wzrosła mi renta!

hurra, dostałam PODWYŻKĘ RENTY!

o całe 1,92 zł na rękę!

tyle dorzucili mi do renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.

Mogę wydać to na wiele sposobów!

  • kupić 6 bułek w dyskoncie
  • kupić ze 4 bułki (białe;p) w piekarni
  • kupić fajeczkę na sztuki (niby już nielegalne, ale gdzieniegdzie się dostanie…)
  • zużyć jakieś 200 l wody więcej (kranówki i to z opłatami za ścieki)
  • kupić ulgowy bilet na 15 minut  szczecińskiej komunikacji miejskiej,
  • kupić ulgowi bilet 20 minutowy warszawskiej komunikacji miejskiej
  • kupić drożdżówkę albo pączka,
  • kupić cytrynę w sezonie
  • 3 ołówki z gumką (ostatnio kupiłam po 60 groszy)
  • kupić ze 2 cukinie w sezonie
  • wrzucić całą kwotę biednemu panu pod kościołem do kapelusza,
  • kupić ze 4 listki gumy do żucia
  • gumkę do włosów (albo kilka!)
  • kupić sezamki!
  • rozmienić na grosiki i wrzucać do każdej napotkanej fontanny z prośbą o wygraną w totka (na znalezionym losie, bo z podwyżki kuponu na dużego lotka się nie kupi)
  • wysłać kilka (kilkadziesiąt smsów narzekających na system)
  • kilka najtańszych zupek chińskich,
  • jedną normalną
  • hot doga z ikei
  • piwo Tesco value lub keniger z biedronki
  • kilogram ziemniaków (czasem:P)
  • „Fakt”
  • zapalniczkę
  • rolkę papieru toaletowego (albo nawet dwie!)

Jeśli jednak wykażę się cierpliwością odkładając nadwyżkę renty przez cały rok, będę mogła kupić sobie na przykład:

  • zestaw 32: Golonka luzowana pieczona podawana z frytkami i ogórkiem kiszonym Cena: 23 zł
lub
  • Zestaw 35: Pierś z kurczaka z grilla na szpinaku z sosem pleśniowym podawana z ryżem i warzywam-i Cena: 23 zł
lub
  • Zestaw 34: Makaron penne salmone z łososiem i szpinakiem sosem śmietanowym lub Makaron penne Alfredo z szynką dojrzewającą, suszonymi pomidorami, rucollą i sosem śmietanowym Cena: 23 zł

(menu restauracji Staroświeckiej)

 Jeśli natomiast wykazałabym się większą cierpliwością i odczekałabym dodatkowe 3 miesiące, mogłabym sobie kupić więcej rarytasów, wśród których znalazłyby się nawet ryby (pamiętajcie o zdrowym tłuszczu!) . Za nadwyżkę można zawsze spróbować kupić zapałki na sztuki;)
Można też rozmienić pieniądze na groszówki i się nimi rehabilitować rehabilitować;)
pieniądze
na fasolki już wtedy nie starczy…
groch i fasola
Ale co będę wołać o pomstę do nieba. Powinnam się cieszyć, w końcu dodali, a nie zabrali. Skoro mamy deflację, powinni raczej zabrać… ((;
PS
mój kochany braciszek pomógł mi bardzo przy pisaniu tej notki, kilkoro znajomych pomogło w szukaniu pomysłów także. Ale ich wyobraźnia chyba za bardzo nie ogarnia, doniosłości tematu i nie wysilili się za bardzo.
PS 2
Jeśli macie jakieś inne pomysły, jak spożytkować tyle dobra, czekam na komentarze;ppp
PS 3
https://www.youtube.com/watch?v=mxgFKSCtIeo&nohtml5=False

jak to jest mieć dwie mamy?

zakryłam Radziorkowi buzię, bo byłby na mnie wściekły gdybym ją wrzuciła... z resztą za notkę też pewnie będzie:) sorry Mały, kupię nam dziś obiad

zakryłam Radziorkowi buzię, bo byłby na mnie wściekły gdybym ją wrzuciła… z resztą za notkę też pewnie będzie:) sorry Mały, kupię nam dziś obiad

chciałam Wam powiedzieć o najwspanialszym, najbardziej kochanym i odpowiedzialnym chłopcu na świecie. Jeśli śledzicie bloga, widzieliście peany na temat mamulki i taty, teraz przyszła kolej na następnego faceta – mojego brata, psychologa, kumpla, gabinet kosmetyczny, dostawcę żarcia, pocieszyciela, wsparcie.

Ja zawiodłam – zjechał z zagranicy na święta, a tu małe wykopyrtnięcie i wigilię spędził na udarówce. Był na tyle kochany, żeby powiedzieć, że święta były super, bo z rodziną. Ale największym wyrzutem sumienia jest dla mnie to, że kiedy on był w szpitalu, ja nie rzuciłam wszystkiego, żeby być koło niego. Teraz widzę, że wymówki były słabe, bo sesja-sresja.

Chłopca, który po moim udarze, natychmiast załatwił sobie przeniesienie do polskiego oddziału swojej firmy i dzień w dzień zajmował się mną po robocie.

Dobra, koniec tego słodzenia – Radzio jest nadopiekuńczy i wpędza mnie w poczucie winy, ale muszę z tym żyć, bo to on mi mył stopy w szpitalu. Przynosił mi sushi, prał majty, przytulał, kiedy trzeba było. Kiedy mi robił manicure, bo sama nie umiałam, panie w szpitalu pytały, skąd taki mobilny gabinet kosmetyczny i ile bierze (nie wziął niczego). Był dla mnie głosem rozsądku, kiedy mi go brakowało.

Mój (młodszy!) brat jest jednak trochę bardziej mamowy od mamy. Dzwoni co jakiś czas, żeby sprawdzić, co tam u mnie. Nie pozwala samodzielnie jeździć rowerem (bo ruch lewostronny, sami wiecie). Liczy każdy łyk alkoholu (a było ich kilka) i komentuje tak, żebym nigdy więcej nie chciała po alkohol  sięgnąć (co zazwyczaj ma skutek odwrotny od zamierzonego). Ale nie to jest najbardziej mamine – nie pozwala mi pić coli, muszę się kryć jak nastolatka z fajkami. I Radek chce, żebym wstawała wcześniej, żeby mi dzień nie uciekał. Nie żeby mama mówiła, że mam wcześnie wstawać – ona mówi raczej  ‚oooo, śpij kochanie śpij’.

I tak się wczasujemy tu u niego, ja sprzątam, on pracuje, ja się bawię z nim, on się za bardzo martwi. Niesamowite jest to, że ten chłopiec jest ode mnie młodszy, mądrzejszy, bardziej odpowiedzialny, bardziej samodzielny.

Prawda jest taka, że  bez niego byłoby bardzo ciężko na tym świecie. Nasz tato mawia, że wystarczy na nas spojrzeć, żeby się przekonać, że nie ma większej miłości na świecie niż u rodzeństwa.

PS.

POZDRAWIAM MARIUSZA. właśnie znalazłam w telefonie sms, że miałam o nim dobrze napisać na blogu. Mariusz jest kolegą Radka i miłym gościem, więc źle o nim nie mogę napisać ( ;