zadbaj o siebie po udarze – internet ci pomoże!

w ‚mojej’ części konferencji poświęconej ‚self management’ pewna pani mówiła o  tej witrynie:

 

 

Fajny pomysł, prawda? Oczywiście, nie dla każdego udarowca, bo musi umieć czytać&korzystać z komputera… Ale dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie w Polsce już to potrafią. Ci, którzy zostali postawieni na nogi, mogliby skorzystać z takiego portalu.

self management

W sumie, jak się przysłuchiwałam pani, która o wszystkim mówiła, dochodziłam do wniosku, że to dobrze pomyślany kalendarzo-planer.  Z historiami z życia wziętymi i radami. Taki kalendarz, który kupowaliśmy za czasów szkolnych.  ‚w tym miesiącu na pewno zrobię…’. jeśli dorastaliście w nowej Polsce, na pewno wiecie o co chodzi. Bo w MY STroke Guide chodzi tak naprawdę o planowanie swoich czynności, o unikanie zapominalstwa;) i o bycie coraz zdrowszym – ten portal jest pełen porad, jak ulepszyć swoje ćwiczenia, dietę, codzienność (tak jak kalendarz SuperDziewczyny był pełen rad JAK ZDOBYĆ CHŁOPAKA). W sumie jest jedna, cenna rzecz, której nie da ci żaden kalendarz, żaden dietetyk, żaden lekarz i fizjoterapeuta. Portal tworzy społeczność.

Społeczność udarowców i ich rodzin. Po dwóch rozmowach z udarowcami w zeszłym tygodniu wiem na pewno, że wymiana doświadczeń z ludźmi, którzy mają je podobne, jest niezastąpiona. O tym będę jeszcze pisać na pewno.

I co – fajny pomysł z takim portalem? Ciekawa jestem, czy by się przyjął w Polsce. Mam wątpliwości:) Ale może i tak.

 

lewaczka.pl na konferencji( ;

stroke alliance for europeCi z Was, którzy śledzą lewaczkowego fejsa, już wiedzą, że BYŁAM PRELEGENTEM. Na konferenji. Dlatego was zaniedbywałam ostatnio:) To jest pierwsza z kilku notek nawiązujących do tej konferencji. Na początek o mnie i o moich odczuciach, bo to dla mnie ważne.

Otusz…

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną przemiły pan z Fundacji Udaru Mózgu i zaprosił mnie na konferencję udarową. Gdy przeczytałam zaproszenie zatkało mnie, potem prawie wpadłam pod samochód dostając potężny opieprz od obcego cypryjczyka, potem trwałam w szoku. Gdzieś w międzyczasie się zgodziłam, poczułam się dumna, przerażona, mile połechtana, ważna, malutka, odważna, przekonana, pełna wątpliwości, głupia – nie wszystko na raz wprawdzie, ale kaskada myśli i nastrojów była niesamowita. Cóż, przez jakiś czas myślałam, że to głupi żart nawet:)

No ale w środę wylądowałam w Warszawie, i rzeczywiście konferencja tam była, nawet dostałam plakietkę, wg której byłam tam speakerem.


badge

I jak ją zobaczyłam, zaczęłam się stresować. Następnego dnia miałam mówić. O blogu. O mojej lewaczce. Głównie o tym, jak bardzo nam, udarowcom, jest potrzebna nadzieja na lepsze jutro. Która jakoś sama nie przychodzi. Dlatego, mimo że na początku pisałam dla siebie i przyjaciół, teraz piszę też z myślą o wielu czytelnikach, którzy nie znają mnie i nigdy pewnie nie poznają, ale którym to, co piszę, przydaje się:) Pokazywałam, że mimo wrodzonego pesymizmu można się po udarze uśmiechać. To były superważne, ale banalne rzeczy. W pewnym momencie czułam, że się przed tym tłumem poryczę. Nie dlatego, że sama siebie wzruszyłam, tylko dlatego, że od początku wylatywały mi z głowy nawet najprostsze słowa. Stres zrobił swoje. Qaboos pomagał opanować stres, ale nie aż tak skutecznie. Nawet sułtan Omanu ma przy mnie ograniczone pole do popisu:)

sułtan qaboos

Potem znajomi, z którymi poszłam na drinka, śmiali się ze mnie, że jestem coachem. I trzeba mnie zdelegalizować. Jeśli stanę się coachem, proszę, zdelegalizujcie mnie natychmiast!

 

Od razu po swoim wystąpieniu czułam się tak źle, że myślałam, że umrę. Byłam pewna, że poszło mi źle, więc uciekłam w telefon, zbyt wiele osób czekało na wieści, jak mi poszło. Ale ucieczka była nieskuteczna. Ja gadałam, a ludzie podchodzili, gratulowali, klepali po pleckach. Chyba chyba się podobało. Chyba w tych dwóch dniach gadania o udarach pod każdym kątem, ale najbardziej z punktu widzenia „udarowych organizacji” Europy potrzebny był udarowiec, który też chciałby zmian;p Mój nowy znajomy powiedział mi, że wszyscy siedzieli na tej konferencji przez dwa dni, rozmawiając o udarach, ale dopiero ja poruszyłam ich serca i przypomniałam im, po co tu są. I nawet jeśli była to gruba przesada, ale po moim wystąpieniu zaczęli się do mnie uśmiechać, co było miłą odmianą:D

kasia

OK, koniec tego chwalenia. Plusów wyjazdu jest więcej. Wystąpiłam publicznie. JA WYSTĄPIŁAM PUBLICZNIE. I t o po angielsku. Przełamałam wielką barierę. Kolejną. Pooddychałam Warszawą. Wypiłam drinka z bekonem, oregano, masłem… (!!! – nie trafiłam zbyt dobrze, moi znajomi dostali pyszne drineczki, ja coś, co smakowało jak austriacka ziołowa gorzała):

kita koguta

 

Pomieszkałam w dobrym hotelu. Zbłaźniłam się mniej niż mogłam. Nawet po burżujsku zamówiłam room service, bo  potrzebowałam wrzątku. Nie zorientowałam się oczywiście, że w pokoju jest czajnik. Od wczoraj (adrenalina chyba zeszła) jestem padnięta, ale zadowolona. Bo łaj not.

Obojętnie jak by nie było, w tym miejscu, w każdej notce najważniejszy filtr udarowy. Jeśli będę kiedyś pisać o malowaniu paznokciu, uwierzcie mi – będzie to notka o malowaniu paznokciu po udarze. Jeśli napiszę o polityce, to ze względu na to, że polski parlament przygotuje super ustawę, wg której każdy oddział udarowy będzie musiał mieć 5 rehabilitantów, a każda rehabilitacja – psychologa.

PS

konferencja była organizowana przez Stroke Alliance for Europe (SAFE) a gospodarzem polskim była Fundacja Udaru Mózgu. No to tyle:)