Weekend! Przepustka ze szpitala. Mozliwe?

Piątek, piatąteczek, piątuniuniunio i weekend. To w szpitalu dziwny czas.  Niby cieszy. Odpoczynek od wszystkich zabiegów, badań i budzenia o 5 rano na ‚Pani Kasia, ciśnienie’.

Ale z drugiej strony weekend w szpitalu, zwłaszcza kiedy jest się na rehabilitacji to jest jeden wielki bezsens. Niczego nie zrobisz. Tylko sie frustrujesz, że tam gdzieś się toczy życie.  Frustrujesz się,  że zamiast z psem rano musisz się bawić z tabletem. A jak myślisz o świecie, który gdzieś tam modli się, żeby kac go nie złapał, bo nagle zacznie wirowac.

Odpowiedzią na problem oddziału rehabilitacyjnego jest tak zwana, w wielu miejscach wręcz MITYCZNA przepustką. Stwór niegdyś widywany często, obecnie raczej schodzi do podziemi. Ale czasem może się wyłonić,  kiedy się tego w ogóle nie spodziewasz. Kiedy lekarz mrugnie do ciebie w piatek i powie żeby sobie wyjść z wpisem na nieformalna przepustkę z zastrzeżeniem ‚tyko na siebie uważać proszę!’

Albo jak nagle okazuje się,  że można iść zapytać o przepustkę od śniadania do kolacji. I się ją dostanie!  Albo jak wypisują na prawdziwą przepustkę z ważnego powodu, ale o tym to słyszałam, nie widziałam.

Zazwyczaj to co słyszy się przy przyjęciu to ‚nie ma przepustek’. Istnieją nawet szpitale które wyrzucają za wyjście z ich terenu.

I weź tu ryzykuj.  Różnie się tłumaczy ten problem ginącego gatunku.

Po pierwsze, bo kto wówczas jest odpowiedzialny za pacjenta?

Po drugie,  bo pacjent na przepustce nie jest opłacany i szpital jest stratny.

Po trzecie,  bo (trochę niezrorozumiale) bo przepisy.

Wg przepisów można wypuszczać pacjentów psychiatrykow i rehabilitacji i opieki paliatywnej i czegoś jeszcze… A teraz to nawet chyba l chcą zabrać ten przywilej pacjentom psychicznie chorym.

Widziałam w szpitalach wiele. I mało co mnie ucieszyło jak ten widok :) cisza, spokój… A teraz znowu szpital.

dsc_1025

Tu coś o tym wszystkim piszą…ladhttp://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie/Przepustka-nie-dla-pacjenta,121477,1.html

 

Czego nauczyłam się po udarze (iv): dam ci jagód na pierogi… ;)

pierogi z truskawkamiZrobiłam pierogi. Pierwszy raz w życiu. Może dlatego, kiedy pani na rehabilitacji w Konstancienie, zamiast dać mi konkretne zalecenia, kazała mi ugniatać ciasto i rozwieszać pranie, nie byłam zadowolona.

Ale tu nagle kończy się sezon na truskawki, a ja nie jadłam pierogów z truskawkami! I z jagodami! Musiałam to naprawić, zwłaszcza że owoce jagodowe (w tym truskawki) są i zdrowe, i dobre dla mózgu, bo pomagają go oczyszczać, co zaowocuje na starość, a że w starość wejdę maksymalnie jako 7/8-główek, warto chronić resztę (polecam wpisać w googla ‚truskawki a mózg’ albo ‚jagody a mózg’ i poczytać), oprócz tego

truskawy mają mnóstwo witamin, C, B!!, A, E, żelazo (cenne dla anemiczki;), a jagody mają w sobie tyle dobrego, że aż nie chce się mi tego przepisywać z internetów, ale w skrócie są dobre na chyba wszystko, a z punktu widzenia udarowca szczególnie cenne jest: obniżają poziom złego cholesterolu, a podnoszą dobrego, mają właściwości przeciwutleniaczy, witaminki B!, C, A, PP, mają sporo błonnika (i tu wracamy do cholesterolu), i tak daaaaaalej.

jagody z cukrem i bułką tartą

Poniżej daję przepis, który jest mieszanką przepisów mamy, kwestii smaku i producenta pierogów (tzn. takiego, który zatrudnia panie, które lepią pierogasy, a potem je dostarcza dalej). Ci, którzy już mają swoje przepisy po babci, niech dalej nie czytają, ofiarom takim jak ja – może się przydać.

Warto lepić lewą ręką;) tzn. chorą. I dać jej pougniatać ciasto. Choć jest ciężko, dajmy jej szansę!:) Dodam tylko że pierwszy raz w życiu wyszło mi ciasto, któremu nie musiałam dodawać wody czy mąki – proporcje są idealne:) To nie jest takie trudne i czasochłonne na jakie wygląda (chyba że się robi dla całego pułku chłopa)

 

Składniki:

mąka: około kilograma (jeśli macie rodzinę;p) – pół na pół zwykłej i pełnoziarnistej  + do podsypywania i do rąk

masło – na każde 100 gram mąki – 10 gram masła,

woda – ponad 600 ml (w przepisie podlinkowanym powyżej – jest 200 ml/na każde 300 g mąki – ja się trzymałam:)

truskawki i jagody! – duużo. jak zostanie, to się zje resztę:) tzn. wyszło mi chyba z pół kilo truskawek i pół opakowania, takiego papierowego opakowania, nie wiem ile to ważyło.

jogurt grecki – 1 opakowanie małe

trochę soli

coś koło łyżki tartej bułki

cukier, ze dwie łyżki

cukier wanilinowy  – jedna saszeta

Truskawki obieramy z szypułek i kroimy na pół lub na ćwiartki. Zasypujemy nie za dużą ilością cukru, i wsypujemy do niego trochę mąki tartej – tak, żeby była widoczna, ale żeby nie było jej za dużo.

Trochę to mieszamy i odstawiamy.

Jagody też zasypujemy cukrem i bułką tartą, trochę mieszamy i odstawiamy.

No to tak: mąkę wysypujemy do miski i dwie łyżeczki soli.

udar mózguWe wrzątku rozpuszczamy masło, albo wrzucamy po prostu do mąki, ale z rozpuszczonym łatwiej się wyrabia. Jeśli chcemy, możemy dodać odrobinę oliwy z oliwek. Wlewamy do mąki powolutku gorącą wodę z masłem, mieszając cały czas łyżką całość, tak, żeby się wszystko połączyło w jedną paćkę.

Przekładamy wszystko na blat albo na stolnicę wysypaną mąką i wyrabiamy lewą ręką, trochę pomagając prawą. Kilka minut, nie trzeba za długo – trzeba za to co jakiś czas podsypywać ręce mąką.

 

Wyrobione ciasto odstawiamy na chwilę, albo nie (ja odstawiłam na 10 minut, jak mama dorabiała, bo za mało wyszło, to nie odstawiła, było tak samo pyszne).

potem dzielimy ciasto na części i każdą część rozwałkowujemy, pół cm to chyba gruby pieróg:) niech będzie kilka mm – nie może być za cienko, bo będzie się ciasto rwało, tak jak moja jedna partia.

ciasto na pierogiWycinamy kółka szklanką, w każde dajemy trochę farszu – tak dużo, jak umiemy, żeby potem skleić brzegi! Brzegi kleimy. I jak się skończy ciasto, resztki doklejamy do reszty, wycinamy kolejne kółka, ładujemy do nich farsz i tak dalej i tak dalej i tak dalej;)

Gotujemy partiami po kilka we wrzącej wodzie z odrobiną oliwy. Wyławiamy je, kiedy wypłyną.  Jeśli będziemy wykładać pierożki na jeden półmisek, warto każdą warstwę pierogasów posmarować dodatkowo odrobiną oliwy, wtedy się na pewno nie skleją.

Do podania dajemy jogurt grecki z cukrem wanilinowym. Mój tato, ciasteczkowy potwór, dosypał sobie jeszcze kilogram cukru pudru na każdego pierożka i też mu smakowało. Ja nie docukrzałam i też było naprawdę pysznie!:)

Może to nie jest najbardziej dietetyczne danie świata, ale jest na pewno dość zdrowe, mózgowo cenne, manualnie cenne – zamiast lepienia plasteliny;) – i chyba każdemu smakuje (nie znam osoby, która by nie lubiła pierogów z truskawkami albo z jagodami). Po udarze jak znalazł (: Smacznego!

pierogi z truskawkami

 

 

A z marchewki zupa marchwiowo-imbirowa! Przepis

Lubię marchewki. Surowe, sokowe, zupowe, tarte z jabłkiem, w ciastach, z piekarnika, nawet lubię na nich jeździć…

 

hitchhiking on carrots

tak, to ja!

Oczywiście nie muszę nikogo przekonywać do tego, że marchew to dla udarowca samo dobro… MIĘDZY INNYMI je się ją przy cukrzycach (ale surową, ze względu na IG), miażdżycach, ma dużo przeciwutleniaczy (neutralizują wolne rodniki), witaminek – mnóstwo, również z grupy B (!), C, E, K, H i kwasu foliowego – który zbawiennie działa na układ nerwowy (łykam go codziennie!), bardzo dużo beta-karotenu i tak dalej….

Ostatnio w lodówce miałam niewiele ponad marchewki i musiałam zrobić coś obiadowego. Tak więc powstała moja pierwsza – i od razu pyszna jak z restauracji – zupa marchewkowa. Powtarzałam ją kilka razy i za każdym razem była udana i smakowała wszystkim wokół. Polecam!

carrot, garlic, imbir

Oto potrzebne składniki:

– 6 sporych marchewek

-5 ząbków czosnku;

– bulion warzywny/bulion z kostki;

– kilka cm korzenia imbiru – sporo całkiem/imbir w proszku

– ostra papryka świeża/w proszku

– trochę oliwy;

– sól i pieprz;

– łyżka mascarpone (idealnie się tu sprawdza jako zabielacz)

– kukurydza do robienia popcornu.

Z powyższych składników wyjdzie nawet więcej niż 6 takich małych talerzyków jak na zdjęciu. Można zupkę zrobić z dwóch marchwi i dwóch ząbków czosnku. 

Co się da, myjemy i obieramy i siekamy (wyciskamy) na drobne kawałki.

Czosnek i paprykę wrzucamy na gorący olej, a po kilku sekundach dorzucamy do tego cały imbir. Trochę to trzymamy na ogniu, tylko trzeba uważać, żeby nie przypalić czosnku, bo spalony czosnek jest niedobry i zabije inne smaki. Do tego wrzucamy marchew i zalewamy bulionem – tak, żeby był kilka cm ponad marchewkę, solimy i pieprzymy, jeśli bulion był bez soli, na dużym ogniu gotujemy wszystko. Można trochę pogotować wszystko we wrzątku. I zmniejszamy ogień pod garem i gotujemy dalej jakieś pół godziny.

Po wszystkim całość blendujemy, dodajemy łyżkę mascarpone i mieszamy dokładnie. Próbujemy. Jeśli uważamy że jest mało ostre/imbirowe – doprawiamy papryką/pieprzez/imbirem w proszku. Uwaga! łatwo przesadzić z imbirem.

Można podać bez niczego, pyszniej będzie z groszkiem ptysiowym lub grzankami, ale rewelacyjnie do podania nadaje się świeży popcorn.

carrot soup

Smacznego!

to jest przecież makrela, ela, ela

IMG_20150524_112813 (1)Z różnych przyczyn nie ma szans, żebym samymi obiadami wyrobiła tygodniowe minimum o którym pisałam tutaj, więc zaczęłam kombinować. Na pierwszy rzut poszła makrelka wędzona, pyszny dar matki natury.

Internet jest pełen różnych przepisów na pastę z makreli, chyba po prostu każdy, kto jadł ją w dzieciństwie ma swój. Mnie mama nie karmiła makrelką zbyt często, więc musiałam sobie coś sama wykombinować i wyszło przepysznie.

Przydadzą się:

jedna makrela (moja ważyła 300 g),

2 łyżki jogurtu greckiego (inny gęsty też pewnie się nada)*

odrobina chrzanu

 4 kawałki pomidora suszonego**

szczypiorek

a z przypraw

sól

pieprz

słodka papryka

I jedziemy: trzeba obrać makrelę i ją odościć, suszonego pomidora i szczypior posiekać na bardzo małe elementy, połączyć to z resztą przygotowanego dobra za pomocą widelca (trzymanego w lewej ręce! oczywiście), można gnieść, rozcierać, a nawet trochę podjadać. Wyjdzie nam nieatrakcyjna z wyglądu breja, czyli pasta rybna.

Nakładać na chleb i wcinać ze smakiem. A jeśli będziecie mieli niespodziewanego gościa, to można go (ją!) poczęstować pastą razem z krakersami, nada się zamiast czipsów, których osoba po udarze lub jej opiekun na pewno nie ma w domu ;)

* Większość podobnych temu przepisów zamiast jogurtu poleca majonez, ale mi nie chodzi o to, żeby od nowa zapychać sobie żyły…

**Wg tego artykułu Suszone pomidory mają podobno więcej likopenu niż świeże, a likopen to dla osoby po udarze samo dobro. Nie dość, że ma właściwości antynowotworowe (5 minut próbowałam przesylabować to słowo), to poprawia funkcjonowanie układu krwionośnego, zmniejszając ryzyko udarów i zawałów serca! Ponadto działa hamująco na syntezę złego cholesterolu, więc dziwię się, dlaczego na neurologii nie dostawałam rano zamiast zupki mlecznej słoika suszonych pomidorów albo przynajmniej szklanki soku pomidorowego.

jest i BONUS: oddzielenie części jadalnych od niejadalnych ryby jest naprawdę dużym wyzwaniem, nawet używając obu rąk czułam opór materii. Moim zdaniem to dobre ćwiczenie na poranną rozgrzewkę.