Moje lepieje:) cz. I

Doczekaliście się;p Co jakiś czas lepię sobie jakiegoś lepieja udarowego.

NIestety, nie zawsze je zapisuję w telefonie, ale proszę:) to, co udało mi się znaleźć.

:)

Lepiej ryż szpitalny wżerać, niż go sobie z brzucha ścierać.

Lepiej tiwi zdzierżyć dzielnie, niż na sali milczeć szczelnie. Czytaj dalej

Z pamiętnika wiercipięty. Jak leżeć po udarze mózgu?;))

Trafiłam na przydatny (mam nadzieję) artykuł w sieci „Pozycje ułożeniowe po udarze mózgu” i nie będę przepisywać informacji z niego.

I – choć w szpitalach ani razu nie widziałam takiej staranności o ułożenie pacjenta – na pewno warto się do tych wskazówek stosować w przypadku naszych chorych:)

Ja opowiem Wam, jak to jest leżeć w przytomności i półprzytomności bez wstawania, jak to jest, nie móc wytrzymać w żadnym ułożeniu i zrywać przez przypadek część monitorów, które pilnują, czy przypadkiem się nie umiera.

Pamiętajcie też proszę, że różnica pomiędzy nieprzytomnym a przytomnym jest ogromna.

Tak samo jak pomiędzy paraliżem, niedowładem i lekkim niedowładem, zatem moja opowieść, choć inspirowana podlinkowanym wcześniej artykułem, będzie opowieścią samoukładającej się Kasi. I to z kresów, w których powstanie z łózka było surowo wzbraniane;) Czytaj dalej

Jak zejść ze schodów po udarze i się nie zabić? :o

Schody.

Żadne inne z udogodnień nie przysporzyło niepełnosprawnym tyłu frustracji, jestem jakiś przekonana. Jeśli nie chodzisz,  to schody (czasem bardzo skutecznie) odcinają od życia.  Są  barierą większą niż krawężniki i, mam wrażenie,  są największym problemem niepełnosprawnych ruchowo. Mieszkanie na piętrze i brak windy to problem,  dla wielu,  nie do pokonania.

Pamietam, naukę chodzenia po schodach po pierwszym udarze.

Po pierwsze: trzeba było być wystarczająco stabilnym, żeby na nie wejść.  Po drugie: nie było mowy,  żeby wejść na nie bez asekuracji.

Nauka chodzenia po schodach nie jest czymś,  co można zrobić samemu.  I naprawdę warto prosić o asekurację. Dla własnego komfortu i bezpieczeństwa.

Jestem pół roku po drugim udarze mózgu i naprawdę świetnie wchodzę po schodach.

Gorzej ze schorzeniem.  Boję się,  kiedy nie mogę się podeprzeć. Dziwnie przenoszę lewą nogę.  Tak,  jakbym opozniała zrobienie kroku w dół.  I krzywo tym wszystkim operuję… jeśli będzie możliwość,  to poćwiczę ten krok w szpitalu, nie na moich krótkich zakręconych domowych schodach.

I chyba po prostu się boję.  Blokada psychiczna, która nie blokuje,  tylko pięknie ogranicza.

Kolejne strachy na Lachy…

Galeria twarzy (9): naprawdę. Każdy udar jest inny.

zumbaTylko raz coś takiego widziałam. Radzę przygotować się na szok, bo ja to widziałam na własne oczy i dalej nie chce mi się wierzyć.

Poznałam panią po kilku tzw. mikroudarach, czyli TIA, która – uwaga – nabrała po nich więcej energii. Wręcz nią tryskała. Mówiła, chodziła, gdyby mogła, pewnie poszłaby na dyskotekę:)

To było takie super, choć z drugiej strony dla mnie, słabeusza który jest wiecznie zmęczony, trochę męczące. Ale co tam, cieszę się, że udary niekoniecznie muszą oznaczać wymęczenie.

A czego to dowodzi? Mianowicie tego, że – jak to mówią wszyscy wokół – każdy udar jest inny. Niestety. Ale dla niektórych na szczęście:)

Punkcja lędźwiowa po udarze mózgu? A na co to, a komu to potrzebne?

Tak. Już pisałam, że szpitalu robiono mi punkcję lędźwiową.  Nie jest to takie proste dla mnie. Wiecie, bo punkcja lędźwiowa po udarze mózgu nie jest wcale taką oczywistą oczywistością.

Punkcja zaraz po udarze…

nie jest wcale taka dziwna, bo z jej pomocą można odkryć, z jakiego rodzajem udaru mózgu mamy do czynienia. Niedokrwienny czy krwotoczny, oto jest pytanie. Niby łatwiejszy jest tomograf, ale punkcji używa się (używało?) w tym samym celu.

Punkcja pół roku po udarze…

Nie jest taką oczywistą oczywistością. Ale co tam, przeszłam to. Z tego co pamiętam, szukano u mnie stanów zapalnych. Żył? Gdyby były zapalone, byłby to jakiś trop. Chyba tak…

Ale ciekawsze od powodów jest to, jak procedura wyglada.

kładą cię na boku lub sadzają. każą się skulić i wbijają igłę w kręgosłup. potem wylatuje z niego produkowany w mózgu płyn mózgowo-rdzeniowy.

niestety nikt nie chciał pokazać mi wielkości strzykawki, bo za duża. nie zaspokoiłam więc swojej ciekawości. co ważne, wcale nie bolało tak bardzo! komfortowe to to nie było, ale bez przesady. ból krótki nie aż tak upierdliwy. Czytaj dalej

5 absurdów szpitalnych – są rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie dziwić

Cóż.  Są rzeczy, które nigdy nie przestaną mnie zadziwiać w szpitalach.

oto lista pięciu rzeczy, które nieustannie mnie dziwią. Ani to  śmieszne, ani straszne, wiecie: taka subiektywna lista, która nie jest nawet wylaniem żalu, bo żaden z wymienionych absurdów nie jest czymś superniedogodnym:)

  1. ZAWSZE zbyt krótkie prześcieradła.
  2. Nigdy nie możesz zaplanować z dużym prawdopodobieństwem ile tu zostaniesz. Pełny SOR nie musi oznaczać, że spędzisz na nim pół doby,  a pusty – że szybko spojrzy na ciebie lekarz. To,  że spodziewasz się krótkiego pobytu, nie oznacza że będziesz w szpitalu krótko.  Ostatnio miałam na 100 procent zostać na 4 dni,  a zostałam na aż 8. Nie me lekko kiedy mama chce wziąć wolne,  żeby nie trzeba było wracać do domu busem
  3. Jakie kochane są pielęgniarki i salowe! Przeważnie są święte i przecudowne.  Mimo że pacjenci dają w kość. Tylko w jednym szpitalu było inaczej,  ale też nie miałyśmy że sobą zbyt wiele do czynienia.
  4. nawet jeśli w koszu na śmieci jest jeden papierek trzeba wymienić worek na śmieci.
  5. szpital nigdy nie jest cichy. nawet w nocy jest szepczący, krzyczący, szumiący, chrapiący, grający, trzeszczący i inne — ący. e

Jeśli macie swoje absurdy, to czekam na komentarze. Chętnie zrobię obszerne post scriptum:)

Kolejny pobyt w szpitalu (prawie) za mną

Jutro wychodzę z oddziału neurologii i, jak zwykle, cieszę się (bo wychodzę) i jestem strasznie smutna, bo nic, nic, nic tu nie wyszło ciekawego.

Nic. Zdrowy człowiek. Tylko trafia mi się udar co 2 lata. To się dzieje?

Jestem chyba najlepiej przebadanym (pod względem diagnostyki udaru)  pacjentem w Polsce,  setki złotych, sporo znajomości i odrobina szczęścia w nieszczęściu nie pomogły mi znaleźć przyczyny.

Jeszcze zostaje kilka badań do sprawdzenia. Jeszcze endokrynolog i reumatolog się wypowiedzą. Jeszcze wrócą wyniki, które wykluczą mi superrzadką chorobę genetyczną (robimy te badania, bo możemy, ale prawdopodobieństwo jest jak jeden do miliona). Jeszcze…

A przecież wszystko co ma swój skutek, ma też przyczynę.

Kilka fajnych rzeczy tu usłyszałam, przez które śmieję się przez łzy:

Czytaj dalej

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła;) nie masz prywatności w szpitalu

in hospitalPodobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ale nie wszyscy o tym pamiętają.

Na niektórych żadne przysłowie nie zadziała, taka ich natura:) Dotyczy to i moich bliskich (nie bez powodu przeszło połowa babeczek w mojej rodzinie otrzymała latarki na święta), ludzi w szpitalu i – oczywiście, czasem tak! – mnie samej.

Już od początku mojej szpitalnej kariery złapałam się na zaglądaniu do cudzych pokoi. Kiedy przechodziłam obok otwartych drzwi nie było siły, żeby nie spojrzeć do środka. Szybkie przejście obok pokoju wprawdzie nie pozwala na pogłębioną obserwację, raczej przypomina spoglądanie do przyciemnionego pokoju przez dziurkę od klucza. Trochę zaspokaja ciekawość, ale też zostawia tajemnicę.

To jest poziom pierwszy.

Poziom drugi to chodzenie i zaglądanie z premedytacją. Są pacjenci tak interesujący, że specjalnie się ich obserwuje. Ich, albo ich bliskich. Wtedy można potem porozmawiać o nich, analizować co im jest, pomyśleć, kto jest chorszy… Nie oceniam nawet tego, chociaż mi się to nie podoba. szpital jest przestrzenią najnudniejszą na świecie. Jedyną rozrywką tutaj jest plotkowanie i dzielenie się historiami. A plotki o innych chorych to dobra rozrywka. Szkoda że to odziera innych z prywatności.

Mnie tylko zadziwia, że jak ktoś wchodzi do sali i mówi o „tamtym chudym dziadziu w szlafroczku” czy o „tamtej pani do której rodzina przychodzi codziennie” to jestem jedyną osobą, która nie wie, o kogo chodzi. A przyznaję się do obserwowania lekkiego. No sami wiecie, przecież na okrągło wam piszę o swoich obserwacjach.

Mnie ta powszechna wiedza nawet bawi, chociaż nie jestem raczej częścią plotkarskiego świata szpitalnego. Tylko opowiadam o sobie „taka młoda a już w szpitalach” i słucham historii moich współbiednych.

 

Pozdrawiam z endokrynologii

słonik:)Po pierwsze: pielęgniarki i salowe są tu tak kochane, że nie wiem. Przemiłe. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się żeby ktoś w szpitalu podszedł i zapytał, czy jestem głodna, bo nie załapałam się na obiad. I że mogą mi zrobić kanapkę! Takie rzeczy…

Po drugie:Pani dr uważa że jestem gruba nie od hormonów, takie mam wrażenie. I mówi, że drugi udar był dlatego, że był pierwszy. Co dla mnie jest dziwne, ale nic to. Powinnam się chyba położyć do łóżka i czekać na śmierć.

Po trzecie: cóż. Pobierają mi mnóstwo krwi. Wczoraj też nie mniej raczej. Dziś 21 ampułek. Także tego. Ręce mi się trzęsą i ciężko mi się pisze, więc więcej nic nie napiszę. Przepraszam za nieodpisywanie na maile! ale trzęsącymi rękoma jest jeszcze trudniej.

Zwłaszcza moja lewaczka odmawia posłuszeństwa bardziej niż zwykle. Szczerze mówiąc trochę mnie to martwi, ale co zrobię! lekarz wie. ja się boję ataku, więc się położę. Chyba nic więcej nie mogę.

Ja modlę się naprawdę, żeby coś było nie tak, bo ważę tyle, ile mały słonik i oczywiście mam inne mniejsze;) problemy zdrowotne, jak depresja, zaburzenia miesiączkowania i udar mózgu dwukrotny.