Pływanie po udarze mózgu

swimming in oman

jedno z najpiękniejszych miejsc w których pływałam – i muszę wrócić do formy żeby tam wrócić jak najszybciej ( ; zdjęcie tego nie odda…

Mnóstwo osób mówiło mi o korzyściach pływania w rehabilitacji, niektórzy rzucali nawet konkretami, których nie mogę sprawdzić, bo nie pamiętam żadnego argumentu naukowo-praktycznego  pływaniem – ach te dziury w mózgu!:) google nie zwraca żadnych ciekawych wyników na frazy typu pływanie po udarze mózgu

Ja jednak sama widzę korzyści płynące z pływania ( ; – zatem je wyliczę.

1. pływanie doskonale rozluźnia – co jest dobre dla spastycznej łapy (mojej). jeśli się nie przesadzi, oczywiście. Jak ostatnio przepłynęłam 2 km, to następnego dnia byłam jedną bolącą kulką goryczy i stanowiłam przeciwieństwo rozluźnienia. Jednak zwykle leniwe 40 min w basenie jest dobrym rozluźniaczem.

2. pływanie poprawia koordynację – a sami wiecie, że tej u udarowca jest jak na lekarstwo. Prawa, lewa, a nóżki chlap chlap chlap. Bajka rehabilitanta.

3. pływanie wzmacnia lewą rękę. i prawą rękę. i każdą kończynę jaką mamy. ale trudno przy nim przesadzić. Moje doświadczenie jest potwierdzeniem tej tezy – po pierwszych wycieczkach na basen (jeszcze w Konstancinie) bolała mnie prawa ręka. Podświadomie odpuszczałam lewej, ale wciąż nią pracowałam. Potem się czułam z tym dziwnie i skarżyłam się na bezsensowność swoich ćwiczeń. W końcu zrozumiałam, że tak jest lepiej.

4. Pływanie synchronizuje dwie półkule mózgu – nie wiem dlaczego i jak, ale kołacze mi się w głowie, że ktoś mi to powiedział;)

5. Pływanie oczyszcza mózg z wielu uporczywych myśli – każdy udarowiec będzie wiedział, jakie to jest cenne.

Ja mam dziwny stosunek do tego wszystkiego, ale znowu zaczynam lubić wodę. Dlaczego? Za gówniarza byłam pływaczką wyczynową, tygodniowo przepływaliśmy dziesiątki kilometrów. Po rzuceniu ‚karierki’ pływaka, ten sport pozostał u mnie w sferze miłości, hobby pielęgnowanego na tyle, żeby móc bez zawahania zawsze powiedzieć, że ‚świetnie pływam’. Plus uwielbiałam wodę – pytajcie moich rodziców lub dziadków, jak im szło wyciąganie mnie z jezior:)

A po udarze, kiedy dostałam pozwolenie na basen (nie jacuzzi) nagle odległości przepływane przeze mnie spadły przynajmniej o połowę, techniki na szczęście nie widzę( ; Oczywiście czarna rozpacz. Straciłam nawet pływanie. Koleżanka z klubu i szkoły jest w tym Konstancinie trenerką. Proponowała płetwy, żeby sobie przyspieszyć tempo, wówczas nie czułabym się jak ślimaczek, ale podziękowałam. Argumenty na nie przeważyły te na tak. Wtedy. teraz nie wiem dlaczego.

I chodziłam dalej już w Szczecinie (wychodzi mi min. 1, max kilka razy w tygodniu) raczej z poczucia obowiązku niż z przyjemności. Raczej z chęci pokonania triathlonu niż chęci rehabilitacji. Ale nie tak dawno temu znowu zaczęłam odczuwać przyjemność z pływania. Zwłaszcza wtedy, kiedy się zapominam i w głowie brzmi mi jakaś rytmiczna piosenka, jak poniższa.

I muszę powiedzieć, że wt-pt które spędziłam nad jeziorem, gdzie wake’owałam i windsurfowałam, a dla kondycji i rozluźnienia pluskałam się w wodzie i pływałam, czułam się jak kiedyś. Każdy wymęczony fikołek czy głębszy nur, słońce nad oczami i pauza na zorientowanie się, gdzie się płynie, sprawiały mi strasznie dużą przyjemność (oczywiście gdy już pokonałam wrodzonego lenia).

Wiem oczywiście, że nie każdego można wpuścić do wody, bo nie każdy sobie w niej poradzi, ale widziałam udarowców, którzy spędzali sobie czas na schodkach prowadzących. Uwierzcie, że nie byli tam, żeby gubić kilogramy – po prostu ich lekarz&rehabilitanci uznali, że gdzieś tu jest korzyść. Choćby w tym rozluźnieniu ciała:)

 

Wytrąconam z równowagi – jestem mistrzem!

O równowadze napiszę pewnie jeszcze milion notek, ale generalnie u mnie to wyglądało tak – odkąd nauczyłam się stać,  coraz lepiej ja trzymałam. Najpierw  trzymasz ją siedząc, stojąc, potem chodząc z balkonikiem, potem udaje co się przejść kilka kroków samodzielnie… Teraz, jak to nazywamy z panią Magdą, mam problemy na grząskim (lub jeśli jestem bardzo zmęczona) – więc zwykłe chodzenie nie jest mi wyzwaniem. Każda ma rowerze jest.  Rolki – są,  chodzenie po piachu – jest, schody – są. Ale, jak to mówią no risk no fun*, więc pojechałam na wczasy, na których ćwiczę

1.Samozaparcie,

2. Równowagę.

Powiem wam że jest dużo lepiej z samozaparcie, niż z równowagą, dlatego mam pewne sukcesy. Tadam!

Wakeboard jest rzeczą która została stworzona dla mnie – tak myślałam do chwili, w której próbowałam zawrócić.  Nie udało mi się jeszcze (tacie się udało :((( gratuluję!). Równowagę trzymałam nieźle.

Za to na windsurfingu

Było gorzej.  5/6 czasu spędziłam ciągnąc za sobą deskę  i odpływając od trzcin. O żadnym zwrocie nie było mowy, bo przy każdej próbie zmiany ułożenia stóp natychmiast zaliczałam wywrotkę. Wdrapywamie się na deskę z moimi ultrasłabymi mięśniami zajmowało mi mnóstwo czasu,  łapanie równowagi rzadko kończyło się złapaniem jej, najczęściej kończyło się wywrotką. Na kilka dni spędzonych w wodzie udało mi się przepłynąć kilka minut – i to był naprawdę wielki sukces.  Na mistrzostwach świata udarowców zajmuję pierwsze miejsce w samozaparciu!

Mięśnie oczywiście mnie bolą wszystkie ( ok, prostownik kciuka nie), a jutro planuję powtórkę :) może uda się zwrócić na tym wake’u, może coś zdziałam  ma windsurfingu:) dla mnie to jest istotą rehabilitacji – powtarzać coś tyle razy, aż mięśnie + mózg się nauczą, a potem powtarzać to tyle razy, aż porządnie zapamiętują.

Tu oczywiście mam mnóstwo dobrej zabawy, chociaż że że zmęczenia byłam blisko do zadławienia się wodą…

Oczywiście obie deski są dla mnie za trudne – trochę ćwiczę równowagę i idzie do przodu.  Rolki też są za trudne.  Rower na początku też był za trudny a teraz jakoś jedzie… Może to jest dobry system dla ‚ambitnych’ – wybierać cele osiągalne, ale nierealne z racjonalnego punktu widzenia? Kto nie otworzy serca, nie dostanie widelca.

Ale okazuje się, że żeby wrócić na deskę, trzeba mi było udaru (( ;

Ps Oczywiście wpis jest bezczelnym chwaleniem, ale jestem z siebie bardzo, bardzo dumna,więc się chwalę.

Ps 2 Słoneczko przygrzało, mimo filtrów 50 wielokrotnie aplikowanych, jestem cała poparzona i swędzi cały dzień  i jestem rączek nieboraczek.