Znowu rolki…

i gdybym się łatwo zniechęcała, to bym się już nie wybrała więcej. A jeśli bym była mniej zabezpieczona, to bym właśnie mocno płakała, być może na izbie przyjęć, ze złamanym nadgarstkiem.

IMG_20150530_123457

Wykopyrtłam się 4 razy, w tym 3 razy w ciągu pierwszych 2 minut jazdy. W czasie drugiego upadku wypadł mi guzik ze spodni. Miałam bardzo stare jeansowe szorty. Ale udało się jakoś zaradzić z pomocą paska. Być może to to właśnie tak mnie zdekoncentrowało, że jechałam jak ofiara, dużo gorzej niż w czasie mojej pierwszej przejażdżki.

Ponieważ jednak niełatwo się zniechęcam i byłam dobrze zabezpieczona, to za kilka dni znowu będzie jazda, będzie się działo!

słońce świeci nad nami, obdziela nieodpowiedzialnych udarami… lato!

sunChyba każdy z nas słyszał o udarze słonecznym. Ja pierwszy raz w życiu spotkałam się z czymś takim, kiedy na obozie koleżanka właśnie udaru słonecznego.

Udar słoneczny, to szczególny przypadek udaru cieplnego i tak jak on, łączy się z przegrzaniem organizmu i następuje, kiedy zbyt długo jesteśmy na zbyt intensywnym słonku.

Wg źródeł popkulturowych (np. tego) dzieciaki są bardziej narażone na takie udary, bo nie mają w pełni rozwiniętego mechanizmu termoregulacji, ale dorosłych też może dopaść udar cieplny, zwłaszcza osoby starsze.

Objawy udaru słonecznego nie są może najbardziej charakterystyczne na świecie, ale łatwo zorientować się, że dzieje się coś naprawdę złego:

– występuje bardzo wysoka gorączka (nawet 42 stopnie – a przypomnijcie sobie do ilu stopni miał podziałkę wasz termometr rtęciowy…)

– osłabienie

– skóra bardzo czerwona, czasem poparzona (w przypadku udarów cieplnych może być też blada!)

– mogą być drgawki

– mdłości i wymioty

– stan niepokoju

– silne bóle głowy, zawroty głowy

– bełkotliwa mowa

– przyspieszone tętno

– zwiotczenie mięśni…

I tak jak przy udarze mózgu – nie muszą wystąpić wszystkie objawy!

Warto pamiętać, że od gorączki 42-stopniowej można umrzeć, dlatego chorego przede wszystkim trzeba przenieść do cienia, gdzie jest przewiewnie. Posadzić (jeśli jest blady, z głową między nogami, jeśli czerwony – w pozycji półleżącej), rozpiąć ubranie, zdjąć ciasne ciuchy i schładzać – lodem, mokrymi ręcznikami (przede wszystkim na głowę i kark!), zimną wodą w butelce.  I poić bardzo mocno nawadniać – małymi porcjami, najlepiej wodą z odrobiną soli – chory nieuchronnie traci elektrolity.

Wezwać pomoc:) a jeśli chory nie oddycha, tak długo przeprowadzać resuscytację, jak trzeba.

mzwopr

niestety w różnych źródłach różne rzeczy piszą o udarach słonecznych, a dostępu do literatury specjalistycznej nie mam – ale z tego co sobie przypominam, wszystko wyżej powinno być ok:) jeśli nie – proszę mnie poprawić!

a przede wszystkim na słońcu takim jak jest dzisiaj (gorąco, słonecznie, bardzo gorąco), chronić głowę i kark. Mogłabym powiedzieć, że wychodzenie na słonko w samo południe nie jest zbyt mądre, ale ludzie się tego nie nauczą, więc nie powiem.

A co do koleżanki udarówki z dziecińswa – żyje, nawet całkiem dobrze:)

 

Bule lewą ręką! Mistrzostwa o komin portalu lewaczka.pl

bule, petanquePrzyjaciel gra w petanque’s, czyli bule. Jest Quasiprofesjonalistą ( ; przyjechał ze swojego miłego miasta i zorganizowaliśmy Pierwsze drużynowe mistrzostwa petanque lewą ręką o komin lewaczki, zwany również Boulès w Le Szczecinie.

Niestety przez serię ogłoszonych walkowerów, nie można było przeprowadzić rundy eliminacyjnej i od razu drużyny przeszły do finałów. Dwuosobowe drużyny nazwijmy je: Przegrani i Wygrani rozegrały dwa emocjonujące mecze, z których krótką relację przedstawia korespondentka portalu lewaczka.pl!

Walka była zacięta! Pierwszy mecz wygrali Wygrani, którzy długo prowadzili kilkoma punktami, jednak Przegrani szybko odrobili straty, wyprzedzając nawet liderów. Do końca nie było wiadomo, kto ostatecznie zakończy grę jako zwycięzca, ale udało się Wygranym, choć zadecydowały o tym ostatnie rzuty.

Po pierwszym meczu, ze względu na drętwiejącą rękę piszącej te słowa (osoby z niedowładem lewostronnym;) ) została zarządzona przerwa na picie, po czym wznowiono rozgrywki.

W czasie drugiej części nie zarządzano wielu przerw na tłumaczenie zasad, jedynie te, które odpowiadały na zapotrzebowanie publiczności, ze skupieniem obserwującej rozgrywki*.

Gra była zacięta, przez długi czas prowadziła drużyna Przegranych, wieloma punktami! Potem jednak Wygrani zaczęli odrabiać straty, a losy gry ważyły się do końca, w ostatnich rzutach wiadomo było, że ten, kto zdobędzie jeden punkcik wygra tę rundę. Wygląda na to, że Przegranych zjadł jednak stres i przegrali jednym punkcikiem. Wygrali wygrani, przegrali Przegrani – czy tego byście się spodziewali drodzy czytelnicy? (( ;

Zabawa była przednia, wszyscy potem przenieśli się na grilla, bawili się z psami, popijali alkohol (nawet autorka bloga umoczyła usta!). Niestety nagrody za zajęcie pierwszego miejsca nie zostały wręczone, bo nie zdążyłam zrobić kominów. W pamięci zapisany kolejny, nie wyrobię się przez 3 lata z robotą… ;)
Poniżej mała fotorelacja, zasłoniłam znajomym buziaki, bo nie wiem czy zgadzają się na pokazanie swoich przesympatycznych buziek (a jest w ich gronie prawnik!)

bule

bule, petanque

bule, petanque

5

4

3

2

 

Na marginesie:

Gra petanque, zwana potocznie bulami, z boku wygląda na nudziarstwo, lecz jest rewelacyjna. Chciałabym codziennie grać często! Dlatego proces zakupu swojego zestawu ruszył z kopyta, jeśli znajdą się inni podjarani, będę w nie grać.

Gra polega na tym, żeby rzucić swoje kule-bule jak najbliżej małej kulki-świnki. Liczy się punkty i zaczyna się od nowa. I tak aż do czasu, kiedy osoba lub drużyna zdobędzie 13 punktów. Szczegółowiej o zasadach można poczytać na przykład tutaj.

Moja ręka sprawiła się w miarę dobrze. Już ładnie chwytam i mam trochę siły, a plus w grze jest taki, że bulami się rzuca, także nie trzeba ich długo trzymać. I tak się napracowałam – pod koniec pierwszego meczu, który rozegrałam, ręka mi drętwiała i wcale nie wiedziałam, czy nie odpuszczę drugiej rozgrywki. Jednak gra za bardzo mi się podobała, żeby nie wziąć się w garść, następnego dnia jednak odpuściłam ćwiczenia na rękę (a i inne też, byłam strasznie zmęczona po dwóch dniach na powietrzu:).

Gra jest jednak sportem precyzyjnym, wyrabiałam rzeczy, których jeszcze w kwietniu nie byłabym w stanie zrobić, ale w małym stopniu miałam kontrolę nad siłą, z którą rzucam, a jak udawało mi się raz na jakiś czas rzucić coś dobrze, to dużo było w tym farta. Prawda jest taka, że to jedyny sport ostatnio, który potraktowałam jak rozrywkę, a nie ćwiczenie i to było naprawdę super. Druga połowa mojej drużyny była trenerem nas wszystkich i bardzo mnie kilka razy rozbawiło jak mówił mi gdzie powinnam rzucić delikatnie, a mi kulka leciała 2 metry dalej i nie z tej strony ( ;

* Ludzie naprawdę się nami interesowali, pytali, robili zdjęcia nawet z tajniaka;) Ciekawe gdzie szczecińscy bularze grają, może są lepsze miejsca niż Jasne Błonia?;)

Miss gracji to ja nie jestem (video)

Bardzo dobrze trzymam równowagę podczas chodzenia i biegania, rzadko czuję, że jest gorzej, zazwyczaj na schodach lub jak jestem bardzo zmęczona. Stanięcie na rolkach było ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza że i przed udarem mistrzem jazdy nie byłam, a nawet raz złamałam rękę – 3 dni po pierwszej komunii św, oczywiście mój nowy wehikuł był prezentem:)

Utrzymanie równowagi i koordynacja tym razem były strasznie ciężkie, niemal nie umiem skręcać, i stąd…

IMG_20150530_123457

 

Na pewno przez długi czas nie pójdę na rolki sama, nie tylko dlatego, że słabo mi szło, ale też dlatego, że ze strachu miałam pełne portki i musiałam się śmiać do kogoś, żeby rozładowywać napięcie. Fotografem i towarzyszem był brat ukochany, Radosław. Jesteśmy zwycięzcami!