Po przeprowadzce

To, o czym pisałam od tak dawna, co zdominowało moje życie i moją głowę… dokonało się. Mieszkam na nowym. Do tej pory jest bardzo spoko. Zapewniam was, ale nie umiem obiecać, co już ograniczę ten temat. podejmę go znowu pewnie kiedy zaczną się problemy. Bo jak to jest u mnie problemy pewnie będą.

Poniżej załączam filmik z Facebooka, na którym pokazuje moje nowe miejsce.

póki co mogłabym zadziwić mamę, brata, panią dietetyk, babcię, może nawet tatę, moich wszystkich byłych współlokatorów. Czyli całkiem pokaźne grono ludzi;) ale przede wszystkim siebie.

Jem zdrowo,

Mam porządek od igiełki,

Codziennie rano ścieli łóżko,

Póki co głowa bolała mnie tylko troszkę,

Zmywam,

Spotykam się z większą ilością osób,

Chcę mi się więcej,

Już po trzech dniach widzę różnicy w poziomie hiszpańskiego (serio!)

Może to magia do nowego miejsca i mi przejdzie, może i nie. Myślę jednak, że sporo się zmieniłam w sferze życia codziennego i ograniczenie ilości posiadanych przez przedmiotów pomoże mi trzymać się z dala od chaosu. Albo są to zbyt różowe barwy ((;

Póki co widzę dane korzyści, od ciszy i spokoju, po większą niezależność  No, minusów jest kilka, ale raczej w sferze strachu, nie praktycznej. Na dobre mi wyjdzie to wszystko, tak myślę. Oprócz kuchni i braku drzwi.

Chcę też kupić bransoletkę monitorująca, żeby mój opiekun został powiadomiony w razie ataku padaczki. Chciałam to odliczyć na „poreminciekuxgni’, ale chyba przyspieszę ten proces. Lepiej dmuchać na zimne, nonie?

i tu zapraszam na wycieczkę po moim pokoiku.