telewizja, telewizja, i po telewizji

No tak. Byłam w TVN. To znaczy w programie 36,6 Ewy Drzyzgi był malutki reportaż o moim udarze. I nie mogę wystarczająo podkreśli, jak bardzo ten materiał mnie zawiódł. Nie moją próżność, nie Kasię Es., bo w sumie, mimo że mi mordka leciała mocno, wszscy wokół mówią, że pięknie wyglądałam, i nieźle mówiłam, ale Kasię, której życie jest zdeterminowane przez udar mózgu i która uchciałaby, żeby ludzie faktycznie wiedzieli co to jest. Bo wiedza = większe prawdopodobieństwo, że w razie potrzeby pomożemy sobie lub innym.

No ok. Pod tym linkiem znajdziecie historię Kasi, która przed ukończeniem 30 roku życia  Czytaj dalej

Moje lepieje:) cz. I

Doczekaliście się;p Co jakiś czas lepię sobie jakiegoś lepieja udarowego.

NIestety, nie zawsze je zapisuję w telefonie, ale proszę:) to, co udało mi się znaleźć.

:)

Lepiej ryż szpitalny wżerać, niż go sobie z brzucha ścierać.

Lepiej tiwi zdzierżyć dzielnie, niż na sali milczeć szczelnie. Czytaj dalej

O porównywaniu problemów – znowu filozuję, przepraszam za to!

Bardzo często słyszę ostatnio tekst „w porównaniu do Twoich problemów, te nie są problemy”, albo „w porównaniu do Twoich problemów z…, to moje są…”.

empatia, roman kraft, ręce, razemSzczerze mówiąc, nie wiem, jak odpowiadać na takie stwierdzenia. Powoli przeformułowuję swój pogląd na problemy. Zawsze myślałam, że największymi problemami, są NASZE problemy. Bo bolą nas, a nie innych. Mawiałam, że bez znaczenia, czy jest to zerwanie dachu przez huragan, czy zerwanie z chłopakiem, nasz problem, to nasz problem. Może inna skala, ale i tak mało kto jest na tyle empatyczny, żeby bardziej odczuć problem tsunami, niż złamanego serduszka. Dalej tak twierdzę.

Ale widzę też, że niestety nie ma co walczyć z porównywaniem. Bo, niestety bądź stety, cała socjalizacja od maleńkości jednak nas wrzuca w system porównań. Porównujemy zabawki w przedszkolu. Porównujemy zarobki. Porównujemy trawę we własnym, i sąsiadowym ogródku. Ja się jakoś tego nie nauczyłam (na szczęście!), pewnie dlatego mnie to razi, może dlatego, że wiem, jak umiem się zadręczać pierdołami, kto to wie. Czytaj dalej

Wszędzie widzę udary

Mieliście kiedyś tak, że wszędzie widzicie coś, co was dotyczy?

Coś jakby,  hm.  Jak kochasz sie w hindusie,  magłe zaczynasz widzieć hindusow na każdym kroku, mimo że wcześniej nie było ani jednego w twoim mieście.  Albo kiedy kupijesz małego yorskshire terriera, świat robi się pełen takich dziwnych szczurow.

Ja mam tak z udarami mózgu.  Już z trzy razy wysyłałam kogoś do neurologa, bo ‚to może być udar’.

Na swoje usprawiedliwienie mam proste: objawy, na tyle co je znałam, usprawiedliwiały  myślenie o najgorszym. Zgodnie z zasadą  ‚lepiej dmuchać na zimne’ w niedzielę wysyłałam kumpla na SOR, gdzie nie zrobili mu tomografii i powiedzieli, że (wzrok, ból, ręka, ciągłe zmęczenie) problemy są prawdopodobnie efektem stresu. I że to niemożliwe prawie mieć udar w tak młodym wieku. No, może w Niemczech, w Polsce – wiem to na pewno – to możliwe. Czytaj dalej

Jestem zawiedziona!

Jestem zawiedziona diagnostyką w Polsce.

Jestem po ludzku zawiedziona.

Jestem zawiedziona, że dopiero ALERGOLOG  zasugerował mi możliwą drogę diagnostyki, o której sama myślałam wcześniej, jeno nie dostałam skierowania na badanie. Jestem zawiedziona  że mój lekarz prowadzący po ostatnim udarze powiedział, że nie widzi żadnych dalszych możliwości diagnostyki (a jeśli tak, to w kierunku rzadkich chorób, na które nie ma lekarstwa oprócz aspiryny na rozrzedzenie krwi, więc po co je diagnozować…).

Zawiedziona jestem tym, że dopiero tragiczna sytuacja z nadwagą, taka twarz: received_10153999335603366whatsapp-image-2016-11-11-at-21-41-24 (dla porównania moja normalna buźka:)12342435_10153349824183366_4518709261506326556_n

i atak padaczki zmusiły lekarzy do pomyślenia o tym, że może jednak warto by mnie zdiagnozować i  nie udar jest praprzyczyną moich problemów zdrowotnych, a czegoś skutkiem. Opis moich perypetii których opis zajmuje obszerne segregatory mógł zacząć się w chwili udaru, ale to raczej nie on jest przyczyną tego, że moje zdrowie sypie się jak domino.

Jestem zawiedziona, że gdybym nie prowadziła tego bloga i nie miała znajomych lekarzy to teraz bym pewnie siedziała bezczynnie na kolejne udary, bo byłabym przekonana, że dociekanie przyczyny jest niemożliwe. Bo u ‚nie ma co dociekać’ przyczyn, bo i tak nigdy nie są na pewno.

Jestem zawiedziona tym, że podróż po plątaninie szpitali, specjalistów i badań, jest jak przeprawa przez puszczę dziewiczą. Jestem zawiedziona, że jeśli ja nie wygoogluję i nie zasugeruję rozwiązań problemów, to mój lekarz nie jest mi w stanie pomóc.

Ja wiem, że lekarze są słabo opłacani i przepraowani, ale widziałam i takich, którzy autentycznie próbowali mi pomóc. Póki co nieskutecznie.

szukam dalej:

a) rozwiązania – z pomocą kumpla – neurologa in spe;)

b) dobrego, kreatywnego neurologa

c) szczęścia( ;

mam ostatnio ochotę pokazać światu środkowy paluszek. Ale ponieważ to nieładnie, to pokażę niezadowoloną spuchniętą buzię sprzed 10 sekund!unnamed2