byłam ostatnio na kawie z chłopcem i usłyszałam, ze…

byłam ostatnio na kwotę z chłopcem i usłyszałam coś, czego wolałabym nie słyszeć.

mianowicie:

wiesz, nie chcę cię martwić, ale chyba bardziej ci twarz opada.

powiedziałam, że to od tego, że nie ćwiczę mordki. ale przecież trochę ćwiczę.

muszę popytać innych ludzi, czy to widać. bo może to od wyładowania elektrycznego od padaczki…

no pięknie.

a może mogę strzelać? i lekarze mogą się mylić

strzelanieprzepraszam za milczenie z ostatnich dni. Jeden: w tygodniu miałam dużo do roboty i popołudniami chętnie odsypiałam. Sobotę towarzyską, a niedzielęsmutną, a potem migrenową. Teraz skrobię jednym paluchem na półleżąco walcząc z bólem głowy. możecie mnie trochę pożałować?;)

krótko więc nawiążę do tego, o czym pisałam [tutaj\ – o tym, że nie mogę strzelać. z tą padaczką, po udarze… raczej na pewno nie.

poszłam żegnać trenera, ale akrat był na zapleczu i najierw się pożegnałam ze znajomymi. Czytaj dalej

moja padaczka a moje strzelanie

Wczoraj pisałam na lewaczkowym fejsbuku, że miałam zły dzień.

brzmi jak  wyznanie chorego psychicznie? Może trochę… ( ;

Już tłumaczę;) Kłótnie oczywiście są prywatą i brudzikiem, którego prać publicznie nie będę. Napisałam o nich, bo bez tego informacja o strzelaniu nie jest śmieszna(;  Czytaj dalej

Padaczka poudarowa po raz trzeci

W niedzielę dostałam ataku padaczki. Taka niespodziewajka.

Niczego nie pamiętam.

bruisesMam przebłyski, że próbowałam mówić, że nie trzeba wzywać pogotowia… I nic. Wszystko co pamiętam to to, że ocknęłam się w szpitalu z okropnym bólem głowy i szlochem. Czemu płakałam? Nie wiem.

Wiem jednak, że tuliłam się do chłodnej barierki, żeby trochę lagodziła ból. I wołałam mamę podobno.

Uwierzcie: kiedy w szpitalu potrzebujecie środka przeciwbólowego, nikłe szanse, że dostaniecie go szybko.

Ale ja chciałam nie tym, tylko o wzywaniu karetki. Najpierw wezwały ją do mnie moje hinduski kochane. Potem rodzice. I od rodziców wiem, że nie chciano jej przysłać. Bo akademik i na pewno się czegoś naćpałam. Po raz kolejny założono że młody = pijany/pod wpływem substancji zakazanych. Nawet pytali, czy moi przyjaciele mi czegoś nie podali. Ależ podali. Pyszny, orientalny obiad.

Przyznaję, że byłam odurzona szczęściem. wygrałam w Chińczyka i wyzywałam kolegów od przegrywów. Ostatnio moim ulubionym prztyczkiem jest „przegraaaaaaaaaaaaaaałeś z dziewczyną po udarze, co się dzieje z twoim mózgiem?”. Mało eleganckie, ale niestety nie umiem wygrywać.

Na szczęście po raz drugi dzwonił mój tata, z którym ciężko dyskutować. Wytłumaczył dyspozytorowi/dyspozytorce że jestem po dwóch udarach i gwarantuje jej, że nawet nie tykam alkoholu.

Oczywiście nie obyło się bez sakrametalnego „coooo? taka młoda i już po dwoch udarach?”

Dobrze, że rodzice we mnie wierzyli. Udało się ich wezwać karetkę.

Myślę sobie o swoich atakach epilepsji sztuk trzy i nie mogę się nadziwić, że były tak od siebie różne.

Różne w długości i dochodzeniu do siebie. Przy tym ostatnim miałam 39 stopni gorączki, przy innych nie zanotowaliśmy. Przy ostatnim potykałam się wchodząc do domu (nie zostałam na noc w szpitalu;))), przy poprzednim zaraz po wstałam i poszłam na pizzę. Hawajską.

Niesamowite.

Ani razu chyba nie zmoczyłam się. Ale nie mam pewności co do pierwszego ataku.

Rzeczywistość padaczkowa zaczyna mnie martwić. Listopad – styczeń. Zbyt często.

Teraz, na pamiątkę mam miliardy siniaków i obolałe ciało –  jakoś trzeba było znieść moją nadwagę z 4 piętra.

moja nowa zabawka:)

Wiecie co jest najbardziej irytujące w fasolkach? po kilku dniach się nudzą. Nawet jak wybiera się je samemu ze sobą na zawody. Niestety. Po jakimś czasie wszystko się nudzi, dlatego rehabilitacja jest taka  trudna. Myślę, że połowa ludzi po prostu przerywa ćwiczenia przez nudę.

Ja, przyznaję bez bicia, też mam gorszy ćwiczeniowo czas. I nudzą mnie ostatnio fasolki. Dlatego tak rzuciłam się na zabawkę z Lidla za 15 zł. Tadaam!

zabawka

Wzięłam wersję z mniejszymi elementami, myślałam sobie pffff, co to dla mnie.

I niestety. Nie ma tak łatwo! Aż sama się sobie dziwię, jak opornie mi to idzie. Złapanie tego małego plastikowego gówienka jest raczej łatwe, ale obrócenie go w dobrą stronę supertrudne. I włożenie. Cały czas mam wrażenie, że coś nie pasuje.

Moja neurolog mówi w ogóle, że to niemożliwe, ale wydaje mi się, że od ataku padaczki

  1. dużo mniej boli mnie głowa (tzn. zaledwie kilka razy do tej pory i nie do płaczu)
  2. dużo gorzej operuję moją lewaczką.

Śmiesznie. Bo neurolog mówi, że to są dwie kompletnie odizolowane sprawy. Jakoś tak się zbiegło akurat w czasie. Dziwne…

 

Padaczka poudarowa: odsłona druga

Udało mi się kogoś namówić, żeby obejrzał ze mną trzeci sezon Twin Peaks, jednego z najgenialniejszych i najstraszniejszych seriali w historii telewizji.

Wyszła z tego całkiem miła randka. W pewnym momencie kolega wyszedł o kuchni czy toalety, ja chciałam ubrać sweterek, i okazało się, że nie mogę.

Pomyślałam, przepraszam, za słowa brzydkie: o kurwa, nie znowu. Oby to nie był kolejny udar. 

Ale to była raczej moja padaczka poudarowa, odsłona druga.

kolega wrócił do pokoju, ja powiedziałam, że będzie musiał mi pomóc ubrać sweterek, bo dziwnie się czuję, i wtedy Czytaj dalej

To już dwa lata. Moje drugie udarowe urodziny. Co zmienił drugi udar mózgu?

drugi udar mózgu a wciąż w formie

trochę mi język zszarzał od kawy, przepraszam za to;)

O rety. Jak to błyskawicznie zleciało.

Dziś mijają dwa lata odkąd przyjaciółka uratowała mi stare życie i los dał mi nowe.  Stałam się więc dwulatka i 27-latka naraz. Możecie  zaśpiewać mi sto lat… (;

Nie chcę  powtarzać  notatki sprzed roku, więc powiem tylko że byłam dość bliska uznania udaru za szansę,  A nie przekleństwo. Ale drugi udar, padaczka i lista czternastu lekarzy do których chcę (muszę?) się wybrać skutecznie mnie ustawiły.

Ale prawda jest taka,  że poniższą listę aktualizuję z przekonaniem. Po raz pierwszy.

CO SIĘ ZMIENIŁO W MOIM ŻYCIU NA LEPSZE PO UDARZE?

  1. Nie mam pracy, która mnie bardzo stresowała.
  2. Nauczyłam się robić na drutach
  3. Rzuciłam fajki.
  4. Karta ‚wiesz, jestem po udarze’ wciąż działa
  5. bywa, że się wysypiam.
  6. zlikwidowano mi dziurę w sercu.
  7. dużo czasu spędzam na powietrzu. mniej niż pół roku temu, ale mam padaczkę i się na razie boję wychodzi
  8. skupiam się na sobie, jak nigdy
  9. naprawiam po kolei wszystko, co we mnie popsute, od zębów, przez hormony, po paznokcie
  10. mam sporo zapału do nauki nowych rzeczy.
  11. Jestem dużo spokojniejsza niż przed udarem. Po prostu.
  12. Jestem odważniejsza, co mi tam. dwa lata temu prawie umarłam, co mi tam.
  13. Zaczynam mówić językami, naprawdę. Drugi udar mózgu niczego tu nie zmienił.
  14. poznałam ludzi w takiej sytuacji jak ja i mam z kim pogadać o tym, co się dzieje ze mną.
  15. Blog daje mi satysfakcję. Przed udarem satysfakcji z pracy nie miałam zbyt wiele. A drugi udar mózgu jakoś dostarczył mi nowych tematów;)
  16. Widzę że pomagam ludziom. I to jest piękne. I cieszy.
  17. Włosy zrobiły mi się nieco bardziej gęste
  18. Odżywiam się zdrowiej

Oczywiście sporo rzeczy zmieniło się na gorsze, ale też trochę na lepsze, prawda?:)

PS

Ja wiem, że czasem trochę za dużo marudzę, ale ciężko się powstrzymać. Staram się nie ulegać tej modzie, bo naprawdę nie jest tak źle. Po hiszpańsku ‚no estoy tan mal’;)

Myślałam, że nie dam się bardziej przywiązać do łóżka. Ale się myliłam!

kotek na łóżkuCóż, jestem pewnie monotematyczna, ale do kołaczącego w głowie od czasu „no, unikamy udarów” dołącza się (codziennie-na okrągło-to aż przerażające) „unikaj ataków padaczki”.

To śmieszne trochę, bo znowu niezależne od mojej woli. Może w przyszłości będzie, jak zacznę brać pełne dawki dobrze dobranych lekarstw. Póki co, czuję że trochę stąpam po kruchym lodzie.

Pani doktor ze szpitala, żeby zawsze zwracać uwagę na to, jak się czuję. I jak będę się czuła podobnie do tego jak się czułam przed swoim pierwszym i ostatnim atakiem, bezwzględnie usiąść. Bo lepiej sobie odmrozić poślady niż połamać miednicę. A ja, przed tym jak nastąpił napad padaczkowy, byłam zakręcona jak dziecko na karuzeli. Tzn. tak zdezorientowana. I powiększył mi się niedowład.

I przedwczoraj czułam się tak jak „w dniu zero”. I usiadłam na krawężniku. I brat mnie ogarnął (mój bohater najdroższy). I leżałam i leżałam. Właściwie do wieczora. Bo potem już nie potrafiłam ocenić jak się czuję. Po prostu bezpieczniej było zostać w łóżku.

Więc zostałam.

To przecież może dawać sygnały ostrzegawcze, ale nie musi. A ja się po ludzku boję. Np. tego że ‚złapie mnie’  na schodach i się połamię. ;)

ps

planowałam nieco inny wpis padaczkowy, ale jestem bardzo zmęczona (a nie wolno mi!)  napisze go nastepnym razem;)