Ustawili mnie do pionu – subiektywnie o pionizacji

stroke, sit, pionizacjaNiewiele osób pamięta swój pierwszy siad. Pierwsze stanięcie na nogach. Pierwsze samodzielne kroki. Ja pamiętam doskonale. Oczywiście te po udarze.

W moim przypadku pionizacja przeszła niemal bezboleśnie. To znaczy że na początku jej nawet nie zauważałam. Nagle nieśpiącą część dnia zaczęłam spędzać na półleżąco, potem, podczas obchodu, sprawdzono czy trzymam równowagę i usiadłam. Z nogami w powietrzu! Nie mogłam się tym dłużej pocieszyć, bo od razu kazano mi się położyć, poza tym to całe siedzenie chyba mnie zmęczyło. Od tamtej pory jednak miałam jeść posiłki na siedząco! Każdego, kto mnie widział w tej pozycji witałam wesołym „patrz jak mi się majdają”! I majdałam nogami.

I tak powolutku szłam w górę – bardzo ostrożnie postawiono mnie na dwóch nogach, na kilka sekund. Ponieważ ja wtedy nie za bardzo rozumiałam co się ze mną dzieje, nie rozumiałam tego całego halo wokół stania. Potem  było kilka kroków, potem krótkie dystanse z wysokim balkonikiem, co oznaczało pozbycie się pampersów!

W końcu przyszedł czas na samodzielne kroki i powolutku chodziłam coraz więcej. Bardzo się bałam, ale trzymałam równowagę nieźle, tzn. niewiele gorzej niż teraz, kiedy już normalnie chodzę i biegam (czasem jedynie czuję że tracę równowagę, ale nie upadam).

I przy tym byłam szczęściarą – nie miałam zawrotów głowy i nie spadałam w żadnym kierunku – potrzebne było ‚jedynie’ odpowiednie wzmocnienie nogi, żeby mnie utrzymała.

Wiele osób nie ma tego szczęścia. Pamiętam, że przez dwa dni leżałam na sali z panią, która upierała się, że będzie siedzieć. I niemal za każdym razem, spadała w bok, a raz prawie spadła całkowicie z łóżka. Dostało się jej trochę od salowej:)

Nie wyobrażam sobie, jak można kogoś ‚postawić na nogi’ bez pomocy specjalisty, tak, żeby nie zrobić ani jemu, ani sobie krzywdy. Fizjoterapeuci, również ci, którzy nie mają pomocy różnych przyrządów, np. stołu pionizującego, przyczyniają się naprawdę do wielkich cudów. Jak się patrzy na efekty ich pracy, chce się być fizjoterapeutą. Naprawdę!

Pionizacja to chyba najstraszniejszy element rehabilitacji (jeśli człowiek jest świadomy problemu), ale z drugiej strony, jak się udaje – jeden z najbardziej satysfakcjonujących. Pamiętać swoje pierwsze kroki – bezcenne.

PS

wg jakichś studenciackich notatek tak naprawdę długo nie byłam spionizowana, bo 30 min stania czy chodzenia bez przerwy, przyszło dopiero w Konstancinie. I to nie na początku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.