o moim lenistwie

pies odpoczywaNiedawno powiedziałam kilku osobom, że jestem oazą spokoju i odpuszczam: Przed udarem też nie byłam jakoś szczególnie wybuchowa, ale teraz mam mniej się spinam. Po prostu czuję, że nie ma co się przejmować.

Aż tu nagle… Kilka dni temu wybuchłam po raz pierwszy.

O co poszło? Kolega powiedział mi, że jestem leniwa. Nie pierwszy raz po udarze to usłyszałam, ale pierwszy raz coś mi się we mnie złamało, aż miałam łzy wściekłości w oczach.

Jak to wyglądało? Wracałam do domu ze spotkania. Niby nic mnie nie bolało, ale czułam się, jakby przebiegło po mnie stado bawołów. Mdłości, zmęczenie takie, że najchętniej usiadłabym na krawężniku i zapłakałabym nad swoim losem. Ale dzielnie szłam – gdybym nie zrobiła dłuższego spaceru, byłby dzień bez ćwiczeń fizycznych żadnych. Chciałam przejść minimum 4 km, zanim wsiądę do autobusu. Chciałam też uspokoić mdłości na świeżym powietrzu. I pisze kolega. Początek rozmowy jak często:

– jak się czujesz?

– bywało lepiej, ale się trzymam

– coś cię boli?

– nie, ale się kiepsko czuję

– wyjdź na dwór, uprawiaj sport, jesteś TAKA LENIWA. itp.itd.

I pewnie gdybym nie miała kilku kilometrów za sobą to bym nie wybuchła. Ale miałam i zrobiło mi się strasznie przykro, że ktoś, kogo dość dobrze znam, mówi że jestem leniwa.

Z moim lenistwem to jest tak, przyznam się:

JESTEM LENIWA Z NATURY. MAM WRĘCZ LENIWĄ DUSZĘ.

Ale robię inne wrażenie. Na niektórych wręcz wrażenie pracusia. Trochę dlatego, że staram się jak mogę powściągać moje lenistwo i – a już od udaru na pewno – idzie mi dobrze. Wręcz bywam pracowita:)

Pytanie filozoficzne: czy brzydka kobieta zdobywająca tytuł miss świata jest dalej brzydka? Czy zapach potu wkomponowany w perfumy będzie wciąż smrodem? Czy leniwiec, który dużo pracuje jest leniwcem?

I tak, i nie. Przepraszam że to powiem, może to zabrzmieć zarozumiale, ale na ten moment jedyną osobą, która naprawdę może oceniać moje lenistwo jestem ja sama. No, może też moi rodzice też, z którymi razem sobie leniuchujemy. Mój tata ma też leniwą duszę, wie jak to jest. Tata nawet leniwszą od mojej:) z drugiej strony, odpoczynek jest prawem. I nie można mylić lenistwa z odpoczywaniem:)

Ja mam ciągłe wyrzuty sumienia przez to, że robię niewystarczająco. Że nie wróciłam do pracy, że za mało ćwiczę. Strasznie bym chciała wrócić do aktywności zawodowej, żeby zagłuszyć te wyrzuty sumienia ale myślę, że nie jestem gotowa. Ciekawe, co ZUS będzie myślał za jakiś czas;)

Podsumuję, słowami: jestem i nie jestem leniwa jednocześnie, ale jak ktoś ma tyle odwagi, żeby mnie oceniać, to się wkurzam strasznie, zwłaszcza kiedy akurat jestem na kilkukilometrowym spacerze:P

ogłoszenie zatem:

jeśli ktoś miałby jakąś robotę, którą można zrobić nie ‚na wczoraj’, ale ‚na pojutrze’, to chętnie bym się podjęła! I, jak zwykle, nie zawiodę. Jedyną osobą, którą regularnie zawodzę, jestem ja sama;)

/koniec ogłoszenia

 

żeby mi się chciało, jak się nie chce…

readingNic mi się nie chce. Ćwiczyć się nie chce. Uczyć hiszpańskigo się nie chce. Robić na drutach, chodzić na spacery, gotować się nie chce. Układać puzzli się nie chce. Pisać bloga się nie chce.

Nic mi się nie chce. Jeszcze kilka dni temu, każdemu, kto pytał, mówiłam, że nie mam pustych przebiegów, że moja rehabilitacja trwa cały czas, którego nie przesypiam. Że nawet kiedy wybieram sobie rozrywki, staram się, żeby były przydatne mojemu mózgowi lub organizmowi. Pracowałam sumiennie, rzetelnie, codziennie, a kiedy robiłam dzień przerwy, to przez wielkie zmęczenie, albo złe samopoczucie.

A teraz, może od tygodnia, nic mi się nie chce, a na dodatek szukam wymówek, które nie chcą jakoś przyjść. ok – jutro i pojutrze jakieś mam, ale dziś, wczoraj, przedwczoraj? Jednak nie bardzo. Wyrzuty sumienia mam ogromne, mimo że oczywiście i tak coś robię, ku ich zagłuszeniu. Ale jest powoli – tu przez godzinę robię sobie kawę i ją piję, tu głaszczę pieski (moja ukochana ma kolejnego guza…), tu przekładam rzeczy z miejsca na miejsce udając, że sprzątam… Mało w tym konkretu, dużo rozlazłości.

Moja rutyna była męcząca, ale satysfakcjonująca. Doskonale wiem, że szybko muszę wrócić do roboty.

Może to powoli zmęczenie materiału i właśnie przerobiłam tegoroczny urlop? Może potrzeba mi zewnętrznej motywacji? Może bata nad głową?

Wyrzuty sumienia są koszmarne, szczególnie że po każdej kilkudniowej przerwie (jak np. wtedy, kiedy pojechałam do Warszawy i zmarnowałam to na mdłości, albo u przyjaciół na wsi) widzę regres. Odbudowanie formy nie trwa bardzo długo, ale zawsze jest to przechodzenie drugi raz tej samej drogi.

Coś czuję, że potrzebowałabym kogoś takiego jak jeden z moich dawnych wykładowców. Patrzył na problem, rozmawiał z tobą 2 minuty i nagle znowu chciało ci się działać, robić i żyć, całe wątpliwości, które nosiło się w trzewiach, były natychmiastowo, bezboleśnie usuwane. Póki co nie mam tu kogoś takiego, dlatego na poniedziałek umówiłam się na rehabilitację. Prywatną, relację oczywiście zdam ( ;