Otworzyłam sklepik: zapraszam na petswear.club :)

petswear.club logoW czerwcu spadła na mnie okazja. Chwyciłam ją i powstał mój petswear.club.  Decyzja na ‚tak’ była łatwa do przyjęcia, bo:

1. Miałam nie inwestować zbyt wiele,

2. Mam zupełnie cieplarniane warunki,

3. Tak bardzo chciałam wrócić do jakiejkolwiek pracy….

Ad. 1

Otwarcie tego sklepu, miało łączyć się z niskimi nakładami. Sklep internetowy, magazyn w pokoju, tylko zrobić stronę, zdjęcia produktów, I lecimy.   Czytaj dalej

mój sukces. moja motywacja. dzisiejszy światowy dzień udaru mózgu – 29.10.2016:)

Myślałam sobie, że należy nam się jakaś ładna notka na dzisiejszy Światowy Dzień Udaru Mózgu. Może jakieś wideo nawet… ale jestem tak wymęczona, że niczego nie wymyśliłam.

kreatywność nie jest moją mocną stroną, poza tym. Ale postanowiłam zrobić coś innego. Pochwalić się czymś i opowiedzieć o kilku rzeczach wokół.

napisałam artykuł. który można przeczytać nie na moim blogu tylko w internetach. i został opublikowany

jak chcecie go przeczytać, kliknijcie tutaj

14924850775_a05bfebd73_oPiszę o tym, z kilku powodów.

Oczywiście rozpiera mnie duma i trochę chcę się pochwalić, ale nie tylko.

Chciałam wam powiedzieć, że nie było łatwo. Sam proces pisania był bardzo ciężki i przestałam przez niego ćwiczyć (słowo!), boli mnie głowa cały czas i stresuję się z miliona powodów. Że praca była niesamodzielna, przyjaciółka (której kiedyś będę za to płacić, bo jest naprawdę najlepszym edytorem/korektorem na świecie;) mi go wyedytowała (mówi że niedużo;). Że jest niewystarczająco dobry. Że się nie wyrobię z następnym tekstem. Że mi podziękują za współpracę. Że, że, że…

To tylko staż, nie wymagają zbyt wiele. Ale i tak mam w sobie mnóstwo strachu i wątpliwości. Ale idźmy dalej.

CV do tej organizacji wysłałam na krótko przed drugim udarem. I jak się odezwali ostatnio, miałam mnóstwo wątpliwości. Miliardy. Ale napisałam tekst, którego nikt nie przeczytał i dostałam się samodzielnie. Nie było to łatwe, ale się udało. Tylko że pracowałam na to od (sprawdzam…)  9 maja 2015 roku, kiedy opublikowałam pierwszą notkę na lewaczce.

Pisanie ćwiczę codziennie. Piszę tutaj, na swojej anglojęzycznym udarowym blogu, i w życiu nie byłam taka zdeterminowana w pracy. To jest półtora roku rehabilitacji. Nic nie przyszło z dnia na dzień. Ale

nie byłabym taka zdeterminowana, gdybym nie wiedziała, że warto być tu z wami, na tej stronie. Jak dostaję wiadomości takie jak ta, to skaczę z radości pod sufit.

bt1

Bo widzę, że coś to coś ma sens. A jak takie

bt2

to jestem tak głęboko wzruszona że aż czasem mi łezka leci.

A kiedy dzielicie się ze mną swoimi historiami, czy prosicie o pomoc, czuję się zaszczycona. I wiecie co – bez tych Waszych wiadomości i wsparcia rodziny i przyjaciół, nie byłoby mojego artykułu:) A szczerze myślałam, że to się nigdy nie uda.

Także tego. Dodamy łyżkę dziegciu w ten miód, bo jest zbyt słodko;) Wiem, że bardzo wielu ludzi po udarach nie wróci do pełnej sprawności. Jest tak i w moim przypadku. Mimo że jestem prawie jak przedtem. Ale PRAWIE robi wielką różnicę, jak wiemy:)

Niektórym być może nie wróci coś superpodstawowego, nie wiem, np. nigdy nie będą w stanie chodzić. To mnie strasznie dołuje i czuję się winna czasem, że tyle gadam o pracowaniu nad sobą, skoro stanięcie na nogi i rozruszanie ręki przyszło mi tak szybko. Ale przekonałam się, że  racjonalne dostosowanie swoich oczekiwań (managing your expectations – na naszym Panelu;) to sformułowanie pojawiało się co kwadrans) może przynieść. Choć często żartuję inaczej, jakoś nie oczekuję, że wygram maraton nowojorski i zdobędę nagrodę Pulitzera za najlepszy reportaż. Moje oczekiwania są dużo mniejsze i mogą zmieniają się z czasem. Idziemy krok po kroku. I jak spojrzy się na te kroczki, nawet drobne, to się widzi, że droga była superdługa. I się nie kończy jutro albo za miesiąc;) – dlatego – mimo dużego doła po drugim udarze (niech go szlag trafi!) czasem wątpię i się użalam nad sobą;) ale to kwestia depresji. Ogólnie to  widzę gdzieś tam dla siebie nadzieję.I dla was:)

No a teraz to wysyłam wszystkim masę dobrych myśli na światowy dzień udaru mózgu. Życzę wam, żeby się wam nigdy nie przytrafił lub nie przytrafił ponownie:) I z tymi słowami kończę te koszmarnie patetyczną notkę i lecę konwersować po hiszpańsku.

Miłego dia! Un buen dia wam życzę:D

poznajcie moją Grubą Babę – jak się zmotywować do odchudzania;)

fat woman, la senora gorda

To jest Gruba Baba. Gruba Baba jest skarbonką własnoręcznie wykonaną z masy solnej. Będzie jeszcze oczywiście malowana, ale już je pieniądze. Pieniądze spływają do mnie za każdy dzień, w którym nie jem słodyczy i nie ruszam Coli.

Nie wiem, czy już o  tym pisałam, ale jestem uzależniona od Coli Zero. Za same słodycze nikt by nie chciał mi płacić, ale słodycze i Colę… ;)

Tak więc obecnie mam pierwszą pięciodniową przerwę od Coli (Light, Zero) od niepamiętnych czasów. Hurra (?).

Mama, karmiciel Grubej, pewnie się cieszy.

Ja tęsknię

Mama płaci.

Ja płaczę.

Musiałam się zmobilizować jakoś do odstawienia jakoś reszteczek niezdrowego lajfstajlu bo cały czas tyję. Coraz bardziej wierzę, że to kwestia hormonów. Bo okazuje się, że moja walka to nie walka o schudnięcie, a o nieprzekroczenie magicznej liczby 100 kg. I nie chodzi o to, że jestem bardziej niegrzeczna od znajomych, jak pisałam tutaj, bo bycie świętym i aktywnym nie pozwala mi zrzucić ani grama. Pozwala mi wolniej tyć. Coś musi być nie tak. Albo hormony, albo mam najwolniejszy metabolizm świata i moje zapotrzebowanie kaloryczne to 700 kcal…. Oby nie!

Moja lista celów jest wciąż w proszku…

PS

Kłamię. Nie jest tak, że nie mogę schudnąć.

Dokładnie rok temu schudłam całe 3 kg. Tylko że biegałam codziennie lub co dwa dni i dziennie chodziłam jakieś 10-17 km. I jeszcze rower czasem. I dość ładnie jadłam oczywiście (grzeszyłam z umiarem)

I to skutkowało. Czyli wiecie jak jest…

 

Co jest niemożliwe:)

raftingSiedzimy podczas przerwy. I moja nowa koleżanka Nava pokazuje mi zdjęcie na swojej tapecie.

Kilka osób w kapokach i kaskach. spływa w dół rzeką trzyosobowym kajakiem. wiecie, taki ekstremalny spływ.

Nava (pokauje na zdjęciu): to jestem ja, a ten pan a mną jest sparaliżowany. I ten za nim też.

Ja (lekko w szoku): Kajaki. Ektremalne. Więc to możliwe.

Nava: No, to nie jest niemożliwe:)

 

I tego się. trzymamy:)

 

 

użyj do zdrowienia tego, co kochasz

Notatka na marginesie

spójrz na zdjęcie, skradzione z tej strony

basket

na pewno wiecie o co chodzi.

Dla wielu z nas to, co się naprawdę lubi jest największą motywacją i jednocześnie sposobem na rehabilitację.

dziewczynę ewidentnie pcha do przodu koszykówka

mnie na przykład – pisanie

ktoś inny może dochodzić do siebie przez gotowanie, pracę w ogródku, zabawę z psem, grę na cymbałkach…  itd.

Nie mówię, że wszystko da się włączyć do rehabilitacji. Ale na pewno więcej rzeczy, niż zazwyczaj się myśli:) trzeba nam radochy trochę, no nie?