a ja uratowałem życie chłopcu z udarem – o uczniu, którego nie przyjęli na SOR i moim tacie-bohaterze

Mój tato nie jest lekarzem. Ale sama  byłam świadkiem, jak zimną krew zachowuje w sytuacjach kryzysowych. W tym roku jego zimna krew uratowała życie jego zawodnikowi. Kilka lat temu jako jedynemu wpadło do głowy, żeby sprawdzić, czy nikogo nie ma pod przyczepą, która urwawszy się wjechała prosto w przystanek autobusowy… No była tam pani. I nawet nie poczekał na prasę, żeby opisała jego bohaterstwo. Nadrabiam;)

A  i nie jestem pewna, czy w międzyczasie coś podobnego się nie wydarzyło.

Ostatnio oglądaliśmy ten mój tevauenowy fragment i tata  mówi nagle: no, ja kiedyś uratowałem życie chłopcu po udarze.

:o

***

A było tak. Mój tata, nauczyciel wychowania fizycznego, prowadził lekcję. I nagle jego uczeń przestał reagować. Miał otwarte oczy, ale nic nie reagował, zachowywał się bardzo dziwacznie.

Oczywiście pobiegł do telefonu zadzwonić po pogotowie. I pani dyspozytorka nie przyjęła zgłoszenia. Najpierw chciała w ogóle, potem powiedziała, żeby poszli do pielęgniarki szkolnej. Mimo tłumaczeń nie przyjęła zgłoszenia. Bo ‚pielęgniarka jest po coś w szkole’.

Więc tatuś na prędkości załatwił zastępstwo dla klasy, załadował chłopca do 26-letniego fiata 125p i pognał do szpitala. Tam się wykłócił o przyjęcie chłopaka.

Chłopiec przeżył.

***

Zareagowaliśmy standardowo ‚o jejku, jaka masakra, blablabla..’ a on na to, że ‚no, ale to było z 20 lat temu, już tak nie jest.

Hahhaha

Znam podobne historie z ostatnich lat. Kilkoro z Was, moi drodzy czytelnicy, było w podobnej sytuacji. Wiem na pewno, że wśród nas są osoby po ciężkich udarach, które odesłano do domu. A potem na przykład zapadli w dwutygodniową śpiączkę. To o nas. Historie z ostatnich lat, nie dziesięcioleci.

Nie lubię generalizować, ale takie rzeczy się zdarzają. Pewnie będą się dalej zdarzały. Dlatego, jeśli chodzi o zdrowie, trzeba być superczujnym. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy ktoś przestaje reagować.

To, że kogoś nie przyjęli na SOR, nie znaczy, że nie potrzebuje pomocy.

A teraz… fanfary dla tatulka!

Już z samego początku trochę o nim pisałam [klik], ale co mi tam, mogę pochwalić jeszcze raz.

tata mama radek cypr wakacje

Sami zadecydujcie, czy król, czy bohater, czy błazen;p

PS

to wszystko ma swoje wady. Z każdym siniakiem wysyłałby nas do szpitala. A przynajmniej do lekarza. Czasem trudno w tym domu wytumaczyć, że mdłości to po prostu mdłości, nie salmonella. A ból głowy to po pr ostu ból głowy.

:)

PS2

ja też jestem mocno zimnokrwista w sytuacjach kryzysowych. Dopóki ktoś nie zdejmie ze mnie odpowiedzialności za sytuację, lub jej nie opanuje.

Wtedy się rozklejam  histeryzuję, trzeba mnie kochać, tulić, przynieść kocyk i w ogóle uspokoić.

Ale, nie chwaląc się, oboje jesteśmy dobrymi ludźmi, żeby mieć przy nas mocny kryzys.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.