lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: udar

mój udar rehabilitacja spastyczność

Trudna droga do nieświadomej kompetencji w rehabilitacji

Published by:

left handDziś poszłam na warsztat z medytacji.

Na moje szczęście (już teraz przekroczyłam dwukrotnie budżet miesięczny) i nieszczęście (bardzo chciałam…) zabrakło miejsc dla wszystkich. Musiałam zadowolić się wykładem. Ciekawym, z takich, w których nauczyciel nie zna wszystkich odpowiedzi. Prowadzący posłużył się czymś, czego nie znałam wcześniej – fazy kompetencji. Posługiwał się tym nienachalnie, nie w sposób NLP-coachingowy (tfu, ble) ale zupełnie nieinwazyjnie, dlatego pomyślałam, że można posłużyć się tym narzędziemteorią?. 

Wyróżnia się cztery fazy kompetencji. Są to:

  1. Nieświadoma niekompetencja
  2. Świadoma niekompetencja
  3. Świadoma kompetencja
  4. Nieświadoma kompetencja

Blablablablabla.

I spójrzmy na to, jakby to przełożyć na rehabilitację.

Najpierw jest nieświadoma niekompetencja. Coś się dzieje z moją łapą po udarze, ale nie mam pojęcia co. Trochę mnie to martwi, ale ponieważ nie wiem, co z tym zrobić, nie  panikuję. Continue reading

inni udarowcy

Kobieta nagrała swoje selfie podczas przechodzenia udaru.

Published by:

Ten filmik krąży po internecie od kilku lat, ale chciałam go wam pokazać.

Nie trzeba znać angielskiego, żeby zobaczyć jak opadła jej twarz, i zrozumieć, że pokazuje niedowład ręki. Opowiada też o innych rzeczach. Uczuciu odrętwienia na przykład i o tym, że niedawno wypuszczono ją ze szpitala.

Film nagrała, żeby pokazać lekarzom, co się z nią dzieje. Przed ustąpieniem objawów. Szybka reakcja i wyciągnięcie telefonu, pomogły lekarzom zdiagnozować u niej 3 następujące po sobie (dzień po dniu!) TIA [klik!] (mikroudar, mały udar, przejściowy atak niedokrwienny). Bez wideo lekarze myśleli, że to zmęczenie i nic groźnego.

Stacey Yepes jechała do domu samochodem (ja też byłam za kółkiem kiedy miałam TIA). I obecnie mówi, że ciągle dostaje wiadomości od znajomych i obcych, że film pomógł komuś rozpoznać udar mózgu.

Kobieta po pięćdziesiątce była zdrowa. Brak fajek, wysokiego cholesterolu czy wysokiego ciśnienia. Te TIA są dla niej tajemnicą. Na szczęście po tch 3 felerne dni póki co nie stanowią preludium do „dużego udaru”. Pani Yepes nie przeszła go.

Teraz myślę, że dla szerzenia udarowej świadomości takie wideo robi więcej niż akcje uświadamiające. A może nie – ale bardzo pomaga. Ja nie nakręciłam się podczas drugiego udaru, ale też podobno nie miałam mordki wykrzywionej za bardzo, więc niewiele byście zobaczyli.

Rozmawiałam za to z bratem podczas jazdy karetką i mój kochany brachol mnie pocieszał.

Naprawdę warto zobaczyć to wideo, żeby umieć później rozpoznać jeden z najbardziej charakterystycznych objawów udaru.

mój udar

Kolejny pobyt w szpitalu (prawie) za mną

Published by:

Jutro wychodzę z oddziału neurologii i, jak zwykle, cieszę się (bo wychodzę) i jestem strasznie smutna, bo nic, nic, nic tu nie wyszło ciekawego.

Nic. Zdrowy człowiek. Tylko trafia mi się udar co 2 lata. To się dzieje?

Jestem chyba najlepiej przebadanym (pod względem diagnostyki udaru)  pacjentem w Polsce,  setki złotych, sporo znajomości i odrobina szczęścia w nieszczęściu nie pomogły mi znaleźć przyczyny.

Jeszcze zostaje kilka badań do sprawdzenia. Jeszcze endokrynolog i reumatolog się wypowiedzą. Jeszcze wrócą wyniki, które wykluczą mi superrzadką chorobę genetyczną (robimy te badania, bo możemy, ale prawdopodobieństwo jest jak jeden do miliona). Jeszcze…

A przecież wszystko co ma swój skutek, ma też przyczynę.

Kilka fajnych rzeczy tu usłyszałam, przez które śmieję się przez łzy:

Continue reading

mój udar

Troszeczkę o lekarzach, których kocham:)

Published by:

doktorzyleżę w łóżku juz 3 dzień, zeby pokonać opuchliznę i ból  kostki, których nabawiłam się w wyniku ataku epilepsji i myślę o o lekarzach, których spotkałam na swojej drodze.

Jak się domyślacie, było ich mnóstwo. Prawda, niektórym mam pewne rzeczy za złe i zrobili na mnie złe wrażenie, ale kilku było takich, że się w nich zakochałam i się w nich kocham do tej pory, chociaż żadnemu bym się nie oświadczyła. Przedstawię Wam ich (bez nazwisk), bo warto mówić o fajnych ludziach:) Oto moja aleja zasłużonych:

Po pierwsze mój psychiatra. Kocham go nie tylko za to że dla mnie wygląda jak stereotypowy psychiatra. Ma dużo życzliwości i wali prosto z mostu. Sprawił, że nie boję się lekarstw, ale nie chcę na nich do końca polegać i wiem na pewno, że tłumaczenie sobie rzeczy na logikę i nawet przeciw emocjom, może przynieść efekt w chwilach zwątpienia. Kiedy przestaję to robić, kończy się źle;p

Powiedział mi też na początku „miała pani udar mózgu, zdziwiłbym się, gdyby pani tryskała radością” ;)

Po drugie pani neurolog Z. Chodząca cierpliwość. Ja bym chyba zadźgała pacjenta, który codziennie pyta, kiedy wyjdzie. Jestem jej superwdzięczna, że zorganizowała mi diagnostykę poważniejszą niż doppler szyi i zbadanie poziomu cholesterolu. I że wysłała mnie do konstancina na rehabilitację.

Kocham też chirurga, z którym się przez pewien czas spotykałam. Za zrozumienie i to, że wydawał się po prostu dobrym lekarzem. Kiedy zapisywał mi lekarstwo niemal przepraszał, że nie są najtańsze i pytał, czy nie będę miała problemu z wykupieniem. Mówił, że jego zdaniem to naprawdę pomoże. Pewnie miał wielu niezamożnych pacjentów, nie wnikam, ale to naprawdę piękne, że lekarz może o tym jeszcze pamiętać.

Duet który zamykał mi PFO. Weseli, cierpliwi, nazywam ich Flipem i Flapem. Bo wyglądali, jakby się świetnie uzupełniali (przy tym się uzupełniali). I pozwolili mi – dzięki! – nurkować głębinowo:)

Pokochałam też trochę alergolog do której trafiłam podejrzewając, że mam jakieś alergie, dlatego swędzę. Była bardzo szorstka (nawet kazała mi się zamknąć) ale wejrzała głębiej w mojej  dokumentacji i zasugerowała dalszą drogę. Aż  trochę żałowałam, że nie mam alergii, żeby się u niej leczyć. Jak wykrzyknęłam na wiadomość że nie mam alergii powiedziała „to wcale nie jest dobrze, bo pewnie coś gorszego się u pani dzieje..”, więc mogę zgadywać, że też chciałaby mnie leczyć:D

Neurolog, pod której skrzydła trafiłam na epileptologii. Kocham ją. Kobieta anioł. Plus cierpliwość do wypisywania świstków. Plus tłumaczenie tego samego kilku różnym osobom. Plus rozumienie problemów „pozaneurologicznych”, i tez użycie wiedzy, żeby mnie dalej pokierować.

dwójka moich przyjaciół-doktorów, którzy są najmłodszymi learzami, których znam, ale też najbardziej pomocnymi specjalistami, których znam:)

 

moim zdaniem rehabilitacja

Ręka czy noga?

Published by:

(c) Johnson d, na flickr.comNa mojej pierwszej rehabilitacji zapytano mnie: z czym ma Pani największy problem? Oczywiście miałam go ze swoją lewaczką (lewa ręka) i nad nią głównie pracowaliśmy, zajmując się resztą ciała dość sporadycznie/prawie wcale. Dzięki temu wyszłam stamtąd z ręką tak sprawną, jak to było możliwe.

Wielu z nas wybiera swój największy problem i się na nim skupia, zapominając o całej reszcie. To błąd, który prędzej czy później się na nas odbije.

Pisało do mnie do tej pory przynajmniej kilka osób zaniepokojonych tym, że ich tata/babcia/partner zawzięli się, żeby zacząć znowu chodzić i w ogóle nie rehabilituje ręki.

rozumiem tę potrzebę niezależności. Chodzenie sprawia, że nie jesteśmy skazani na innych.   Ale bywa tak (nawet często! z tego co widzę), że to skutkuje tym, że jesteśmy pójść do kuchni, ale otworzyć słoika – już nie. I wtedy się żałuje.

I rączki, i nóżki są ważne. :)

spastyczność

Zapraszamy do zadawania pytań o spastyczność!:)

Published by:

lewa rękaJak już Was kilkakrotnie informowałam, projekt dotyczący spastyczności jest w toku.

Chcielibyśmy zaprosić Was do zadawania pytań na temat spastyczności, które Was nurtują. Lub takich, na które znacie odpowiedzi, ale uważacie, że powinny znaleźć się na stronie:)

Nie chcemy, żeby strona była po prostu czystą formą, sztuką dla sztuki. Ma być użyteczna!

Pytania możecie kierować na adres przesympatycznej Nicole: N.Robinson-Edwards(małpa)stroke.org.uk

a, jeśli nie znacie angielskiego, do mnie:) przez fejsa (klik!), formularz kontaktowy (klik!) lub w komentarzach. Wszystko zostanie przekazane:)

Z tego co się orientuję – na pytania będą odpowiadać inni udarowcy i eksperci. Nie zamierzamy wciskać Wam kitu.

Ja sama wysyłam swoje pytania, zwłaszcza dotyczące opanowania bólu towarzyszącego mojej lewej nodze.

A ponieważ jest piąteczek… Posłuchajcie ze mną mojej piąteczkowej piosenki. Marzyłam o tym, żeby ją zaśpiewać z chłopakami w studio rannego kakao;)

 

inni udarowcy mój udar

Galeria twarzy (7): on to wszystko wiedział!

Published by:

colorful brainMam znajomego (z panelu) który przeszedł superciężki wylew. Spędził długie tygodnie w śpiączce, ale po przejściu dłuuugiej rehabilitacji teraz wygląda świetnie i mam nadzieję, że ma się świetnie także.

Mieszka on w Hamburgu i musiał włożyć w zdrowienie mnóstwo pracy. Aż żałuję, że nie notowałam jego opowieści, były takie prawdziwe i budujące. Najbardziej chyba podobało mi się to, jak mówił o chodzeniu wokół ich cudownego jeziora.

Bo widzicie, zajechałam kiedyś z przyjaciółką do Hamburga stopem i jezioro, które mają tam w samym środku miasta, jest po prostu bajeczne:) I on się uparł, że jeszcze przejdzie je dookoła. I w końcu przeszedł. A potem obchodził je codziennie. A teraz, obchodzi je 2 razy w tygodniu, bo już mu się nie chce codziennie.

Nikt w to nie wierzył.

Inną superciekawą rzeczą było to, co powiedział o swojej śpiączce. Nie pamięta, ja to było leżeć bez przytomności, ale… Po wybudzeniu okazało się, że pamięta większość rzeczy, które opowiadała mu żona, kiedy był nieprzytomny. Zorientowali się, kiedy komentował jej opowieści słowami, że przecież już to wie. Albo, że wie, co słychać u…, bo już mu mówiła. 

Nie mam pojęcia jak wygląda bycie w śpiączce, ale serio, to fascynujące… I powiem wam, że mimo ogólnego opanowania, widać było u kolegi mnóstwo emocji, kiedy wracał do tego wszystkiego.

A teraz nazywa się pełnoetatowym udarowcem. Organizuje grupy wsparcia dla ludzi takich, jak my:)

mój udar odchudzanie

Udar mózgu. Przyczyny (VII): hormonowej odysei ciąg dalszy

Published by:

W podstawowym baudar mózgu. Przyczyny. Figura gruszkidaniu kortyzolu (pisałam o hormonie tutaj) wyszło wszystko prawidłowo. Inne podstawowe badania hormonalne też śliczne. Tarczyca piękna, jajniki cudne.

Gdyby nie te udary psujące krajobraz byłoby całkiem klawo.

Ale ktoś mi powiedział że dobowe wahania kortyzolu mogą być spore i może warto by zrobić inne testy. Będziemy szukać  pewnie jak się położę do szpitala 8 lutego (już! dopiero!) . Póki co miałam test hamowania deksametazonem. Polega on na zażyciu wieczorem o określonej godzinie pigułkę, popija całą szklanką wody i następnego dnia idzie na czczo na badanie. Ponieważ jest ono „niestabilne” (chyba tego słowa użyła endokrynolog) najlepiej zrobić je w dobrym laboratorium. Mi powiedziano w których szpitalach robią dobrze to badanie:)

dopiero teraz będziemy w stanie sprawdzić hormony kobiece. I wszystko inne.

Wiecie, udar to jedno, ale moja waga też mnie zasmuca. Być może już rozwinęłam insulinooporność. A insulinooporność prowadzi do cukrzycy, a ta do zwiększonego ryzyka udaru.

No, już bym powiedziała że koniec gadania. Ani nie mogę skupić myśli, ani się „ekspercko” wypowiedzieć, bo jakoś moi czytelnicy wydają mi się bardziej ogarnięci  w hormonalnych sprawach. Jak coś będzie się działo będę dawać znać.

Udar mózgu. Przyczyny mogą być różne

Poniżej wrzucam linki do wszystkich notek z cyklu:

(I) PFO 

(II) Fajki

(III) Migotanie przedsionków

(IV) Otyłość 

(V) Wysokie ciśnienie 

(VI) Udar kryptogenny

(VII) hormony

(VIII) Toczeń

(IX) Rozwarstwienie tętnicy szyjnej

 

mój udar odchudzanie

poznajcie moją Grubą Babę – jak się zmotywować do odchudzania;)

Published by:

fat woman, la senora gorda

To jest Gruba Baba. Gruba Baba jest skarbonką własnoręcznie wykonaną z masy solnej. Będzie jeszcze oczywiście malowana, ale już je pieniądze. Pieniądze spływają do mnie za każdy dzień, w którym nie jem słodyczy i nie ruszam Coli.

Nie wiem, czy już o  tym pisałam, ale jestem uzależniona od Coli Zero. Za same słodycze nikt by nie chciał mi płacić, ale słodycze i Colę… ;)

Tak więc obecnie mam pierwszą pięciodniową przerwę od Coli (Light, Zero) od niepamiętnych czasów. Hurra (?).

Mama, karmiciel Grubej, pewnie się cieszy.

Ja tęsknię

Mama płaci.

Ja płaczę.

Musiałam się zmobilizować jakoś do odstawienia jakoś reszteczek niezdrowego lajfstajlu bo cały czas tyję. Coraz bardziej wierzę, że to kwestia hormonów. Bo okazuje się, że moja walka to nie walka o schudnięcie, a o nieprzekroczenie magicznej liczby 100 kg. I nie chodzi o to, że jestem bardziej niegrzeczna od znajomych, jak pisałam tutaj, bo bycie świętym i aktywnym nie pozwala mi zrzucić ani grama. Pozwala mi wolniej tyć. Coś musi być nie tak. Albo hormony, albo mam najwolniejszy metabolizm świata i moje zapotrzebowanie kaloryczne to 700 kcal…. Oby nie!

Moja lista celów jest wciąż w proszku…

PS

Kłamię. Nie jest tak, że nie mogę schudnąć.

Dokładnie rok temu schudłam całe 3 kg. Tylko że biegałam codziennie lub co dwa dni i dziennie chodziłam jakieś 10-17 km. I jeszcze rower czasem. I dość ładnie jadłam oczywiście (grzeszyłam z umiarem)

I to skutkowało. Czyli wiecie jak jest…

 

mój udar odchudzanie rehabilitacja

Jak chcesz umrzeć ze śmiechu, idź na zumbę po udarze;)

Published by:

Jakaś pani psycholog powiedziała mi raz „proszę iść na zumbę, albo grać na instrumencie. To ładnie  synchronizuje półkule”.

Więc w końcu poszłam na zumbę;) i raz w tygodniu sobie synchronizuję półkule.

O co chodzi z tą synchronizacją? 

Jak wiemy wszyscy nasze półkule mózgowe odpowiadają za różne rzeczy (leteralizacja – inaczej stronność). Prawa półkula jest bardziej twórcza, odruchowa i intuicyjna, lewa logiczna niby. I nasze mózgi podobno najlepiej pracują, jesteśmy najnajnaj mądrzejsi i najbardziej kreatywni i najlepiej się koncentrujemy kiedy dwie półkule pięknie ze sobą współpracują.

Jak by nie było, wydaje mi się że synchronizacja półkul nie może zaszkodzić, więc co drugi dzień siadam do pianina i… zapisałam się na zumbę:D

Tak, to jest ten moment w którym możecie spaść z krzeseł ze śmiechu. Bo ja się czuję tak:

bear

A powinnam tak:

zumba

Grupa robi 3 kroki w prawo, a ja zdążam na ostatni i już nie wyrabiam się z ruchem rąk. Jest śmiesznie. Często staję i się śmieję, bo sama siebie bawię. Ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Kroczek po kroczku. I może uruchomię biodra w końcu, bo póki co jestem sztywniarą, która nie umie poruszyć jednocześnie dwoma częściami ciała jednocześnie.

I tak się zsychnronizuję, że będę mogła kiedyś pracować normalnie jak człowiek na pełen etat. Albo nie etat, ale nie będę musiała odpoczywać co pół godziny. I będę mogła się koncetrować. I będę mogła tak tańczyć, jak ten facet

Oczywiście zajęcia są ciężkie i cały dzień się do nich przygotowuję nie nadwyrężając siebie w żaden sposób i obowiązkową minimalnie godzinną drzemką przed zajęciami. I po zumbie niczego już nie robię. Jest odpoczynek, filmik, herbatka i spaćko. To jest bardzo męczące dla mnie. Dodajcie hałas (muzykę znaczy), ludzi, chaos i wysiłek fizyczny i wyjdzie wam koszmar udarowca. A jednak warto.

I wiecie co? śmiejemy się we trzy, ja, mama i jej przyjaciółka, wszystkie trzy nie najszczuplejsze, i ja jestem dumna. Z siebie i mamy (nie wiem, czy mam prawo być dumna z przyjaciółki. Jeśli tak, to jestem:). Z mamy, że spróbowała, a ze mnie, bo jeszcze się nie przewróciłam i na nikogo nie wpadłam i się cieszę bardzo tą godzinką w tygodniu. Kurcze, miesiąc temu  chodziłam jak pingwinek i nie stałam stabilnie, a teraz udaję że tańczę:) I jeszcze rozumiem hiszpańskie teksty!:)))

ps.

oczywiście chciałabym też żeby Zumba pomogła mi schudnąć, ale mało mam wiary, że kiedykolwiek się uda…