lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: lekarstwa

mój udar

Toczniowej historii ciąg dalszy. To jednak toczeń

Published by:

Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Jednak mam toczeń. Tutaj pisałam, dlaczego to mógł być toczeń, tutaj dlaczego jednak nie był toczeń.

A teraz tylko napiszę, że jednak to jest leciuchny toczenik.

Dlaczego powinnam się cieszyć z tej diagnozy?

  • bo to odmiana skórna. Więc nie boję się, że mi będą siadać po kolei organy.
  • bo leczenie nie sterydami, tylko lekami przeciwmalarycznymi na razie
  • bo męczyłam się z tym od lat, tylko teraz może się poprawić
  • nie wiem jeszcze, czy odmiana, którą mam, powoduje udary. Jeśli tak, to leczenie pomoże zapobiegać kolejnym.
  • bo mam bardzo lekki przebieg, więc nie ma wielkiego problemu.
  • bo nie muszę już szukać przyczyn alergii na słońce, wypadających włosów, spuchniętych ust i pokrzywek

Dlaczego nie ma się co cieszyć?

  • bo to nowa przewlekła choroba do kolekcji
  • bo wymienianie moich chorób i przypadłości jeszcze się wydłuży
  • bo to upierdliwe
  • bo znowu czuję się najchorszym człowiekiem na ziemi
  • bo naprawdę się tego nie spodziewałam
  • bo zamiast wykreślić reumatologa  listy moich lekarzy, on zadamawia się na niej na dobre
  • bo muszę się nauczyć obchodzenia się z kolejną chorobą,  o której jeszcze nic nie wiem

Reakcje na wiadomość:

  • przynajmniej to nie rak… albo ta inna odmiana tocznia [dzięki…]
  • musisz znaleźć sobie nowe hobby
  • Przecież był już wykluczony? O co kaman?
  • Nie znam drugiej osoby, która by tylu przeciwnościom losu stawiała czoło z taką siłą i klasą. [to było miłe, dziękuję;] (…) żadna nowa choroba nie doszła realnie do pakietu. Tylko się o niej dowiedziałaś.
  • Jestem tutaj, jeśli potrzebujesz pogadać;)
  • Tata: milczenie, potem śmiechy. Babcia: milczenie.
  • Ja: śmiech. A potem kaskada myśli. Dziwnie się czuję.

Jest po prostu ciężko. Nie jakoś dużo ciężej niż przedwczoraj czy tydzień temu, ale ciężko.

Na dzisiaj miałam zaplanowaną superpozytywną notkę o superpozytywnych rzeczach, ale odłożę ją na weekend. W hierarchii pilności tamten tekst spadł o oczko niżej;)

mój udar

lekarstwo na udar mózgu! Do tego jeszcze daleko, ale nadzieja wciąż się tli

Published by:

Nowi znajomi (głównie z internetu) często pytają mnie, czy istnieje lekarstwo na udar mózgu. Mówię, że nic nie może magicznie zwrócić nam mózgów i najlepiej dbać o zdrowie, ćwiczyć i rehabilitować ciało i umysł, żeby odzyskiwać sprawność.

Spójrzcie:

Researchers from the University of Manchester have developed a new treatment that could limit the damage caused by treatment for stroke and also promote repair in the affected area of the brain. What’s more, the drug they’re using has already been clinically approved.

=

Badacze z University of Michigan opracowali nową terapię która mogłaby ograniczyć uszkodzenia spowodowane leczeniem udaru oraz wspomagać naprawę dotkniętej części mózgu. Ponadto lekarstwo którego używają, jest już klinicznie zatwierdzone.

Czy nie brzmi to pięknie?

Wg artykułu naukowcy zauważyli szybsze tworzenie się nowych komórek mózgowych w obszarach, które zostały uszkodzone. Myszy na których testowano lek pod tym kątem odzyskiwały nawet utracone umiejętności motoryczne! Pytanie tylko, czy wyniki badań będą opublikowane w jakimś superprestiżowym czasopiśmie i czy zostaną potwierdzone.

Póki co dają nadzieję, a mi samej – uśmiech na twarzy. Bardzo chciałabym żeby ktoś odkrył lekarstwo na udar.  Nawet nie dla mnie samej, choć oczywiście jakbym miała możliwość zgłosiłabym się nawet do testów:D Ale są ludzie dużo chorszy. Tacy, którzy nie mogą się ruszać. Albo nie mówią, albo mają koszmarną spastyczność. Dla nich to miałoby ogromne znaczenie!

Źródło rewelacyjnych newsów znajduje się tutaj [klik!]

 

medycznie mój udar Uncategorized

aspiryna. dobre to i złe. jak wszystko w życiu:)

Published by:

aspirin-2-1496974Kolejny lek z moich ‚ulubionych’. Aspirynka. Przyznam się, że do udaru raczej byłam wierna ibupromowi,  ma chyba lepsze piary. Aż tu nagle po zdjęciu z leków przeciwagregacyjnych przedstawiono mnie na aspirynę. Najpierw miałam łykać ją przez pół roku po zabiegu serca, potem po prostu nikt nie pozwolił mi jej odstawić.

Aspiryna, czyli fachowo Kwas acetylosalicylowy o nie tylko przeciwból:) ma też właściwości przeciwzapalne i przeciwgorączkowe (tak jest napisane na wikipedii). No i, co mnie najbardziej interesuje, ma również działanie przeciwzakrzepowe.

A to przecież skrzepliny powodują udary niedokrwienne. Lepiej łykać niż się martwić, czy mnie znowu nie trafi.

No ale Aspirynka może (nie musi) podrażniać śluzówkę żołądka i jelit. I to chyba miało u mnie miejsce. Mam już leki osłonowe, ale nie zawsze pamiętam o ich wzięciu, a kiedy pamiętam to nie zawsze dokładnie wtedy, kiedy trzeba, więc co jakiś czas wracają mi te problemy. Biorę lek sprzedawany jako Aspirin Cardio, 100 mg tylko, więc do maksymalnej dawki dziennej (4g) bardzo mi daleko. Tylko że codziennie, kurcze.

Żona mojego dziadka jak się dowiedziała, że łykam aspirynę, aż się złapała za głowę. To ci zniszczy żołądek, mówiła. Z kolei mój psychiatra spokojnie mówi, że w pewnym wieku bierze się aspirynę prewencyjnie. I on bierze. I nie ma żadnych problemów. Wiecie. TO ZALEŻY.

Jak pytałam, kiedy będę mogła to odstawić usłyszałam że pewnie nigdy… Więc trzeba widzieć że plusy przeważają minusy. I tego się trzymam:)

PS

nie trzeba głęboko grzebać w googlu żeby znaleźć miliard zalet tabletki aspiryny.

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/profilaktyka/siedem-mniej-znanych-leczniczych-wlasciwosci-aspiryny/4j4jf

powyższy artykuł jest ciekawy. Ale czasem ciezko mi wierzyć w pewne rewelacje;)

mój udar

toksyna botulinowa po udarze mózgu

Published by:

spastyczność po udarzeJestem szczęściarą. Moja łapa-sztywniara prostuje się bez problemów, dłoń umiem otworzyć w pełnym zakresie, nikt mi nigdy jej nie otwierał na siłę.

Jest raczej sztywna, niż przykurczona. Raz bardziej, raz mniej, tylko w jednym momencie myślałam o tym, żeby prosić o jakąś kurację na rozluźnienie. Nigdy też nie przyszło mi do głowy, żeby prosić o terapię za pomocą toksyny botulinowej (tzw. jadu kiełbasianego).

Wiecie co to jad kiełbasiany. To ta trucizna, którą można się zatruć, jak się nam zepsują konserwy na półce. I którą niektóre kobiety wstrzykują sobie, żeby pozbywać się zmarszczek. Tak, to botoks. Używa się go również u neurologicznych, do rozluźniania przykurczonych mięśni. I co najlepsze – ta metoda jest od nie tak dawna przez NFZ! Więc można się zapisywać do kolejki;)

Jak to działa? Naczytałam się o jakichś białkach, które się łączą z receptorami, ale to mało istotne. Toksynę botulinową wstrzykuje się cieniutką igłą dokładnie w miejsca, które trzeba rozluźnić. Działa więc precyzyjnie i miejscowo i rozluźnia mięśnie na 3 miesiące, podczas których można się intensywnie rehabilitować. A potem jeszcze się ostrzyknąć:) Miła terapia.

Raczej z moją sztywniarą bym się nie zakwalifikowała na leczenie, ale nie bardzo płaczę z tego powodu. I coraz więcej ośrodków proponuje leczenie tą metodą – poniżej wrzucę link:) zachęcam do zapytania neurologa, czy toksyna botulinowa byłaby rozwiązaniem również przy Waszej spastyczności.

http://www.fum.info.pl/page/index/223

notka krótka, bo nie ma co gadać więcej;)

 

mój udar

umiesz liczyć? licz na palcach!

Published by:

od udaru mam straszne problemy z liczeniem. Przeliczenie pieniędzy w portfelu jest zazwyczaj ponad moje siły, mimo że pieniędzy nigdy nie mam dużo;)

największe sprawia mi nie mnożenie, dzielenie czy odejmowanie, tylko proste odliczanie po kolei. Często policzenie do 10 czy 20 wymaga kilku prób. A to przecież jest potrzebne!

swoje kominy robię na 30 oczek (czyli muszę doliczyć do 30;p0

na basenie zazwyczaj przepływam 20-36 basenów (1 km-1,8 km)

w zagadkach logicznych muszę liczyć… kaskę muszę policzyć czasem, łyżki mąki do ciasta, wiecie, najprostsze rzeczy sprawiają mi takie trudności, że czasem nawet się poddaję – ostatecznie, jak zrobię 1400 m, a nie 1500, nikt nie umrze.

nie wiem, od czego to zależy. prawdopodobnie koncentracji mi nie starcza. ale na policzenie do 10? szczerze mówiąc łatwiej mi policzyć do 10 po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, a nawet koślawym arabsku, niż po polsku – nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że po polsku nie liczę po to, żeby liczyć, tylko po to, żeby COŚ POLICZYĆ? A może dlatego, że kiedy liczę w obcym języku inne ośrodki w mózgu się uruchamiają – bardziej ‚lingwistyczne’ niż ‚matematyczne’?

ale szukam na to liczenie sposobów. na szybkie przeliczenie łączę w trójki i nadaję śpiewny rytm wypowiedzi, jakbym nuciła cyfrową piosenkę. na wielokrotnościach cyfry 3 (i 5, jak coś jest podzielne przez 5) się zatrzymuję na chwilkę, zbieram koncentrację, a potem lecę dalej. i jakoś gra.

klepaki (monety;p) łączę w kupki i jakoś leci. do tej metody trzeba stołu niestety:(

na basenie skupiam się na drugich pięćdziesiątkach, wyśpiewuję sobie w myśli na przykład dwieeeeeeście czteeeeeeeeeeryyyy dwieścieeeeeeeeeee cztery, co znaczy, że jak skończę basen, będę miała zrobione dwieście metrów przez przepłynięcie czterech basenów. Czasem się udaje bez niczego policzyć, a czasem to się tak wbija w głowę, że musisz pomyśleć ‚hejże, już płynęłam raz te dwieeeeeeeeście metrów, jestem na trzyyyyyyystaaaaaa już’. Na szczęście moja mama pływa obok i liczy mi też baseny, zazwyczaj nasze rachunki się zgadzają;)

i takimi sposobami sobie jakoś radzę w tych podstawowych rachunkach. dziś drugi raz w życiu wyszedł mi obrazek logiczny. Poziom 1, najłatwiejszy, ale jestem mega dumna, bo znaczy, że wszystko odliczyłam dobrze;p

grinders, logi, logimix

mój Nootropil, lek prokognitywny troszkę pomaga na to. Myślę, że to nie przypadek, że lepiej idą mi te obrazki na prochach, niż bez nich (;

ćwiczenie czyni mistrza. to sobie spróbuję z kolejnym obrazkiem:)

PS

alfabetu też nie powiem. nie ma mowy. szukanie w słowniku przebiega u mnie tak. mam literkę – na czuja oceniam w której części alfabetu jest (do ‚ł’ to dla mnie pierwsza część;p) potem oceniam w pobliżu których innych literek się znajduje np ‚mnopqr’ to jedna grupa dla mnie. i potem idę do odpowiedniej części alfabetu i jak strzała mówię sobie go w myślach i gdzieś tam powinna być literka;) po angielsku śpiewam sobie piosenkę

zacinam się przy V, czasem w ogóle nie(; na szczęście nikt (poza panią Magdą!)nie wymagał ode mnie recytowania alfabetu. ale umiejętność może być przydatna – w ostatniej pracy, gdzie musiałam wyszukiwać umowy czy potwierdzenia, znajomość alfabetu się przydawała;p

 

mój udar

leki przeciwzakrzepowe po udarze i moje siniaki

Published by:

groch i fasolaPrzez jakiś czas po udarze byłam jednym wielkim siniakiem. Zawsze, nie wiem czemu, jestem cała w siniakach i zadrapaniach, ale tym razem była to zasługa leków przeciwzakrzepowych, których nazwy, Xarelto, Clopidogel, Clexane, dawkowanie i pory przyjęcia recytowałam jak pacierz.

Lekarstwa przeciwzakrzepowe to superważna sprawa dla udarowców. ‚Rozpuszczają’ krew, tak żeby żaden skrzep nie zawędrował do mózgu. Taka profilaktyka ponowna. Więc udarowcy łykają je i przyjmują w zastrzyczkach. Zastrzyki oczywiście ostawiają swoje siniaki.

To wszystko wyglądało dziwacznie. Początkowo z fascynacją oglądałam tworzące się siniaki i ich zmiany kolorów. Tworzyły się od wszystkiego. Zastrzyków, dotyku, otarcia lekkiego. I nie było sposobu, żeby się ich pozbyć.

bruise

niezbyt piękny widok, prawda?;)

Na szczęście u mnie wykluczono zaburzenia krzepnięcia krwi (skomplikowanymi badaniami w instytucie hematologii), nie muszę więc już brać drogich i trudnodostępnych lekarstw. Mój dziadek, też po udarze, który ma od lat migotanie przedsionków, nie ma takiego szczęścia. Bierze cały czas swoje ‚rozrzedzacze’. I żyje, udar się nie powtórzył. I oby się nie powtórzył!

medycznie mój udar

kocham mój Nootropil (leki prokognitywne po udarze)

Published by:

zagadki logiczneKiedy usłyszałam od lekarza termin ‚lek prokognitywny’ myślałam że zwariuję ze szczęścia – istnieją prochy, które mogą poprawić moją koncentrację i ogólnie myślenie, ja je chcę! Potem pogadałam z różnymi ludźmi, lekarzami i lekarzami in spe, jednym badaczem leków i większość mi odradzała to lekarstwo – tylko neurolog powiedziała że to świetny pomysł i zapisała mi Nootropil, moją nową miłość.

Mówili o nim ‚placebo dla starych bab’, ‚ duże kłopoty z łączeniem z innymi lekami’, ‚dla studentów w czasie sesji’, ‚w Czechach bez recepty’…

Ale ja mam wrażenie, że świetnie na mnie działa, nie widzę żadnych skutków niepożądanych, może oprócz tego, że muszę pamiętać o kolejnej tabletce rano. Jest o tyle lepiej, że czuję się dużo lepiej za kierownicą (choć oczywiście nie szaleję dalej) i nie mam wrażenia,  że zaraz rozjadę dziecko. Rozwiązuję zagadki po dwumiesięcznej przerwie ot tak sobie (wciąż nie są łatwe, ale niektóre rozwiązywalne!), lepiej się koncentruję, czasem udaje mi się wyrazić kwestie, o których wcześniej ciężko mi się nawet myślało. Jest lepiej.

Jeśli to placebo, to kocham moje placebo. 

Kolega badający lekarstwa kazał mi zapytać moją neurolog o inną substancję, której świetne efekty  działania widział na własne oczy, ale ona odpowiedziała, że tego nie stosuje się przy udarach i nie widzi tego u mnie. Dostałam więc Nootropil. I sobie go przyjmuję i jestem zadowolona. Mam oczywiście kilka obaw, ale poziom ich racjonalności jest na poziomie chorego na depresję, który nie chce przyjmować antydepresantów, bo są takie i owakie i od psychiatry. Czyli żaden:)

 

medycznie udar

Jestem trochę ćpunem – leki po udarze

Published by:

tabletkiBardzo dziwne jest dla mnie to, że choć żadne lekarstwo nie zwróci mi martwego mózgu i tak od 21 grudnia wzięłam setki (jeśli nie tysiące pigułek) i zastrzyków.

Ich lista nie jest aż tak imponująca, jak myślałam – właśnie ją zrobiłam i  liczy najmniej 30 preparatów. Nie włączam w to leczenia trombolitycznego, wszystkie kroplówki liczę jako jeden i wszystkie przeciwbóle liczę jako jeden. I te same preparaty pod różnymi nazwami też policzyłam jako 1.

Lekarstwa mogę zasadniczo podzielić tak:

  1. leki i zastrzyki przeciwkrzepliwe i kardiologiczne – żeby we krwi nie robiły się już żadne skrzepliny wędrujące z serduszka do mózgu.
  2. suplementy, leki i zastrzyki i kroplówki przywracające odpowiedni poziom różnych pierwiastków, cholesterolów, witaminek itp.
  3. leki przeciwdepresyjne, w tym na przewlekły ból głowy.
  4. leki na różne świństwa, które przypałętały się do mnie w szpitalach – od wymiotów, przez hemoroidy, po zakażenie układu moczowego.
  5. leki osłonowe – żeby inne leki nie robiły tak dużej szkody!
  6. leki przeciwbólowe, które, jeśli dobrze pamiętam, na obrzęk mózgu działają tak sobie.
  7. lekarstwa i kroplówki z pierwszego szpitala, których nazw i przeznaczenia nie znam, a które na pewno mi podawano, np. żeby obrzęk mózgu zszedł. Może w wypisie ze szpitala są ich nazwy, ale jest tam miliard słów, których nie znam i nie mogę się ich doczytać – dlatego liczba 26 może być dużo większa:)
  8. leki prokognitywne – mają niby wspomagać funkcje poznawcze i pomagać w myśleniu.
  9. grupa leków które wyczytałam w wypisach, ale nie mam pojęcia na co są.
  10. leki nasenne – choć ja sporadycznie dostawałam nie nasenne, tylko w małych dawkach takie, które ułatwiały zasypianie. Bez sensu bo znałam je wcześniej i lekarz mówił o dawkach 4x większych niż to, co dostawałam w szpitalu.

dużo tego jest, bardzo dużo. Obecnie dziennie biorę 6 tabletek i żadna z nich nie powstrzyma spastyczniejącej łapy i nie wróci mi mózgu, a wszystkie są potrzebne, choć nie tak, że po ich odstawieniu miałabym natychmiastowo się narazić na kolejny udar. Nie chcę jednak się narażać i grzecznie łykam co każą, choć mózgu mi to nie zwróci.

Moim największym lekowym rozczarowaniem są szpitalne leki przeciwbólowe, które nie łagodziły bólów na tyle, żeby było dobrze (z tego co pamiętam). największą zaś nadzieją, jest to lekarstwo prokognitywne. Choć niektórzy w nie nie wierzą, mówią, że ‚stare baby masowo to łykają i studenci w czasie sesji, ale to nie bardzo działa’, jestem bardzo ciekawa efektów.

Branie lekarstw to uciążliwy obowiązek. Trzeba o nich pamiętać. Trzeba pamiętać o odpowiednio wczesnym pójściu do lekarza po receptę. Trzeba ich szukać po aptekach lub zamawiać – rzadko się zdarza tak, że idę do apteki, kładę receptę na stół, płacę i wychodzę z lekarstwami. Czasem znaleźć je jest strasznie trudno – spróbujcie znaleźć zastrzyki przeciwzakrzepowe, których nigdzie nie ma, nawet w hurtowniach – powodzenia. I kosztują. Część, nawet po refundacji jest bardzo droga dla przeciętnej kieszeni, inne kosztują kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, więc miesięcznie na pewno przeszło stówkę się wyda w tańszym okresie – ta stówka wciąż nie zwróci mi mózgu.

poza tym, na każde wyjście do lekarza muszę brać ostatni wypis ze szpitala, lub ewentualnie listę leków. Nie chciałabym przecież, żeby maść na kręgosłup  wchodziła w złe interakcje z moją aspiryną cardio, prawda?

Wolę też nie myśleć o mojej biednej wątrobie, o obciążonych jelitach… Jakoś tak jestem dziwnie przeświadczona, że część moich mdłości jest przez to, że organizm został nadwyrężony przez lekarstwa, jeśli nie te brane przeze mnie teraz, to przez te, które były ‚cięższe’.

W moim ‚pudelku na leki’ jest mnóstwo pigułek i trochę zastrzyczków – tych wykupionych i jeszcze niewykorzystanych, oraz tych, które zostały, po odstawieniu. W osobnym pudełku mam po listku lekarstw, których aktualnie biorę. W szpitalach jest łatwiej – przynoszą ci wszystko, łykasz i po sprawie. 2 razy zapomniałam o lekarstwie – pielęgniarki ganiały za mną, żeby sprawdzić, czy ładnie wszystko zjadłam, aż do końca mojego „turnusu”;)

Czekam na dzień, kiedy będę mogła nie wziąć niczego. Albo tylko aspirynkę, którą pewnie będę łykać do końca życia, niech jej będzie, choć mózgu mi nie zwróci.