Czego nauczyłam się po udarze: porządki, porządki

Jedną z ważnych zmian poudarowych jest we mnie to,  że nie znoszę chaosu.

wakacjeZ człowieka-chaosu stałam się osobą,  która miłuje ciszę i harmonijną przestrzeń. W tej zagraconej czuje się przytłoczona i bardziej niepewnie.

Dlaczego? Może dlatego, że wielość bodźców jest dla mnie przytłaczająca. Moja nadwrażliwość nie jest tak duża, jak trzy lata temu, wciąż jednak istnieje i męczy. Bo wiem, że moja męczliwość też nie minęła. Jest lepiej, ale niestety nie wróciłam do normy.

Kiedyś chaos i bałagan w ogóle mi nie przeszkadzały. Ciuchy na środku pokoju, na nich rower, nic nie było mi straszne. Nie znosiła brudu (brudne blaty, dyskusyjna łazienka itp.), a chaos i bałagan były mi jak rodzeństwo.  Czytaj dalej

chwiejność emocjonalna po udarze. Śmiech, złość, łzy i wszystko na raz

angerWertując Googla mogłabym dojść do wniosku, że Polacy są mniej chwiejni emocjonalnie niż ludzie anglojęzyczni.

Na amerykańskich i brytyjskich stronach labilność emocjonalna, chwiejność emocjonalna jawi się jako dość częsty problem, z którym trzeba sobie radzić. Polskie strony niewiele o tym opowiadają. Jedną z sensowniejszych, choć krótkich, infomacji znalazłam tutaj:

Utrata kontroli nad emocjami w wyniku udaru mózgu nazywa się chwiejnością (labilnością) emocjonalną. Może się ona pojawić w ciągu sześciu miesięcy od udaru. Reakcje emocjonalne mogą być nadmierne, nieprzewidywalne i niekiedy nieadekwatne do sytuacji (np. nagłe wybuchy płaczu, śmiechu lub złości). Taka chwiejność emocjonalna jest dużym, źródłem stresu dla pacjenta i jego rodziny. W miarę jak postępuje proces zdrowienia, emocje ulegają wyciszeniu.

Na stronie stoi też, że to stan uciążliwy i dla chorego, i dla jego bliskich i przejściowy.

Ja nie doświadczyłam, nie znam nikogo, kto by doświadczył, ale to nie znaczy, że się nie zdarza. Z opisów to wygląda paskudnie, zupełnie jak śmianie się na pogrzebie.

Podpytałam o bardziej „życiowe”, nie anonimowo-internetowe rzeczy i ktoś mi odpisał (w skrócie), że nie ma nic złego, jak płaczesz, bo masz powód. Problem się pojawia, kiedy masz reakcje zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Jak ja, stara baba, kiedy rozpłakałam się gdy…

Ktoś inny „nie chciał mnie martwić”, ale 18 lat po udarze wciąż potrafi raz-dwa razy w tygodniu się rozpłakać bez powodu.

No ale bywa tak – i to często – że ludzie przechodzą taką fazę, w której nie panują w ogóle nad reakcjami emocjonalnymi i często nieadekwatnie je – co? dobierają? eksponują? błagam! ale często to po czasie słabnie, staje się mniej uciążliwe, a w końcu może zupełnie zniknąć. Nie musi, ale jest nadzieja. Widziałam też, że niektórzy, lata po udarze, akceptują tę część siebie jako część „nowego siebie”.

Wiecie, z tego co widzę, to chyba jest problem ludzi ze zmianami w mózgu, niekoniecznie udarowców. Ja sobie myślę, że trzeba sobie dawać kredyt cierpliwości i pobłażliwości. Ale z drugiej strony bym strasznie się wstydziła gdybym wylała swoją złość na kogoś obcego. Wyobrażam sobie, ekspedientkę w sklepie, którą wyzywam od kretynek. Nawet jeśli miałabym powód, byłoby mi potem wstyd do końca życia, znam siebie. Bym się zadręczała tym do końca życia, jak okłamaniem rodziców, że chyba mi ukradli adidasy w szatni, podczas gdy byłam przekonana, że je po prostu zostawiłam. Dalej mam przez to jakieś poczucie winy:)

Istnieje jeszcze taki termin jak Pseudobulbar Affect (PBA), który, z tego co widzę, opisuje mniej więcej naszą swojską chwiejność. Nie wiem jak to będzie po angielsku, więc pominę tłumaczenie. W tym artykule po angielsku opisują stan, to może być po prostu nowa nazwa na tę chwiejność. Pacjentka z artykułu zmaga(ła) się z tym naprawdę długie lata i nazwała to „social disability”, czyli niepełnosprawnością społeczną.

Z kim rozmawiać o tym problemie? Ja bym gadała z lekarzem pierwszego kontaktu, który powinien umieć ocenić, czy potrzebny jest psycholog lub psychiatra. Może być!

Jak widać „to zależy” jest dobrą odpowiedzią i w tym przypadku. Mam wrażenie, że w przypadkach udaru zawsze powinno się zawsze dodawać „to zależy” na końcu wypowiedzi. Zatem:

 

 

życzę szybkiego nadejścia weekendu;) TO ZALEŻY.

o depresji poudarowej

 

 

 

 

brainOstatnio któryś z polubionych przeze mnie fanpejdży zaatakował mnie infografiką wg której na depresję poudarową cierpi 1/3 z tych co przeżyli udar.

Znacie jakieś statystyki dotyczące depresji u ‚nieudarowców’? Ostatnio czytałam, że podobno 1 osoba na 6 w ciągu życia jej w jakimś momencie doświadczy, a przeważnie 1 osoba na 20 na nią cierpi*. To dużo, a po udarze jeszcze więcej.

Ja sama miałam raz konsultację psychiatryczną, ale o psychoterapii na oddziale udarowym nie ma mowy. Moja konsultacja nie wynikała z tego, że rutynowo przepytywano wszystkich neurologicznych, niestety, lecz z tego, że już wcześniej byłam pod opieką lekarza psychiatry i moja dr prowadząca chciała się upewnić, czy na pewno ma mi dawać niektóre lekarstwa.

Dodajmy do tego, że osoba z nieleczoną depresją jest przeważnie bardziej zobojętniała, apatyczna, drażliwa, nic się jej nie chce, nie ma wiary w powodzenie swoich akcji, widzi świat w czarnych barwach i negatywnie patrzy w przyszłość. Dodajmy do tego fakt, że wielka część Polaków, wierzy, że psychiatrzy to szarlatani-naciągacze, a depresja to wymysł bogatych ludzi sukcesu, nie prawdziwa choroba… i jak to dodamy, zapytajmy jak rehabilitować udarowców, którzy przechodzą poudarową depresję i jak się takimi osobami opiekować.

Nawet Zachodnie strony przyznają, że poudarowa depresja jest niedodiagnozowana i stanowi poważną przeszkodę w leczeniu. Jeśli jest tak w świecie, który nie zamiata tego problemu pod dywan i na wielu stronach dla tych, co przeszli udar i ich opiekunów znajdują się strony informacyjne takie jak ta, jak źle musi być u nas?

Jedna z moich rehabilitantek powiedziała, że chciałaby, żeby u niej na oddziale rehabilitacyjnym pracował etatowo psychoterapeuta i psychiatra, bo ci co się rehabilitują, często sobie sami nie radzą ze swoimi emocjami. Ja się z tym zgadzam w 100% – bo naprawdę ciężko jest samodzielnie przepracować chorobę czy kalectwo. A depresja hamuje zdrowienie i generalnie jest samym złem.

Nam cały czas brakuje przykładów osób, które wyszły z udaru i powróciły do normy mniej więcej. Gdybyśmy mieli przed oczami takiego Bogusława Kaczyńskiego, który po udarze wrócił do pracy w radio, wiedzielibyśmy do czego dążymy. Tymczasem słuchamy tylko o kalectwie i ograniczeniach życia, podczas gdy anglojęzyczne strony ociekają pozytywną energią ocaleńców udarowych, którzy dzielą się przykładem i swoim dobrym duchem.

Ja dalej miewam dni, w których wszystko wydaje mi się bez sensu, wydaje mi się, że ćwiczenie nic już nie poprawi, kiedy rzucam w eter najgłupsze pytanie świata: ‚dlaczego ja’, dalej miewam dni, kiedy kulę się w łóżku i chcę zniknąć, pomstuję na los i złorzeczę mu bardzo. Na szczęście te gorsze godziny nie utrzymują się bardzo długo i zamiast patrzeć w ścianę, biorę się do pracy z energią, po której byście nie poznali mojego wcześniejszego załamania. Nie pogodziłam się ze swoim udarem do końca, ale też nie jestem jęczybułą i wiem, że jeśli nie będę pracować, będę potrzebowała opiekunów, a jestem samodzielna.

Na szczęście udar nie pogłębił moich wcześniejszych problemów, ale ich też nie wyleczył. Taka stała jest całkiem niezła. Mam nadzieję że będzie tylko lepiej.

 

*ponieważ w różnych źródłach są różne dane, polecam wygooglowanie źródeł samodzielnie.