Tu jesteśmy

zakryłam Radziorkowi buzię, bo byłby na mnie wściekły gdybym ją wrzuciła… z resztą za notkę też pewnie będzie:) sorry Mały, kupię nam dziś obiad

Ponieważ temat tego, co chcę napisać jest zbyt ważny, by przesłaniać go technicznymi komunikatami, szukajcie ich na końcu tekstu.

Zatem.

Przeprowadziłam się. Za tym zmieniło się moje otoczenie, nie tylko najbliższe, ale blisko-dalekie. Co to znaczy? Przez ostatnie lata, gdy wychodziłam ze śmieciami, widziałam pole, dzika, sąsiadów idących na spacer, albo swoją babcię. Teraz, gdy wychodzę ze śmieciami, widzę osoby w każdym wieku, które robią mnóstwo rzeczy. Dorosłych, dzieci, emerytów, z psami i bez psów. Gdzieś obok jadą samochody, nieco dalej niż obok tramwaje, a budowa wieżowca ulicę dalej nie wkurza tylko dzięki warszawskim doświadczeniom (remont przez dwa lata nad głową, spadający na głowę co kilka godzin gruz hartuje charakter).

Widzę mnóstwo osób starszych. Być może dlatego, że zwracam na nich uwagę, może dlatego, że społeczeństwo się nam starzeje, może dlatego, że starsi ludzie często są zasiedzieli w swoich mieszkaniach z lat 60, a młodsi wyprowadzają się na nowe osiedla… Na pewno zastanawiam się czasem, czy dzisiejsi emeryci pamiętają moją mamę, jak sobie hasała między blokami i opalała się za garażami z babcią. To też.

W każdym razie widzę ich. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że ogromna część starszych ludzi chodzi powolutku, kroczek za kroczkiem. I ma podwiniętą, przykurczoną rękę w tak charakterystyczny, spastyczny sposób. Widzę ich, ale raczej nas, niemal codziennie. Widzę, że smutna statystyka, wg której udar spotyka jedną osobę na sześć, nie może być przesadą.

Dopiero teraz uderzyła mnie ta widoczność na ulicach. Jeszcze niedawno dziwiłam się tacie, który z zamyśleniem wspominał „o, pan z podkurczoną ręką, pewnie po udarze”. Dziwię się, że ja zauważam to dopiero teraz.

I po raz kolejny myślę sobie, że to nie ich wina. To nie nasza wina. Wprawdzie nieznajomość prawa szkodzi, ale skąd wiedzieć mój dziadek miał wiedzieć, jak poznać udar? Albo skąd ta starsza pani z ulicy obok miała wiedzieć, że te papierosy i tłuste żarcie mogą skończyć się podkurczoną ręką do końca życia?

Teraz mamy większe możliwości niż kiedykolwiek, żeby powiedzieć naszym bliskim, żeby o zadbali o dietę.Nie dlatego, że jest taka moda, tylko dlatego, że to im się opłaca. I żeby za kilka lat jakiś trzydziestoletni udarowiec nie patrzył na nich ze zdziwieniem, że aż tylu nas jest.

Również dlatego przypominam teraz filmik, który prezentuje najbardziej typowe objawy udaru. Szybka pomoc daje szansę na powrót do zdrowia. Nawet pełny.

 

I przypominam, że lepiej, łatwiej, taniej i przyjemniej jest zapobiegać, niż leczyć:))

A teraz przechodzę do ogłoszeń:

Premiera nowej odsłony Lewaczki z różnych względów mi się przesuwa. Nie płaczę z tego powodu, bo mam świetne antydepresanty; ppp a tak serio, to jest mnóstwo roboty, nie tylko programistycznej. Powoli wszystko porządkuję, piszę nowe treści, wszystko trwa dłużej, niż sobie wymarzyłam.  Trochę jak z remontem, każdym z który widziałam.

A za Lewaczkowaniem tęsknię,  więc wracam do pisania tutaj. Po prostu będę później wszystko przenosić ręcznie na moją stronę. To akurat będzie niewiele roboty;) a lista tematów czeka! Decyzja podjęta, teraz tylko zrealizować. I szczerze mówiąc, patrząc na to, z jakim impetem wróciła mi bezsenność, mam duże szanse na regularność!

Tralala. :)

10 maja: Europejski Dzień Profilaktyki Udarowej i dzień toczniowy. Kombo

tak się złożyło, że wczoraj, 10 maja obchodziliśmy „dni” dwóch z moich chorób: udaru mózgu i tocznia. Zarówno Europejski Dzień Profilaktyki Udarowej, jak i Międzynarodowy Dzień Chorych Na Toczeń Rumieniowaty Układowy są bardzo bliskie mojemu sercu. bo mogą „zrobić różnicę”.

 chociaż cierpię na znacznie łagodniejszy toczeń niż układowy, bo mój grozi mi głównie  łysym łbem i wydrapaniem dziur w rękach, a nie rychłym przeszczepem nerek, to i tak czuję, że powinnam mówić o tej chorobie.

również przez strach, jaki we mnie wzbudziła. Ale od początku… Czytaj dalej

leki przeciwzakrzepowe po udarze i moje siniaki

groch i fasolaPrzez jakiś czas po udarze byłam jednym wielkim siniakiem. Zawsze, nie wiem czemu, jestem cała w siniakach i zadrapaniach, ale tym razem była to zasługa leków przeciwzakrzepowych, których nazwy, Xarelto, Clopidogel, Clexane, dawkowanie i pory przyjęcia recytowałam jak pacierz.

Lekarstwa przeciwzakrzepowe to superważna sprawa dla udarowców. ‚Rozpuszczają’ krew, tak żeby żaden skrzep nie zawędrował do mózgu. Taka profilaktyka ponowna. Więc udarowcy łykają je i przyjmują w zastrzyczkach. Zastrzyki oczywiście ostawiają swoje siniaki.

To wszystko wyglądało dziwacznie. Początkowo z fascynacją oglądałam tworzące się siniaki i ich zmiany kolorów. Tworzyły się od wszystkiego. Zastrzyków, dotyku, otarcia lekkiego. I nie było sposobu, żeby się ich pozbyć.

bruise

niezbyt piękny widok, prawda?;)

Na szczęście u mnie wykluczono zaburzenia krzepnięcia krwi (skomplikowanymi badaniami w instytucie hematologii), nie muszę więc już brać drogich i trudnodostępnych lekarstw. Mój dziadek, też po udarze, który ma od lat migotanie przedsionków, nie ma takiego szczęścia. Bierze cały czas swoje ‚rozrzedzacze’. I żyje, udar się nie powtórzył. I oby się nie powtórzył!