lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: gry

gry i zabawy lewą ręką mój udar rehabilitacja

Gdy ci samotno, zagraj w samotnika!

Published by:

samotnik

„Solitaire 01” autorstwa Photo by Gnsin edited by WolfgangW

W szpitalu pan Grzegorz dał mi się pobawić grą. Samotnikiem. Na trochę innej planszy, niż ta na zdjęciu.

W grze generalnie chodzi o to, żeby pozostawić na planszy jak najmniej pionków, a w końcu  tylko jednego. Zasady zaraz wytłumaczę, bo dla mnie zasady początkowo były trochę inne. Miałam początkowo jedną zasadę. chwytać te pionki , nazywane w pracowni ‚grzybkami’ jedną ręką. Oczywiście lewą. zadanie, łatwiejsze od fasolek i bierek i na pewno znienawidzonych nakrętek, było początkowo masakrą. Ale z czasem ładnie chwytałam, przekładałam wykładałam. Doszedł szybko komponent logiczny, też ważny;) w moim przypadku bardzo. bo z logiką byłam na bakier i przed udarem, teraz jest tylko gorzej;p to se ćwiczyłam na tych planszach. I tylko lewą ręką.

Czasem mam wątpliwości, czy te gry logiczne mają sens i czy pomagają, ale nic, kupuję, gram, może pomagają. Czuję się takim samym głąbem jak pół roku temu, poprawę nagłą widziałam tylko po Nootropilu, ale potem wróciłam do normy. Ale zakładam, że ta praca daje efekty – tylko są tak subtelne i powolne, że ciężko je wyłapać. Powiedzcie – gadam z sensem?;)

Polecam samotnika. Może nawet wciągnąć. Na pewno to jakaś odmiana:)

gry i zabawy lewą ręką mój udar

do zabawy! – ja i konsola w rehabilitacji

Published by:

Kiedy moja rehabilitantka pierwszy raz postawiła mnie przed konsolą – Nintendo Wii bodajże – byłam zachwycona. Niklawiaturae jestem typem gracza, w życiu nie miałam playstation czy innej konsoli, nie mówiąc już o tych szczytach techniki czytających ruch. I tu nagle, po raz pewnie piąty w życiu, kazano mi się bawić, ku zdrowotności.

Grałam we wspinaczkę. Rąsia do góry – złap, druga rąsia do góry – złap, podciągnij się, skocz… oczywiście było ciężko:)

początkowo nie zorientowałam się, że konsola ‚widzi’ nawet moje dłonie i nie wiedziałam, że muszę łapać… potem, , jak to ogarnęłam, treningi były żmudne i trudne. Wyzwań było mnóstwo – od wyciągnięcia rąk w górę po koordynację.

Nigdy nie wygrałam swojego wyścigu wspinaczkowego, nawet na najłatwiejszych trasach, ale były już takie, w których nie byłam ostatnia, więc i tu widziałam efekty swojej pracy.

Problem w tym, że nawet konsola może się znudzić. po jakichś 2 tygodniach zajmowania się sobą miałam jej dość. Czułam efekty – naprawdę, przede wszystkim ręka się wzmocniła, nawet wydolnościowo było trochę lepiej – w sensie już pół godziny przed ekranem było do przetrwania;) – ale samo granie mnie nudziło. wróciłam więc do ‚tradycyjniejszej’ rehabilitacji:)

 

wg badań terapia kończyn górnych za pomocą konsoli wii działa;) tu można o tym poczytać:)

 

gry i zabawy lewą ręką

grajmy sobie specjalistycznie! – ach ten program neuropsychologiczny!

Published by:

klawiaturaSzczerze mówię, że nie pamiętam, pamiętam nazw i szczegółów, piszę tylko o wrażeniach z mojej terapii najwspanialszym programem, który pomagał mi tak samo, jak pani neuropsycholog.

Siada się przed dużym komputerem, z różnymi przyciskami zamiast klawiatury, dotykowym ekranem. Neuropsycholog dobiera ‚grę’, która jest ci potrzebna. Możesz rozpoznawać buzie, pędzić Pendolino i omijać sarenki, układać puzzle, czytać teksty i odpowiadać na pytania, szukać różnic… I nie pamiętam co tam jeszcze.

Refleks, pamięć, koncentracja, orientacja w przestrzeni, rozpoznawanie różnych rzeczy (nie wiem jak to nazwać – początkowo nie widziałam różnic między różnymi figurami, które się różniły między sobą…) , logiczne myślenie – to wszystko – i pewnie inne rzeczy też – było ćwiczone.

Codziennie czekałam na te zajęcia. choć były krótkie, nic mnie tak nie męczyło i z niczym nie widziałam, takich postępów. Szukałam czegoś takiego w Szczecinie – nie znalazłam. Chciałam ćwiczyć na tym, wybierać sobie wzorki, jechać Pendolino, ale nie udało się znaleźć. Może jeszcze znajdę:)

Wg neuropsycholog ze szczecińskiego szpitala powinnam to zastępować innymi rzeczami. W tym grami komputerowymi, bo to może ćwiczyć podobne kompetencje. Znalazłam sobie super zręcznościówkę, którą pamiętam z dzieciństwa i nie umiem przejść pierwszego etapu. Muszę znaleźć coś łatwiejszego;)  Może Teletubisie mają jakąś wersję do grania, ale nie wiem, czy bym chciała stać się jednym z nich.

teletubisie

 

mój udar

grajmy sobie analogowo! – gry po udarze

Published by:

games, pokerKiedy leżałam na pierwszej rehabilitacji, byłam zrozpaczona. Mimo pracy z neuropsychologiem, zadań domowych, oglądania filmów, prób czytania, uświadamiałam sobie, że ten syf, który mam w głowie, będzie porządkowany dużo dłużej, niż przypuszczałam początkowo.

Napisałam więc do swojej byłej wykładowczyni, która miała z nami przedmiot ‚psychologia komunikacji’, który w dużej mierze, z tego co pamiętam, opierał się właśnie na takich neuro-ćwiczeniach. Jeśli nie na koncentrację, to na kreatywność.

Odpowiedź, którą otrzymałam, bardzo mi się podobała. Graj, Kaśka, w gry. Nawet proste. Zapraszaj znajomych na partyjkę scrabbli. Obok tego sudoku się sprawdza do samodzielnej pracy. I o tamtej pory starałam się nie wypuszczać moich gości bez rozegrania partyjki czegoś. Graliśmy w makao (tego nienawidzę, tak przed udarem i po udarze), scrabble, Kolejkę czy jakieś ‚Pan tu nie stał’, państwa miasta,. Było super, przegrywałam jak zawsze (tylko w scrabble mi się udawało czasem zwyciężyć, ale w to przed udarem byłam mocno wyćwiczona), jak się nie skupiałam i coś źle robiłam, znajomi śmiali się i dokazywali. Kolejna rehabilitacja to byli inni goście, przychodzili już ze skomplikowanymi planszówkami, których uczyłam się powolnie, ale je pokochałam i mogę grrrraaaać. Teraz, przeszło pół roku później, jestem w stanie zagrać nawet w skomplikowane gry, jeśli ktoś dobrze wytłumaczy mi zasady. I chcę grać!

Tu na wczasach jest z tym słabizna. Kupiłam karty, chciałam przypomnieć sobie pokera, ale się nie udaje. Zapraszamy znajomych na poksa, a oni nie chcą grać. Zapraszam brata na partyjkę, ale zmęczony. A przez to, że na Cyprze hazard jest trochę zabroniony, przez sieć też nie przegram majątku.

Podobno granie synchronizuje półkule mózgowe. Rozwija też na pewno koncentrację, myślenie logiczne, ‚social-skille’, a ze wszystkim jestem trochę na bakier. I sprawia mnóstwo frajdy. I gry są naprawdę na każdym poziomie. Z dzieciakami gra się w najnudniejszą grę świata, wojnę. Są miliony gier, w które można grać z udarowcem, kiedy wyjdzie z fazy ‚chce mi się spaaaaaaaaaać, zostawcie mnie w spokoju’. Taka praca po godzinach, na pewno przyjemniejsza, niż męczenie się z tekstem z lukami od neuropsychologa;)

Jestem typem przegrywacza-pechowca, dlatego przegrane mnie w ogóle nie smucą i nie załamują. Powiem nawet więcej – jak wygrywam, zachowuję się bardzo źle. Tak źle, że nie daję zapomnieć innym, że PRZEGRALI ZE MNĄ. A teraz, że PRZEGRALI Z UDAROWCEM. Wyzywam też innych (najczęściej od dziwek bez szkoły… dlaczego? nie mam pojęcia)

Zachowuję się gorzej niż Hammond:

Jak nie wierzycie, zapytajcie moich przyjaciół;)

The efficacy of Wii-based Movement Therapy for upper limb rehabilitation in the chronic poststroke period: a randomized controlled trial

gry i zabawy lewą ręką mój udar

zabawne gierki, a tu lecą bierki

Published by:

gra w bierkiKiedy znajomi odwiedzali mnie jeszcze na neurologii, śmiali się, że niedługo będę grać z nimi w bierki lewą ręką, hihihi, haha, a potem chciało mi się ryczeć, bo to dla mnie były zbyt okrutne żarty.

Nadszedł jednak czas długaśnego pobytu w Konstancinie, musiałam zmienić trochę nastawienie i w końcu poprosiłam przyjaciół, żeby kupili mi bierki. Trochę w to nie wierzyłam, ale graliśmy – żeby było sprawiedliwiej, wszyscy lewymi rękami. Głosy oburzenia słyszałam z rzadka. Graliśmy na początku na szpitalnych krzesłach, było ciężko, ale jakoś szło, zdarzało mi puścić pojedynczą bierkę w lot koszący po korytarzu. Ale od czasu do czasu coś się udawało zrobić. Ręka się trzęsła, ale od czasu do czasu się coś udawało. Raz na jakiś czas dobrze wyciągniętą bierkę wypuszczałam. Z czasem szło coraz lepiej. Chyba ani razu nie wygrałam, ale postęp naprawdę widać było gołym okiem.

Nawet zdrowy praworęczny miał oczywiście dużo z tym problemów, ale to mi patyczki wypadały, ułatwiając innym zabawę. To mi łapa potrafiła się zatrząść tak, że aż psułam cały układ. To ja musiałam się skupiać tak, że na chwilę mnie nie było.

Gra w bierki wymaga tego, czego nie mam: sprawności ręki, precyzji, logicznego myślenia, przestrzennego myślenia, koncentracji. I chyba dzięki temu jest idealna. Muszę do niej wrócić Czas odkurzyć patyczki, które nawet były mi przyjacielem w chwilach załamania ( ;

 

gra w bierki