Wczoraj jechałam autem

021Jechałam autem.

Nie wyszło jakoś super.  Wymusiłam pierwszeństwo i zostałam otrąbiona.

Ale koniec końców dojechałam do sklepu i wróciłam nie przyjeżdżając po żadnym zwierzątku, dziecku, dorosłym, a nawet po krawężniku!

Nie czułam się pewna swoich umiejętności, ale babcia miała imieniny (sto lat Barbarze!) i był dzień dyspensy. Pojechałam po Colę zero. Kto mnie zna, wie, jaką to było motywacją:)

I podjęłam decyzję: nie będę jeździć sama, tylko z doświadczonym kierowcą pod bokiem (prawym), żeby na mnie krzyczał w momentach kryzysowych.

Moja jazda nie była pewna, mnie po czterech minutach jazdy rozbolała głowa i boli – z różnych powodów – do tej pory.

Nic nie wyglądało tak jak wtedy…

 

 

W trasie!

Notatka na marginesie

received_294605547550280Kolejny sukces! Przejechałam jako kierowca 176 km autem!  w tym kilka po mieście! Ronda,  korki…

How cool is that? ;)

Zamieniłam się,  bo czułam,  że się dekoncentruję. Czyli znowu jestem drajwerem.

Nie czuję się pewnie wciąż.  Ale jechałam dość pewnie.  Jak przestałam, zamieniłyśmy się.

Kiedyś, ktoś mówił mi,  pani Kasiu mój tata miał udar,  teraz po całe,  nawet jeździ samochodem. 

Ja nie wierzyłam w dobrą jazdę.  dalej nie wierzę do końca,  tylko z kimś po prawej, ale może kiedyś? (;

 

Kierowca po udarze (II)

samochódwczoraj kolejny sukces! Myślałam, że może dojadę nad morze, ale się nie udało.

Mieliśmy z tatą zaplanowany wypad nad morze (120? 100 km? coś takiego), rano czułam się pewnie i dobrze, więc jazdę zaczęłam JA i to nienamawiana przez nikogo. I ujechałam kawał drogi, przeszło godzinę jechałam, ale potem, dość nagle poczułam paskudne zmęczenie. Takie, że zjechałam zaczęłam się bać kierowania, wiedziałam, że nagle koncentracja mi siadła i muszę się zamienić. Więc zjechałam na bok i się zamieniłam.

Żal mi było, bo gdybym mogła się pochwalić jak daleko ujechałam, to byłabym z siebie dumniejsza;p ale wiecie, bezpieczeństwo na drodze to ważna rzecz:) ważniejsza niż duma, na pewno.

To nagłe opuszczenie przez siły nie jest dla mnie niczym nowym, znam to dobrze ze swojej codzienności. Dobrze wiedzieć, że koncentrowanie się na drodze może być też czymś wysysającym siły witalne:) Dłuższe wycieczki nie są dla mnie więc:)

Na miasto wciąż bym się sama nie wypuściła autem. Jeżdżę bardzo uważnie, dość powoli, raczej nie grozi mi zabranie prawka za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Ale widzę swoje reakcje. Wiem, że jestem jak świeżak po odebraniu dokumentu. Tylko że mam wolniejsze reakcje, więc teraz skupiam się milion razy bardziej, niż wtedy, kiedy zaczynałam jeździć. Nie spowodowałam do tej pory żadnej niebezpiecznej sytuacji, ale widzę to w pierdołach. np. w tym, jak powolutku włączam wycieraczki, albo jak długo kierunkowskaz mi miga po tym jak skręciłam. Uwierzcie, za długo. Wiem jednak, że to się jeszcze poprawi. Mam nadzieję że na tyle, że będę mogła jeździć po mieście bez obaw:) To nie będzie jutro czy za miesiąc, ale może za rok czy dwa . A może wcześniej? Zobaczymy.

W każdym   razie nad morzem było pięknie…

polskie morze zimą

…a powrót był tak męczący, że mdłości trzymają mnie trochę do teraz. zastanawiałam się, czy to nie przeziębienie, ale chyba po prostu zmęczenie:)

ps

początki mojej poudarowej samochodowej drogi, możesz sobie przypomnieć tutaj. jest różnica!:)

Wielkie postępy u mnie

IMG_20150530_123457Znajomi chwała się na Facebooku swoimi sukcesami: nowymi książkami swojego autorstwa, konferencjami, przebiegniętymi maratonami,  podróżami, awansami.

Jeszcze długo  pewnie nie będę w stanie z nimi rywalizować, ale ja też mam ogromne sukcesy, w powracaniu do zdrowia i normalności.

Najprostsze ściegi druciane robię może nie szybko, ale płynnie. Mama już po mnie nie poprawia.

Dziś całkiem ładnie przyjechałam kawał drogi samochodem.

Nauczyłam się masy nowych rzeczy, których bez udaru pewnie bym nie spróbowała. Są to na przykład pływanie na wakeboardzie i stanie na trickboardzie. Trickboard rozwija mi bardzo równowagę.  Teraz stoję na nim nawet kilka minut i uczę się robienia przysiadów.

Jest szybciej, dalej, lepiej chyba – przebieglam 7 km truchtem bez zatrzymania!  Jestem bardziej wytrzymała:)

Wczoraj przeprowadziłam swoją pierwszą rozmowę po hiszpańsku :))) była kulawą,ale była!

Notki dla was piszę znacznie szybciej, choć wciąż niesprawnie.

I koncentracja się trochę poprawia, nawet ja to zauważam. Niekoniecznie  jest dobrze, ale na pewno robi się lepiej – zawdzięczam to i ćwiczeniom, i na pewno tabletkom, które biorę. Bo tu poprawę zauważyłam ostatnio, akurat tak, jak kuracja mogła zacząć działać.

Udaje mu się zaśpiewać fragmenty piosenek :) wcześniej to było niemożliwe.

Sukcesy nie są tak spektakularne jak nauczenie się chwytania czy chodzenia, których mam mnóstwo (; ale dopiero ostatnio widzę, że udało mi się  zrobić ogromny postęp w któtkim czasie. Mogę czuć dumę, bo włożyłam w to bardzo dużo pracy. I choć dalej mam mnóstwo problemów i zmagam się z rzeczywistością, kroczę ku normalności.

To się pochwaliłam. Dziękuję że jesteście że mną i mi trochę kibucujecie (: to mi daje siłę, kiedy baaardzo mi się nie chce.

 

 

 

Kierowca po udarze

samochód

z tego, co pamiętam, to zdjęcie zrobił mi przyjaciel zaraz po ty, jak zaczęłam samodzielnie jeździć samochodem

Dziś była u nas znajoma, zdziwiona, a może oburzona, że jej znajomy po trzech wylewach (udarach?), nie mówi, ale jeździ autem. Dba o siebie całkowicie sam, a jeździ autem.

Nie mogłam podzielić jej oburzenia, bo nie wiem jak jest. Wiem że wśród nas, udarowców, różnie bywa. Niektórzy z nas nie będą mogli nigdy wsiąść za kierownicę, niektórych łapią mdłości zanim auto ujedzie 20 metrów, inni jeszcze będą mogli pojeździć po bezdrożach Omanu, i ja – w to wierzę – należę do tych ostatnich.

Mogłabym wsiąść za kółko choćby teraz – nikt mi prawka nie odebrał, ręce i nóżki mam wystarczająco sprawne. Nie wsiadam jednak. Wiem, że moja koncentracja leży i kwiczy, a podzielność uwagi nie istnieje. Spowodowałabym stłuczkę na pierwszym ruchliwszym skrzyżowaniu, lub zabiłabym kogoś przy pierwszej nietypowej sytuacji na drodze. Nie ma co się spieszyć, bo gdy się człowiek spieszy, to się mechanik cieszy (wiem, suchar, ale prawdziwy) ( ;

Bóg jeden wie, jak mi brakuje jazdy autem. Ja to strasznie lubiłam i dobrze się czułam za kierownicą samochodu (rodziców, swojego się nie dorobiłam;p). Teraz, gdy mieszkamy na obrzeżach miasta, a ja nie mogę po prostu wsiąść i pojechać gdzie chcę, czuję się uziemiona.

Żeby zupełnie nie zapomnieć jak się jeździ, jeżdżę do sklepu i na przystanek autobusowy. Na początku zawsze z kimś, teraz zdarza mi się samej podjechać. Wiem, że okolica jest na tyle spokojna, że nic złego nie powinno się wydarzyć, a dzięki temu, jak będę próbowała prawdziwych wycieczek, nie będę przerażona.

Poznałam udarowców, którzy jeździli bez problemów, ludzie opowiadali mi o takich historie, żeby mnie pocieszyć, słyszałam też o takich, którzy wrócili za kierownicę, ale okupili to miesiącami cierpliwości i ćwiczeń.

Widząc w jakim jestem stanie, jestem pewna, że za kilka miesięcy, może pół roku, będę mogła pojechać na wielką wycieczkę samochodową. I będę kierowcą;) Bo póki co, jako pasażer czuję się nieustająco paskudnie. Kiedy zaczyna się robić coś, co może by niebezpieczne, ważne jest to, żeby racjonalnie się ocenić – nie przeceniać swoich możliwości, ale ich nie zaniżać. W tym może też pomóc ktoś trzeci, ale najważniejsze, żeby trzeźwym okiem spojrzeć na siebie i swoje możliwości. Ja się nie daję przekonać do dalszych wycieczek, ale  w końcu dam – wtedy jednak będę lepiej przygotowana, niż teraz.

NIC NIE ZASTĄPI ZDROWEGO ROZSĄDKU.

Na forach internetowych czytam historie ludzi, którzy uparli się, że wsiądą za kółko, mimo że nie byli na to gotowi i być może nigdy nie będą. Ci są tykającą bombą zegarową, i naprawdę lepiej trzymać ich z dala od kierownicy. I takich chorych, niestety, pewnie jest większość, chociaż rehabilitacja może zdziałać cuda – pozdrawiam pana Zbyszka, który w Konstancinie radził sobie lepiej ode mnie w każdej grze komputerowej!

Jeśli okaże się, że moja koncentracja jest gotowa, ale umiejętności mniejsze niż były, może pójdę na kilka jazd doszkalających – to żaden wstyd. Póki co czuję się jak mój własny dziadek, który nie jeździ już autem dalej, niż do najbliższych sklepów, dokładnie tak jak ja – bo ma takie problemy jak ja! Tylko wiek nie ten (w tym roku będziemy świętować jego 84 urodziny:) Ja mam nadzieję, że o tego czasu nauczę się znowu śpiewać i będę razem Janis śpiewać (lub raczej drzeć ryja na cały głos).

 

Wideo powyżej jest długie i nudne, mama kręciła mnie, żebym mogła pochwalić się bratu:) Jest dowód, że jechałam i nawet zaparkowałam – tyłem!

Wsiadaj bracie, dalej, hop!

Jeszcze pół roku temu uwielbiałam jeździć samochodem. Lubiłam nawet długie, dla wielu ludzi męczące podróże, lubiłam prowadzić auto i być wożoną:) Lubiłam czytać w podróży, obserwować krajobrazy, po prostu jechać Nie byłam rajdowcem, ale zwykłym, porządnym kierowcą, który jeździ pewnie (parkuje z dużą niepewnością). Nigdy nie było tak, że wracałam do domu i w ogóle nie jeździłam. A tutaj… Już kolejny miesiąc siedzę w Szczecinie, a na myśl o aucie wzdrygam się potężnie, bo przyjemności jazdy nie mam w ogóle z dwóch powodów:

Po pierwsze, sama (prowadząc) nie pojadę dalej niż do najbliższego sklepu, a i to zazwyczaj z duszą na ramieniu. Wynika to z wielkich problemów z koncentracją i podzielnością uwagi. Nie boję się o siebie, tylko że ktoś wyjdzie mi na drogę, a ja, nie zdążę go zauważyć, rozbiję sobie  (rodzicom) auto, a jemu głowę. To naprawdę paraliżujące i szczerze mówiąc nie wiem, jak to wyćwiczyć. Trochę gram w gry, żeby ćwiczyć podzielność uwagi, ale każdy kto się przesiadał z Need for speed do prawdziwego auta wie, że to nie to samo. Przy jeździe na rowerze jest podobnie. Nie wypuszczam się na ulice miasta, bo w sytuacjach, w których w zasięgu wzroku jest kilku użytkowników drogi, nie mogę mieć pewności, że zareaguję tak, jak ktoś zdrowy, kto umie jeździć na rowerze. To, że czasami z trudem trzymam równowagę, to zupełnie inna kwestia.

Po drugie, kiedy jestem pasażerem, zawsze, ale to zawsze, łapią mnie nudności. Mniejsze i bardziej dotkliwe. Niezależnie od tego, czy zaglądam do telefonu, czy próbuję patrzeć w punkt na linii horyzontu, jest źle. Gdyby to mijało zaraz po wyjściu z auta, byłoby pięknie. Czasem nie mija. Czasem trzyma mnie po kilka dni, w czasie których mogę jedynie leżeć i jęczeć, a moja dieta ogranicza się do sucharków i rumianku. Na to nie pomagają aviomariny, herbatki z imbirem i inne takie. To jest koszmarne. Jak mdłości są mniejsze, nawet po mnie nie widać, nie marudzę, ale każdy wie jak jest. Tylko babcia zawsze pyta, czy miałam mdłości. I zawsze się dziwi, że jednak miałam. Co na to neurologowie? Moja neuro powiedziała, że nie nazwalaby tego chorobą lokomocyjną, a inni nie wiedzą co powiedzieć, oprócz tego że tak to może być po udarze. No szpiedzy donoszą, że nie jestem jedyna na świecie z takim dumnym problemem.

W obydwu przypadkach mam nadzieję, że czas leczy dziury (w mózgu) i będę mogła jeszcze jeździć bez bólu i strachu. Pozdrawiam z trasy szczecin-torun-warszawa, guma złapała nad jechać w domu, mdłości poczekamy aż będziemy 20 m za chata.