lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: udarowiec a reszta świata

mój udar

Moja przyjaciółka wzięła ślub, a ja spędzałam czas na przetrwaniu, czyli: jak przetrwać ślub i wrócić w jednym kawałku?

Published by:

źródło

Przed wyjazdem obserwowałam u siebie pożądanie w regularny atak paniki.  Rzadko mi się zdarza, że wiem dokładnie z czym mogę złe samopoczucie jest związane, tym razem wiedziałam dokładnie.  Pakowanie się na ślub wydawało mi się być bardzo skomplikowane, a nadchodzącą uroczystość wzmagała jeszcze niepokój.

Zmęczenie i strach.

I to wyjazd bez mamusi, która w razie problemu się zaopiekuje biedna córeczką.  Przerażające.

Zostawiłam końcówkę pakowania na ranek, nie dla mnie działania z sensem jak mam atak

Spakowana napisałam do swoich udarowych przyjaciol i do kilkorga  znajomych z prośbą o rady jak przetrwać.

Continue reading

mój udar

Zapisałam się na wolontariat, bo inaczej samotność mnie zje

Published by:

Smutniejsza część notki

Życie układa się tak, jak się układa. Nie ma sensu pytać „dlaczego ja”, bo na takie pytanie nie ma odpowiedzi. Zatem nie pytam, tylko staram się jakoś działać. Mam nadzieję, że to widać, nawet w chwilach kiedy narzekam:)

Prawda jest taka, że czuję się obrzydliwie samotna. I to nawet nie przez jakąś metafizyczno-nieokreślone poczucie odrębności i niezrozumienia siebie i innych oraz przez innych. To też jest obecne u mnie, ale w chwilach załamania. Teraz po prostu czuję się samotna, bo jestem sama.  Continue reading

mój udar

Wesołej Wielkanocy, suchego dyngusa i naprawdę dobrej nowiny:)

Published by:

Wielkanoc nadchodzi. Więc wypada mi założyć Wam życzenia świąteczne. Ale to po reszcie krótkiej notki, bo jak się dowiecie czego Wam życzę, nie doczytacie tej ważniejszej części.

Ostatnio mnóstwo rozmawiam z jedną osobą. Jest trochę spowiedziowo nawet, bo mówię o problemach, o których mówię Wam od dwóch lat ( ;

Oczywiście zachowawczo, bo po co odstraszać nowych znajomych, ale wciąż. Udary, hormony, padaczki, jakieś reumatologie się pojawiają. Deficyty też. I co słyszę na to? „Przecież jesteś czymś więcej niż to”.

I szczęka mi opadła. Bo w 99% reakcje są inne.

Raz: zaciekawienie. Opowiedz mi więcej.

Dwa: zdziwienie. Taki młody? Cooo?

Trzy: mędrkowanie. Ale już jesteś zdrowa, przecież nic ci nie dolega. Albo „mówiłem ci, że powinnaś wziąć się za siebie”. To trzeba robić tak.

Cztery: wszystkie inne powtarzalne rzeczy, które ciężko mi nazwać. Na pewno je znacie.

A teraz doszło to: przecież jesteś czymś więcej niż tym.

Ja wiem, pisałam o tym, że jesteśmy czymś więcej, niż udarami, ale to o pracy nad sobą. A teraz o tym, że istnieją ludzie, którzy nie patrzą na innych przez pryzmat ich składników, a przez ich sumę. I między innymi ta świadomość sprawia, że spodziewam się dobrych świąt. I słoneczko wyszło!

Życzę Wam więc słonecznych świąt, żeby mazurek poszedł w kubki smakowe, nie w boczki, suchego dyngusa (nie lubię się przebierać kilka razy z mokrych ciuchów;p) i dobrych ludzi wokół, którzy widzą sumę, a nie składowe. :)

 

 

 

 

inni udarowcy

Galeria twarzy (10): powiem to śpiewająco:)

Published by:

foto: Flickr.com

Szczerze mówiąc, nie widziałam tej twarzy, słyszałam tylko opowieść o niej, od jednej z najbliższych osób.

Nie chcę wchodzić zbyt głęboko w intymność po bardzo ciężkim, zbagatelizowanym przez lekarzy udarze, skupię się na jednym aspekcie.

Panią z tej opowieści udar doświadczył bardzo głęboko. Jednym z problemów jest afazja. Bardzo poważna i nieleczona przez specjalistę, bo żaden specjalista nie chce jeździć 40 km od miasta, żeby pracować z chorym. Rodzina ma ogromne problemy komunikacyjne, pewnie wyobrażacie to sobie.

Ale pewnego razu pomyśleli, że może jąkający się mogą płynnie śpiewać, to może i afatyk zaśpiewa, by przekazać, co mu w głowie siedzi?

I udało się!:) Od wdrożenia tego pomysłu komunikacja jest lepsza! Nie idealna, jest ciężko, ale można się dowiedzieć co mama chce przekazać.

Może się nawet dopytywać o różne rzeczy, niekoniecznie takie, na które łatwo odpowiedzieć.

Nie mam pomysłu, jak zakończyć tę notkę, jest taka słodko-gorzka, a może gorzko-gorzka. Ale może pomysł kogoś zainspiruje. Nawet nie do śpiewania (choć jest podobno cudowne na mózg!), ale do szukania.

Tego nam życzę:)

PS

„muzyka jest wszędzie, nawet tam, gdzie myślisz że jej nie ma. A ona właśnie tam jest”:)

 

 

 

mój udar

Nie chcę przepraszać za to, czego nie mogę robić.

Published by:

handsUdar mózgu to zwykle coś, co ogranicza. To powoduje we mnie ogromne poczucie winy.

Popatrzcie. Żyjecie sobie swoim życiem, tu praca (szkoła, emeryturka), tu rozrywka, tam znajomi, gdzie indziej jakiś obowiązek i nagle udar.

Do pracy nie możesz wrócić, dziecko ciężko przewinąć jedną ręką, znajomym ciągle trzeba mówić nienienie mogę, nienienie czuję się na siłach… A tu nie można robić czegoś, co wcześniej było oczywistą oczywistością. I przepraszanie za to, czego nie można, wydaje się logiczną konsekwencją.

Chociaż mogę coraz więcej, wciąż nie wszystko. I, szkoda że tak późno, uczę się, że nie za wszystko muszę przepraszać.

Słowem: postanawiam mniej przepraszać. Bo póki co jestem osobą, która  czuje się winna nawet wtedy, kiedy ktoś inny nawala. A jeśli już  będę mówić „przepraszam”, to raz, a nie do czasu gdy myślę, że wytłumaczyłam się tak bardzo, że na pewno ktoś mnie zrozumiał i przyjął moje „przepraszam”. I będę wcześniej myśleć, czy naprawdę powinnam.

Bo jak przepraszam to trochę znaczy, że mam kontrolę nad tym, co mogę, a czego nie mogę. Słowo „przepraszam” często implikuje intencjonalność. A tu często nie ma wielkiego wyboru…

Pierwszy z brzegu przykład. Robienie obiadu.

Gdybym go nie ugotowała w dzień leniwy, przepraszałabym mamę bez końca pewnie, ale gdy się źle czuję i nie gotuję obiadu, jak wczoraj, to nie powinnam przepraszać zbyt wiele, bo mdłości i bóle głowy nie zależą ode mnie. Jedno wytłumaczenie powinno wystarczyć.

Ale to mamusia, mamusia mieszka ze mną i rozumie więcej. A i wkurza się, jeśli za dużo przepraszam za takie rzeczy.

Ale ostatnio po raz pierwszy od niepamiętnych czasów przekroczyłam deadline.

Z dwóch powodów.

  1. Byłam w szpitalu, kiedy dostałam maila z instrukcją co, gdzie i jak,
  2. W mailu nie zauważyłam terminu realizacji zadania. Po prostu. Staram się czytać wszystko uważnie, ale prawda jest taka, że informacje wciąż mi umykają bardziej, niż kiedyś.

Oczywiście napisałam mail  przeprosinami. Był sążnisty. Naprawdę długaśny. Słowo „przepraszam” zawarte tam było z milion razy, a potem pomyślałam: no kurde, bez przesady.

Termin realizacji był tygodniowy, czyli niedługi. Byłam w szpitalu i to w przeważającej części „na płasko” – w sensie leżałam i nie mogłam za bardzo się ruszać, nawet po laptopa. Takie życie. I źle się czułam. I to nie była wymówka. Złe samopoczucie jest w moim przypadku problemem częstym i nie wydumanym.

Więc mail został skrócony. Napisałam, że byłam w szpitalu i nie byłam w stanie odpisać. Ja wiem, że to prawda, nie wiem, czy oni uwierzyli. Mam nadzieję, że tak.

Mam nadzieję, że coraz częściej zwykłe „nie mogę” czy „nie chcę” wystarczy.

Mam nadzieję również, że zaprzestanie kajania się  w każdej sytuacji, w której nie mogę iść na miasto, czegoś zrobić, wypić szampana, kiedy coś odwołuję, zawodzę czyjeś oczekiwania,  sprawi, że będę czuła się mniej winna. Postanowienie zrobione. Moja psycholog byłaby pewnie dumna. Kiedyś może o to zapytam;) Na razie mam nadzieję, że postanowienie przyniesie pozytywne skutki:)

 

mój udar

Ciekawość to pierwszy stopień do piekła;) nie masz prywatności w szpitalu

Published by:

in hospitalPodobno ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ale nie wszyscy o tym pamiętają.

Na niektórych żadne przysłowie nie zadziała, taka ich natura:) Dotyczy to i moich bliskich (nie bez powodu przeszło połowa babeczek w mojej rodzinie otrzymała latarki na święta), ludzi w szpitalu i – oczywiście, czasem tak! – mnie samej.

Już od początku mojej szpitalnej kariery złapałam się na zaglądaniu do cudzych pokoi. Kiedy przechodziłam obok otwartych drzwi nie było siły, żeby nie spojrzeć do środka. Szybkie przejście obok pokoju wprawdzie nie pozwala na pogłębioną obserwację, raczej przypomina spoglądanie do przyciemnionego pokoju przez dziurkę od klucza. Trochę zaspokaja ciekawość, ale też zostawia tajemnicę.

To jest poziom pierwszy.

Poziom drugi to chodzenie i zaglądanie z premedytacją. Są pacjenci tak interesujący, że specjalnie się ich obserwuje. Ich, albo ich bliskich. Wtedy można potem porozmawiać o nich, analizować co im jest, pomyśleć, kto jest chorszy… Nie oceniam nawet tego, chociaż mi się to nie podoba. szpital jest przestrzenią najnudniejszą na świecie. Jedyną rozrywką tutaj jest plotkowanie i dzielenie się historiami. A plotki o innych chorych to dobra rozrywka. Szkoda że to odziera innych z prywatności.

Mnie tylko zadziwia, że jak ktoś wchodzi do sali i mówi o „tamtym chudym dziadziu w szlafroczku” czy o „tamtej pani do której rodzina przychodzi codziennie” to jestem jedyną osobą, która nie wie, o kogo chodzi. A przyznaję się do obserwowania lekkiego. No sami wiecie, przecież na okrągło wam piszę o swoich obserwacjach.

Mnie ta powszechna wiedza nawet bawi, chociaż nie jestem raczej częścią plotkarskiego świata szpitalnego. Tylko opowiadam o sobie „taka młoda a już w szpitalach” i słucham historii moich współbiednych.

 

mój udar

Dlaczego mówienie „nie” jest takie ważne – asertywność po udarze mózgu

Published by:

8252402562_fe22f305a2_z-1Asertywność. Od zawsze mam z nią problem. Im większa prośba tym trudniej mi odmówić. Bo ruszenia tyłka, żeby coś podać tatusiowi bardzo łatwo;) ale z resztą mam problemy, dlatego jedna z moich współlokatorek nazywała mnie dobrym frajerem (gdyby usłyszała o przygodach ostatnich lat to by chyba nazwała ‚dobrym uberfrajerem’);) .

No. To był osobisty wstęp nie na temat bo nie mam zamiaru pisać o swoim frajerstwie;) Tylko o tym, że po udarze bezwzględnie trzeba umieć odmawiać.

Wyobraźcie  sobie, że wasza rodzina jedzie na wycieczkę. Bierzecie auto i jedziecie 200 kilometrów nad morze. Wiesz, że droga będzie męcząca, na miejscu będziecie w słońcu, dzieciaki będą się nudzić, więc nie będzie można przysiąść na zbyt długo, wrócicie późno w nocy.

Albo dostajesz zaproszenie z zakładu pracy na imprezę świąteczną.

Albo mama pyta, czy pojedziesz z nią z karmą (moi rodzice mają mały i pracochłonny interes. Zajmują się handlem karmą dla psów i kotów).

Albo brat prosi o pomoc w tłumaczeniach.

Albo tata po raz setny pyta, czy pójdziecie razem na koncert.

Albo ktoś proponuje wódkę używając ostatecznych argumentów (a ty nie chcesz pić. Bo jak chcesz to wszystko ok)

albo, albo, albo, albo, albo…

Nie mówię, że zawsze trzeba odmawiać, ale często lepiej jest powiedzieć, nie/nie teraz/innym razem. Po udarze warto czasem pomyśleć bardziej o sobie niż o innych. Albo zrezygnować z czegoś przyjemnego, żeby potem nie czuć się paskudnie przez 3 dni.

Ja na przykład chodzę raz na rok na imprezy, i muszę być asertywna kiedy nadchodzi czas wyjścia.  Nie ma mowy, żeby zostać do rana czy do końca imprezy, czy nawet długo. Hałas (zawsze kiedy jest kilka osób w jednym pomieszczeniu jest głośno), chaos… Nie daję rady długo;) ale często muszę ‚postawić na swoim’ i mimo (często uroczych;) próśb ‚zostań jeszcze trochęęęęęęęę’ trzeba wyjść, zanim przekroczy się granicę. Mimo że tęsknota za zabawą do białego rana jest duża;)

Odmowa jest czasem łatwiejsza niż okiełznanie wyrzutów sumienia. Dziś na przykład odmówiłam mamie towarzystwa w rozwożeniu karmy i zakupach. Bo w samochodzie cały czas mnie mdli. Bo czeka mnie długi dzień i mam kilka rzeczy do zrobienia. A jeśli bym pojechała, zrobiłabym ich mniej, na bank bym nie poćwiczyła, i źle bym się czuła i pewnie nie cieszyłabym się z wieczornego wyjścia do teatru. a mimo to mam wyrzuty sumienia, że mama pracuje, ja piszę.

Wyzwania komunikacji, hałas, stres, ograniczone możliwości, spowolnienie…  wszystko to trzeba wziąć pod uwagę zanim się na coś zgodzimy. Ja się tego uczę. Ciężko mi się odmawia. Ostatnio przez to wpakowałam się w kilka rzeczy typu „zbyt” (zbyt długi spacer, zbyt szybka pomoc, zbyt dużo rzeczy jednego dnia…). Oczywiście nie mówię, żeby od razu stawać się samolubem, ale zawsze zdrowiej jest umieć powiedzieć ‚nie’:)