moja nowa zabawka:)

Wiecie co jest najbardziej irytujące w fasolkach? po kilku dniach się nudzą. Nawet jak wybiera się je samemu ze sobą na zawody. Niestety. Po jakimś czasie wszystko się nudzi, dlatego rehabilitacja jest taka  trudna. Myślę, że połowa ludzi po prostu przerywa ćwiczenia przez nudę.

Ja, przyznaję bez bicia, też mam gorszy ćwiczeniowo czas. I nudzą mnie ostatnio fasolki. Dlatego tak rzuciłam się na zabawkę z Lidla za 15 zł. Tadaam!

zabawka

Wzięłam wersję z mniejszymi elementami, myślałam sobie pffff, co to dla mnie.

I niestety. Nie ma tak łatwo! Aż sama się sobie dziwię, jak opornie mi to idzie. Złapanie tego małego plastikowego gówienka jest raczej łatwe, ale obrócenie go w dobrą stronę supertrudne. I włożenie. Cały czas mam wrażenie, że coś nie pasuje.

Moja neurolog mówi w ogóle, że to niemożliwe, ale wydaje mi się, że od ataku padaczki

  1. dużo mniej boli mnie głowa (tzn. zaledwie kilka razy do tej pory i nie do płaczu)
  2. dużo gorzej operuję moją lewaczką.

Śmiesznie. Bo neurolog mówi, że to są dwie kompletnie odizolowane sprawy. Jakoś tak się zbiegło akurat w czasie. Dziwne…

 

Padaczka poudarowa: odsłona druga

Udało mi się kogoś namówić, żeby obejrzał ze mną trzeci sezon Twin Peaks, jednego z najgenialniejszych i najstraszniejszych seriali w historii telewizji.

Wyszła z tego całkiem miła randka. W pewnym momencie kolega wyszedł o kuchni czy toalety, ja chciałam ubrać sweterek, i okazało się, że nie mogę.

Pomyślałam, przepraszam, za słowa brzydkie: o kurwa, nie znowu. Oby to nie był kolejny udar. 

Ale to była raczej moja padaczka poudarowa, odsłona druga.

kolega wrócił do pokoju, ja powiedziałam, że będzie musiał mi pomóc ubrać sweterek, bo dziwnie się czuję, i wtedy Czytaj dalej

To już dwa lata. Moje drugie udarowe urodziny. Co zmienił drugi udar mózgu?

drugi udar mózgu a wciąż w formie

trochę mi język zszarzał od kawy, przepraszam za to;)

O rety. Jak to błyskawicznie zleciało.

Dziś mijają dwa lata odkąd przyjaciółka uratowała mi stare życie i los dał mi nowe.  Stałam się więc dwulatka i 27-latka naraz. Możecie  zaśpiewać mi sto lat… (;

Nie chcę  powtarzać  notatki sprzed roku, więc powiem tylko że byłam dość bliska uznania udaru za szansę,  A nie przekleństwo. Ale drugi udar, padaczka i lista czternastu lekarzy do których chcę (muszę?) się wybrać skutecznie mnie ustawiły.

Ale prawda jest taka,  że poniższą listę aktualizuję z przekonaniem. Po raz pierwszy.

CO SIĘ ZMIENIŁO W MOIM ŻYCIU NA LEPSZE PO UDARZE?

  1. Nie mam pracy, która mnie bardzo stresowała.
  2. Nauczyłam się robić na drutach
  3. Rzuciłam fajki.
  4. Karta ‚wiesz, jestem po udarze’ wciąż działa
  5. bywa, że się wysypiam.
  6. zlikwidowano mi dziurę w sercu.
  7. dużo czasu spędzam na powietrzu. mniej niż pół roku temu, ale mam padaczkę i się na razie boję wychodzi
  8. skupiam się na sobie, jak nigdy
  9. naprawiam po kolei wszystko, co we mnie popsute, od zębów, przez hormony, po paznokcie
  10. mam sporo zapału do nauki nowych rzeczy.
  11. Jestem dużo spokojniejsza niż przed udarem. Po prostu.
  12. Jestem odważniejsza, co mi tam. dwa lata temu prawie umarłam, co mi tam.
  13. Zaczynam mówić językami, naprawdę. Drugi udar mózgu niczego tu nie zmienił.
  14. poznałam ludzi w takiej sytuacji jak ja i mam z kim pogadać o tym, co się dzieje ze mną.
  15. Blog daje mi satysfakcję. Przed udarem satysfakcji z pracy nie miałam zbyt wiele. A drugi udar mózgu jakoś dostarczył mi nowych tematów;)
  16. Widzę że pomagam ludziom. I to jest piękne. I cieszy.
  17. Włosy zrobiły mi się nieco bardziej gęste
  18. Odżywiam się zdrowiej

Oczywiście sporo rzeczy zmieniło się na gorsze, ale też trochę na lepsze, prawda?:)

PS

Ja wiem, że czasem trochę za dużo marudzę, ale ciężko się powstrzymać. Staram się nie ulegać tej modzie, bo naprawdę nie jest tak źle. Po hiszpańsku ‚no estoy tan mal’;)

Myślałam, że nie dam się bardziej przywiązać do łóżka. Ale się myliłam!

kotek na łóżkuCóż, jestem pewnie monotematyczna, ale do kołaczącego w głowie od czasu „no, unikamy udarów” dołącza się (codziennie-na okrągło-to aż przerażające) „unikaj ataków padaczki”.

To śmieszne trochę, bo znowu niezależne od mojej woli. Może w przyszłości będzie, jak zacznę brać pełne dawki dobrze dobranych lekarstw. Póki co, czuję że trochę stąpam po kruchym lodzie.

Pani doktor ze szpitala, żeby zawsze zwracać uwagę na to, jak się czuję. I jak będę się czuła podobnie do tego jak się czułam przed swoim pierwszym i ostatnim atakiem, bezwzględnie usiąść. Bo lepiej sobie odmrozić poślady niż połamać miednicę. A ja, przed tym jak nastąpił napad padaczkowy, byłam zakręcona jak dziecko na karuzeli. Tzn. tak zdezorientowana. I powiększył mi się niedowład.

I przedwczoraj czułam się tak jak „w dniu zero”. I usiadłam na krawężniku. I brat mnie ogarnął (mój bohater najdroższy). I leżałam i leżałam. Właściwie do wieczora. Bo potem już nie potrafiłam ocenić jak się czuję. Po prostu bezpieczniej było zostać w łóżku.

Więc zostałam.

To przecież może dawać sygnały ostrzegawcze, ale nie musi. A ja się po ludzku boję. Np. tego że ‚złapie mnie’  na schodach i się połamię. ;)

ps

planowałam nieco inny wpis padaczkowy, ale jestem bardzo zmęczona (a nie wolno mi!)  napisze go nastepnym razem;)