Będę strzelać! Sportowo;)

strzelanieMoja mama wpadła na super pomysł, żeby mnie zaktywizować i sprawić, żebym w końcu miała jakichś znajomych.

I zapisałam się do Klubu Sportowego Inwalidów „Start”. Już  strzelałam śrutem! Mój trener powiedział „nieźle jak na pierwszy raz”.

To chyba komplement;)

Myślałam, co mi to strzelanie może dać rehabilitacyjnie. Ja poczatku myślałam że nic.  Teraz widzę, że to nieprawda.

Strzelanie wymaga koncentracji (skupienia), robienia kilku rzeczy na raz, hamowania odruchów, myślenia i robienia kilku rzeczy na raz. Czytaj dalej

Okazuje się, że inni też chorują

cytrynaOd kilku miesięcy za mało mi było chorób, więc wyhodowałam sobie do wszystkiego jeszcze migreny.  (tak serio to wydaje mi się, że te migrenowe problemy są niepowiązane z udarem, tylko lekarstwami na toczeń. Zobaczymy:)

:(

Wczorajszy dzień zatem przespałam na zmianę z jęczeniem i drzemaniem. Dopiero wieczorem mogłam podnieść głowę na tyle, żeby odpisać na jakieś wiadomości i cośtam. Zasadniczo bywało lepiej.

Rozmawiałam z kumplem, który pomaga mi w stawianiu strony www i, oczywiście, mnóstwo mówiłam o swoim samopoczuciu, przyjmując, że jego „normalnie”, znaczy „czuję się dobrze”. Dopiero po dłuższej chwili pisania powiedział mi, że jego też łeb boli. I to mocno. Czytaj dalej

Uczę się rozluźniać rękę podczas różnych czynności

Czyli jak operuję ręką muszę się uczyć jej rozluźniania:)

Oczywiście to  trochę oszukiwane rozluźnianie, bo, pomimo prób, nie udaje mi się porządnie rozluźnić tej ręki, może pod wzrokiem Pani Madzi by było lepiej, w samotności nie idzie.

No i sobie oszukuję, żeby zmniejszyć napięcie przynajmniej.

Na przykład: kiedy robię na drutach, uważam bardzo na to, żeby nie zaciskać ręki zbyt mocno. Spowalnia to i tak wolną pracę, ale dzięki temu ręka NIE BOLI.

To samo, kiedy uczę się szydełkować (idzie jak po grudzie, jeszcze nic się nie dzieje ciekawego w tej kwestii, więc się niczym nie chwalę.

Kiedy piszę na klawiaturze, staram się kłaść te wszystkie strzelające w górę palce na klawiaturze. Trochę drżą, ale kiedy, są skierowane w niebo, bolą, a tak przyzwyczajają się do naturalniejszej ‚postawy’.

Kiedy nalewam wodę lewą ręką, staram się nie zgniatać butelki plastikowej, tylko zostawić jej krągłości;) a nie zgniecioną, jak do kosza z segregowanymi odpadami.

I tak dalej, i tak dalej… Naprawdę nie muszę ściskać tej łapy do białości, jak coś robię. Gorzej jest, kiedy nic nie robię. Wtedy ręka sam się układa w niezaciśnięty, ale sztywny sposób. Właśnie wtedy wszyscy wokół krzyczą ‚rozluźnij rękę’. Ja się staram, ale wiecie jak jest.

Bo najcięższą pracą w tym wszystkim jest to, że trzeba na to cały czas zwracać uwagę. Samo intencjonalne rozluźnienie idzie sprawnie, moja spastyczność jest minimalna, ale i tak powinnam pamiętać o tym na okrągło. A pamiętam głównie wtedy, kiedy zaczyna boleć od napięcia.

Teraz akurat po wczorajszym baaaardzo aktywnym dniu jestem cała obolała, ręka i stopa powodują spory dyskomfort, więc sobie masuję łapę żałuję, że nie mam jakoś siły pójść na spacer na kije, choć błękitne niebo mnie wzywa.

Jedyne, co mogłoby mnie wyciągnąć z łóżeczka, to jakaś fajna randka. Zatem nie ma szans( ;

Teraz, po skończeniu tej notki wracam do drzemania. Moje samopoczucie będzie mi wdzięczne:)

 

Czytam ulotkę mojego nowego lekarstwa

Czytam ulotkę mojego lekarstwa i okazuje się, że mój nowy lek wchodzi z innym lekiem.

I wiecie, przeraziłam się. Lek B (nowy) osłabia działanie leku A (stary), a przy tym odkryłam inne interakcje (na zdjęciu).

Przy tym dwa inne lekarstwa wchodzą w interakcje ze sobą.  Czytaj dalej

Dietowanie, drogie panie! (i panowie);)

Pisałam o odchudzaniu kilka razy.

Raz, kiedy sygnalizowałam, że nadwaga może być jedną z przyczyn udaru, drugi raz, kiedy chwaliłam się, że dieta idzie mi nieźle;)

A teraz będę się chwalić.

Od mojego wagowego szczytu (nie ma się czym chwalić), spadło mi 15 kilogramów.  15 kilogramów! :))) to niesamowite.

Ważę mniej niż kiedykolwiek w ostatnich latach. zakładam, że jestem zdrowsza niż pół roku temu.

Jest ciężko, codziennie jest ciężko, ale spada, więc nagroda za wysiłek jakaś jest;)

Notatka króciutka, bo bardzo mi się chce spać, ale co tam. Publikuję i zasypiam;) Dobranoc!

 

Przyznaję się: ostatnio nie ćwiczę

Milon powodów:

  1. jestem trochę zajęta,
  2. jak nie jestem zajęta, to się źle czuję
  3. albo oglądam seriale.
  4. albo jestem leniwa.

lenię się. Moje zarabiane pieniędzy z tej notki, choć bardzo mnie uszczęśliwiło, trwało jakieś 6 godzin+przerwy na drzemki, więc niezbyt dużo;) Czytaj dalej

Zarobiłam wczoraj swoje pierwsze pieniądze od udaru!

Notatka na marginesie

Moimi dwoma rękami, parą oczu i uszu i cierpliwością.

Bólem głowy, dwoma drzemkami, koszmarnym bólem ręki i mdłościami zarobiłam pierwsze od bardzo dawna pieniądze. Pierwsze od 2 lat i 9 miesięcy.

To nie jest zasiłek. Prawdziwe zarobione pieniądze.

Wydam je na dziwki i koks. Albo czekoladę, burgery i colę zero.

Chociaż jestem przekonana, że moi rodzice woleliby dziwki niż czekoladę.

Naprawdę się cieszę, to ogromna satysfakcja.

O tożsamości i stracie

Spotkałam starego znajomego w barze.

I rozmawiamy.  Nie pamiętam już, skąd to wyszło, ale zaczęłam mówić coś o stracie po chorobie.

Ja: jak tracisz to wszystko co było wcześniej, alkohol, papierosy, imprezy, słodycze, znajomych, colę, muzykę… to tak jakbyś stracił tożsamość.  A przynajmniej część niej.

On: to znaczy, że budowałeś tożsamość na złych rzeczach.

Ja: hmmm.

Zonk.

Kolega ma rację.

Wkładam do szufladki „przemyśleć to”.

Wstyd z powodu choroby? Pozbyłam się go

wstyd, shameNiby logika podpowiada, że chorowanie to nic wstydliwego, ale mam wrażenie, że wstyd z powodu choroby jest bardziej powszechny niż nam się wydaje.

Przynajmniej tak mi sugerują media. Raz, bo piszą raz po raz artykuły, że nie trzeba się wstydzić chorób. Tak jak nie trzeba się wstydzić niepełnosprawności.

Piszą też, że gwiazdy, które mówią o swoich chorobach, przełamują wstyd i pomagają pozbyć się go innym.

Także coś musi być w tym, że jest wiele osób wstydzących się choroby, prawda?

Ja też się wstydziłam. Pewnie część z was w to nie uwierzy, ale jestem wielki wstydzioch w kontaktach z innymi ludźmi. I wstydziłam się tego, że choruję.

W niedzielę jednak zorientowałam się podczas spaceru z kolegą, że nie wstydzę się powiedzieć, co ze mną jest nie tak. Korzyść z powiedzenia historii była wielka, bo nie musiałam w zawiły sposób tłumaczyć, dlaczego mało wychodzę z domu, skoro tak bardzo tęsknię do ludzi.

I nie chodzi tu o wstyd przed ludźmi, którzy mnie przewijali i czesali, ale taki trochę irracjonalny wstyd z powodu czegoś, co jest częścią mnie.  U mnie to było podwójnie irracjonalne, bo widzę u siebie więcej powodów do dumy, niż wstydu.

Nie, żebym teraz się tym chwaliła na prawo i lewo, ale też nie ma we mnie wstydu, który wypływał z wielu przemyśleń dotyczących chorób. Bo dla mnie choroba to było

  • ograniczenie,
  • coś, na co zapracowałam,
  • coś, co sprawia, że jestem obciążeniem dla innych
  • coś, co wygląda na usprawiedliwianie się,
  • coś, co się ukrywa…

A potem, chyba dzięki blogowi i kontaktom z Wami, ludźmi również chorującymi i tymi, którzy rozumieją innych, doszłam do swojego balansu. I teraz się nie wstydzę. Nie lubię chorób, nie lubię ich wyliczania, ale nie zacinam się paskudnie przy powiedzeniu „nie pracuję, bo choruję” i nie piekę raczka z tego powodu.

Naprawdę, jak mówiłam ostatnio, widzę u siebie więcej powodów do dumy niż wstydu. Oczywiście, jeśli mam dobry humor. Jeśli zły, to jest odwrotnie, ale mniejsza o to.

Bo zobaczcie, ile każdy z nas przeszkód pokonał. Ograniczenia ciała, poznawcze, przeszliśmy przez NFZ i ZUS i jesteśmy herosami.

Wstydzić możemy się złych rzeczy i decyzji, które podjęliśmy. Nie tego wszystkiego.

Ja nie mówię, żeby się szczycić chorowaniem. Wyolbrzymianie w każdą stronę mnie mierzi, ale niech się wstydzi ten co robi, a nie ten, kto jest;)

Jeśli inni zmienią sposób postrzegania mnie przez jedną rzecz, na którą nie mam wpływu (ok, u mnie jest kilka tych rzeczy, bo, kurna, lista chorób jest długaśna…), to postaram się użyć lewej, racjonalniejszej półkuli mózgowej, żeby nie było to bardzo bolesne.

Bo choroba to nie jest powód do wstydu. Nie milczmy z powodu wstydu, moim zdaniem każde chorowanie jest bardzo intymne, żadne nie jest wstydliwe. I nie ma powodu, żeby myśleć inaczej.

 

ćwiczenia ręki, do których wracam, bo moja lewaczka leniła się ostatnio bardzo

Przyznaję się bez bicia, że zaniedbałam ostatnio swoją Lewaczkę, a zaniedbana ręka oznacza dużo niższy komfort funkcjonowania. Zatem, mam zamiar pomóc mojej lewaczce w dochodzeniu do zdrowia.

Ponieważ na ten moment sama sobie jestem fizoterapeutką i prowadzę sobie terapię zajęciową, zaprezentuję wam moje pomysły na powrót do sprawności.  Czytaj dalej