagnozowanie tego wszystkiego. Także tego.

I wiecie, to nie pierwszy raz, kiedy widzę udar tam, gdzie go nie było. Czy mam paranoję? Obsesję? Mam nadzieję, że nie. Ale gdzie odnaleźć równowagę w tym wszystkim? Muszę mieć zdrowy rozsądek.

Myślę, że po prostu nikomu nie życzę tego, co przeszłam i myśl, że można zapobiec tragedii trochę pcha mnie ku zbyt dużemu zaangażowaniu. Ale lepiej w tę stronę, niż w drugą, prawda?

Zatem dzisiaj:

  1. cieszę się, że kolega raczej nie miał udaru;
  2. wkurzam się bez powodu na wszystko,
  3. idę na wolontariat (napiszę, jak było!)
  4. dbam o zdrowie. Swoje.

Miłego dnia:)

 

Jedna myśl nt. „Wszędzie widzę udary

  1. Kiedy zachorowałam też nagle zaczęłam zauważać wszędzie udary. Nagle w telewizji, w radiu i w gazetach była o tym głośno. W moim przypadku był to udar krwotoczny, więc wszędzie słyszał o malformacjach i tętniakach. Każdy ból głowy czy to u mnie czy u kogoś bliskiego kojarzył mi się z wylewem. Wcześniej po prostu nie zwracałam na tę chorobę uwagi, bo przecież „mnie to nie dotyczy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.