lewaczka.pl – udar mózgu » Blog Archives

Tag Archives: gra

mój udar

kreatywność to twoje okno na świat. Było.

Published by:

Napisałam dziś notkę. A potem przypomniałam sobie, że już o tym pisałam. Nie ma więc o czym mówić. I mam problem, bo pomysłu na dzisiejszą notkę w ogóle nie ma.

aż tu nagle… coś, co jakoś mnie niepokoi mocno. Od dawna chciałam napisać o tym notkę, ale powiedzenie tego głośno, jest jak zaakceptowanie faktu że

udar odebrał mi kreatywność.

Kiedyś wpisałabym w CV bez wahania „kreatywność” jako swoją cechę. Teraz wymyślenie czegokolwiek wydaje mi się zadaniem przynajmniej karkołomnym. A może niemożliwym.

Jakieś zmiany zaszły w moim mózgu. Naczytałam się o różnych częściach mózgu, udarach po prawej i lewej i, choć oczywiście nic nie jest na pewno, może ten problem wynika z faktu, że ognisko udarowe  było po prawej stronie? Jill Taylor by się raczej zgodziła.

jeśli prawdą jest (źródło):

Prawa półkula odpowiedzialna jest natomiast, za:

  • kreatywność
  • wyobraźnię
  • myślenie abstrakcyjne
  • zdolności muzyczne
  • intuicję
  • wyobraźnię przestrzenną
  • zdolności artystyczne

To mam przechlapane.

Jednak nie wierzę, że świat mózgu jest tak prosty i w tym szukam nadziei. Bo nie chcę być niekreatywna!

Problem w tym, że nie mam pojęcia jak to ćwiczyć. jeśli lewa półkula odpowiada za werbalne i logiczne poznawanie świata, a prawa – niewerbalne, wrażeniowe i intuicyjne cały czas ćwiczę tę, lewą! Od najprostszych rzeczy, jak ta:

mapa myśli, ćwiczenia kreatywności

Tu próbowałam się zainspirować do napisania opowiadania.

ech! Niektórzy powiadają, żeby ‚synchronizować półkule’. Weźcie. co to w ogóle znaczy? chodzi o to, żeby ‚tworzyć więcej połączeń neuronalnych między prawą i lewą półkulą’. Bardzo chętnie. Ale po co? I jak? Może liczyć od 10 do – 10 i wyobrażać sobie każdą cyfrę w innym kolorze? nie znam tylu kolorów:D pani psycholog mówiła, żeby iść na zumbę. Ale moja koordynacja skutecznie mnie powstrzymuje.

Brakuje mi pomysłów. Boję się, że już nigdy nie będę opowiadać historii innych niż moja własna. Naprawdę się boję.

gry i zabawy lewą ręką mój udar rehabilitacja

Gdy ci samotno, zagraj w samotnika!

Published by:

samotnik

„Solitaire 01” autorstwa Photo by Gnsin edited by WolfgangW

W szpitalu pan Grzegorz dał mi się pobawić grą. Samotnikiem. Na trochę innej planszy, niż ta na zdjęciu.

W grze generalnie chodzi o to, żeby pozostawić na planszy jak najmniej pionków, a w końcu  tylko jednego. Zasady zaraz wytłumaczę, bo dla mnie zasady początkowo były trochę inne. Miałam początkowo jedną zasadę. chwytać te pionki , nazywane w pracowni ‚grzybkami’ jedną ręką. Oczywiście lewą. zadanie, łatwiejsze od fasolek i bierek i na pewno znienawidzonych nakrętek, było początkowo masakrą. Ale z czasem ładnie chwytałam, przekładałam wykładałam. Doszedł szybko komponent logiczny, też ważny;) w moim przypadku bardzo. bo z logiką byłam na bakier i przed udarem, teraz jest tylko gorzej;p to se ćwiczyłam na tych planszach. I tylko lewą ręką.

Czasem mam wątpliwości, czy te gry logiczne mają sens i czy pomagają, ale nic, kupuję, gram, może pomagają. Czuję się takim samym głąbem jak pół roku temu, poprawę nagłą widziałam tylko po Nootropilu, ale potem wróciłam do normy. Ale zakładam, że ta praca daje efekty – tylko są tak subtelne i powolne, że ciężko je wyłapać. Powiedzcie – gadam z sensem?;)

Polecam samotnika. Może nawet wciągnąć. Na pewno to jakaś odmiana:)

gry i zabawy lewą ręką mój udar

do zabawy! – ja i konsola w rehabilitacji

Published by:

Kiedy moja rehabilitantka pierwszy raz postawiła mnie przed konsolą – Nintendo Wii bodajże – byłam zachwycona. Niklawiaturae jestem typem gracza, w życiu nie miałam playstation czy innej konsoli, nie mówiąc już o tych szczytach techniki czytających ruch. I tu nagle, po raz pewnie piąty w życiu, kazano mi się bawić, ku zdrowotności.

Grałam we wspinaczkę. Rąsia do góry – złap, druga rąsia do góry – złap, podciągnij się, skocz… oczywiście było ciężko:)

początkowo nie zorientowałam się, że konsola ‚widzi’ nawet moje dłonie i nie wiedziałam, że muszę łapać… potem, , jak to ogarnęłam, treningi były żmudne i trudne. Wyzwań było mnóstwo – od wyciągnięcia rąk w górę po koordynację.

Nigdy nie wygrałam swojego wyścigu wspinaczkowego, nawet na najłatwiejszych trasach, ale były już takie, w których nie byłam ostatnia, więc i tu widziałam efekty swojej pracy.

Problem w tym, że nawet konsola może się znudzić. po jakichś 2 tygodniach zajmowania się sobą miałam jej dość. Czułam efekty – naprawdę, przede wszystkim ręka się wzmocniła, nawet wydolnościowo było trochę lepiej – w sensie już pół godziny przed ekranem było do przetrwania;) – ale samo granie mnie nudziło. wróciłam więc do ‚tradycyjniejszej’ rehabilitacji:)

 

wg badań terapia kończyn górnych za pomocą konsoli wii działa;) tu można o tym poczytać:)

 

mój udar

grajmy sobie analogowo! – gry po udarze

Published by:

games, pokerKiedy leżałam na pierwszej rehabilitacji, byłam zrozpaczona. Mimo pracy z neuropsychologiem, zadań domowych, oglądania filmów, prób czytania, uświadamiałam sobie, że ten syf, który mam w głowie, będzie porządkowany dużo dłużej, niż przypuszczałam początkowo.

Napisałam więc do swojej byłej wykładowczyni, która miała z nami przedmiot ‚psychologia komunikacji’, który w dużej mierze, z tego co pamiętam, opierał się właśnie na takich neuro-ćwiczeniach. Jeśli nie na koncentrację, to na kreatywność.

Odpowiedź, którą otrzymałam, bardzo mi się podobała. Graj, Kaśka, w gry. Nawet proste. Zapraszaj znajomych na partyjkę scrabbli. Obok tego sudoku się sprawdza do samodzielnej pracy. I o tamtej pory starałam się nie wypuszczać moich gości bez rozegrania partyjki czegoś. Graliśmy w makao (tego nienawidzę, tak przed udarem i po udarze), scrabble, Kolejkę czy jakieś ‚Pan tu nie stał’, państwa miasta,. Było super, przegrywałam jak zawsze (tylko w scrabble mi się udawało czasem zwyciężyć, ale w to przed udarem byłam mocno wyćwiczona), jak się nie skupiałam i coś źle robiłam, znajomi śmiali się i dokazywali. Kolejna rehabilitacja to byli inni goście, przychodzili już ze skomplikowanymi planszówkami, których uczyłam się powolnie, ale je pokochałam i mogę grrrraaaać. Teraz, przeszło pół roku później, jestem w stanie zagrać nawet w skomplikowane gry, jeśli ktoś dobrze wytłumaczy mi zasady. I chcę grać!

Tu na wczasach jest z tym słabizna. Kupiłam karty, chciałam przypomnieć sobie pokera, ale się nie udaje. Zapraszamy znajomych na poksa, a oni nie chcą grać. Zapraszam brata na partyjkę, ale zmęczony. A przez to, że na Cyprze hazard jest trochę zabroniony, przez sieć też nie przegram majątku.

Podobno granie synchronizuje półkule mózgowe. Rozwija też na pewno koncentrację, myślenie logiczne, ‚social-skille’, a ze wszystkim jestem trochę na bakier. I sprawia mnóstwo frajdy. I gry są naprawdę na każdym poziomie. Z dzieciakami gra się w najnudniejszą grę świata, wojnę. Są miliony gier, w które można grać z udarowcem, kiedy wyjdzie z fazy ‚chce mi się spaaaaaaaaaać, zostawcie mnie w spokoju’. Taka praca po godzinach, na pewno przyjemniejsza, niż męczenie się z tekstem z lukami od neuropsychologa;)

Jestem typem przegrywacza-pechowca, dlatego przegrane mnie w ogóle nie smucą i nie załamują. Powiem nawet więcej – jak wygrywam, zachowuję się bardzo źle. Tak źle, że nie daję zapomnieć innym, że PRZEGRALI ZE MNĄ. A teraz, że PRZEGRALI Z UDAROWCEM. Wyzywam też innych (najczęściej od dziwek bez szkoły… dlaczego? nie mam pojęcia)

Zachowuję się gorzej niż Hammond:

Jak nie wierzycie, zapytajcie moich przyjaciół;)

The efficacy of Wii-based Movement Therapy for upper limb rehabilitation in the chronic poststroke period: a randomized controlled trial

gry i zabawy lewą ręką mój udar rehabilitacja

Zagrasz ze mną w operację?

Published by:

Po udarze może się spełnić dużo marzeń, szkoda że tych z dzieciństwa;) Za każdym razem jak widziałam w tiwiku reklamę gry Operacja, chciałam mieć ją na własność. I udało się – dostałam ją w prezencie na wyjście ze szpitala.

Operacja dla większości dorosłych będzie nudą do porzucenia po minucie, jednak gra lewą ręką (lub prawą, jeśli jesteś praworęczny) jest wyzwaniem. Dużym wyzwaniem.

operation

 

Gra naprawdę ćwiczy precyzję. Wyzwaniem może być nawet samo chwycenie pensety, którą wyjmuje się z ciała chorego różne przedmioty. Jeśli się uda, naprawdę trudno jest usunąć przedmioty z ciała chorego  – o ile się nie ćwiczy. Ręka się trzęsie, jest niepewna, nawet wypuszcza się złapane przedmioty.

Zabawa jest ciekawsza i łatwiejsza niż wyciąganie koralików pensetą (co robiłam w Konstancinie) i jest to jedna z rzeczy, które można robić z innymi. Polecam zaproszenie znajomych, dzieci, wnuków, tak jak na bierki!, żeby pograć sobie wspólnie i nie odcinać się od świata, bo tyle się zmieniło. Gra oczywiście się nudzi po kilku rozgrywkach. Wtedy można ją odłożyć na półkę i zagrać za jakiś czas. Dziś szło mi dużo lepiej niż kilka tygodni temu! Na 5 prób wyciągnęłam 3 elementy! (fanfary).

MInusem jest cena – chyba najmniej 50 zł. Ale jak ktoś lubi pokombinować sobie z zabawkami – polecam:) zawsze po zrehabilitowaniu można grę oddać znajomym dzieciakom. Patrząc na entuzjazm moich małych gości, mogę ocenić, że dzieciaki to uwielbiają dużo bardziej niż ja:)