Szardża, NCD Alliance Global Forum: dzień 1 (samo poludnie)

ForumSzardża dzień pierwszy

Jak mogliscie wcześniej przeczytać, mój wyjazd do Szardży/Dubaju na na NCD Alliance Forum 2017 jest jedną z przygód osobistych i „zawodowych”: bo moja lewaczka jest dla mnie dzieckiem, pracą i (co za okropne słowo…) misją.

W każdym razie, dopóki tu jestem nie liczcie na przemyślenia z warsztatów i spotkań z bardzo waznymi ludźmi znajacymi sie na polityce i projektowaniu świata. A są tutaj! Czuję się jak zwykle na dużych wydarzeniach. Oniesmielona, i „out of place”. Come on. Już poznałam osobę, która słysząc, że jestem niezależną blogerką i piszę o udarach mózgu, powiedziała ze zdziwieniem „o, tylko?”.

No tylko.

No trudno.

Zdążyłam tutaj: Czytaj dalej

„Yes woman” – jak rzucam się na wszystko i jak to wpływa na moje zdrowienie

oman arabPisałam tę notkę odmrażając sobie tyłek na parapecie. Rozwlekłam ją tak, że uciekło mi sedno tego, co chciałam powiedzieć.

Zacznę zatem w zupełnie inny sposób. Myślę,że w dużej mierze, określa mnie fakt, że mówię TAK. Mówię TAK zadaniom, okazjom, ludziom, mówię tak, zrobię to, tak – wejdźmy w to.

Wchodzę we wszystko z nadzieją, że będzie lepiej, że kolejna okazja zmieni mnie lub świat na lepsze. Że wykonanie zadania przyniesie korzyść i satysfakcję.  Czytaj dalej

Jadę do Dubaju!

No tak. Nadszedł czas, żeby podzielić się tą radosną nowiną. za tydzień i jeden dzień jadę do DUBAJU. Jaram się, jak moje policzki w pełnym słońcu.

Oczywiście dzielę się nowiną z tymi, którzy nie towarzyszyli mi w tym porażkowym lajwie:

gdzie w którejś części powiedziałam, gdzie i dlaczego i po co jadę, a przede wszystkim: dlaczego się wstydziłam Wam o tym powiedzieć.

Po tym wideo kilkoro z was dość skutecznie mnie przekonało, że nie ma czego się wstydzić.

Jadę do Dubaju na konferencję chorych ludzi.

Ok, teraz słowo wytłumaczenia. To nie Dubaj (przynajmniej nie w większości), to nie do końca konferencja, i nie do końca chorych ludzi;)

Jadę do Szardży (to emirat 40 km od Dubaju;p), na Forum NCD Alliance. A NCD Alliance to taka organizacja skupiająca inne organizacje, które zajmują się chorobami niezakaźnymi. Wśród nich są przecież udary. I depresje. I tocznie. I tak zostałam zaproszona.

Wyszło to w taki wariacki sposób, że aż żal o tym nie opowiedzieć. Otóż. Jedna organizacja udarowa zapytała mnie, czy nie zechciałabym może aplikować na inny warsztat. W Genewie, 40 osób, chcieli, żeby dostał się tam ktoś po udarze. Nie udało się:D

Oczywiście już czułam zapach biletu lotniczego i bardzo mi było przykro, że kurde się nie uda, ale musiałam to przeżyć. Aż tu nagle, kilka dni po informacji ‚nie tym razem’ dostaję wiadomość że moje zgłoszenie tak bardzo się wyróżniało, że chcieliby mnie zaprosić do Emiratów na…

(i tu niczego nie doczytywałam, musiałam szybko napisać przyzwoitą angielszczyzną YESYESYES, zanim weekend nastąpi w tym miejscu świata, z którego do mnie napisano).

I potem doczytałam, o co chodzi. Pobiegłam do salonu, tata nie spał, nieśmiało mu mówię, co się stało, przepraszam, że bez konsultacji, blablabla, i słyszę z sypialni rodziców: „kogo bierzesz ze sobą”?;)

No nikogo:(

Mój tata, kiedy żartuje, ma mimikę dość bogatą. Ale kiedy mówię mu o czymś poważny, skubaniec zmienia się mniej więcej w ten sposób.

giertych

I naprawdę spróbuj coś z tego wyczytać. Potem próbuję coś wypytać, dopytać, przytulić, może klepnąć w tyłek, próbuję uzyskać jakąkolwiek reakcję. Dopiero po jakimś czasie, zwykle nie tego samego dnia, mogę się czegoś dowiedzieć. Czy się podoba, czy nie, czy się cieszy, martwi, jest zawiedziony, wściekły, obrażony, szczęśliwy.To po jakimś czasie.

No i oczywiście od razu telefon do brata, smsy i wiadomości do przyjaciół, bo naprawdę nie umiem trzymać w sobie dobrych wiadomości. Świat jest zbyt smutny, żeby go pozbawiać tych okruchów uśmiechu (czy szczerzenia się do siebie).

No i potem przyszła organizacja, raczej nie z mojej strony, i oswojenie się z myślą o wyjeździe. No i miliard żartów ze mnie, mojego arabskiego, szukania męża, farbowania się na blond, puszczania się z arabami, blablablabla.

I zaczęłam myśleć, po co ja tam.

Jestem wolnym strzelcem. Nie należę do żadnej organizacji, z niektórymi współpracuję luźno i zaczęłam mieć miliard wątpliwości.

Bo kurde wydawało mi się, że nie zasługuję, że fart,  że…

Napisałam maila do organizacji udarowych w Polsce (Fundacja Udaru Mózgu) i zagranico i okazało się, że niczego nie chcą ode mnie.  FUM nic kompletnie, a zagranico tylko wpis na bloga. Nie wiem, czy ich, czy mojego, ale wpis. Mówią, że sama moja obecność na tym iwencie jest wartościowa, bo udary będą reprezentowane.

Mam wątpliwości, ale co tam.

No i zrobiłam sobie cele sama.

  1. odzywać się do ludzi. (na pierwszej i jedynej konferencji, w której brałam udział, rozmawiałam tylko nieśmialo z tymi ludźmi, którzy do mnie podeszli. Nie chciałam być gburem, po prostu źle się czuję w tłumie i jestem wśród obcych supernieśmiała).
  2. Zobaczyć, jak wyglądają sprawy w innych chorobach. No tak: wiem mnóstwo o udarach, ale bez szerszego kontekstu ciężko jest ocenić, jak bardzo źle jest z udarami.
  3. Nawiązać jakieś znajomości „neurologiczne” (to głównie) i dotyczące wachlarza innych moich chorób. Lubię działać i pracować sama, być odpowiedzialną za siebie, ale kooperacja wielu niezależnych i odpowiedzialnych bytów, może być super. Jak na przykład w przypadku tej strony.
  4. nie stresować się tak bardzo. Bo kurde. Szkoda zdrowia.
  5. Dowiedzieć się miliardów rzeczy, które będę mogła Wam przekazać.

Chiba tyle.

Jeszcze jedno. Gdy się zgadzałam na wyjazd, byłam epileptykiem z jednym atakiem. Teraz, po drugim, po raz pierwszy  w życiu trochę się lękam samotnej podróży. Zwłaszcza że moja opaska medyczna nie może do mnie jakoś dolecieć.

Ale ta lekka wątpliwość nie stanie mi na drodze do radosnego zwiedzenia kolejnych dwóch Emiraów:) (bo byłam już Abu Dhabi, sorki;).

A to ja w bardziej muslimskiej wersji. z jedynej wyprawy w tamtym kierunku. Nadchodzę!

oman arab oman arab

gadnijcie, która to ja;p

Kocham Oman. Emiraty pewnie będą też spoko, ale pfffffff.;)