Wsiadaj bracie, dalej, hop!

Jeszcze pół roku temu uwielbiałam jeździć samochodem. Lubiłam nawet długie, dla wielu ludzi męczące podróże, lubiłam prowadzić auto i być wożoną:) Lubiłam czytać w podróży, obserwować krajobrazy, po prostu jechać Nie byłam rajdowcem, ale zwykłym, porządnym kierowcą, który jeździ pewnie (parkuje z dużą niepewnością). Nigdy nie było tak, że wracałam do domu i w ogóle nie jeździłam. A tutaj… Już kolejny miesiąc siedzę w Szczecinie, a na myśl o aucie wzdrygam się potężnie, bo przyjemności jazdy nie mam w ogóle z dwóch powodów:

Po pierwsze, sama (prowadząc) nie pojadę dalej niż do najbliższego sklepu, a i to zazwyczaj z duszą na ramieniu. Wynika to z wielkich problemów z koncentracją i podzielnością uwagi. Nie boję się o siebie, tylko że ktoś wyjdzie mi na drogę, a ja, nie zdążę go zauważyć, rozbiję sobie  (rodzicom) auto, a jemu głowę. To naprawdę paraliżujące i szczerze mówiąc nie wiem, jak to wyćwiczyć. Trochę gram w gry, żeby ćwiczyć podzielność uwagi, ale każdy kto się przesiadał z Need for speed do prawdziwego auta wie, że to nie to samo. Przy jeździe na rowerze jest podobnie. Nie wypuszczam się na ulice miasta, bo w sytuacjach, w których w zasięgu wzroku jest kilku użytkowników drogi, nie mogę mieć pewności, że zareaguję tak, jak ktoś zdrowy, kto umie jeździć na rowerze. To, że czasami z trudem trzymam równowagę, to zupełnie inna kwestia.

Po drugie, kiedy jestem pasażerem, zawsze, ale to zawsze, łapią mnie nudności. Mniejsze i bardziej dotkliwe. Niezależnie od tego, czy zaglądam do telefonu, czy próbuję patrzeć w punkt na linii horyzontu, jest źle. Gdyby to mijało zaraz po wyjściu z auta, byłoby pięknie. Czasem nie mija. Czasem trzyma mnie po kilka dni, w czasie których mogę jedynie leżeć i jęczeć, a moja dieta ogranicza się do sucharków i rumianku. Na to nie pomagają aviomariny, herbatki z imbirem i inne takie. To jest koszmarne. Jak mdłości są mniejsze, nawet po mnie nie widać, nie marudzę, ale każdy wie jak jest. Tylko babcia zawsze pyta, czy miałam mdłości. I zawsze się dziwi, że jednak miałam. Co na to neurologowie? Moja neuro powiedziała, że nie nazwalaby tego chorobą lokomocyjną, a inni nie wiedzą co powiedzieć, oprócz tego że tak to może być po udarze. No szpiedzy donoszą, że nie jestem jedyna na świecie z takim dumnym problemem.

W obydwu przypadkach mam nadzieję, że czas leczy dziury (w mózgu) i będę mogła jeszcze jeździć bez bólu i strachu. Pozdrawiam z trasy szczecin-torun-warszawa, guma złapała nad jechać w domu, mdłości poczekamy aż będziemy 20 m za chata.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.