Lekarz rodzinny: co mnie wkurza

Na początku powiem,  że wcale nie należę do najbardziej zagorzałych krytyków naszej służby zdrowia. Świetnie ratujemy życie,  gorzej….

Jest jednak coś,  co m nie okropnie irytuje, wkur…., frustruje.

To,  jak często funkcjonują przychodnie medycyny rodzinnej,   lekarze pierwszego kontaktu.

osoba bardzo mi bliska pochorowala się. W Związku z tym, zaraz po weekendzie rejestrowała się do lekarza. I co?

TERMIN U LEKARZA PIERWSZEGO KONTAKTU? ZA TYDZIEŃ.

Proszę przyjść do nas za tydzień.  Wezwano zatem lekarza prywatnie.  Pilnie. Niestety wzywano lekarza wieczorem,  był na miejscu koło 23 (wiecie.  nocna pomoc, na szczęście istnieją prywatni  lekarze). Zbadał,  kazał jechać na sor,  wziął pieniądz.

Kilka dni wcześniej, przy nocnej gorączce 40  stopni też wzywano lekarza.  Publicznie,  bez pieniędzy. Dało się.

Nie mam żadnych pretensji o pieniądze,  długie czekanie w nocy. Czytaj dalej

O sierpniowych wojażach

Ja to mam dobrze – najpierw pojechaliśmy z rodzicami do Paryża świętować ich 30 rocznicę ślubu, potem wybyłam do brata do tak zwanych ciepłych krajów.

Gdybym miała podsumować każdy wyjazd jednym pozytywnym zdaniem brzmiałyby one:

Paryż jest piękny i kiedyś wyjadę tam na dłużej.

Na Cyprze naprawdę wypoczęłam.

Jeśli miałyby być to raczej negatywne myśli to:

Bardzo trudno mi było w Paryżu przez wszechobecne tłumy.

Chociaż naprawdę potrzebowałam odpoczynku, to na tym Cyprze miałam wyrzuty sumienia, że odpoczywam (a potem się lenię).  Czytaj dalej

o byciu siłaczka

nie ukrywam, że dzięki swojemu blogowi otrzymałam tyle wsparcia, ile mało kto otrzymuje. dodając do tego jeszcze rodzinę, to pływam we wsparciu jak w Morzu Martwym.

Ostatnio ktoś znowu nazwał mnie siłaczką. Byłam nazwana siłaczką przez tyle osób w ostatnich latach, że aż uwierzyłam w swoją silę. Kasia-Siłaczka-Lewaczka. Dobrze to brzmi.

Ale ta walka, w której jest jasno określony przeciwnik. To mogę być silna. I jestem. W wielu obszarach życia, naprawdę:)

Ale są i takie, w których jestem słabeuszem kruchym jak słone paluszki. I chciałabym to przyznać. Są obszary, w których jestem mocarzem, inne, w których nie ma co się na mnie oglądać. W których załamuję się szybciej niż przeciętna Kowalska. Czytaj dalej

Opinia innych: jak cię widzą, tak cię widzą( ;

Po moim ostatnim tekście [klik], czytelniczka Sylwia zwróciła moją uwagę na coś, co jest bardzo ważne. My sami widzimy siebie inaczej, niż nasi bliscy. Opinia innych jest czymś co może pozwolić nam na odrobinę dystansu.

Czyli… Jak cię widzą, tak cię widzą:)

To jak z odchudzaniem. Jeśli tracisz po poł kilo tygodniowo, sam tego nigdy nie zobaczysz z tygodnia na tydzień. I nawet strata 10 kilo nie wydaje się aż tak spektakularna. Bo przecież schodziło stopniowo.

A wyobraź sobi, że ktoś widzi cię po kilku miesiącach i mnieszego o 15 kilogramów. Ty wzruszasz ramionami, bo chyba trochę schudłeś, a innym szczęka opada do kolan jak postaciom z Looney Tunes. Bo nie widzieli procesu tylko efekt.  Czytaj dalej

o dotyku… :)

wiecie co? uwielbiam się tulić i być tuloną. niektórych to wkurza, inni traktują ze zrozumieniem. Chłopcy nawet czasem lubią;) mam ogromną potrzebę emocjonalną ciepełka,

ale przypomniało mi się wczoraj, że po udarze (pierwszym!) nie znosiłam dotyku. długotrwały wręcz mnie palił. Czytaj dalej

Galeria twarzy (17): sms co godzinę? Opiekun ratuje życie

Ostatnio czytając czasopismo „Opiekun” (polecam! chociaż piekielnie trudno je dostać w kioskach/empikachna lotniskach…), przeczytałam historię pana ze stwardnieniem zanikowym bocznym. Nie mogę znaleźć gazetki, więc szczegóły mogą się odrobinę niezgadzać, ale: facet osunął się głową na biurko i obsunęły mu się biodra. Jego ciało było już w takim stanie, przewrócił się i nie mógł się podnieść. Spędził (chyba kilka godzin) czekając na czyjś powrót do domu.

Nie chcę straszyć nikogo, szczególnie siebie, ale prawda jest taka, że różne rzeczy się zdarzają.

Moje udary i ataki padaczki za każdym razem miały miejsce wśród ludzi. Hurra! – dla mnie, blee – innym. Przykro mi, że sprawiam kłopot.

Smutna prawda jest taka, że bez całodobowej opieki, która nie jest taka częsta, chorzy zostają i będą zostawać sami. Chodzą i będą chodzić po mieście sami. I trzeba sobie z tym radzić. Czytaj dalej

a ja uratowałem życie chłopcu z udarem – o uczniu, którego nie przyjęli na SOR i moim tacie-bohaterze

Mój tato nie jest lekarzem. Ale sama  byłam świadkiem, jak zimną krew zachowuje w sytuacjach kryzysowych. W tym roku jego zimna krew uratowała życie jego zawodnikowi. Kilka lat temu jako jedynemu wpadło do głowy, żeby sprawdzić, czy nikogo nie ma pod przyczepą, która urwawszy się wjechała prosto w przystanek autobusowy… No była tam pani. I nawet nie poczekał na prasę, żeby opisała jego bohaterstwo. Nadrabiam;)

A  i nie jestem pewna, czy w międzyczasie coś podobnego się nie wydarzyło.

Ostatnio oglądaliśmy ten mój tevauenowy fragment i tata  mówi nagle: no, ja kiedyś uratowałem życie chłopcu po udarze. Czytaj dalej

Moje problemy z gotowaniem

Jestem samodzielna. Nie w 100%, ale tak w 85%. Potrzebuję pomocy w niewielu rzeczach. Ale sama siebie zadziwiam czasem.

Rzadko gotuję obiady. Jak wstaję rano, to akurat miedzy 13 a 14 wypada czas mojej drzemki regeneracyjnej. No i oczywiście bez niej bardzo rzadko daję radę przetrwać dzień.

Chyba dlatego zazwyczaj zawodzę swoją mamusię i nie przygotowuję obiadku, kiedy wraca zmęczona z pracy.

Ale jest też inna zależność. Nawet kiedy czuję się świetnie, ale muszę coś ugotować na obiad, zaczynam się źle czuć w trakcie pracy. Zastanawiałam się nad tym, co tak pochłania energię. W sumie niemożliwe, żeby było to samo stanie: chodzę na kilkukilmetrowe spacery, stoję w Jadłodzielni po dwie, czasem trzy godziny i jakoś mnie to nie wykańcza tak do końca. Jestem zmęczona, ale normalnie. Po powrocie do domu autobusem jest gorzej;) Ale ja nie o tym. Czytaj dalej

Okazuje się, że inni też chorują

cytrynaOd kilku miesięcy za mało mi było chorób, więc wyhodowałam sobie do wszystkiego jeszcze migreny.  (tak serio to wydaje mi się, że te migrenowe problemy są niepowiązane z udarem, tylko lekarstwami na toczeń. Zobaczymy:)

:(

Wczorajszy dzień zatem przespałam na zmianę z jęczeniem i drzemaniem. Dopiero wieczorem mogłam podnieść głowę na tyle, żeby odpisać na jakieś wiadomości i cośtam. Zasadniczo bywało lepiej.

Rozmawiałam z kumplem, który pomaga mi w stawianiu strony www i, oczywiście, mnóstwo mówiłam o swoim samopoczuciu, przyjmując, że jego „normalnie”, znaczy „czuję się dobrze”. Dopiero po dłuższej chwili pisania powiedział mi, że jego też łeb boli. I to mocno. Czytaj dalej

Galeria twarzy (12): zrozumieć niewidzialną niepełnosprawność

Mam kumpla, który – jak wielu moich kumpli mawiał „jesteś przemęczona, ale wszyscy są przemęczeni”.

To mnie zwykle irytuje, show puszczam mimo uszu, bo mi się nie chce tłumaczyć jaka jest różnica pomiędzy zmęczeniem które  znam sprzed udaru, które było skutkiem przepracowania, przeimprezowania, sportu lub wszystkiego na raz, a tym poudarowym.

Nie chcę też tłumaczyć różnicy mimo zmęczeniem neurologicznym, które znam, a tym wynikającym z depresji.

Po prostu mi się nie chce.

Aż tu nagle… kumpel zachorował neurologicznie. Na tyle poważnie, żeby się o niego bardzo martwić.  I, po ustąpieniu innych symptomów, zostało przewlekłe zmęczenie.  Ta paskudna neuromęczliwość, na którą nie ma rady innej niż odpoczynek i sen. Czytaj dalej