Workplace wellness – czyli o ile lepiej mogłoby być w naszych miejscach pracy? (wpis konferencyjny)

Kolejny wpis konferencyjny. Tym razem o tak zwanym workplace wellness.  Czyli czymś, co moim zdaniem tylko częściowo pasuje do swojej angielskiej nazwy.

Zapisałam się na warsztat o, z angielska workplace wellness,  czyli, powiedzmy, zdrowiu w miejscu pracy. Kulawe tłumaczenie, ale trochę nie chce mi się kombinować.

O co chodzi? Już tłumaczę słowami anglojęzycznej Wikipednii:

workplace wellness – aktywność lub polityka organizacyjna zaprojektowana dla wspierania zdrowego zachowania w miejscu pracy , oraz dla polepszania wyników zdrowotnych. W Stanach Zjednoczonych znna jako jako „korporcyjne dobre samopoczucie”, często obejmuje aktywnośći takie jak edukacja zdrowotna, badania medyczne, programy dla obniżania wagi ciała, lub dostępne na miejscu progray i możliwości.

Oczywiście tłumaczenie jest mocno takie sobie, ale oddaje dobrze to, o czym słuchłam i rozmawiałam przez kilka godzin. I fajnie: zasadniczo chodzi o to, żeby firmy na poziomie organizacyjnym miały politykę, która będzie działała tak, żeby ich pracownicy byli zdrowsi. Czytaj dalej

80% z nas żyje z chorobami niezakaźnymi

80% z nas jest dotkniętych chorobami niezakaźnymi (NCDs)

zdrowie, serce, apteczka, karetkaChorobą niezakaźną jest nadciśnienie, na które choruje twój dziadek. A jeśli nie dziadek, to mąż. To insulinooporność twojej przyjaciółki, cukrzyca szefowej. Chorobą niezakaźną jest migotanie przedsionków twojego kumpla. Choroba płuc kasjerki i hashimoto kobiety, która stoi przed tobą w kolejce. RZS jej dziecka. Otyłość jego kolegi. Celiaklia jego taty, epilepsja księgowego jego taty. To anoreksja sekretarki, bulimia sportowca, który martwi się o sekretarkę.

To depresja twojego lekarza. Demencja koleżanki. Miażdżyca bibliotekarza. Zakrzepica jego brata. Endometrioza żony brata.

To stwardnienie rozsiane przyjaciółki ze szkoły, bezsenność jej ulubionego aktora i choroba Parkinsona legendy rocka, którą przyjaciółka uwielbia.

To fibromialagia Lady Gagi. Rak mojego przyjaciela. Dziecięce porażenie mózgowe mojej koleżanki. Choroba skóry mojej przyjaciółki. Stany lękowe innej przyjaciółki. Problemy jelitowe kolejnej przyjaciółki. Zgaga znajomego. Otyłość mojego kumpla. I moja. I mój udar mózgu. Mój toczeń. Moje migreny, moja padaczka, moje problemy z hormonami, moje PFO, moje chroniczne zmęczenie….

***

Konferemcja, na której byłam, dotyczyłą tych wszystkich i wielu innych chorób. Nie każda z nich była tam nazwananie wymieniono ich wszystkich. Było to forum ludzi, którzy chcieliby zmienić okropną statystykę wg której 63-70% wszystkich zgonów ludzi przed 70 rokiem życia jest spowodowanych tymi chorobami. Nie AIDS, grypą i wypadkami samochodowymi.

NCD Alliance Global Forum 2017 mierzyło się z takim problemem. Czad, co? Stąd wynikała moja sceptyczność wobec celów forum. Moje początkowe, ostre stanowisko w końcu złagodniało, więc ok. Bo ludzie, którzy się tam zebrali, mieli na ustach również te słowa, które są mi bliskie. Opieka i prewencja.

Dalej uważam, że terminy, które zaczynają się od ‚non” czy ‚nie’ są problematyczne, jak worki bez dna. Bo czy do NCDs zaliczymy złamaną nogę? Czy dopiero zakrzepicę spowodowaną złamaniem nogi? Jestem pewna, że znajdą się profesorowie optujący za jednym i drugim rozwiązaniem, choć Wikipedia milczy o złamaniach.

Rozglądam się po swoich najbliższych. W mojej rodzinie wszyscy są na coś chorzy. Co nie znaczy, że każdy się leczy. To nawet nie znaczy, że mierzymy sobie z dziadkiem i babcią ciśnienie codziennie. A powinniśmy:)

Cyfra 80% z nagłówka nie jest precyzyjna, bo nie pamiętam, czy 80% populacji świata (6,1 miliarda, tadam) na coś takiego choruje, czy jest to cyfra zbiorcza: choruje lub ma wśród najbliższych kogoś chorującego. Nie mogę teraz znaleźć notatek;)Tak czy inaczej, to mnóstwo, bo prawie każdy z nas jest w kręgu ludzi, którzy mają do czynienia z tymi chorobami. Mają, mieli lub będą mieć.

I tak sobie myślę, że gdybym wiedziała o ryzyku, może mogłabym odpuścić co trzecią imprezę w liceum. Pewnie by tak nie było, czasy pankroka i mroczności ciuchowej wspominam z łezką w oku, ale i tak mam wrażenie, że zdrowiej by było, gdyby moją bohaterką z gimnazjum była jakaś joginka, a nie Janis Joplin.

A najlepsze jest to, że przeszło połowie z tych chorób można by zapobiegać. Tadam;)  Może gdybyśmy wiedzieli, że…  W każdym razie o zapobieganiu powstanie kolejny wpis konferencyjny. A teraz wyrzuć tę fajkę, od tego ma się udary.

ps

w pisaniu pomogły mi strony WHO, NCD Alliance, moje notateczki i daleka od doskonałości pamięć.

Dostęp do trombolizy na świecie jest mierny. Ale nie tylko.

Nie, na NCD Alliance Global Forum 2017 nie było panelu o trombolizie. Ale rozmawiałam z ludźmi. Kardiologami, takimi lekarzami ogólnymi… Niestety nie znalazł się żaden neurolog, za to działacze, którzy zjmują się udarami mózgu.

Wiecie co, ja raczej myślałam, że Polska to taki trzeci świat, jeśli chodzi o leczenie udarów i rehabilitację, ale od jakiegoś czasu nie byłam tego pewna, konferencja utwierdziła mnie w przekonaniu, że wcale tak nie jest.

Są miejca, w których jest lepiej niż u nas (mam wrażenie, że w Wielkiej Brytanii tak jest… Przynajmniej jeśli chodzi o opiekę „po”), ale między Polską a rozwiniętymi państami naprawdę nie ma tak wielkiej różnicy.

A jest cały świat regionów rozwijających się, bardzo ubogich. W porównaniu z nimi pławimy się w luksusie. Czytaj dalej

Konferencyjne: papierosy

Pierwszą rzeczą, którą świadomie zauważyłam na konferencji [tu piszę o jaką konferencję chodzi;p], było to, że nie zauważyłam ani jednej osoby, która wymknęłaby się na papieroska.

papierosOdkąd mnie to uderzyło, przyglądalam się ludziom. I nie widziałam ani jednego gościa konferencji, który by się wymknął na papierosa. Wyszedł na fajeczkę. Zapalił sobie. Zszokowało mnie to na tyle, że sporo o tym myślałam. A w ostatni dzień również rozmawiałam z innymi na ten temat.

Ok, NCD Alliance Global Forum 2017 dotyczyło oczywiście zdrowia, papierosy były też lwią częścią  dyskusji między ludźmi, zajmowały sporo miejsca na panelach (i na warsztatah w któryh uczestniczyłam, w innych pewnie też). Myślę, że każdy z nas zdawał sobie sprawę, że fajki to zło, ale… żaden z 350 delegatów? Z żadnego państwa? Ani jedna osoba nie mogła sobie odmówić?  Czytaj dalej

Szardża – Dubaj. Po NCD Alliance global Forum 2017. Wpis turystyczno-zdrowotny. ;)

sharjh forumPisałam Wam już, że byłam uczestniczką Konferencji Chorych Ludzi w Dubaju, która nie była Konferencją Chorych Ludzi w Dubaju. Było to NCD Alliance Global Forum 2017. Czyli, w skrócie forum profesorów, NGOsów, polityków też trochę, dotyczące chorób niezakaźnych.

Wróciłam. I mogę napisać jak było;) Oczywiście mam sporo przemyśleń na temat tematu konferencji – NCD Alliance Global Forum 2017, ale równie ważne jest `to, jak to wszystko zniosłam, co? i to, jak tam było, nie? i co zobaczyć w tym Dubaju? ;)

Swoją drogą to strasznie długi wpis, więc podzieliłam go tematycznie, bo pewnie wielu z was będzie męczyć czytanie go na raz.

Podróże

Mnóstwo osób pytało mnie o lot (loty) i podróż. leciałam. Dwa loty w jedną, dwa loty w drugą, żadnych problemów. Nic nie bolało, uszy nawet  nie zatkało. Ból głowy w jedną stronę nie wystąpił, w drugą – minimalnie, ale zaczął się już w hotelu. Czytaj dalej

Szardża, NCD Alliance Global Forum: dzień 1 (samo poludnie)

ForumSzardża dzień pierwszy

Jak mogliscie wcześniej przeczytać, mój wyjazd do Szardży/Dubaju na na NCD Alliance Forum 2017 jest jedną z przygód osobistych i „zawodowych”: bo moja lewaczka jest dla mnie dzieckiem, pracą i (co za okropne słowo…) misją.

W każdym razie, dopóki tu jestem nie liczcie na przemyślenia z warsztatów i spotkań z bardzo waznymi ludźmi znajacymi sie na polityce i projektowaniu świata. A są tutaj! Czuję się jak zwykle na dużych wydarzeniach. Oniesmielona, i „out of place”. Come on. Już poznałam osobę, która słysząc, że jestem niezależną blogerką i piszę o udarach mózgu, powiedziała ze zdziwieniem „o, tylko?”.

No tylko.

No trudno.

Zdążyłam tutaj: Czytaj dalej

Jadę do Dubaju!

No tak. Nadszedł czas, żeby podzielić się tą radosną nowiną. za tydzień i jeden dzień jadę do DUBAJU. Jaram się, jak moje policzki w pełnym słońcu.

Oczywiście dzielę się nowiną z tymi, którzy nie towarzyszyli mi w tym porażkowym lajwie:

gdzie w którejś części powiedziałam, gdzie i dlaczego i po co jadę, a przede wszystkim: dlaczego się wstydziłam Wam o tym powiedzieć.

Po tym wideo kilkoro z was dość skutecznie mnie przekonało, że nie ma czego się wstydzić.

Jadę do Dubaju na konferencję chorych ludzi.

Ok, teraz słowo wytłumaczenia. To nie Dubaj (przynajmniej nie w większości), to nie do końca konferencja, i nie do końca chorych ludzi;) Czytaj dalej

Panel udarowców – dwa dni, milion wyzwań

hitchhiking on carrots

w czasach, kiedy człowiek nie bał się autostopu, chorób

Jutro długo oczekiwana podróż.

Jadę do Frankfurtu (nad Menem!) na panel udarowców z Europy.

Jak już Wam pisałam – zainaugurujemy tam europejski projekt dotyczący spastyczności. Nie mam jeszcze pojęcia, jak on będzie wyglądał dokładnie, ale mam nadzieję, że jego beneficjentami będziecie wy, a nie firma, która go sponsoruje (dopóki nie każą, nie podaję nazwy;p).

Do panelu trafiłam dzięki Fundacji Udaru Mózgu (zarekomendowali mnie) i blogowi.

Nie jestem członkiem ani uczestnikiem, ani działaczem żadnej organizacji, w tym FUM-u, ale jakoś tam mnie lubią.

Oczywiście mój drugi udar zagroził uczestnictwu, ale wszystko przemyślałam i zdecydowałam jechać.

Oczywiście przez dwa dni będę

  1. wielce skonfundowana
  2. zmęczona jak maratończyk na mecie
  3. chciała wymiotować 24/h
  4. zestresowana

ale

  1. szczęśliwa, że robię coś na kształt pracy
  2. samodzielna
  3. podróżować.
  4. we Frankfurcie;p

Zatem. Trzymajcie za mnie kciuki. I za cały projekt.

Wracam już jutro, więc za bardzo się za mną nie stęsknicie. Dziękuję za pomoc!

 

 

 

opowiedz mi swoją historię, będzie nam łatwiej

stroke alliance for europeNa mojej konferencji, poznałam bardzo fajnego, życzliwego faceta. Gav jest udarowcem z pięcioletnim stażem, który wrócił do roboty na pełen etat i szefuje którejś z brytyjskich organizacji udarowych. Rozmawialiśmy. Mój wrodzony, niejęczący, pesymizm napotkał jego wrodzony  optymizm, zderzenie było niesamowicie pouczające.

Wiecie co? Gav mówi, że zawsze było spoko, ale po udarze jego życie jest nawet lepsze. Oczywiście, nie od razu było, ale teraz, od dłuższego czasu jest. Gav jest jedną z osób, które otrzymały wsparcie od najbliższych i kopniaka w odpowiednim momencie (pokazywał mi zdjęcia dwóch synów, którzy wzięli go za fraki i zaprowadzili na spotkanie ‚grupy udarowej’, która pozwoliła mu ogarnąć jego życie.

 

Wiecie co? Rozmawialiśmy z Gavinem o wielu rzeczach, w tym o smutnym fakcie, że po udarze możesz nawet zamieszkać w kokonie z miłości i przyjaźni, a i tak możesz czuć się osamotniony. Bo ci, którzy cię kochają, nigdy naprawdę nie zrozumieją, że starej Kasi już nie ma. Wraz ze śmiercią części mózgu, urodził się ktoś nowy. Trudno mi to wytłumaczyć, po prostu nie umiem. To byłoby zadanie ponad moje siły. Ale wiedziałam, poczułam od razu, że z inną osobą z podobnym doświadczeniem, zrozumiałam się w dwie sekundy, jak nigdy z nikim w życiu. Po pięciu minutach wiedziałam, że to dotyczy i spraw ‚duszy’ (jakkolwiek by to nie brzmiało) i tych praktycznych: czy tobie też tak przeszkadza hałas świata, powiedział Gav, kiedy staliśmy w głośnej kolejce po kawałek mięska:)

zakryłam Radziorkowi buzię, bo byłby na mnie wściekły gdybym ją wrzuciła... z resztą za notkę też pewnie będzie:) sorry Mały, kupię nam dziś obiad

zakryłam Radziorkowi buzię, bo byłby na mnie wściekły gdybym ją wrzuciła… z resztą za notkę też pewnie będzie:) sorry Mały, kupię nam dziś obiad

I myślę sobie, że najlepszą radą, jaką mogę dać udarowcowi, jest otworzenie się na innych ludzi z podobnymi doświadczeniami. Taka szczera rozmowa, naprawdę pomaga zrozumieć samego siebie. A to zrozumienie jest (wg mnie!) kluczem do zdrowienia. Każdy udar jest inny, ale pewne rzeczy pozostaną wspólne. A nawet jeśli nie, łatwiej jest się pogodzić z losem i walczyć o siebie, kiedy widzi się, że nie jest się samemu na świecie.

Ja tę drogę przeszłam trochę wirtualnie, trochę na żywo. A szczerze mówiąc, choć brzmi to głupio, większość rozmów, z braku laku, przeprowadziłam sama ze sobą za pośrednictwem mojej lewaczki.pl (; Myślę sobie, jak wspaniale by było, gdyby w Polsce istniały takie grupy jak w UK, których celem jest rozmowa. wiecie, herbatka, ciasteczko (albo marchewka, będzie zdrowiej!) i rozmowa. jeśli ktoś nie chce lub nie może gadać, niech nie mówi, tylko słucha. Nie chodzi mi o terapię zajęciową, tylko takie filmowe wręcz grupy wsparcia. Może gdzieś istnieją, ja ich nie znalazłam, ale chyba długa droga przed nami do ich stworzenia – dlatego chyba warto by zachęcać po prostu do rozmów w szpitalach, na rehabilitacjach… :) nie wiem, znowu myślę jak romantyk, nie pozytywista. trudno (; póki co, jeśli ktoś potrzebuje, wiecie gdzie mnie znaleźć:P ja ze swojej strony też szukam ludzi, żeby z nimi gadać. Marzy mi się mały lewacki projekcik, ale to w przyszłości. Może się uda kiedyś ( ;

zadbaj o siebie po udarze – internet ci pomoże!

w ‚mojej’ części konferencji poświęconej ‚self management’ pewna pani mówiła o  tej witrynie:

 

 

Fajny pomysł, prawda? Oczywiście, nie dla każdego udarowca, bo musi umieć czytać&korzystać z komputera… Ale dzisiejsi sześćdziesięciolatkowie w Polsce już to potrafią. Ci, którzy zostali postawieni na nogi, mogliby skorzystać z takiego portalu.

self management

W sumie, jak się przysłuchiwałam pani, która o wszystkim mówiła, dochodziłam do wniosku, że to dobrze pomyślany kalendarzo-planer.  Z historiami z życia wziętymi i radami. Taki kalendarz, który kupowaliśmy za czasów szkolnych.  ‚w tym miesiącu na pewno zrobię…’. jeśli dorastaliście w nowej Polsce, na pewno wiecie o co chodzi. Bo w MY STroke Guide chodzi tak naprawdę o planowanie swoich czynności, o unikanie zapominalstwa;) i o bycie coraz zdrowszym – ten portal jest pełen porad, jak ulepszyć swoje ćwiczenia, dietę, codzienność (tak jak kalendarz SuperDziewczyny był pełen rad JAK ZDOBYĆ CHŁOPAKA). W sumie jest jedna, cenna rzecz, której nie da ci żaden kalendarz, żaden dietetyk, żaden lekarz i fizjoterapeuta. Portal tworzy społeczność.

Społeczność udarowców i ich rodzin. Po dwóch rozmowach z udarowcami w zeszłym tygodniu wiem na pewno, że wymiana doświadczeń z ludźmi, którzy mają je podobne, jest niezastąpiona. O tym będę jeszcze pisać na pewno.

I co – fajny pomysł z takim portalem? Ciekawa jestem, czy by się przyjął w Polsce. Mam wątpliwości:) Ale może i tak.