Troszeczkę o lekarzach, których kocham:)

doktorzyleżę w łóżku juz 3 dzień, zeby pokonać opuchliznę i ból  kostki, których nabawiłam się w wyniku ataku epilepsji i myślę o o lekarzach, których spotkałam na swojej drodze.

Jak się domyślacie, było ich mnóstwo. Prawda, niektórym mam pewne rzeczy za złe i zrobili na mnie złe wrażenie, ale kilku było takich, że się w nich zakochałam i się w nich kocham do tej pory, chociaż żadnemu bym się nie oświadczyła. Przedstawię Wam ich (bez nazwisk), bo warto mówić o fajnych ludziach:) Oto moja aleja zasłużonych:

Po pierwsze mój psychiatra. Kocham go nie tylko za to że dla mnie wygląda jak stereotypowy psychiatra. Ma dużo życzliwości i wali prosto z mostu. Sprawił, że nie boję się lekarstw, ale nie chcę na nich do końca polegać i wiem na pewno, że tłumaczenie sobie rzeczy na logikę i nawet przeciw emocjom, może przynieść efekt w chwilach zwątpienia. Kiedy przestaję to robić, kończy się źle;p

Powiedział mi też na początku „miała pani udar mózgu, zdziwiłbym się, gdyby pani tryskała radością” ;)

Po drugie pani neurolog Z. Chodząca cierpliwość. Ja bym chyba zadźgała pacjenta, który codziennie pyta, kiedy wyjdzie. Jestem jej superwdzięczna, że zorganizowała mi diagnostykę poważniejszą niż doppler szyi i zbadanie poziomu cholesterolu. I że wysłała mnie do konstancina na rehabilitację.

Kocham też chirurga, z którym się przez pewien czas spotykałam. Za zrozumienie i to, że wydawał się po prostu dobrym lekarzem. Kiedy zapisywał mi lekarstwo niemal przepraszał, że nie są najtańsze i pytał, czy nie będę miała problemu z wykupieniem. Mówił, że jego zdaniem to naprawdę pomoże. Pewnie miał wielu niezamożnych pacjentów, nie wnikam, ale to naprawdę piękne, że lekarz może o tym jeszcze pamiętać.

Duet który zamykał mi PFO. Weseli, cierpliwi, nazywam ich Flipem i Flapem. Bo wyglądali, jakby się świetnie uzupełniali (przy tym się uzupełniali). I pozwolili mi – dzięki! – nurkować głębinowo:)

Pokochałam też trochę alergolog do której trafiłam podejrzewając, że mam jakieś alergie, dlatego swędzę. Była bardzo szorstka (nawet kazała mi się zamknąć) ale wejrzała głębiej w mojej  dokumentacji i zasugerowała dalszą drogę. Aż  trochę żałowałam, że nie mam alergii, żeby się u niej leczyć. Jak wykrzyknęłam na wiadomość że nie mam alergii powiedziała „to wcale nie jest dobrze, bo pewnie coś gorszego się u pani dzieje..”, więc mogę zgadywać, że też chciałaby mnie leczyć:D

Neurolog, pod której skrzydła trafiłam na epileptologii. Kocham ją. Kobieta anioł. Plus cierpliwość do wypisywania świstków. Plus tłumaczenie tego samego kilku różnym osobom. Plus rozumienie problemów „pozaneurologicznych”, i tez użycie wiedzy, żeby mnie dalej pokierować.

dwójka moich przyjaciół-doktorów, którzy są najmłodszymi learzami, których znam, ale też najbardziej pomocnymi specjalistami, których znam:)