lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: koncentracja

mój udar Uncategorized

Jeju, dziwnie jest

Published by:

Powiem tak. Wczoraj, jak ktoś poprosił mnie, żebym napisała o czymś na blogu, powiedziałam, że nie mogę, bo kolejka ważnych tematów czeka na opracowanie/ujawnienie.

Teraz na pewniaku usiadłam do komputera i… Pustka. Nic. Moje ważne tematy zniknęły tak, jakby ich nie było.

Aż mnie zatkało. Jestem pewna, że tu były. Coś czuję że tętno mi podskoczyło, bo słyszę moje serce. Chyba.

Tak, wiem, że sobie planowałam, rozmyślałam, ale nie zapisałam. To jeszcze potęguje moje wrażenie zagubienia w rzeczywistości. Ja wiem, nie wolno panikować, każdemu (nawet mojej mamie!) zdarza się czegoś zapomnieć. Lub o czymś zapomnieć. Ja wiem. Tylko że przy moim ogólnym rozbiciu i poczuciu odstawania od rzeczywistości, mam dziwne wrażenie, że ktoś wyjął mi z głowy solidny kawał mózgu.

I wcale nie mam poczucia, że coś się po prostu schowało w szufladce i muszę to odkopać. Mam poczucie że coś straciłam, i to przez udar mózgu.

Hm. To pewnie nic. Znam ten stan, wiele razy to przechodziłam. Przede wszystkim to spokój może nas uratować. Spokój i odpoczynek i nieprzejmowanie się. Uciekło, to wróci. Przewróciło się, niech leży. Postanawiam się tym nie przejmować i obejrzeć sobie coś na netflixie.

Z nowości:

straciłam wszystkie zdjęcia, które miałam. dysk padł.

jutro idę do dietetyka,

już za kilka dni zaprezentuję wam stronę o spastyczności,

kończę czytać pierwszą z mózgowych książek, które zakupiłam ostatnio

trochę jestem głodna.

Na dobry sen wrzucam Wam Marcina Dorocińkiego. Z fejsa, to chyba legalnie;) Bo fajny jest:)

 

mój udar odchudzanie rehabilitacja

Jak chcesz umrzeć ze śmiechu, idź na zumbę po udarze;)

Published by:

Jakaś pani psycholog powiedziała mi raz „proszę iść na zumbę, albo grać na instrumencie. To ładnie  synchronizuje półkule”.

Więc w końcu poszłam na zumbę;) i raz w tygodniu sobie synchronizuję półkule.

O co chodzi z tą synchronizacją? 

Jak wiemy wszyscy nasze półkule mózgowe odpowiadają za różne rzeczy (leteralizacja – inaczej stronność). Prawa półkula jest bardziej twórcza, odruchowa i intuicyjna, lewa logiczna niby. I nasze mózgi podobno najlepiej pracują, jesteśmy najnajnaj mądrzejsi i najbardziej kreatywni i najlepiej się koncentrujemy kiedy dwie półkule pięknie ze sobą współpracują.

Jak by nie było, wydaje mi się że synchronizacja półkul nie może zaszkodzić, więc co drugi dzień siadam do pianina i… zapisałam się na zumbę:D

Tak, to jest ten moment w którym możecie spaść z krzeseł ze śmiechu. Bo ja się czuję tak:

bear

A powinnam tak:

zumba

Grupa robi 3 kroki w prawo, a ja zdążam na ostatni i już nie wyrabiam się z ruchem rąk. Jest śmiesznie. Często staję i się śmieję, bo sama siebie bawię. Ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Kroczek po kroczku. I może uruchomię biodra w końcu, bo póki co jestem sztywniarą, która nie umie poruszyć jednocześnie dwoma częściami ciała jednocześnie.

I tak się zsychnronizuję, że będę mogła kiedyś pracować normalnie jak człowiek na pełen etat. Albo nie etat, ale nie będę musiała odpoczywać co pół godziny. I będę mogła się koncetrować. I będę mogła tak tańczyć, jak ten facet

Oczywiście zajęcia są ciężkie i cały dzień się do nich przygotowuję nie nadwyrężając siebie w żaden sposób i obowiązkową minimalnie godzinną drzemką przed zajęciami. I po zumbie niczego już nie robię. Jest odpoczynek, filmik, herbatka i spaćko. To jest bardzo męczące dla mnie. Dodajcie hałas (muzykę znaczy), ludzi, chaos i wysiłek fizyczny i wyjdzie wam koszmar udarowca. A jednak warto.

I wiecie co? śmiejemy się we trzy, ja, mama i jej przyjaciółka, wszystkie trzy nie najszczuplejsze, i ja jestem dumna. Z siebie i mamy (nie wiem, czy mam prawo być dumna z przyjaciółki. Jeśli tak, to jestem:). Z mamy, że spróbowała, a ze mnie, bo jeszcze się nie przewróciłam i na nikogo nie wpadłam i się cieszę bardzo tą godzinką w tygodniu. Kurcze, miesiąc temu  chodziłam jak pingwinek i nie stałam stabilnie, a teraz udaję że tańczę:) I jeszcze rozumiem hiszpańskie teksty!:)))

ps.

oczywiście chciałabym też żeby Zumba pomogła mi schudnąć, ale mało mam wiary, że kiedykolwiek się uda…

mój udar rehabilitacja

Rehabilitacja (dzień 13/21)

Published by:

1473928256835No, musze powiedzieć że chodzę coraz ładniej.

Z kaczuszki lub pingwinka staję się na powrót człowiekiem :)

I w tak zwanym międzyczasie pisania usłyszałam ‚ ale pani Kasiu!  Pamiętać o nodze!’ i musiałam się poprawić.

Jest tak.  Już się nie kołyszę prawie, za to od czasu ‚koszę’ nogą.  I tak sobie chodzę. Coraz odważnej,  coraz lepiej. Póki co bardzo ciężko mi się pisze. Głośno tu, dużo ludzi mówi naraz,  mało czasu.   Więc i relacje są takie sobie.  Nie narzekam.  Boję się,  że ktoś zacznie mi pluć do jedzenia!  A gości mam rzadko i nie na stałych dostaw jedzenia :pp

mój udar

W trasie!

Published by:

received_294605547550280Kolejny sukces! Przejechałam jako kierowca 176 km autem!  w tym kilka po mieście! Ronda,  korki…

How cool is that? ;)

Zamieniłam się,  bo czułam,  że się dekoncentruję. Czyli znowu jestem drajwerem.

Nie czuję się pewnie wciąż.  Ale jechałam dość pewnie.  Jak przestałam, zamieniłyśmy się.

Kiedyś, ktoś mówił mi,  pani Kasiu mój tata miał udar,  teraz po całe,  nawet jeździ samochodem. 

Ja nie wierzyłam w dobrą jazdę.  dalej nie wierzę do końca,  tylko z kimś po prawej, ale może kiedyś? (;

 

mój udar

Udało mi się zaśpiewać piosenkę!

Published by:

Pamiętacie moją listę celów? 

mam się czym pochwalić. udało mi się zaśpiewać piosenkę! piosenkę prostą tekstowo i melodycznie, ale piosenkę:)

powiem wam, że tu nie chodzi ‚tylko’ o śpiewanie, bo lepiej dla świata, żebym nigdy nie śpiewała…

ale to jest widoczny znak, że idzie mi coraz lepiej w rehabilitacji. skupienie musi być lepsze, koncentracja się troszkę poprawiła, pamięć, robienie rzeczy na raz. dziś udało mi się też zaśpiewać zwrotkę hymnu polski;) z chłopakami na przegranym meczu szłam za wolno. odpuściłam.

poza tym, chce mi się tańczyć! bez muzyki, bo mnie męczy, ale trochę się ruszam.  z tego wszystkiego włączyłam zapis koncertu zespołu, który kiedyś kochałam do sprzątania i po 20 minutach dostałam koszmarnych mdłości. no to tyle z powrotu do muzyki…

 

 

 

 

mój udar

umiesz liczyć? licz na palcach!

Published by:

od udaru mam straszne problemy z liczeniem. Przeliczenie pieniędzy w portfelu jest zazwyczaj ponad moje siły, mimo że pieniędzy nigdy nie mam dużo;)

największe sprawia mi nie mnożenie, dzielenie czy odejmowanie, tylko proste odliczanie po kolei. Często policzenie do 10 czy 20 wymaga kilku prób. A to przecież jest potrzebne!

swoje kominy robię na 30 oczek (czyli muszę doliczyć do 30;p0

na basenie zazwyczaj przepływam 20-36 basenów (1 km-1,8 km)

w zagadkach logicznych muszę liczyć… kaskę muszę policzyć czasem, łyżki mąki do ciasta, wiecie, najprostsze rzeczy sprawiają mi takie trudności, że czasem nawet się poddaję – ostatecznie, jak zrobię 1400 m, a nie 1500, nikt nie umrze.

nie wiem, od czego to zależy. prawdopodobnie koncentracji mi nie starcza. ale na policzenie do 10? szczerze mówiąc łatwiej mi policzyć do 10 po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, a nawet koślawym arabsku, niż po polsku – nie mam pojęcia dlaczego. Może dlatego, że po polsku nie liczę po to, żeby liczyć, tylko po to, żeby COŚ POLICZYĆ? A może dlatego, że kiedy liczę w obcym języku inne ośrodki w mózgu się uruchamiają – bardziej ‚lingwistyczne’ niż ‚matematyczne’?

ale szukam na to liczenie sposobów. na szybkie przeliczenie łączę w trójki i nadaję śpiewny rytm wypowiedzi, jakbym nuciła cyfrową piosenkę. na wielokrotnościach cyfry 3 (i 5, jak coś jest podzielne przez 5) się zatrzymuję na chwilkę, zbieram koncentrację, a potem lecę dalej. i jakoś gra.

klepaki (monety;p) łączę w kupki i jakoś leci. do tej metody trzeba stołu niestety:(

na basenie skupiam się na drugich pięćdziesiątkach, wyśpiewuję sobie w myśli na przykład dwieeeeeeście czteeeeeeeeeeryyyy dwieścieeeeeeeeeee cztery, co znaczy, że jak skończę basen, będę miała zrobione dwieście metrów przez przepłynięcie czterech basenów. Czasem się udaje bez niczego policzyć, a czasem to się tak wbija w głowę, że musisz pomyśleć ‚hejże, już płynęłam raz te dwieeeeeeeeście metrów, jestem na trzyyyyyyystaaaaaa już’. Na szczęście moja mama pływa obok i liczy mi też baseny, zazwyczaj nasze rachunki się zgadzają;)

i takimi sposobami sobie jakoś radzę w tych podstawowych rachunkach. dziś drugi raz w życiu wyszedł mi obrazek logiczny. Poziom 1, najłatwiejszy, ale jestem mega dumna, bo znaczy, że wszystko odliczyłam dobrze;p

grinders, logi, logimix

mój Nootropil, lek prokognitywny troszkę pomaga na to. Myślę, że to nie przypadek, że lepiej idą mi te obrazki na prochach, niż bez nich (;

ćwiczenie czyni mistrza. to sobie spróbuję z kolejnym obrazkiem:)

PS

alfabetu też nie powiem. nie ma mowy. szukanie w słowniku przebiega u mnie tak. mam literkę – na czuja oceniam w której części alfabetu jest (do ‚ł’ to dla mnie pierwsza część;p) potem oceniam w pobliżu których innych literek się znajduje np ‚mnopqr’ to jedna grupa dla mnie. i potem idę do odpowiedniej części alfabetu i jak strzała mówię sobie go w myślach i gdzieś tam powinna być literka;) po angielsku śpiewam sobie piosenkę

zacinam się przy V, czasem w ogóle nie(; na szczęście nikt (poza panią Magdą!)nie wymagał ode mnie recytowania alfabetu. ale umiejętność może być przydatna – w ostatniej pracy, gdzie musiałam wyszukiwać umowy czy potwierdzenia, znajomość alfabetu się przydawała;p

 

mój udar

Nie wolno zapominać o lekarstwach!

Published by:

tabletkidałam ciała. nie ogarnęłam, że lekarstwa mi się kończą. OK – o psychotropkach nigdy w życiu bym nie zapomniała, bo gwałtowne odstawienie psychotropków to jedno z bardzo złych doświadczeń mojego życia, ale o Nootropilu  zapomniałam. I obserwuję tego skutki.

już ze dwa tygodnie nie mam tabsów (wiecie, święta, sylwester, urodziny) i widzę duży spadek formy intelektualnej.

Widzę po mojej nauce języków obcych, jak mi ostatnio gorzej idzie. Widzę po czytaniu… Widzę po tym, że, jak czytam jakieś napisy gdzieś. Potem wracam do nich i okazuje się, że przeczytałam coś zupełnie innego. Jest dziwacznie. Niestety różnicę widać na zewnątrz trochę. I ja się ze sobą gorzej czuję. Znowu funkcjonowanie przedstawia trochę większe wyzwanie.

I na pewno nie chodzi o to, że nie ćwiczę, bo uczę się codziennie, gram na pianinie dość często, robię obrazki logiczne, czytam książkę… Łączę spadek formy z brakiem Nootropilu – leki prokognitywne widać zdawały egzamin w moim przypadku.

Teraz z niecierpliwością czekam wizyty u lekarza, bo jak gorzej myślę, psychicznie też zjeżdżam niestety. Nigdy więcej!

 

mój udar

Kierowca po udarze (II)

Published by:

samochódwczoraj kolejny sukces! Myślałam, że może dojadę nad morze, ale się nie udało.

Mieliśmy z tatą zaplanowany wypad nad morze (120? 100 km? coś takiego), rano czułam się pewnie i dobrze, więc jazdę zaczęłam JA i to nienamawiana przez nikogo. I ujechałam kawał drogi, przeszło godzinę jechałam, ale potem, dość nagle poczułam paskudne zmęczenie. Takie, że zjechałam zaczęłam się bać kierowania, wiedziałam, że nagle koncentracja mi siadła i muszę się zamienić. Więc zjechałam na bok i się zamieniłam.

Żal mi było, bo gdybym mogła się pochwalić jak daleko ujechałam, to byłabym z siebie dumniejsza;p ale wiecie, bezpieczeństwo na drodze to ważna rzecz:) ważniejsza niż duma, na pewno.

To nagłe opuszczenie przez siły nie jest dla mnie niczym nowym, znam to dobrze ze swojej codzienności. Dobrze wiedzieć, że koncentrowanie się na drodze może być też czymś wysysającym siły witalne:) Dłuższe wycieczki nie są dla mnie więc:)

Na miasto wciąż bym się sama nie wypuściła autem. Jeżdżę bardzo uważnie, dość powoli, raczej nie grozi mi zabranie prawka za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Ale widzę swoje reakcje. Wiem, że jestem jak świeżak po odebraniu dokumentu. Tylko że mam wolniejsze reakcje, więc teraz skupiam się milion razy bardziej, niż wtedy, kiedy zaczynałam jeździć. Nie spowodowałam do tej pory żadnej niebezpiecznej sytuacji, ale widzę to w pierdołach. np. w tym, jak powolutku włączam wycieraczki, albo jak długo kierunkowskaz mi miga po tym jak skręciłam. Uwierzcie, za długo. Wiem jednak, że to się jeszcze poprawi. Mam nadzieję że na tyle, że będę mogła jeździć po mieście bez obaw:) To nie będzie jutro czy za miesiąc, ale może za rok czy dwa . A może wcześniej? Zobaczymy.

W każdym   razie nad morzem było pięknie…

polskie morze zimą

…a powrót był tak męczący, że mdłości trzymają mnie trochę do teraz. zastanawiałam się, czy to nie przeziębienie, ale chyba po prostu zmęczenie:)

ps

początki mojej poudarowej samochodowej drogi, możesz sobie przypomnieć tutaj. jest różnica!:)

mój udar

grajmy sobie analogowo! – gry po udarze

Published by:

games, pokerKiedy leżałam na pierwszej rehabilitacji, byłam zrozpaczona. Mimo pracy z neuropsychologiem, zadań domowych, oglądania filmów, prób czytania, uświadamiałam sobie, że ten syf, który mam w głowie, będzie porządkowany dużo dłużej, niż przypuszczałam początkowo.

Napisałam więc do swojej byłej wykładowczyni, która miała z nami przedmiot ‚psychologia komunikacji’, który w dużej mierze, z tego co pamiętam, opierał się właśnie na takich neuro-ćwiczeniach. Jeśli nie na koncentrację, to na kreatywność.

Odpowiedź, którą otrzymałam, bardzo mi się podobała. Graj, Kaśka, w gry. Nawet proste. Zapraszaj znajomych na partyjkę scrabbli. Obok tego sudoku się sprawdza do samodzielnej pracy. I o tamtej pory starałam się nie wypuszczać moich gości bez rozegrania partyjki czegoś. Graliśmy w makao (tego nienawidzę, tak przed udarem i po udarze), scrabble, Kolejkę czy jakieś ‚Pan tu nie stał’, państwa miasta,. Było super, przegrywałam jak zawsze (tylko w scrabble mi się udawało czasem zwyciężyć, ale w to przed udarem byłam mocno wyćwiczona), jak się nie skupiałam i coś źle robiłam, znajomi śmiali się i dokazywali. Kolejna rehabilitacja to byli inni goście, przychodzili już ze skomplikowanymi planszówkami, których uczyłam się powolnie, ale je pokochałam i mogę grrrraaaać. Teraz, przeszło pół roku później, jestem w stanie zagrać nawet w skomplikowane gry, jeśli ktoś dobrze wytłumaczy mi zasady. I chcę grać!

Tu na wczasach jest z tym słabizna. Kupiłam karty, chciałam przypomnieć sobie pokera, ale się nie udaje. Zapraszamy znajomych na poksa, a oni nie chcą grać. Zapraszam brata na partyjkę, ale zmęczony. A przez to, że na Cyprze hazard jest trochę zabroniony, przez sieć też nie przegram majątku.

Podobno granie synchronizuje półkule mózgowe. Rozwija też na pewno koncentrację, myślenie logiczne, ‚social-skille’, a ze wszystkim jestem trochę na bakier. I sprawia mnóstwo frajdy. I gry są naprawdę na każdym poziomie. Z dzieciakami gra się w najnudniejszą grę świata, wojnę. Są miliony gier, w które można grać z udarowcem, kiedy wyjdzie z fazy ‚chce mi się spaaaaaaaaaać, zostawcie mnie w spokoju’. Taka praca po godzinach, na pewno przyjemniejsza, niż męczenie się z tekstem z lukami od neuropsychologa;)

Jestem typem przegrywacza-pechowca, dlatego przegrane mnie w ogóle nie smucą i nie załamują. Powiem nawet więcej – jak wygrywam, zachowuję się bardzo źle. Tak źle, że nie daję zapomnieć innym, że PRZEGRALI ZE MNĄ. A teraz, że PRZEGRALI Z UDAROWCEM. Wyzywam też innych (najczęściej od dziwek bez szkoły… dlaczego? nie mam pojęcia)

Zachowuję się gorzej niż Hammond:

Jak nie wierzycie, zapytajcie moich przyjaciół;)

The efficacy of Wii-based Movement Therapy for upper limb rehabilitation in the chronic poststroke period: a randomized controlled trial

mój udar

Obym was nie myliła z kapeluszami!

Published by:

The_Man_Who_Mistook_His_Wife_for_a_Hat_coverKilka tygodni temu przeczytałam newsa – umarł genialny neurolog, który napisał książki o takich rewelacyjnych tytułach jak Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem, Przebudzenie, Muzykofilia: Opowieści o muzyce i mózgu, Antropolog na Marsie… 

Po przeczytaniu o nim kilku słów zapłakałam, że nigdy nie zostanie moim lekarzem prowadzącym i wiedziałam, że muszę poznać jego książki. Wybrałam oczywiście Mężczyznę… I nie zawiodłam się. Książka w punktacji lubimyczytac.pl to 10/10, jest doskonała. Może nużyć przy czytaniu ciągiem, ale nie na tyle, żeby ją odłożyć.

Biorąc pod uwagę to, że poprzednią książkę (też bardzo dobrą) czytałam o końca czerwca do końca września, ta poszła mi rewelacyjnie – tylko tydzień, pierwszego dnia przeczytałam ze rozumieniem 100 stron, potem mnie łeb bolał strasznie, ale nie mogłam odpuścić.

Książka jest naukowa, ale specyficznie. Przypisów mało, rozpraszenia brak. Nie najważniejsza jest literatura (ja ufam gościowi, który ot tak pisze o swojej korespondencji z Aleksandrem Łurią) i który już w pierwszych słowach mówi o pacjentach neurologicznych z takim zrozumieniem, którego chciałabym dla nas wszystkich, w tym oczywiście dla mnie.

I to on wytłumaczył mi specyfikę prawej półkuli mózgu. Wcześniej nikt mi nie powiedział nic o tym (choć pytałam) i nie zlekceważył moich ‚dziur’ jako mniej fajnych, mniej interesujących, mniej groźnych. Dalej jestem cudzikiem medycyny, ale mam do siebie wiele zrozumienia – dzięki książce wydanej w 1985 roku (w Polsce później oczywiście).

To są jednak osobiste radości i tanie kupowanie serca udarowca, który czuje się niezrozumiany przez cały świat, bo nie umie opowiedzieć, co mu się kłębi w pustawym łbie.

oliver sacksInne części książki są o niebo (i chyba obiektywnie) lepsze. Publikacja składa się z opisów ‚przypadków’ poznanych w toku kariery neurologa. Każdy jest tak interesujący, że szczęka opada ze zdumienia. Ten tytułowy Mężczyzna, utalentowany śpiewak, rzeczywiście pomylił głowę żony z kapeluszem! A pani z zaniedbywaniem połowicznym gdy chciała dojeść obiad, odpowiednio kręciła się wokół własnej osi, tyle razy, ile trzeba było. Nie mogę wyjść ze zdumienia i przypadkom, i samemu lekarzowi, dla którego pacjent nigdy nie był kłębkiem neuronów, i który starał się dojść do sedna i wpłynąć na jakość życia swoich pacjentów, do tego stopnia że zastanawia się, czy jego autystyczny pacjent nie mógłby być ilustratorem bajek. Albo ręcznie produkować inicjałów w książkach. Do tego stopnia, że zgadzał się, żeby jego pacjent z zespołem Tourette’a (jedno z największych zaskoczeń całej publikacji. Wiedzieliście, że turetycy mają dużo większe problemy, niż niekontrolowane przeklinanie?) brał lekarstwa w tygodniu, a w weekendy dał sobie spokój, żeby nie stracić kreatywności, interesującego talentu perkusyjnego i życia. To wszystko zostało osadzone w rzeczywistości medyczno-filozoficzno-humanistycznej, do tego, że w książce można znaleźć nazwiska, które pamiętam ze swoich studiów kulturoznawczych.

Z punktu widzenia udarowca jest oczywiście też interesująco, udar gdzieś się pojawia, powodując takie konsekwencje, których możliwości istnienia nigdy bym nie podejrzewała. Jednak to tylko pogłębia moje przekonanie, że w ogóle nie zdziwiłoby mnie, gdybym nagle zaczęła mówić po chińsku.

Jednak największym potwierdzeniem wielkości tego człowieka jest fragment, w którym pisze o objawieniach. Przyznaje, że mają źródła neurologiczne, nie negując jednocześnie wpływu istoty wyższej, Boga. Nie mam pojęcia, czy był wierzący, czy nie, ale na pewno miał w sobie tyle zrozumienia, którego nigdy wcześniej (ok, nie pamiętam większości książek, które przeczytałam) u nikogo nie widziałam. I jest mocarzem, który jest w stanie pytać o człowieczeństwo tam, gdzie inni go nie widzą.

Gdy dorosnę, chcę być takim neurologiem. Sacks jest niesamowity. Ale nasze mózgi są jeszcze bardziej.